piątek, 18 sierpnia 2017

50 lat minęło.

W czerwcu 1967 roku ukończyłem ośmioklasową Szkołę Podstawową numer 1 we Wągrowcu, a zaraz potem zdawałem egzamin wstępny (tak, taki był) do Technikum Kolejowego w Bydgoszczy (ponad dwóch kandydatów na jedno miejsce).  Egzaminy były pisemne i ustne z matematyki, fizyki i języka polskiego.

Dzisiaj to brzmi jak dobry żart.  No, ale minęło od tamtego czasu ponad 50 lat.  Jak przeżywałem ten egzamin i jak czekałem na jego wynik to tego nie zrozumie nikt kto sam tego nie przeżył.

Dzisiaj prezentuję zdjęcie wykonane na zakończenie nauki w szkole podstawowej - absolwenci klasy ósmej "A" wraz z kadrą nauczycielską i dyrektorem szkoły - ten pan w  środku pierwszego rzędu, wyglądający jak dyrektor.  Wtedy, wbrew pozorom, tak było. Trzeba było mieć autorytet i charyzmę, aby być dyrektorem. Dzisiaj niestety wystarczą stosowne układy, znajomości, a czasami (rzadko) także autentyczne predyspozycje.

Awers

Rewers

wtorek, 15 sierpnia 2017

Festyn Żołnierski - Myślęcinek 15.08.2017 rok

Takich tłumów jak na dzisiejszym Festynie Żołnierskim już od dawna w Myślęcinku nie widziałem. Tysiące pieszych, setki rowerzystów i ogromna ilość dzieci w najróżniejszym wieku..

A było co oglądać.

Poniżej kilka z wielu prezentowanych na festynie atrakcji:

Pobyt na festynie rozpoczęliśmy od wysłuchania kilku wojskowych piosenek

Potem podziwialiśmy popisy następców polskich ułanów


Następnie czołgi





Karabiny



i pistolety

Materiały wybuchowe produkcji bydgoskiego Nitrochemu

I wyrzutnia z Nitrochemu

Na koniec wspólny posiłek.


Atrakcji było dużo, dużo więcej.


Interesująca i pouczająca impreza.

niedziela, 13 sierpnia 2017

Refleksja natury ogólnej - 51

Polecam  norweski serial pod tytułem "Układ".  Dostępny w HBO GO.

Układ – norweski serial telewizyjny emitowany od 1 stycznia 2014 roku przez norweską stację publiczną NRK1.

Od dwóch tygodni HBO emituje drugi sezon tego serialu.

W tym zamożnym kraju liczącym około 5,3 miliona mieszkańców od czasów odkrycia potężnych zasobów ropy naftowej i gazu ziemnego, zaczęto myśleć o dalekiej przyszłości, czyli tej kiedy skończą się zasoby ropy i gazu.

Głównymi bohaterami serialu są najlepsi krajowi dziennikarze i najważniejsi politycy.  Jednak jego istotą są zależności i walka o władzę oraz pieniądze.

Obraz tego co się wyłania z owych układów jest wprost przerażający.  A przecież to nieduży i bogaty kraj.

Automatycznie nasuwa się refleksja - a jak to wygląda w naszym kraju?

Najpierw był "okrągły stół" chociaż kantowano po kątach.  Potem szaleństwo prezydentury Wałęsy (i ten kapciowy rządzący praktycznie wojskiem i służbami specjalnymi) w tle rządy Unii Demokratycznej (gruba kreska) o której (UD) zwykło się mówić, że jak idą po schodach to sami nie wiedzą czy z nich schodzą, czy też idą w górę. Potem przyszły pierwsze rządy postkomuchów (epizod Olszewskiego pomińmy - patrz film pt. "Nocna zmiana").  Potem nastała era "Olka" o którym jego najbliższy (Oleksy) powiedział - "drobny cwaniak Oluś", a trwały one 10 lat.   

To wtedy nastąpiło kompletne zblatowanie polityki z biznesem, a naczelnym hasłem była prywatyzacja jak się dało i czego tylko się dało.  Klinicznym przykładem tamtych praktyk były prywatyzacje z udziałem doktora Kulczyka.

Jak już polskie społeczeństwo miało dosyć Olka i Millera (szorstka przyjaźń i inne takie) to wygrało AWS z hasłem "teraz kurwa my".  A ponieważ była to zbieranina oszalałych, żądnych władzy, zaszczytów, kasy i przywilejów niby "Solidaruchów",  to też przetrwała aż jedną kadencję.  Na czele tej zbieraniny stał nijaki Buzek, którym z drugiego fotela sterował Maniek Krzaklewski.

Potem znowu przyszły rządy neokomuszków (SLD) z chłopkami cwaniakami (PSL).  

Ale też społeczeństwo się na nich szybko poznało i po jednej kadencji spuściło ich do klozetu.

A potem nastała wspaniała era ośmiu lat rządów Platformy Obywatelskiej w koalicji z cwanymi chłopkami.

Wreszcie i na ich złodziejstwie i wiarołomstwie:

Wiarołomstwo PO

społeczeństwo się poznało i wybory wygrało powszechnie znienawidzone Prawo i Sprawiedliwość.


Ten powyższy bardzo skrócony opis najnowszej historii III RP jest po to, aby ewentualni widzowie wspomnianego serialu "Układ"  mogli się zastanowić co wyprawiało się w polskiej rzeczywistości, burzliwej, pełnej napięć, zakrętów, gwałtownych zmian i przeróżnych, często bardzo dziwacznych, reform.  I porównali to do tego co działo się, i pewnie nada się dzieje, w norweskiej polityce.  A to przecież kraj stabilny i bogaty.

Taka refleksja nasunęła mi się po obejrzeniu trzech pierwszych odcinków drugiego sezonu owego serialu.

Strach pomyśleć i strach się bać w jakim bagnie i syfie żyliśmy.

Miejmy nadzieję, że po burzach wreszcie przyjdzie chociaż trochę pogody.

Ale???


Poprzedni post z tego cyklu.

piątek, 11 sierpnia 2017

Refleksja natury ogólnej - 50

Przeczytałem artykuł:
W przyszłym roku wydatki na parlamentarzystów wzrosną o 83 mln zł – informuje czwartkowy "Fakt".
Pozwoliłem sobie na komentarz do tej informacji:

Ciekawe jak wyglądałaby polska demokracja gdybyśmy przyjęli model szwajcarski. W tym modelu wszyscy politycy działają społecznie i bez żadnego wynagrodzenia. Tylko zaszczyt bycia politykiem jest motorem ich działań. Zaszczyt podejmowania decyzji, prestiż i odpowiedzialność wobec wyborców to prawdziwe i jedyne motywy działań.  Aż wierzyć się nie chce.  Ci politycy podejmujący wszystkie istotne decyzje  utrzymać muszą się z innych źródeł, niż z tego, że są politykami. 

Gdyby u nas wprowadzić podobne zasady to żaden z polskich posłów i senatorów by się nie ostał. Bo to głównie merkantylne osobniki są.

No, może za tysiąc lat i u nas tak będzie.




niedziela, 6 sierpnia 2017

Refleksja natury ogólnej - 49

Dzisiaj przez cały dzień mówiono i pisano o kolejnej partii nagrań dotyczących bardzo już słynnej afery podsłuchowej.

Totalna opozycja totalnie krytykuje i lekceważy owe nagrania.  Twierdzą przedstawiciele tej kasty właścicieli III RP, że tylko źle wychowani ludzie mogą nagrywać i podsłuchiwać.  Twierdzą, że to były prywatne spotkania.  I tak dalej, w tym guście, sposobie i z podobnymi argumentami.

Zapominając, że byli to ludzie publiczni, rozmawiali w publicznym miejscu, rozmawiali o publicznych sprawach, z których wiele później wcielano w czyn, a ucztowano przy tym za publiczne pieniądze.

Ale to wszystko jeszcze nic.

Poniżej przytoczę mój post, który napisałem pod dzisiejszym artykułem GW dotyczącym kolejnej odsłony afery podsłuchowej:

"Ludzie w sprawach ogólnych, publicznych są zawsze tacy sami i zachowują się tak samo jak w swoim życiu codziennym, w sprawach drobnych i pospolitych - Tak powiedział jeden z największych autorytetów w historii ludzkości."

Dlatego to co na taśmach to w ministerstwie, sejmie i na innych kluczowych stanowiskach i miejscach."

link do artykułu w GW

Biedne i skompromitowane PO, pod rządami byłego sekretarza generalnego KLD, próbuje wynaleźć chorobę, a potem jako zbawcy, próbują wynaleźć na tę chorobę lekarstwo.  Już Stefan Kisielewski w swoich "Dziennikach"  pisał co on myśli o takiej postawie. Ale czy różne Scerby, Brejzy, Budki,  Kierwińskie, Halickie, Szejnfeldy czy inne tego typu Niesiołowskie, albo Rulewskie czy inne Piotrowskie, o bezrękim nie wspominając, mają najmniejsze pojęcie o tym, co wspaniały pan Stefan, miał na myśli.  Oni sądzą, że są wielcy, europejscy, ale to ON nie był kundlem na smyczy UE i na pewno nie popierałby takiej zdrady narodu polskiego jakiej dopuszcza się PO wraz z nienowoczesną.   Razem stanowią nową zdradliwą konfederację.  Dla nich różne Schultze, Timermansy, albo inne  Junkery są wyznacznikami demokracji..  Na pohybel takim wyznacznikom takim ludziom, takim politykom i takim kundlom.

My Naród Polski......

Sprzedawczykom, zdrajcom, serwilistom i oportunistom, mówimy stanowcze NIE.




                                         Poprzedni post z tego cyklu.

sobota, 5 sierpnia 2017

Polski sierpień.

Chyba nie ma miesiąca o bardziej wyrazistych klimatach i wspaniałych krajobrazach.  Tuż przed żniwami, po burzach, powietrze robi się niesamowicie klarowne, kontrastowe, kolorowe, a czasami wręcz niesamowite. I te polskie polne kwiaty!



czwartek, 3 sierpnia 2017

Leszek - odcinek 39

Jak powiedziała kiedyś Agnieszka Osiecka - wspomnienia piszą ludzie drugiego rzędu.  Napisała to mając na myśli siebie, a pisząc to wspominała Zbyszka Cybulskiego i pisząc, że o jego życiu powinien wypowiedzieć się Bogumił Kobiela.  Niestety Kobiela nie napisał. A teraz już nie żyje i dlatego pisać muszę ja, ja Agnieszka Osiecka.

Tak samo ja (zachowując proporcje) wolałbym, aby o Leszku pisał ktoś kto potrafi to czynić lepiej. Ktoś kto potrafi bardziej zainteresować, zaintrygować lub zmusić się do refleksji, albo może bardziej sprowokować do zwyczajnego przeczytania napisanego tekstu. Niestety. Opis dotychczasowych przeżyć Leszka mało kogo interesuje, a obawiam się, że będzie jeszcze gorzej.

Czy pisać nadal?  Po co?  Dla kogo?  Czy to ma sens?  A może dosyć tej grafomanii?  Napisałem prawie 40 odcinków, i patrząc na statystykę oraz na komentarze, pozostaję w nastroju bardziej niż pesymistycznym.

Nie wszystko musi być na wynos, na sprzedaż, lecz jak mamy poznać samego siebie nie znając historii naszych ojców, matek, dziadków i babć, a także innych naszych poprzedników?  Kim możemy być bez swojej tożsamości?  I nie chodzi tutaj o oceny, o wartościowanie, o chwalenie się, o podsumowania życia, o wspomnienia, o opis tego co było, a już nie jest, lecz chodzi o to, aby nasi następcy, przynajmniej w odrobinie, potrafili uniknąć raf, których nam uniknąć się nie udało.  Najgorsze ze wszystkiego jest upokorzenie.  Starajmy się innych nie upokarzać, aby samemu nie być upokorzonym.  Dlatego warto poznać doświadczenia innych.  I zaznaczam, że nie ma to nic wspólnego z realną oceną otaczającej nas obecnie rzeczywistości.

Ale co tam, nie należy się zrażać, napiszę odcinek 39.  I proszę tych nielicznych czytelników chociażby o negatywne komentarze, ale przynajmniej z krótkim uzasadnieniem.  Ja się staram, a co Wy robicie?

Odcinek - 39

Minął tydzień urlopu.  Minęła Gwiazdka, minął Nowy Rok i drugiego stycznia roku pańskiego 1977 Leszek po skomplikowanej, długiej, na koszt państwa, podróży, dotarł do bram największej europejskiej twierdzy, czyli do twierdzy Modlin.  To tutaj, ongiś jadąc konno korytarzem wzdłuż ponad dwukilometrowej długości budynku, chorążowie dźwiękiem trąbek o szóstej rano budzili tysiące wojaków śpiących w niszach owych korytarzy.  Z czasem owe nisze zabudowano zaś konie i trąbki zastąpiono dźwiękami, docierającymi wszędzie, a dochodzącymi z ordynarnych głośników.

I tak w jednej z owych, już teraz zabudowanych, nisz, Leszek wraz z Andrzejem i drugim Leszkiem znalazł swoje lokum.  Oni w takiej niszy mieszkali w trójkę, a ich podwładni w podobnej niszy mieszkali w trzydziestu chłopa.  Czyli mieszkał cały pluton.  Każdy z podchorążych był dowódcą takiego plutonu i nie mając najmniejszego doświadczenia oraz marną wiedzę wojskową, musiał takim plutonem dowodzić. A to dowodzenie polegało na szkoleniu, musztrze, utrzymywaniu dyscypliny, szkoleniu w różnych dziedzinach, ale przede wszystkim na zapewnieniu tak zwanej gotowości bojowej i jak najlepszym prezentowaniu się na cotygodniowych apelach.  Musiał dbać o tak zwane morale podległych mu żołnierzy jak również odpowiadał za ich socjalistyczną postawę, zaangażowanie w służbę i całą masę innych rzeczy.  Leszek zaraz pierwszego dnia dostał książeczkę, w której na ponad sześćdziesięciu stronach było napisane co należy do jego obowiązków jako dowódcy plutonu.  Prawdę mówiąc nawet nigdy do końca jej nie przeczytał bo ilość zawartych w niej poleceń i obowiązków po prostu go przerażała i wolał, aż tak szczegółowo o tym wszystkim nie wiedzieć.  A przecież naprawdę za tymi przepisami, obowiązkami i całą tą napuszoną pragmatyką służbową, kryły się losy poszczególnych żołnierzy.  Każdy z nich był indywidualistą, a Leszkowi trafiło się tak zwane stare wojsko czyli ci co mieli za pół roku odejść do cywila.  A ponadto pochodzili głównie z okolic Jarosławia i Radomia. Zdecydowana większość podwładnych Leszka miała ukończoną tylko szkołę podstawową, zaś po półtorarocznej służbie w wojsku, zachowywali się tak jakby byli przynajmniej porucznikami.  Leszek bez doświadczenia, bez umiejętności wojskowych, bez znajomości przynajmniej podstaw psychologii i zarządzania tym "starym wojskiem" w rzeczywistości był bezradny.  Robił błędy i często nie wiedział lub nie umiał się odpowiednio zachować.  Na szczęście nie był odosobniony w tej wojskowej głupocie. Jego koledzy mieli podobnie.  

Dlatego też trójka przyjaciół ze studiów na Wydziale Budownictwa Lądowego Akademii Techniczno- Rolniczej w Bydgoszczy, która wspólnie znalazła się w twierdzy Modlin, postanowiła, że trzeba przeczekać tę początkową nawałnicę.  Nawałnicę spisanych obowiązków, poleceń dowódców, presji i cwaniactwa podległych im szeregowców.   Po wielogodzinnych dyskusjach postanowili, że będą robić to co uważają za słuszne, oczywiście wykonując głównie rozkazy, a całą resztę zostawią na później i czekać będą co z tego wyniknie.

Major Słonimski, dowódca batalionu ciągle stawiał im ambitne zadania.  Dotyczyły one wyników w strzelaniu, musztry, zachowań w czasie alarmów,  odpowiednich postaw polityczno-obywatelskich ich podwładnych i inne takie.

Co tydzień, w poniedziałek odbywały się uroczyste apele.  Grała orkiestra wojskowa, maszerowali żołnierze i wszyscy razem śpiewali wojskowe piosenki.  Uroczystości były podniosłe, orkiestra grała głośno, żołnierze jeszcze głośniej śpiewali i wszyscy czuli wspólnotę tych chwil, tych postaw, tego patriotyzmu.

Tak minęły ponad trzy miesiące.  Minęły na owych musztrach, na strzelaniach, na szkoleniach i na alarmach oraz wielu innych rzeczach i sprawach.  Przeszedł im, i to wcale nie najgorzej, ten czas. Leszek awansował i został sierżantem.  Dostawał przepustki, ale przeważnie tylko dwunastogodzinne, a te nie wystarczały do tego, aby pojechać do swojej ukochanej żony.

Dlatego jechał koleją z Modlina do Warszawy.  Tutaj pierwsze kroki kierował przeważnie do domów centrum.  Do Warsa, Sawy i do Juniora i próbował kupić coś oryginalnego swojej ukochanej żoneczce.  Parę razy mu się to udało.  Raz kupił piękną bluzkę z nadrukiem (absolutna wtedy nowość) przedstawiającym toskański krajobraz.  To był hit, nikt takiej bluzki nie miał, ale niestety Joanna po jakimś czasie wyprała ową bluzkę i powiesiła pranie na strychu i potem już owa piękna bluzka zdobiła kogoś innego.  I chociaż wiedzieliśmy kto ją ukradł, lecz nic zrobić nie mogliśmy bo dowodów było brak.

Po udanych lub nieudanych zakupach, Leszek szedł do pobliskiego Hortexu i stojąc w długiej kolejce kupował sobie najlepsze wówczas lody.  Lody najlepsze w całej Polsce, lody kolorowe, wielosmakowe z różnymi dodatkami, ozdobami z parasolek, słomek i innych różności.  To był wówczas ogólnokrajowy hit na rynku.  

Także w samej twierdzy podchorążowie byli traktowani jak kadra oficerska.  Mogli chodzić do kasyna oficerskiego i brać udział w różnych uroczystościach, a przede wszystkim mogli robić zakupy w tym miejscu.  A te zakupy dotyczyły tylko osób uprzywilejowanych przez gierkowski system.  Jadąc, raz na miesiąc, na dwa dni do swojej ukochanej, przywoził wielkie pęta kiełbasy podwawelskiej, spore kawały szynki wędzonej lub gotowanej, albo szynki w puszkach, rozmaite alkohole, ananasy w puszkach i wiele innych absolutnie wtedy deficytowych towarów.

W twierdzy życie toczyło się w ściśle określonym, wojskowym rytmie.  Hierarchia, obowiązki i przywileje były ściśle określone i każdy ich dokładnie przestrzegał. Podchorążowie starali się nie wychylać, zaś z problemami zawsze mogli pójść do swoich dowódców kompanii, ale nie było to dobrze widziane i problemów należało nie stwarzać. Stare wojsko często dawało się Leszkowi we znaki.  Nieformalni ich przywódcy zastawiali na Leszka różne pułapki mając zamiar go ośmieszyć, albo nawet skompromitować jako ich dowódcę.  Leszek zaś próbował ich obłaskawić przepustkami, pochwałami, ograniczaniem służby, mniejszym rygorem i innymi takimi rzeczami.  Ponieważ byli to zazwyczaj prości ludzie to wiele mu się udawało, ale poniósł też kilka spektakularnych porażek.  Największą z nich była ucieczka jednego z jego podwładnych.  Nikt nic nie wiedział lub nie chciał powiedzieć co się stało z zaginionym żołnierzem.  Ale WSW (Wojskowa Służba Wewnętrzna), po paru dniach ustaliła, że przebywa on w swoim domu w Libiążu.

Dowódca batalionu polecił Leszkowi pojechać do owego Libiąża i sprowadzić żołnierza do jednostki.  I Leszek pojechał.  Tłukł się różnymi kolejami i autobusami i w końcu stanął przed śląskim familokiem, gdzie ponoć miał przebywać ten jego podwładny.  Niestety jak zapewniała matka, a także żona tego żołnierza, nie było go tutaj.  Leszek wiedział, bo tak go poinformowało WSW, że ojciec tego nieszczęśnika pracuje jako wzorowy górnik w kopalni Janina.  Pojechał do owej kopalni, porozmawiał z personalnym i dowiedział się kiedy i gdzie może spotkać tego ojca.  Przeczekał sporo godzin i po skończonej szychcie podszedł do wychodzącego z kopalni ojca uciekiniera.  Przedstawił się, powiedział co go sprowadza i jakie mogą być konsekwencje tego, gdyby jego syn został uznany za dezertera. Ojciec ogromnie się przejął i obiecał Leszkowi, że natychmiast porozmawia z synem.  I już po paru godzinach Leszek wracał z uciekinierem do Modlina.  Powodem ucieczki była prozaiczna sprawa.  Ktoś napisał anonim, wysyłając go do jednostki, że żona go zdradza. Młody, dwudziestoletni chłopak, zupełnie zgłupiał, załamał się i pojechał do domu sprawdzić jak jest.  O tym wszystkim opowiedział Leszkowi w drodze powrotnej. Jak tam naprawdę było to tego Leszek do dzisiaj nie wie, ale zdaniem dowództwa, spisał się znakomicie.  Chłopak dostał siedem dni aresztu, a autorytet Leszka wśród jego trzydziestu podwładnych, znacznie wzrósł. 

Na początku kwietnia cały pułk energicznie zaczął się przygotowywać do wyjazdu na tak zwane zgrupowanie polowe.  Docelowym miejscem owego zgrupowania była wieś Rząsawa  leżąca tuż obok Częstochowy.

Cała wyprawa do owej Rząsawy to, jak mawiał jeden  z Leszka nauczycieli, istna ironia.

Ale o tym w następnym odcinku. 



niedziela, 30 lipca 2017

Kilka refleksji natury ogólnej - 48 - przewrotność totalnej opozycji.

Niestety, miałem swój udział w politycznych rozgrywkach, i to nawet na najwyższym krajowym szczeblu.  Nie miałem realnego wpływu na bieg zdarzeń. lecz raczej byłem ich czynnym obserwatorem. I chociaż wówczas myślałem inaczej to z perspektywy czasu wiem, że byłem tylko marnym pionkiem.  Nawet otarłem się w 1993 roku o najwyższy ówczesny szczebel.  Jako przewodniczący zarządu wojewódzkiego Kongresu Liberalno Demokratycznego w Bydgoszczy byłem automatycznie członkiem zarządu krajowego tej partii.  A był to czas, gdy pan Bielecki pełnił funkcję premiera, a pan Tusk był szefem KLD.  Pan Piskorski był wiceprzewodniczącym, a pan Schetyna sekretarzem generalnym KLD.  I wówczas byli to moi partyjni koledzy z którymi siedziałem w jednej sali, debatowałem, słuchałem i wymądrzałem się, a nawet pijałem z nimi wódeczkę i inne takie.

Cóż mam dzisiaj napisać?

Wierzyłem im.  Popierałem ich, a idee liberalizmu były mi bliskie i w pełni się z nimi utożsamiałem.

Działałem potem w Unii Wolności, która powstała z połączenia KLD z UD (Unia Demokratyczna).

Głosowałem z pełnym przekonaniem na PO, które powstało z Unii Wolności i w pełni popierałem wszystkie hasła wyborcze PO

http://dziwnabydgoszcz.blogspot.com/2012/10/kilka-refleksji-natury-ogolnej-3.html

Niestety żadnego z tych haseł PO nie zrealizowała, a mnie skreślono z listy członków PO z powodu niezapłaconych składek.  Jak mogłem płacić składki na partię, która totalnie mnie zawiodła?

Dzisiaj gdy słucham różnych doskonale wyszkolonych manipulatorów w rodzaju owych Szejnfeldów, Kierwińskich, Scerbów, Nitrasów, Brejzów, Grabców, o Schetynach i Budkach nie wspominając, to ogarnia mnie złość.  To oni i ich kumple, w tym i gość, który zrezygnował z funkcji premiera RP, aby zostać marionetką Angeli i ta śmieszna wicepremier (ale jaja, ale jaja), zadziwiają się bezustannie i niepomiernie.

Jak oni mogli tak postąpić?

Jak normalny Polak może to popierać?

Jak oni mogą narzucać nam kreację UE?

Jak mogą przeciwstawiać się nam, nam normalnym dumnym i niezależnym Polakom?

Po co to czynią?

W czyim interesie to robią?


Poprzedni post z tego cyklu.



czwartek, 27 lipca 2017

Leszek - odcinek 38

Czwarty rok studiów minął spokojnie, a stylem życia był bardzo podobny do roku poprzedniego. Od stycznia Leszek wraz ze wspomnianym Rochem przystąpili do wykonywania pracy dyplomowej.  Ta praca to było konkretne zamówienie z przemysłu i polegała na zbadaniu czy do produkcji asfaltobetonu (tego z czego buduje się nawierzchnie dróg i ulic) w zamian za część mineralnego wypełniacza (mączki mineralnej) można użyć pyłów pozostających jako odpad przy produkcji w Kombinacie Cementowo - Wapienniczym w Bielawach.

Mączki brakowało, a odpadów były ogromne hałdy.  Zaczęli od wykonywania bardzo licznych próbek masy z różną zawartością tych pyłów pocementowych.   Potem je wielokrotnie zamrażali i odmrażali, poddawali długotrwałym działaniom wody, soli i innych czynników.  Potem badali wytrzymałość takich próbek po przejściach, a potem opracowali wyniki.   Po wykonaniu około tysiąca takich różnych badań, wyszło im, że w jednej czwartej wypełniacz można zastąpić owymi pyłami.

Za pracę dostali oceny bardzo dobre, a po paru miesiącach otrzymali dyplomy uznania od KCW Kujawy w Bielawie.  Czy jednak zastosowano wyniki ich badań w praktyce to tego, ani Leszek, ani Roch nigdy się nie dowiedzieli.

Potem był egzamin dyplomowy zdany na piątkę, a potem Leszek otrzymał dyplom ukończenia studiów z oceną bardzo dobrą.

Znajomość z Joanną trwała już prawie pięć i pół roku.  Była to znajomość pełna uczucia, zrozumienia, akceptacji i przyjaźni.  Na wiosnę 1976 roku podjęli decyzję o małżeństwie i w połowie czerwca odbył się ich ślub.  Najpierw cywilny w Urzędzie Stanu Cywilnego mieszczącym się na ulicy Sielanka w Bydgoszczy, a po paru godzinach odbył się ślub kościelny w bydgoskiej Bazylice.  Potem było huczne wesele, następnego dnia poprawiny.

Po paru dniach pojechali w podróż poślubną do Sopotu.  Krewni Leszka mieli tutaj ładną działkę blisko centrum i pozwolili Joannie i Leszkowi rozbić na niej namiot.  I tak przez dwa tygodnie mieszkali w dużym ładnym namiocie w najmodniejszym polskim kąpielisku.  Było wspaniale.

Potem pojechali pod namiot nad jezioro Kobyleckie koło Wągrowca i tutaj także spędzili dziesięć wspaniałych dni.  Niestety potem Joanna w ramach obowiązkowej praktyki musiała jako wychowawczyni pojechać  na kolonie.  Po powrocie z kolonii spędzili razem jeszcze kilkanaście dni, a trzeciego września 1976 roku Leszek poszedł do wojska do tak zwanej Szkoły Oficerów Rezerwy.

W tym wojsku pięć miesięcy Leszek spędził w Inowrocławiu.  Tutaj, w jednostce numer  3086, mieli obowiązkowe codzienne wykłady z różnych dziedzin, mieli musztry, strzelania, ćwiczenia, alarmy i najbardziej nielubiane, wielogodzinne dyżury w kuchni.  Mieli także w wolnych chwilach dostęp do kasyna oficerskiego, a to wtedy dużo znaczyło. Bo w kasynie można było nabyć wiele wówczas bardzo deficytowych towarów.

Podczas przerw w wykładach podchorążowie udawali się do owego kasyna, gdzie spędzali niezbyt długie, ale, naprawdę przyjemne, jak na owe czasy, chwile.  Mogli w kasynie kupić sobie, doskonale parzoną, i jakże deficytową wówczas, kawę, kawę wspaniale pachnącą i cudownie smakującą, z czym trudno było spotkać się gdziekolwiek, no może oprócz najlepszych i najdroższych gastronomicznych lokali.

Leszek do tej kawy kupował sobie zawsze dwie wedlowskie czekoladowe beczułki z nadzieniem alkoholowym.  Oczywiście ten alkohol w owym nadzieniu był w symbolicznych ilościach, ale smak owych beczułek do dzisiaj pozostaje dla niego niepowtarzalny.  Wtedy produkowano takich słodyczy niewiele. Wszystkiego dobrego wówczas było niewiele, lecz tym bardziej, im czego było mniej, to tym bardziej to smakowało.  A do tego przy bufecie gdzie zamawiano kawę i beczułki, stała pięknie mrugająca kolorowymi światełkami, oryginalna grająca szafa.   Po zamówieniu wspaniale pachnącej kawy i po zakupieniu dwóch beczułek (na przykład jedna z rumem, a druga z i likierem pomarańczowym) Leszek lub któryś z jego kolegów, racząc się ową kawą, paląc papierosy i zajadając wspomniane beczułki lub inne słodycze, wrzucali dwa złote do owej grającej szafy, słuchali różnych piosenek. Przebojem tamtych chwil była piosenka Elżbiety Wojnowskiej  pod tytułem : "Zaproście mnie do stołu". Wówczas był to mało znany przebój, ale z nieokreślonych powodów najbardziej trafiał w gusta, tęsknoty i nastroje podchorążych szkoły oficerskiej w Inowrocławiu.

Czas pobytu w pułku drogowo ekspoloatacyjnym, czyli w jednostce numer 3086, był w zasadzie dobrym czasem. Nikt nie chciał po studiach iść do wojska, ale jak już szedł to mógł trafić znacznie gorzej.

Był tam taki sierżant, który praktycznie sprawował władzę w kompanii, który miał wiele życiowych i praktycznych odzywek.  Na przykład mówił do podchorążego Pantkowskiego: - wy jesteście tkowski bo żaden z was pan.

Ten prawie pięciomiesięczny okres szkolenia, Leszek wspomina dzisiaj dobrze, chociaż wtedy tak nie myślał. Podchorążowie bywali bardzo odmienni, pochodzili także z różnych stron  Polski. I chociaż spali na tej samej sali, jedli te same posiłki i wszystko robili tak samo, to jednak jeden z nich wstawał pół godziny przed pobudką i budząc innych czyścił nos chrząkając przy tym okrutnie, drugi politykował do imentu będąc już członkiem jedynej słusznej partii, trzeci był milkliwy i nic nie mówił, nic dopóki nie dostał rozkazu, aby odpowiedzieć na zadane przez pana sierżanta pytanie.  Czwarty opowiadał, nie wiadomo po co, bez przerwy swój życiorys, piąty wszystko krytykował i tak dalej.  Jednak gdy siedząc na drewnianych ławkach na pace popularnego Stara, jechali na strzelanie lub inne ćwiczenia na poligon do Sławęcinka to wówczas wszyscy, jak jeden mąż, zdzierali gardła, śpiewając "Hej, hej Polonia Ty dzielny narodzie" i śpiewali inne wojskowe i patriotyczne piosenki.  Wówczas czuli więź. Czuli coś więcej niż tylko odbywanie obowiązkowego wojska.
Byli ponad swoimi codziennymi problemami, przekonaniami i poglądami.  Niosła się ta pieśń głośno i szeroko i wiedzieli, że to ich ojczyzna, ich obowiązek i ich przyszłość.  To podobnie, jak wówczas ludzie wychodzący z kościoła, śpiewali "Boże coś Polskę" i niosła się ta pieśń i słów nie było trzeba bo wszyscy czuli to uniesienie i wszyscy byli wspólnotą.  Chociaż na chwilę, ale byli i tworzyli to co teraz nie jest możliwe. Dlaczego?   Tego nikt nie wie.

Powyższe słowa (o owej wspólnocie) wydają się w dzisiejszym świecie jakąś głupotą lub przynajmniej czymś nietaktownym, ale wówczas, te podniosłe chwile, łączyły, tak różniących się podchorążych, czyniły ich innymi, lepszymi i śpiewając na owej pace tamtej ciężarówki, wznosili się ponad wszystko, tworzyli wspólnotę i umacniali się w miłości do swojej ojczyzny.

Ten szkoleniowy inowrocławski okres nie był taki zły.  Idąc do wojska Leszek obawiał się czegoś znacznie gorszego.  Warunki były dobre, wyniki osiągał znakomite i parokrotnie dzięki nim dostał dodatkowy urlop.

Wreszcie przyszedł koniec grudnia i podchorążych, już teraz kaprali lub nawet plutonowych, zaczęto rozdzielać do różnych jednostek rozsianych po całej Polsce.  Leszek mając najlepsze wyniki mógł wybierać, ale kolego z Łodzi poprosił go, aby to jemu oddał swoje miejsce.  Ten kolego miał już jedno dziecko, a drugiego spodziewał się niebawem i Leszek po uzgodnieniach z Joanną odstąpił mu owo pierwszeństwo. Tym sposobem Leszek trafił do twierdzy Modlin.





                                    Poprzedni odcinek



wtorek, 25 lipca 2017

Rysiek we Wrocławiu.

Pojechał najsłynniejszy polski Rysiek na wycieczkę do Wrocławia i coś tam publicznie powiedział o pociągu, którym przyjechał.  Niestety nikt oprócz niego nie zrozumiał o co mu chodziło, ale za to szeroko i bogato komentowano te kolejne złote myśli lidera "nowoczesnej".

Poniżej kilka z tych komentarzy (źródło FB):



Andrzej Różański Ten Rysiek to prawdziwy tuz intelektu. I ponoć był najlepszym studentem Balcerowicza za którym lata całe z teczką biegał. Strach pomyśleć jaki poziom reprezentowali ci studenci mniej zdolni.

Odpowiedz3 min

Ewa Kos Wygląda na to,że słynne"mniej niż zero"😀😀😀
Klaudia Wika Hahahaha a tam ktoś w tle jeszcze z korytem wyjechał, na co Ryszard "może pan nie przeszkadzac w konferencji" 😂😂
Zarządzaj
Monika Janas To tylko Petru mógł wymyślić! Z takim ilorazem inteligencji daleko odleci !

Odpowiedz
1
2 godz.
Zarządzaj
Adam Zoń Pociag, ktorym mieli dostarczyc mu mozg sie wykoleil. Stad te super wypowiedzi

Odpowiedz
1
1 godz.
Zarządzaj
Lukasz Gesiola Co te złodziejskie nasienie robi w moim ukochanym Wrocławiu!!!?!???!!?!??
Zarządzaj
Dariusz Chrabąszcz Ryszard Petru nie myśli. Ryszard Petru mówi.

Odpowiedz
2
2 godz.
Zarządzaj
Edyta Klamerek-Hoffmann Panie Ryszardzie, mowa jest srebrem, a milczenie złotem 🙂
Zarządzaj
Stanisław Karwat POCIĄG DO MADERY.....
Zarządzaj
Urszula Twardowska To jest bezgłowie ☠️
Zarządzaj
Bartłomiej Lew Ależ on pierdoli

Lubię to

Ewa Kos Pięknie,krótko i na temat

😀
Monika Janas To tylko Petru mógł wymyślić! Z takim ilorazem inteligencji daleko odleci !
Lubię to!Zobacz więcej reakcji
Odpowiedz
2
6 godz.
Zarządzaj
Alan Nowy Jaki dureń nie wierzę, z dnia na dzień ulatnia się z Rysia oaza debilizmu.. haha 
Lubię to!Zobacz więcej reakcji
Odpowiedz2 godz.
Zarządzaj
Pawel Kuchta Pod Wrocławiem swego czasu jezdziły wąskotorówki.... Pertu ma coś z wąskotorówki .. wąskie myślenie, a nawet ciasny łeb 
Lubię to!Zobacz więcej reakcji
Odpowiedz
1
3 godz.
Zarządzaj
Krzysztof Pidojma Rysiek nawet twoi uczniowie nie wiedzą o czym mówisz . Nie wsiadaj do tego pociągu bo na znowu na Maderę zajedziesz nie proszę ...
Lubię to!Zobacz więcej reakcji
Odpowiedz24 min
Zarządzaj
Lukasz Gesiola Co te złodziejskie nasienie robi w moim ukochanym Wrocławiu!!!?!???!!?!??
Lubię to!Zobacz więcej reakcji
Odpowiedz6 godz.
Zarządzaj
Dariusz Chrabąszcz Ryszard Petru nie myśli. Ryszard Petru mówi.
Lubię to!Zobacz więcej reakcji
Odpowiedz
3
6 godz.
Zarządzaj
Stanisław Karwat POCIĄG DO MADERY.....
Lubię to!Zobacz więcej reakcji
Odpowiedz
1
6 godz.
Zarządzaj
Edyta Klamerek-Hoffmann Panie Ryszardzie, mowa jest srebrem, a milczenie złotem 🙂
Lubię to!Zobacz więcej reakcji
Odpowiedz6 godz.
Zarządzaj
Urszula Twardowska To jest bezgłowie ☠️
Lubię to!Zobacz więcej reakcji
Odpowiedz5 godz.
Zarządzaj
Zbigniew Byczkowski zlote mysli🤔
Lubię to!Zobacz więcej reakcji
Odpowiedz6 godz.
Zarządzaj
Marcin Rutkowski co za qarwasz twasz jelop
Lubię to!Zobacz więcej reakcji
Odpowiedz3 godz.
Zarządzaj
Paweł Budziński Z kad ten przyglup jest ... Masakra...



I TAK BEZ KOŃCA.   Podobno 10% populacji go popiera.