niedziela, 20 kwietnia 2014

Niebawem majówki.

A jak to kiedyś bywało?

Dzisiaj prezentuję naszą rodzinną majówkę z 1981 roku.  Jechaliśmy rowerami ze Szwederowa do Myślęcinka i tam wśród pięknej, świeżej majowej zieleni, spędzaliśmy parę godzin, leżąc na kocach i wpatrując się w niebo, słuchając ptaków, bawiąc się w różne gry, spacerując i spożywając przywiezione ze sobą posiłki.  Potem dotlenieni, zadowoleni i najedzeni wracaliśmy do naszego M3.   Rowery do piwnicy, a my na czwarte piętro - do naszego wspaniałego, pierwszego i przez nas samych, urządzonego mieszkanka.




piątek, 18 kwietnia 2014

Wielkanocne życzenia.













Szanowni Państwo!

Jest czas szczególny, czas świąteczny, ale też czas refleksji.
Zamiast życzeń przesyłamy naszą refleksyjną pisankę jako komentarz do zniszczonej jedności w zabiegach o lepsze jutro Naszego Miasta. Piastujący urząd prezydenta Rafał Bruski w ostatnich tygodniach wyrzekł się tego, o czym mówił przez ostatnie lata swojego urzędowania. Podpisał niekorzystne dla Bydgoszczy porozumienie dotyczące ZIT, które prowadzi do dalszej degradacji zarówno miasta, jak i regionu. Zawarte w nim ustalenia, takie jak:
  • bydgosko-toruński obszar funkcjonalny,
  • rotacyjność przewodzenia Komitetowi Sterującemu,
  • wymagana zgoda prezydenta Torunia na każdy projekt czy inwestycję realizowaną w ramach ZIT
nie mogą pozostać obojętne.
Ten zgniły, narzucony kompromis umacnia też rolę marszałka, który jest organem doradczym i opiniującym jako jednostka nadrzędna nad Regionalnym Programem Operacyjnym, z którego to programu są wydzielone środki na ZIT.
Niech ten czas refleksji, czas rozmów z najbliższymi minie Państwu też na trosce o nasze wspólne dobro, jakim jest przyszłość Bydgoszczy.

Życzę spokojnych i rodzinnych Świąt Wielkanocnych
Piotr Cyprys
Prezes SMB

wtorek, 15 kwietnia 2014

Wydarzyło się w Bydgoszczy.

Dzisiaj zaczynam nowy cykl.

Tym razem co jakiś czas będę opisywał lub pokazywał bydgoskie wydarzenia, których byłem świadkiem lub uczestnikiem i których ślad pozostał w moich zapiskach, zdjęciach lub filmach.

Na początek kilka zdań o niesamowitym koncercie, który miał miejsce w Kinoteatrze na ulicy Dwernickiego czwartego listopada roku 1991.



Wystąpił tercet Jacek Kaczmarski, Przemysław Gintrowski i Zbigniew Łapiński, a tytuł koncertu brzmiał: "Wojna postu z karnawałem".

Przepisuję dosłownie to co zapisałem prawie 23 lata temu:

Widzenie świata oczyma Kochanowskiego i Herberta, a na zakończenie brawurowy finał z uniwersalnym przesłaniem aktualnym tak samo kiedyś jak i w naszej teraźniejszości - wyższość talara nad Harvardem.

Większość utworów, które wykonywali artyści w swoim nowym programie jest poetyckim oglądaniem obrazów, głównie szkoły holenderskiej (między innymi tytułowy obraz Petera Bruegela Starszego).  Muzyką oraz słowami pieśniarze kapitalnie oddali nastroje owych obrazów, a nawet ich szczegóły, a największym mistrzostwem, moim zdaniem, był utwór tytułowy.  Przewija się w nim ostra, ale wielce inteligentna krytyka chrześcijańskiej zaborczości, a przecież obraz powstał  w 1559 roku.  Dlatego też jest tam o M. Lutrze i o T. Cromwellu.

Sala pękała w szwach, a wszyscy reagowali wprost entuzjastycznie na poszczególne utwory.

Niesamowity, wspaniały, nietypowy nastrój, który stworzyli trzej artyści swoimi mocnymi, męskimi głosami oraz dwoma gitarami i fortepianem.

sobota, 12 kwietnia 2014

Leszek - odcinek 8


Poprzedni odcinek.

Najbarwniejszą postacią okresu wczesnej młodości Leszka był Gracjan.  Mieszkał on przy tej samej ulicy, dwa domy dalej.  Przyjaźń Leszka i Gracjana zaczęła się w połowie lat sześćdziesiątych XX stulecia.  Cała rodzina Gracjana była wielce oryginalna i to od imion rodzeństwa Gracjana poczynając (Gertruda, Geralt) na ich ciekawym i urozmaiconym, jak na owe czasy, życiu rodzinnym, kończąc.  Znajomość Leszka z Gracjanem można podzielić na kilka charakterystycznych okresów.

Najpierw był to okres wstępny, czyli ogólny.  W tym okresie Leszek i Gracjan zajmowali się wspólnie zbieraniem złomu, co było kontynuacją poprzednich działań Leszka, lecz z innymi kolegami, a także zbieraniem makulatury, szkła i kasztanów. Gracjan miał dużo różnych, czasami bardzo kontrowersyjnych, pomysłów, ale przede wszystkim nie był zły. To co robił to było takie chłopięce wygłupianie się, to była przemożna chęć imponowania oraz chęć sprawdzania siebie.   Te kasztany są tutaj bardzo charakterystyczne.  Otóż jesienią skupowano kasztany, z których wytwarzano kleje, kosmetyki i inne rzeczy. Kilogram kasztanów kosztował, aż jeden złoty, ale musiały to być kasztany odpowiedniej wielkości, zdrowe i lśniące.  Zbierali je na szosie prowadzącej z Łakiny do Łazisk.   Zbierali je do jutowych worków po ziemniakach, wygospodarowanych w trakcie obowiązkowych, szkolnych, wykopków.   Owe worki pełne kasztanów wieźli rowerami do skupu, gdzie musieli się wykłócać o wagę i jakość.  Gracjan zawsze umiał tak podejść skupującego, że ten nigdy nie kwestionował zawartości ich worków, chociaż z workami innych to naprawdę różnie bywało.  A to poczęstował skupującego Carmenem (taki papieros), a to obiecał jedną piątą wartości kasztanów, jak były one nie najlepsze, a to znalazł z kupującym kogoś bliskiego i tak zawsze dostawali swoją złotówkę za kilogram kasztanów.  Zdarzało się, że jednego dnia przywieźli nawet sto kilo kasztanów, a otrzymana kwota była dla nich, jak na owe czasy, astronomiczna.   Na tym złomie, makulaturze, czy kasztanach zarabiali spore sumy i cała ta kasa trafiała w ręce Leszka, który był swoistym bankierem wiedzącym o tym, że gdyby owe pieniądze zostawił Gracjanowi to szybko nic z nich by nie zostało.

Po okresie wstępnym przyszedł na Gracjana okres pisarski

W szóstej i siódmej klasie podstawówki zaczytywali się popularnymi powieściami z Dzikiego Zachodu. Głównie były to dzieła Karola Maya typu "Winetou", "Old Surehand" i wszystkie pozostałe powieści tego poczytnego niemieckiego pisarza, który nawiasem mówiąc nigdy na tym Dzikim Zachodzie nie był, a nawet nie był w Ameryce.  Potem przyszła kolej na Jamesa Curwooda i Jamesa Oliviera Coopera, a później przyszła kolej na serię "Tomków" Alfreda Szklarskiego i inne tego typu powieści.

Powieści najpierw czytał Leszek, a potem Gracjan.  Po przeczytaniu prowadzili długie i ożywione dyskusje na temat losów bohaterów tych książek.  Planowali wyjazdy na Dziki Zachód, pragnąc podążać tropami swoich ówczesnych idoli.  Wplatali do swoich zabaw elementy z przygód bohaterów powieści, aż wreszcie Gracjan postanowił sam napisać powieść.

Do pisania zabrał się ostro i z ogromnym zaangażowaniem.  Prawie nic dla niego nie istniało i o niczym innym nie dyskutowali z Leszkiem niż o kolejnych wyczynach dzielnych bohaterów gracjanowych Indian, cowboyów i traperów.  Były w tej książce, nawet ciekawe pomysły, zaskakujące zwroty akcji i zadziwiające wydarzenia, ale polszczyzna, składnia i ortografia wołały o przysłowiową pomstę do Nieba. Leszek musiał sprawdzać tą gracjanową pisaninę, a po sprawdzeniu i przerobieniu znowu Gracjan to przerabiał i tak w kółko.  W sumie Gracjan napisał dwieście pięćdziesiąt stron tej powieści zawierającej żywą akcję, ale też masę bzdur, nielogiczności lub wręcz głupot, które to Leszek co rusz mu wytykał.  W końcu po pół roku pisania książek, jak to zwykł mawiać Gracjan, postanowił on czasowo zawiesić swoją pisarska karierę i wrócić do niej później.  Czy jednak były jakieś dalsze losy owej powieści to Leszkowi do dzisiaj nic o tym nie wiadomo.   Warto wspomnieć, że Gracjan był utalentowanym chłopakiem.  Przede wszystkim ładnie malował, miał talent muzyczny, był bystry, przebojowy, otwarty i uczynny.  We wspomnianej powieści, którą pisał długopisem na wielkich arkuszach tak zwanego papieru kancelaryjnego, umieszczał bardzo udane rysunki ilustrujące przygody bohaterów jego powieści i te ilustracje były zdaniem Leszka największą wartością owego okresu literackiej twórczości Gracjana.

Potem nastąpił okres, nazwijmy go, organizacyjny.

Polegał on głównie na organizowaniu różnorodnych akcji.  Akcje zaczęły się wczesną wiosną 1966 roku.   Najpierw była akcja baziowa.  Gracjan i Leszek narwali w lesie nad jeziorem Durowskim pięknych leszczynowych bazi, z żółtymi kotkami i wypustkami zielonych liści.  Sporządzili udane bukiety z tych bazi, dodając wstążeczkę, kawałek kolorowej bibułki i związując to wszystko czerwonym sznurkiem.  Tutaj bardzo pomocne okazały się zdolności plastyczne Gracjana.  Takich wiązanek zrobili kilkadziesiąt i sprzedawali je po dwa złote za sztukę podczas tradycyjnego, czwartkowego jarmarku.  Szły jak woda.  W ten sposób za parę godzin pracy koledzy zarobili ponad pięćdziesiąt złotych.  Gracjan dostał pięć złotych na Mazury, a Leszek pięć złotych na ulubione kanoldy, zaś cała reszta poszła do ich "banku" mieszczącego się w szufladzie starej komody, pomiędzy zimowymi skarpetami i pończochami u Leszka w domu.  Do owej szuflady po okresie zimowym rzadko kto zaglądał i było to dosyć bezpieczne miejsce.  Nieraz w tym swoistym banku znajdowało się i kilkaset złotych, które Leszek bohatersko bronił przed rozrzutnością Gracjana.  W końcu i tak wydawali większość tej kasy, ale Leszek czuwał, żeby zawsze coś w banku było. Gracjan kupował sobie głównie luksusowe papierosy typu Carmeny (19 zł paczka) lub Wawele (25 zł paczka), a Leszek wydawał na słodycze typu czekolada Wedla (wówczas 22- Lipca) kosztująca 19 zł, albo ukochane pomarańcze jak tylko była możliwość ich nabycia, a także wafle Teatralne - 5 zł paczka i inne podobne rzeczy.  Kasa przy takich zakupach topniała szybko, ale kolejna akcja znowu zasilała ów bank

O innych akcjach w kolejnym odcinku.

Następny odcinek.

środa, 9 kwietnia 2014

25 lecie

Czterech panów na łamach Gazety Wyborczej napisało tekst pod tytułem "25-lecie Wolności: ludzki wymiar gospodarki". Oczywiście artykuł świadczący o pozytywnym  wymiarze tego wydarzenia i jego następstw.   



Ponieważ mija 25 lecie tego wiekopomnego wydarzenia i innych wydarzeń z nim związanych (np. tzw. Magdalenka)  dlatego też warto i od siebie dodać parę słów.  Jednak, aby się nie powtarzać, ponieważ na moim blogu już wielokrotnie pisałem co sądzę o tym wydarzeniu i jego następstwach dlatego posłużę się tylko komentarzami zamieszczonymi pod wspomnianym wyżej artykułem:

Na początek najlepiej oceniany przez czytelników komentarz:



ropuch1pincet


Bolanda,
kraj dokręcaczy śrubek,
pańszczyzna w XXI wieku.
symbolem hale amazona.

Najlepszy, moim zdaniem, komentarz:



kolejny2


"O cześć Wam Panowie Magnaci ..." medialni z Agory i TVN. Promowaliście przez wiele lat i promujecie nadal neoliberalizm, który zniszczył wielki przemysł, wprowadził ogromne strukturalne bezrobocie, oddał polskim oddziałom zagranicznych korporacji finansowych politykę społeczną państwa (kredyty: na mieszkania, pracę, edukację, zdrowie, ubezpieczenia itp.), "wyeksportował" 2,6 mln rodaków za granicę za chlebem, stworzył instytucję komornika-prywatnego biznesmena finansowego eksmitującego zadłużonych rodaków na bruk itd. Generalnie dopomogliście w powrocie realiów społeczno-gospodarczych II Rzeczpospolitej do obecnej Polski czyli III RP lub IV RP. Witamy na Zielonej Wyspie magnatów medialnych z Agory i TVN.

I drugi najlepszy:



na_grobli

25 lecie Wolności od czego?
Od:
Uczciwości?
Przyzwoitości?
Sowieciartwa?
Sowieckiej agentury wpływu?
Stanowienia o własnym przemyśle i gospodarce?
Godności i honoru?
Niech każdy sobie odpowie na to pytanie...
Od czego urządzili nam wolność

I mój komentarz:



semeon


To fakt. Teraz liczą się tylko znajomości i układy z beneficjentami "okrągłego stołu" i ich następcami.


To tyle tytułem uhonorowania tego najważniejszego ponoć wydarzenia Nowej Wolnej Polski.

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Stanowisko Stowarzyszenia Metropolia Bydgoska wobec piątkowych (04.04.14.) wyników głosowania w sprawie ZIT.

Bydgoszcz, dn. 7 kwietnia 2014 r.
Szanowni Państwo, Radni Miasta Bydgoszczy!
Podczas ostatniej, LV sesji Rady Miasta decydował się los naszego miasta, pozycja Bydgoszczy na mapie kraju, jej „być albo nie być” na równi z innymi metropoliami kraju.
Z tej konfrontacji pomiędzy interesem miasta a partykularnym posłuszeństwem zabrakło tylko jednej osoby więcej, która stanęłaby na straży tego, co dla nas powinno być najcenniejsze – naszej samorządności, naszych swobód obywatelskich, naszej tożsamości oraz naszej przyszłości. Zabrakło jednej osoby, która swoim głosem zaprotestowałaby przeciwko porozumieniu szkodzącemu rozwojowi regionu, które to porozumienie rozpocznie kolejną, tym razem siedmioletnią walkę o prymat w regionie.
Dziękujemy tym wszystkim, którzy nie odcięli się od złożonych wcześniej deklaracji, składanych w styczniu 2014 r., kiedy Rada Miasta Bydgoszczy przyjęła dobre, korzystne dla Bydgoszczy porozumienie.
Dziękujemy za wytrwanie przy swoich osądach i deklaracjach.
Dziękujemy za nieuleganie demagogii tych, którzy jeszcze kilka tygodni temu wydawało się, że byli z nami bydgoszczanami w naszej walce o lepsze jutro dla Bydgoszczy, a teraz opowiedzieli się przeciwko własnemu miastu.
Partykularyzm kilku polityków Platformy Obywatelskiej oraz służalczość polityczna radnego Miasta dla Pokoleń i wykalkulowane uchylenie się od głosu radnego niezrzeszonego okazały się silniejszą pokusą niż dobro przeszło półmilionowej populacji Bydgoskiego Obszaru Funkcjonalnego, który przyjętym porozumieniem przestał istnieć w rządowej formule ZIT.
Uważamy, że przyjęte i uzyskane tylko jednym głosem porozumienie nie ma niezbędnego dla tak ważnej decyzji mandatu społecznego, podkreślamy to za głosem przewodniczącego Rady Miasta Romana Jasiakiewicza.
Dlatego też takiego rozstrzygnięcia nie uznajemy.
Nie uznajemy gry politycznej Platformy Obywatelskiej, która toczyła się wokół wypracowania nowego porozumienia, gdy kupczono jak na targowisku naszym losem, nie uznając naszego głosu.
Partie przychodzą i odchodzą, a my, mieszkańcy Bydgoszczy i regionu, pozostajemy z naszymi problemami, dlatego ci, co sprzedali nasze miasto dla zaspokojenia partyjnego „ego”, nie powinni nigdy już reprezentować naszego głosu.
Z poważaniem
za Zarząd
Piotr Cyprys
Prezes
Stowarzyszenia Metropolia Bydgoska

sobota, 5 kwietnia 2014

Wypowiedź profesora Dariusza Markowskiego reprezentującego SMB na kontrowersyjnej sesji (04.04.14.) rady miasta Bydgoszczy - warto przeczytać.

Prof. Dariusz Markowski: W wolnym kraju samorządom nie wolno niczego na siłę narzucać

2014-04-04 18:28
Publikujemy wystąpienie profesora Dariusza Markowskiego wygłoszone na sesji Rady Miasta Bydgoszczy w czasie dyskusji dotyczącej wyrażenia przez Radę Miasta Bydgoszczy zgody na zawarcie “Porozumienia w sprawie realizacji Zintegrowanych Inwestycji Terytorialnych dla Bydgosko-Toruńskiego Obszaru Funkcjonalnego”. Profesor Markowski przemawiał w imieniu Stowarzyszenia Metropolia Bydgoska. Publikujemy je w całości, ponieważ nie wpisuje się ono w ostry polityczny spór między politykami Bydgoszczy i Torunia, a odnosi się do zasad samorządności.
Nie jestem politykiem, więc nie o polityce będę mówił, a o swoistym zamachu na demokrację i samorządność. Na demokrację, o którą jako młody człowiek dopominałem się w murach tego samego liceum, które kończył Pan Prezydent Bruski i w którym nauczycielem historii był siedzący z nami na sali Pan radny Lech Zagłoba. Chciałbym się dziś upomnieć o demokrację dla mojego miasta.
Spoglądam na to co się dzieje w sprawie ZIT od kilku tygodni i z niedowierzaniem obserwuję swoiste żonglowanie słowami, apelami, decyzjami radnych, które po chwili mają nic nie znaczyć. Oczywiście można tak w nieskończoność, aż do osiągnięcia z góry określonego celu politycznego. Tylko, czy na tym ma polegać demokracja? Czy w tym chocholim tańcu nie uciekła gdzieś odpowiedzialność za słowa, zobowiązania, odpowiedzialność za miasto i jego mieszkańców. Panie Prezydencie jeszcze nie tak dawno cała Bydgoszcz była z Panem, czuć było w powietrzu znane z przeszłości “wiosna nasza”...
Dzisiaj stawia się Państwa Radnych przed wyborem, mimo, że nikt nam, bydgoszczanom do dziś nie wyjaśnił, dlaczego nie możemy mieć własnego ZIT wraz ze swoim naturalnym obszarem funkcjonalnym. Dlaczego niemal 400-tysięczne miasto nie może o sobie stanowić i nie może być odpowiedzialne za swój rozwój?
Czy Bydgoszcz nie zasługuje na własny obszar funkcjonalny jak inne miasta wojewódzkie w Polsce, nie zasługuje na własny ZIT? Ktoś, kto tego nie rozumie działa nie tylko na szkodę Bydgoszczy, ale również mniejszych miast i gmin BOF, działa na szkodę całego województwa z takim trudem utworzonego. I nie chodzi tutaj o rozłam tego województwa, a jego skonsolidowanie, które poprzez przestrzeganie demokracji i zasad samorządności w naturalny sposób może się dokonać.
Nic na siłę!
Samorządność to dyspozycja, zasada, która polega na decydowaniu o sobie lub grupie. Jesteśmy samorządni, to znaczy, że sami wyznaczamy sobie cele, stawiamy zadania, sami kontrolujemy się. A nie, że ktoś za nas zdecyduje.
Zauważcie Państwo, że wszystko, co w przeszłości tworzono na siłę, nie przetrwało próby czasu. Czy dziś w XXI wieku też tego chcemy? Czy nie ulegamy po raz kolejny szantażowi, w który Bydgoszcz próbuje się wmanewrować?
Zróbmy wszystko, abyśmy szanując się wzajemnie mogli rozwijać się we własnych dwóch wojewódzkich obszarach funkcjonalnych, które nie kto inny, jak PAN na zlecenie Ministerstwa Rozwoju Regionalnego wyznaczyła w naszym województwie.
Po co więc ta kłótnia? W imię czego próbuje się skłócić społeczeństwo naszego regionu?
Ceńmy i pielęgnujmy własne obszary funkcjonalne, które są faktem dokonanym, a nie intencyjnością, czy mrzonką przyszłości, skazaną na ciągłą rywalizację, jak chociażby forsowany na siłę duopol, czy BTOF. Który zwyczajnie nie istnieje.
Może ktoś z Państwa potrafi mi odpowiedzieć na pytanie, dlaczego dyskryminuje się niemal pół miliona mieszkańców BOF oraz ich władze i odbiera się im możliwości samostanowienia i decydowania o swoich potrzebach? Dlaczego Bydgoszcz jest traktowana przez rząd inaczej niż pozostałe miasta wojewódzkie? Dlaczego w dokumentach rządowych w przypadku Bydgoszczy pojawiają się zapis nie dotyczy?
Pani Premier Bieńkowska twierdzi, że przepisy unijne nie dopuszczają możliwości podziału środków według mieszkańców, przy czym środki na ZIT na poszczególne województwa w ten właśnie sposób zostały podzielone. W “Zasadach realizacji ZIT w Polsce”, zatwierdzonych przez ówczesną min. Bieńkowską czytamy: “Środki na realizację ZIT na terenie miast wojewódzkich i obszarów powiązanych z nimi funkcjonalnie (...) zostały podzielone wg algorytmu podziału środków uwzględniającego ludność zamieszkałą miejskie obszary funkcjonalne ośrodków wojewódzkich”. I dalej: “Dla każdego województwa wyznaczono liczbę ludności zamieszkującą miejski obszar funkcjonalny ośrodka wojewódzkiego ogółem i środki podzielono wprost proporcjonalnie do niej. W przypadku województwa lubuskiego alokacja została przeznaczona na obydwa miasta wojewódzkie, proporcjonalnie do liczby ludności zamieszkującej dany MOF”. W naszym województwie też mamy dwa ośrodki wojewódzkie, a nie jeden, stąd trudno przyjąć za wzór koncepcję województwa pomorskiego.
Skoro więc Pani minister dokonała podziału środków ZIT na województwa według kryterium ludnościowego, to dlaczego twierdzi, że Unia takiej metody zabrania?
Odpowiedzmy sobie sami, czy tak jest rzeczywiście, czy przypadkiem nie zaklina się rzeczywistości dla niedemokratycznych celów.
Odnoszę wrażenie, że ewolucja naszej polskiej demokracji skierowana jest niestety i mówię to z przykrością ku nakazowości, co już przecież kiedyś przerabialiśmy.
Proszę Państwa Radnych o przywrócenie zasad demokracji, nie dla siebie, ale dla przyszłych pokoleń bydgoszczan, dla moich dzieci, które chciałbym, aby tu pozostały i uczestniczyły w życiu tego miasta. Mojego miasta. Apeluję o powrót do normalności, której wyznacznikiem powinny być dwa ZIT-y kształtujące się w naszym województwie, które przecież mogą ze sobą współpracować i się wzajemnie uzupełniać. W wolnym kraju, jakim mniemam jest RP, samorządom nie wolno niczego na siłę narzucać, jest to niedopuszczalne w warunkach państwa demokratycznego.
A demokracja jak mawiał Prymas Józef Glemp jest nie tylko dla wykształconych i sprytnych, ale także i przede wszystkim dla uczciwych i cnotliwych obywateli.
——
Prof. dr hab. Dariusz Mariusz Markowski jest konserwatorem dzieł sztuki, pracownikiem naukowym Instytutu Zabytkoznawstwa i Konserwatorstwa Wydziału Sztuk Pięknych UMK w Toruniu, kierownikiem Zakładu Konserwacji i Restauracji Sztuki Nowoczesnej.


Tekst skopiowano z portalu bydgoszcz24.pl

środa, 2 kwietnia 2014

Apel Stowarzyszenia Metropolia Bydgoska plus kilka prostych pytań.









Pani Bieńkowska - wicepremier polskiego rządu twierdzi, że ma dosyć bydgoszczan i bydgoskiego konfliktu. A ja mam dosyć takiej pani wicepremier, która działa wbrew elementarnym zasadom demokracji i wbrew unijnemu prawu, które nie nakazuje bydgoszczanom wspólnego ZIT z torunianami.

Dlaczego wicepremier polskiego rządu może łamać prawo, może nas obrażać i mieć nas dosyć, a my musimy tego potulnie słuchać?

Czy na tym polegają rządy PO?

Czy na tym polega polska demokracja?

NIE

TO JEST NOWY USTRÓJ - DEMOKRACJA NAKAZOWA


Żadne z ustaleń, które wcześniej przyjęliśmy, nie zostało przez prezydenta utrzymane na spotkaniu z wicepremier.

Tak mówi radny Król. 

Czyli teraz, jeżeli radni zagłosują przeciwko temu co sami przegłosowali parę tygodni wcześniej, to co bydgoszczanie mają sądzić o takich radnych?

Czy tacy radni, typowe chorągiewki na politycznym wietrze, mogą nadal być radnymi?

Na pewno NIE.