![]() |
| Źródło: rosyjska "nasza klasa". |
Po latach uczestnictwa w różnych forach postanowiłem zostawić trochę inny, bardziej refleksyjny ślad moich przemyśleń, przemyśleń życiowego realisty z dużą dozą krytycyzmu i domieszką melancholii. Chciałbym także zaprezentować trochę różnych pamiątek z minionych lat, głównie związanych z Bydgoszczą, ale nie tylko. Ponadto pragnąłbym w trochę nietypowy sposób prezentować niektóre bieżące i minione wydarzenia oraz zaprezentować różne swoje uwagi i spostrzeżenia. Temu ma służyć ten blog.
poniedziałek, 30 marca 2015
sobota, 28 marca 2015
Nad Bałtykiem - marzec 2015
piątek, 27 marca 2015
poniedziałek, 23 marca 2015
Dzisiaj nad Bałtykiem.
piątek, 20 marca 2015
piątek, 13 marca 2015
Na meczu Zawiszy Bydgoszcz jesienią 1980 roku (I liga) - część 2
Z frekwencją na meczach Zawiszy nadal bardzo źle i co dalej będzie nie wiadomo. A szkoda, chłopaki zaczęli sezon wiosenny całkiem dobrze i mają jeszcze szanse utrzymania się w lidze.
Poniżej możemy zobaczyć jak to kiedyś bywało na meczach Zawiszy.
Mecz I ligi sezonu 1980/1981
Zawisza Bydgoszcz : Motor Lublin
Zawisza wygrał 2:1
Zdjęcia wykonano 18.10.1980 roku
Poprzednie zdjęcia z tego meczu.
środa, 11 marca 2015
Bydgoskie klimaty - 1
Dzisiaj rozpoczynam nowy cykl, cykl związany z Bydgoszczą, który ma pokazać klimaty jakie udało mi się uchwycić od czasu, gdy kupiłem w sklepie na Al. 1-Maja (obecnie Gdańska) mój pierwszy porządny aparat fotograficzny, czyli rosyjski FED-4. Na początek witryna sklepu gdzie kupiłem wspomniany aparat oraz częściowy widok na Stary Rynek w marcu 1979 roku.
Stary Rynek widziany od wylotu ulicy Magdzińskiego - marzec 1979 roku. |
sobota, 7 marca 2015
Prawdziwa prawda - każdy ma swoje miejsce.
Są jeszcze w Polsce obszary, ludzie, telewizje i inne publikatory, które znają miarę rzeczy w myśl starej łacińskiej maksymy " Fronti nulla fides", czyli "pozory zero prawdy" lub potocznie "NIE UFAJ POZOROM".
Dzięki temu i dzięki ludziom, którym poprawność polityczna lub normalny serwilizm, albo oportunizm nie padł na mózg, możemy się dowiedzieć, że megalomański Toruń trwoniący unijną i wojewódzką kasę głównie na to, aby udowodnić, iż jest potęgą morską, wojewódzką i krajową, nie ma absolutnie racji. I, że owo miasto zajmuje odpowiednio zaznaczone miejsce należne mu z racji potencjału ludnościowego i gospodarczego. Krótko mówiąc megalomański Toruń jest dwa razy mniejszy pod każdym względem od miasta, którego od wieków jest wrogiem, czyli od Bydgoszczy.
Poniżej mapka skopiowana z bardzo popularnego kalendarza na rok 2015, którego redaktorzy zachowali minimum obiektywizmy pomimo obowiązkowej politycznej poprawności. Na dłuższą metę taka postawa jest jedyną z możliwych, ale obecnie w kraju ch. d. i kamieni kupa jest to przynajmniej, delikatnie rzecz ujmując, problematyczne.
Dzięki temu i dzięki ludziom, którym poprawność polityczna lub normalny serwilizm, albo oportunizm nie padł na mózg, możemy się dowiedzieć, że megalomański Toruń trwoniący unijną i wojewódzką kasę głównie na to, aby udowodnić, iż jest potęgą morską, wojewódzką i krajową, nie ma absolutnie racji. I, że owo miasto zajmuje odpowiednio zaznaczone miejsce należne mu z racji potencjału ludnościowego i gospodarczego. Krótko mówiąc megalomański Toruń jest dwa razy mniejszy pod każdym względem od miasta, którego od wieków jest wrogiem, czyli od Bydgoszczy.
Poniżej mapka skopiowana z bardzo popularnego kalendarza na rok 2015, którego redaktorzy zachowali minimum obiektywizmy pomimo obowiązkowej politycznej poprawności. Na dłuższą metę taka postawa jest jedyną z możliwych, ale obecnie w kraju ch. d. i kamieni kupa jest to przynajmniej, delikatnie rzecz ujmując, problematyczne.
środa, 4 marca 2015
Odrobina prawdy o dawnej Bydgoskiej Akademii Medycznej, a obecnie Collegium Medicum w Bydgoszczy.
J
Tak dalej być nie może. Należy rozpocząć proces odwrotny do tego, który miał miejsce 10 lat temu i nie zważając na toruńskie protesty, konsekwentnie go przeprowadzić. Można wzmocnić niedawno powstały Uniwersytet Kazimierza Wielkiego lub też utworzyć samodzielną bydgoską uczelnię medyczną.
Piszę i mówię o tym od lat, praktycznie od swoistej aneksji AMB przez UMK. Dziesięciolecie tego haniebnego, moim zdaniem, czynu powinno być kresem tej, delikatnie mówiąc, dziwacznej sytuacji. I jakże przykrym jest fakt, że lata mijają, a tytuł mojego bloga zamiast tracić na wartości to robi się coraz bardziej aktualny.
Jak możemy przeczytać w poniższym wywiadzie, nawet tak wyważony głos jak głos pana prorektora, ukazuje żałosną prawdę o dawnej Akademii Medycznej Bydgoszcz, politycznym podstępem przejętej przez UMK. UMK się znacznie wzmocnił i ma obecnie z bydgoskiej uczelni swój sztandarowy wydział zaś dodatkowo torunianie panoszą się po bydgoskich instytucjach.
Tak dalej być nie może. Należy rozpocząć proces odwrotny do tego, który miał miejsce 10 lat temu i nie zważając na toruńskie protesty, konsekwentnie go przeprowadzić. Można wzmocnić niedawno powstały Uniwersytet Kazimierza Wielkiego lub też utworzyć samodzielną bydgoską uczelnię medyczną.
Piszę i mówię o tym od lat, praktycznie od swoistej aneksji AMB przez UMK. Dziesięciolecie tego haniebnego, moim zdaniem, czynu powinno być kresem tej, delikatnie mówiąc, dziwacznej sytuacji. I jakże przykrym jest fakt, że lata mijają, a tytuł mojego bloga zamiast tracić na wartości to robi się coraz bardziej aktualny.
10 LAT MINĘŁO
Z prof. Janem
Styczyńskim, prorektorem UMK ds. Collegium Medicum, rozmawia Winicjusz Schulz
- Mija właśnie 10
lat od chwili, gdy bydgoska Akademia Medyczna połączona została z UMK. Byli
entuzjaści, ale byli też sceptycy wobec tamtej decyzji. Przypomnijmy może
argumenty jednych i drugich.
- 10 lat temu jako
adiunkt, przygotowywałem się do habilitacji i nie byłem w żaden sposób
zaangażowany w proces łączenia Akademii Medycznej z UMK. Argumentacje znam
raczej z przekazów. Rektor Akademii Medycznej, prof. Danuta Miścicka-Śliwka
przedstawiała wówczas cztery główne argumenty za fuzją z UMK: lepsze
wykorzystanie bazy naukowej i dydaktycznej, znalezienie się w pełnoprofilowym
uniwersytecie, spełnienie uniwersalności zainteresowań naukowych obu środowisk
oraz stworzenie podstawy do tworzenia metropolii bydgosko-toruńskiej i
budowania związków między obydwoma miastami. Co ważne, w tym momencie pojawiały
się też projekty powstającej właśnie ustawy "Prawo o szkolnictwie
wyższym", która to miała usystematyzować funkcjonowanie uczelni i
szkolnictwa wyższego. Argumenty sceptyków, które są mi znane, dotyczyły
warunków połączenia, które nie do końca były przygotowane, oraz kontrargumentów
wobec argumentów pani rektor.
- Decyzja o formalnym
połączeniu to było ważne wydarzenie w życiu obu uczelni, ale wiadomo było, że w
praktyce takie połączenie to proces rozpisany na lata. Czy dziś, po 10 latach,
możemy mówić, że proces integracji całkowicie się dokonał, czy może są jeszcze
takie dziedziny, które pozostawiają sporo do życzenia?
- W naszej sytuacji
integrację rozumiem jako proces scalania się dwóch środowisk w jedno,
funkcjonujące tak jak rodzina. Geograficzna odległość ponad czterdziestu
kilometrów nie jest jednak ułatwieniem w życiu codziennym. Z jednej strony,
każda istotna dla Collegium Medicum decyzja musi przejść proces akceptacji w
Toruniu, co zajmuje czas i oznacza wiele poziomów dodatkowych analiz. Z drugiej
strony, współpraca na poziomie kilku jednostek naukowo-dydaktycznych istniała
niezależnie od faktu połączenia obydwu uczelni i była zależna od zaangażowania
i dobrej woli pracowników. Tak naprawdę niewiele nowych poziomów współpracy
naukowej zostało nawiązanych pomiędzy obydwoma kampusami w ostatnich latach. Z
trzeciej strony, o ile taka może istnieć, mam wrażenie, że z uwagi na te
warunki i sposób funkcjonowania Uczelni, coraz więcej pracowników Collegium
Medicum ma problemy z zaangażowaniem się w życie uczelni, niezależnie czy
identyfikuje się bardziej z Collegium Medicum, czy bardziej z UMK.
Zaangażowanie i motywacja to klucz do sukcesu. Śmiem twierdzić, że o
rzeczywistej integracji będziemy mogli powiedzieć dopiero wtedy, gdy rektorem
UMK zostanie przedstawiciel Collegium Medicum z Bydgoszczy. Dla jasności: nie
jestem tym w ogóle zainteresowany.
- A może pełna
integracja nie jest potrzebna? Specyfika nauk medycznych może przecież
powodować, że nie każdy mechanizm funkcjonujący w toruńskiej części
uniwersytetu sprawdzi się w bydgoskiej. Toruń też ma takie dziedziny, które
wymagają nieco innych rozwiązań, choćby Wydział Teologiczny czy Wydział Sztuk
Pięknych. Collegium Medicum nawet finansowane jest przez inny resort. Do tego
dochodzi problem bazy klinicznej.
- Życie toczy się
bardzo szybko. Realia towarzyszące łączeniu się Akademii Medycznej z UMK
dziesięć lat temu były inne niż są dzisiaj. Liczba wydziałów w części
toruńskiej powiększyła się w tym czasie. Wraz z wejściem do Unii Europejskiej w
2004 roku bardzo skomplikowały się procedury administracyjne i często nie ma
możliwości, aby mogły one być identyczne w części toruńskiej i bydgoskiej,
zwłaszcza biorąc pod uwagę aspekty odnoszące się do funkcjonowania Collegium
Medicum, szpitali uniwersyteckich oraz działalności leczniczej na rzecz
pacjenta prowadzonej przez wielu pracowników naukowo-dydaktycznych w Collegium
Medicum. Praca lekarzy będących pracownikami naukowo-dydaktycznymi polega na co
najmniej potrójnej działalności: lekarza, dydaktyka i naukowca. Jest to
niezmiernie trudne do pogodzenia, nie tylko w Polsce. A obecne czasy dokładają
jeszcze lekarzom ogromne ilości obowiązków administracyjnych.
Autonomia Collegium
Medicum to autonomia finansowa, to lecznicza działalność usługowa większości
pracowników naukowo-dydaktycznych, to miasto Bydgoszcz, to prestiż medycyny
jako pewnego zatrudnienia po studiach. Collegium Medicum jest finansowane przez
Ministerstwo Zdrowia, natomiast kampus toruński przez Ministerstwo Nauki i
Szkolnictwa Wyższego. Są to dwa zupełnie różne ministerstwa, zajmujące się
różnymi dziedzinami życia i inaczej funkcjonujące. I tak samo jest z naszymi
kampusami. Jeśli dołożyć do tego fakt, że zdrowie jest obecnie najtrudniejszym
obszarem w zarządzaniu na szczeblu rządowym, to tak samo jest na szczeblu
uczelni. Przy ogromie problemów dotyczących codziennego funkcjonowania ochrony
zdrowia, priorytetem działalności Ministerstwa Zdrowia nie są przecież
uczelnie.
Ponieważ decyzje
zapadają w Toruniu i preferują większość, pracownicy Collegium Medicum muszą
się dostosowywać. Przykładem decyzji, dla Torunia oczywistej, a dla Bydgoszczy
niezwykle problemowej, może być 3-tygodniowa przerwa zimowa, która w efekcie
niemalże uniemożliwia organizację trzech tur czterotygodniowych praktyk
wakacyjnych w CM i zmusza do karkołomnej organizacji kalendarza zajęć
dydaktycznych.
- Zarówno 10 lat
temu, jak i teraz niejednokrotnie padało pytanie o bilans korzyści. Kto na
połączeniu więcej zyskał: toruński uniwersytet czy jego bydgoska część? W
jakich dziedzinach te korzyści widać najbardziej? W jakich sens połączenia
zyskał szczególny wymiar?
- Gdy patrzy się z
punktu widzenia indywidualnego pracownika Collegium Medicum, sytuacja chyba nie
różni się istotnie od tej sprzed 2004 roku. Gdy patrzy się z punktu widzenia
absolwenta, doktoranta lub habilitanta - w momencie odbioru dyplomu dowiaduje
się, że wszystko zrobił w Toruniu, bo na dyplomie nie pojawia się nazwa
Collegium Medicum ani lokalizacja Wydziału w Bydgoszczy. A nie jest to prawda.
Z punktu widzenia
UMK - korzyść jest ogromna: dolicza się 3 wydziały, 15 kierunków studiów, około
5,5 tysiąca studentów, 172 zagranicznych studentów kierunku lekarskiego, 760
nauczycieli akademickich, w tym szereg wybitnych naukowców. Nie wiem, jaką
pozycję w kraju wśród wyższych uczelni zajmował UMK przed rokiem 2004, ale
dzisiejsza siódma pozycja nie byłaby osiągalna bez potencjału Collegium
Medicum. Natomiast licząc oddzielnie tylko uczelnie medyczne, czyli
uniwersytety medyczne oraz krakowskie i bydgoskie Collegium Medicum wg rankingu
"Perspektyw", pozycja naszego Collegium Medicum w roku 2014 jest taka
sama jak w roku 2004, ale co gorsza, różnica do wyprzedzających nas uczelni
medycznych powiększyła się. Wniosek na dziś jest taki, że pod tym względem
część bydgoska na połączeniu nie zyskała.
- Ale może ten
dystans byłby jeszcze większy, gdyby do połączenia nie doszło. W minionym
10-leciu Collegium Medicum także bardzo unowocześniło bazę i wyposażenie.
Począwszy od nowej siedziby dla farmaceutów, na niedawno oddanym do użytku
jednym z najnowocześniejszych domów studenckich w Polsce kończąc.
- Wszystkie inwestycje
ostatnich dziesięciu lat w Collegium Medicum są efektem albo decyzji podjętych
przed połączeniem, albo efektem starań poprzedniej prorektor ds. Collegium
Medicum, prof. Małgorzaty Tafil-Klawe oraz kanclerz Magdaleny Brończyk w
Ministerstwie Zdrowia i Urzędzie Miasta Bydgoszczy. Przecież to nie Toruń
rozbudowuje Szpital Uniwersytecki im. Jurasza. Z kolei najnowocześniejszy w
Polsce Dom Studencki nr 3 powstał ze środków własnych Collegium Medicum i
kredytu, który Collegium Medicum będzie spłacać przez wiele lat. Z oczywistych
względów w CM nie powstało nic z funduszy Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa
Wyższego. Natomiast, pomijając budynek Wydziału Farmaceutycznego, o którego
budowie decyzję podjęto przed połączeniem AM z UMK, to Urząd Marszałkowski praktycznie
nie wspiera Collegium Medicum i szpitali uniwersyteckich, chociaż ochrona
zdrowia jest w jego gestii. Mam nadzieję, że dojdzie do zakupu rezonansu
magnetycznego dla Szpitala im. Biziela, który Urząd Marszałkowski obiecał
sfinansować w dwóch-trzecich kosztów. Dla porządku jednak dodam, że w 2012
roku, Szpital im. Biziela otrzymał sprzęt dla Kliniki Gastroenterologii i
Oddziału Noworodków.
- We współczesnej
nauce raz po raz wspomina się o badaniach interdyscyplinarnych jako tych
przynoszących szczególnie spektakularne efekty. Gdy 10 lat temu uczelnie się
łączyły, entuzjaści takiego rozwiązania właśnie badań interdyscyplinarnych
używali jako jednego z koronnych argumentów. Możemy podać konkretne przykłady?
- Przyszłość nauki
leży w interdyscyplinarności badań naukowych i należy robić wszystko co
możliwe, aby je popierać. Współpraca pomiędzy niektórymi jednostkami naukowymi
istniała już przed połączeniem obydwu uczelni i była zależna od zaangażowania i
chęci poszczególnych pracowników. Bardzo owocna jest współpraca Katedry i
Kliniki Chorób Oczu z zespołem profesora Macieja Wojtkowskiego. Od dawna zespół
profesora Marka Jackowskiego z Katedry Chirurgii Ogólnej, Gastroenterologicznej
i Onkologicznej współpracuje z Wydziałem Chemii. Bardzo dużo w tej kwestii
zrobił rektor profesor Andrzej Tretyn, z którego zespołem współpracuje kilka
katedr Collegium Medicum, a ja osobiście już w 2004 roku byłem jednym z
inicjatorów badań z zastosowaniem technologii mikromacierzy w onkologii
dziecięcej. Duże sukcesy w tym zakresie osiągnęła dr Joanna Szczepanek z
zespołu profesora Tretyna.
- Obecnie innym
koronnym argumentem "za" integracją mogą być wyniki rekrutacji. W
czasach niżu demograficznego, lawinowo spadającej liczby chętnych do
studiowania wskaźniki dotyczące naboru na wiele kierunków w Collegium Medicum,
np. na kierunek lekarski, farmację, fizjoterapię, dietetykę czy optykę mogą być
powodem... zazdrości niejednego dziekana z toruńskiego kampusu.
- Od kilku lat
medycyna jest w Polsce najatrakcyjniejszym kierunkiem dla kandydatów na studia.
Wynika to zapewne z gwarancji zatrudnienia, i to na całym świecie, gdyż nasz
Wydział Lekarski posiada akredytację amerykańską, podobnie jak i inne
podlegające Ministerstwu Zdrowia, tj. w uniwersytetach medycznych oraz
krakowskim Collegium Medicum. Dlatego u nas medycynę chcą studiować studenci z
innych krajów. Również absolwenci pozostałych kierunków Collegium Medicum nie
muszą się martwić o przyszłe zatrudnienie. Mówię oczywiście o sytuacji w roku
2014, bo nikt nie jest w stanie przewidzieć przyszłości. Jako ciekawostkę
podam, że 60 procent studentów na Wydziale Lekarskim pochodzi spoza naszego
województwa.
- Pozostańmy jeszcze
przy medycynie. Co roku prawie 30 osób na jedno miejsce na kierunek lekarski.
Od lat ten kierunek plasuje się na czele rankingu rekrutacyjnego na UMK.
Powodzenie medycyny sprawia, że coraz więcej uczelni chce kształcić lekarzy
(ostatnio kierunek ten pojawił się w ofercie uczelni z Kielc i Rzeszowa). Nie
niesie to ze sobą ryzyka?
w Radomiu oraz kilka
uczelni niepublicznych. Mam wrażenie, że w Polsce rozpoczyna się deregulacja w
zakresie kształcenia studentów medycyny. Grozi to utratą akredytacji
amerykańskiej, grozi to obniżeniem jakości kształcenia.
- Collegium Medicum
to trzy wydziały, szereg kierunków studiów. Które są "perłą w
koronie"? Które wymagają jeszcze poprawy jakości?
- Collegium Medicum
z uwagi na profil kształcenia jest specyficzną instytucją, gdyż każdy z
wydziałów realizuje część zajęć dla każdego z pozostałych wydziałów. W związku
z tym poziom integracji i współzależności w obrębie Collegium Medicum jest
ciągle bardzo duży, chociaż wprowadzana autonomia finansowa wydziałów dość
skutecznie zaczyna przecinać takie związki. Każdy z wydziałów Collegium Medicum
jest swoistą perełką, ma swoje ambicje, sukcesy i dokonania. Każdy z wydziałów
jest atrakcyjny dla studentów, każdy daje duże możliwości rozwoju pracownikom i
studentom. Oczywiście, zawsze może być lepiej, zwłaszcza w okresie przemian
związanych z wprowadzaniem nowego programu studiów na niektórych kierunkach,
krajowych ram kwalifikacji, z podnoszeniem jakości kształcenia, akredytacją,
internacjonalizacją i parametryzacją. Jestem pewny, że pracy dla władz
wydziałów nie zabraknie.
- Rektor UMK prof.
Andrzej Tretyn niedawno wskazał innym uczelnianym wydziałom wydzialy Collegium
Medicum jako przykład godny do naśladowania. Chodziło o ofertę studiów
obcojęzycznych dla kandydatów z zagranicy. Co składa się na tę ofertę? Sporo
było problemów z jej przygotowaniem czy raczej był to bardzo naturalny proces?
- Ze względu na
posiadaną akredytację amerykańską, kierunek lekarski w Bydgoszczy jest bardzo
atrakcyjny dla studentów zagranicznych, nawet pomimo stosunkowo niewygodnego
dojazdu drogą lotniczą. Dodatkowo teraz tym studentom oferujemy nowoczesny Dom
Studencki nr 3, bo to jest oferta przede wszystkim dla tych studentów.
Przygotowanie programu 6-letnich studiów medycznych w języku angielskim było
dla pracowników naukowo-dydaktycznych trochę heroiczną pracą. W przyszłym roku
pierwsi nasi anglojęzyczni absolwenci kierunku lekarskiego ukończą studia. W
bieżącym roku, przy dużym trudzie organizacyjnym, na Wydziale Nauk o Zdrowiu
zostały uruchomione programy kształcenia w języku angielskim na kierunkach
pielęgniarstwo i fizjoterapia, ale podobnie jak w innych uczelniach w Polsce,
na razie nie cieszą się one popularnością. Uruchamianie wszystkich trzech
kierunków studiów anglojęzycznych było administracyjną drogą przez mękę. Mam
nadzieję, że drzwi zostały jednak uchylone i następnym wydziałom będzie dużo
łatwiej.
- Pozostańmy jeszcze
na chwilę przy tym umiędzynarodowieniu - z jakich krajów są zagraniczni
studenci, na jakich zasadach u nas studiują?
- Nasi studenci
anglojęzyczni pochodzą głównie z Norwegii, Szwecji i Danii, ale studiują u nas
również pojedyncze osoby z Włoch, Hiszpanii, Irlandii i Kanady. Rekrutacja
odbywa się na podstawie rozmowy kwalifikacyjnej, przeprowadzanej przez
dyrektora Centrum Kształcenia w Języku Angielskim i komisję współpracującą z
nim. Studenci studiują na kierunku lekarskim i realizują dokładnie ten sam
program co studenci w języku polskim.
- Powróćmy jeszcze
do rocznicy połączenia bydgoskiej Akademii Medycznej i toruńskiego UMK. Przez
całe to mijające dziesięciolecie także do dziennikarzy docierają informacje, że
w Bydgoszczy czasem wypomina się Wam to, że jesteście częścią UMK. Ile w tym
prawdy?
- Dużo. Jest to
temat, który zapewne nigdy nie wygaśnie, zwłaszcza przed wyborami
samorządowymi. Natomiast faktem jest, że Collegium Medicum jest częścią
Uniwersytetu Mikołaja Kopernika na mocy uchwały sejmowej, posiada swoją
autonomię i pokazuje możliwości współpracy obu miast.
- Zerknąłem w Pańską
biografię i przyznam, że świetnie pasuje Pan do takiej regionalnej integracji.
Urodzony w Jabłonowie Pomorskim, liceum w Toruniu, studia medyczne w Gdańsku,
ale dalsza kariera naukowa w Bydgoszczy. Zapewne to pomaga Panu w zrozumieniu
specyfiki obu miast?
- To prawda. Z
niejednego pieca jadłem chleb. Staram się być obiektywny i neutralny. W moim
życiu kieruję się empatią wobec każdego człowieka i próbuję go traktować tak,
jak bym chciał być traktowany. Nie zawsze mi się to udaje, więc przepraszam
każdego, gdy mi się to nie udało. W moim domu rodzinnym nauczyłem się szanować wszystko
i wszystkich, nauczyłem się życzliwości i prostolinijności. W Toruniu
mieszkałem w internacie, w Gdańsku w akademiku. Poznałem życie z różnych stron.
Od tego czasu minęło jednak już ponad 25 lat, życie się zmieniło, a absurdy
różnych aspektów życia codziennego są dla mnie coraz trudniejsze do
zrozumienia.
- Jest Pan pediatrą,
transplantologiem, onkologiem, a prywatnie? Chyba nie tylko samą medycyną żyje
prof. Styczyński?
- Mój dzień jest
wypełniony pracą. Jestem prorektorem, który zajmuje się wszystkim, co jest
związane z uczelnią. Staram się rozwiązywać problemy. Priorytetem dla mnie
zawsze jest Collegium Medicum. Cały czas prowadzę też działalność lekarską i
naukową. Praca naukowa jest dla mnie ważną formą utrzymania aktywności
akademickiej. Zajmuję się działalnością naukową, bo ją lubię i sprawia mi to
przyjemność. W życiu jednak na wszystko musi być czas. Lubię podróże, lubię
góry. Inwestuję w przeżycia turystyczne. W tym roku z synem przeszliśmy Orlą
Perć. Ciągle mi się marzy trekking w Himalajach.
- Dziękuję za
rozmowę.
poniedziałek, 2 marca 2015
Leszek - odcinek 25
Poprzedni odcinek.
Leszek odcinek - 25
Zanim przejdziemy do wspomnień z czwartej klasy warto jeszcze na trochę wrócić do jednego z wydarzeń z klasy trzeciej. Akurat Leszek odnalazł kolejne stare zdjęcia i dlatego przypomniał sobie o tym wydarzeniu. Chodzi o kwietniowy (1970 rok) szkolny wyjazd do Siekierek. W tych Siekierkach leżących niedaleko Szczecina, a także w pobliżu słynnej z historii Polski, Cedyni, w kwietniu, a dokładnie pomiędzy 16, a 19 dniem tego miesiąca, w 1945 roku odbyło się w ramach operacji berlińskiej, forsowanie Odry. Po jednej stronie Odry stanęła praktycznie cała I Armia Wojska Polskiego, wchodząca w skład frontu białoruskiego, a po drugiej ostatnie silne oddziały niemieckie, chroniące Berlin od północy, do którego było jeszcze około 90 km. Forsowanie było zaciętą trzydniową bitwą, która dzięki wielkiej przewadze radzieckiej skończyła się powodzeniem i w rezultacie tej bitwy została otwarta północna droga na Berlin. Podczas tej bitwy zginęło około dwóch tysięcy Polaków i leżą oni na wielkim cmentarzu pod Siekierkami. To tutaj wśród długich szeregów równych białych krzyży leżą prawdziwi polscy bohaterowie. Nad cmentarzem góruje pomnik - obelisk, gdzie na tle dwóch skrzydeł i dwóch wielkich mieczy, umieszczono postać matki tulącej do siebie malutkie dziecko.
Z okazji 25 rocznicy tej bitwy, państwo Polskie postanowiło zorganizować wielkie, centralne uroczystości. Do Siekierek przybyło tysiące ludzi, w tym masa wojskowych, kombatantów, oficjeli, a także tłumy uczniów i studentów. Wśród tych uczniów byli także uczniowie Technikum Kolejowego z Bydgoszczy, z klas trzecich i czwartych. W celu dojazdu na te uroczystości, na bydgoskim dworcu podstawiono dla nich specjalny pociąg mający ich tam zawieźć.
Po wielu godzinach ciekawej i niesamowitej podróży, przybyli na tą historyczna ziemię, leżącą w pięknej okolicy, tuż nad Odrą i w sąsiedztwie lasów. Jednak z uwagi na bardzo obfity ulewny deszcz, uroczystości znacznie okrojono i nie musieli wysłuchiwać długich przemówień, a tylko odbył się, w asyście wojskowych orkiestr, przemarsz wojsk, uroczysta salwa i składanie wieńców. Po południu deszcz zelżał, a uczniowie czekający na odjazd pociągu, mogli wreszcie trochę obejrzeć cmentarz i okolice, gdzie stoczyła się bitwa. O tej swoistej szkolnej wycieczce można byłoby napisać bardzo dużo bo była ona, pomimo oficjalnego celu i wielkiego deszczu, najlepszym wspólnym klasowym wyjazdem w ciągu pięciu lat nauki w technikum.
Wszyscy w klasie już się dobrze znali i potrafili bawić się razem, wygłupiać, a jak było trzeba to i zachowywać odpowiednią powagę. Liczne atrakcje zaczęły się już po odjeździe ze stacji Bydgoszcz Główna. Najpierw było picie niewielkich ilości domowego wina, którego to parę flaszek zabrali w podróż, umówieni koledzy. Młodzieńczym głowom wiele nie trzeba toteż szybko mieli wspaniałe humory. Dalej było opowiadanie kawałów, wspólne śpiewy i to także tych zabronionych piosenek (o Ukrainie, marsz, marsz Polonia w zmienionej formie), a potem zaczęli bujać wagonem zbierając się w jego jednym końcu i naciskając tak jak na huśtawce, a wagon zaczął się tak samo zachowywać i przechylać się wzdłuż podłużnej osi, a potem bujali go w poprzek. Po kilku minutach bujania paru z nich podeszło do ich wychowawcy Antoniego Szydłowskiego i zaczęli go nabierać, że coś niedobrze z torami, albo z wagonem i nie wiadomo czy dojadą. Śmiechom i wygłupom nie było końca. A gdy wreszcie dojechali to całą klasową grupą ukryli się wśród ulewnego deszczu i tłumów uczestników uroczystości, czym doprowadzili do szewskiej pasji organizatora wyjazdu z ramienia ich szkoły, czyli Parasola (major Bolesław Skrzypczak). Gdy ten ich w końcu znalazł i zaczął ustawiać w zaplanowanym szyku krzycząc na nich i strofując ich, oni udawali niewiniątka i twierdzili, że jakiś pułkownik kazał im tam stanąć, gdzie pan major ich odnalazł. Tego było za wiele dla pana majora, który wiedział, że uczniowie robią sobie z niego żarty, ale czas naglił, deszcz lał, trzeba było stawać w szyku to co miał robić w końcu machnął tylko ręką stwierdzając, że do tego skandalicznego zachowania się całej klasy, jeszcze powróci. Na szczęście nic takiego się później nie wydarzyło.
W powrotnej drodze było podobnie. Znowu było wesoło i znowu bujało wagonem i znowu mieli świetne humory, tym bardziej, że nabyli we wiejskim sklepie, przy pomocy składkowego funduszu, parę słodkich importowanych win o wdzięcznej nazwie Lacrima.
O tym wyjeździe często później rozprawiali, a kilku z nich za pomysłowość, zachowanie i swoistą odwagę pozyskała sobie długotrwałą sympatie pozostałych uczestników tej wycieczki.
| Leszek na tle fragmentu pomnika w Siekierkach. |
| Siekierki 16.04.1970 rok. Leszek, Irek, Wojtek i Stefan. |
czwartek, 26 lutego 2015
Polonia Bydgoszcz - odrobina najnowszej historii Bydgoszczy - 54
Trwają ożywione i często kontrowersyjne dyskusje o tym co dalej z Bydgoską Polonią. Brak pieniędzy, marni działacze, a raczej urzędnicy klubowi, mało kibiców, stadion w coraz gorszej kondycji i jeszcze wiele innych istotnych problemów, powodują, że nad bydgoską Polonią naprawdę zbierają cię ciemne burzowe chmury, które nie wiadomo czy się uda przepędzić, czy też dni tego zasłużonego i popularnego klubu są już policzone i czeka go upadek.
W obliczu tej niepewności, upadku i klubowej zawieruchy chciałbym chociaż troszeczkę przypomnieć dni chwały, powodzenia i ogromnej popularności tego klubu. W czasach, gdy odbywały się poniższe zawody stadion pękał w szwach, a na trybunach zasiadało po kilkadziesiąt tysięcy kibiców na każdych zawodach.
Życzę klubowi jak najlepiej bo sam prawie trzydzieści lat kibicowałem osobiście, będąc prawie na wszystkich meczach, temu klubowi i przeżywałem z Nim piękne chwile bo przecież jeszcze do niedawna był to jedyny żużlowy klub w Polsce, który nie zaznał goryczy spadku do niższej klasy rozgrywkowej.
Parę z poniższych zdjęć znalazło się już w moim blogu, ale zaginęły na jego dnie, gdyż było to ponad 3 lata temu dlatego dzisiaj zamieszczam dwa kompletne programy zawodów sportowych jakie odbyły się na stadionie przy ulicy Sportowej w Bydgoszczy, jedno z 1972 roku, a drugie z 1984 roku.
Poprzedni post z tego cyklu.
W obliczu tej niepewności, upadku i klubowej zawieruchy chciałbym chociaż troszeczkę przypomnieć dni chwały, powodzenia i ogromnej popularności tego klubu. W czasach, gdy odbywały się poniższe zawody stadion pękał w szwach, a na trybunach zasiadało po kilkadziesiąt tysięcy kibiców na każdych zawodach.
Życzę klubowi jak najlepiej bo sam prawie trzydzieści lat kibicowałem osobiście, będąc prawie na wszystkich meczach, temu klubowi i przeżywałem z Nim piękne chwile bo przecież jeszcze do niedawna był to jedyny żużlowy klub w Polsce, który nie zaznał goryczy spadku do niższej klasy rozgrywkowej.
Parę z poniższych zdjęć znalazło się już w moim blogu, ale zaginęły na jego dnie, gdyż było to ponad 3 lata temu dlatego dzisiaj zamieszczam dwa kompletne programy zawodów sportowych jakie odbyły się na stadionie przy ulicy Sportowej w Bydgoszczy, jedno z 1972 roku, a drugie z 1984 roku.
Poprzedni post z tego cyklu.
środa, 25 lutego 2015
Kilka refleksji natury ogólnej - 25, uzupełnienie - zyski banków w Polsce.
GW 11.02.14.
Często w politycznych dyskusjach pada pytania: a skąd weźmiemy na to pieniądze?
Tutaj (na powyższych wykresach) otrzymujemy sporą część odpowiedzi. I pomyśleć, że prawie wszystkie polskie banki (ponad 80%) sprzedano za ułamek ich rocznych zysków.
I kto dzisiaj te zyski z naszych banków konsumuje?
Wiadomo - ich właściciele, a ukryte koszty?, a kreatywna księgowość? A CIT, którego nie płaci aż 70% firm do tego zobowiązanych? A wręcz nieprawdopodobne przywileje emerytalne? I tak można wymieniać bez końca.
A co zrobiono? Wyrzucono do kosza wszystkie podpisy dotyczące referendów (np. wieku emerytalnego, czy jednomandatowych okręgów wyborczych) i w rekordowym wprost tempie podniesiono wiek emerytalny.
Tak rządzić to każdy potrafi. Niestety my się na to godzimy i sami jak te indyki domagamy się niedzieli.
Poprzedni post z tego cyklu.
niedziela, 22 lutego 2015
Szwederowo Południe - odrobina najnowszej historii Bydgoszczy - 53
![]() |
Widok z balkonu mieszkania, w którym przez kilkanaście lat mieszkałem, po lewej ulica Inowrocławska. Zdjęcie wykonano w listopadzie 1980 roku. Poprzedni post z tego cyklu. |
czwartek, 19 lutego 2015
poniedziałek, 16 lutego 2015
P70 - część B - dwaj bydgoszczanie pasjonaci trabantów - część 5
Petka - P70, cześć B
Autorem tekstu i zdjęć jest pan Zdzisław Szubski.
Autorem tekstu i zdjęć jest pan Zdzisław Szubski.
Czas ucieka taśma się kręci Petka P70 z 1958 r. czyli już grubo po 50-tce robi się, nie tak jak człowiek, coraz ładniejsza. Tak jak wcześniej obiecałem, w części B przedstawiam w dużym skrócie dalsze prace nad tym zabytkowym pojazdem. Do wyjazdu samochodu do Brazylii brakuje niecałe pół roku. Według założeń Zbyszka który nadzoruje rekonstrukcję Petki z końca lat 50, ma to nastąpić pod koniec lata 2015 roku. Jacek z Kokocka robi co może i jak sam mówi nie może się doczekać aby wyjechać zrekonstruowanym autem w pierwszy kurs.
Jak zwykle założenia upadają. Zaczyna brakować części, albo nie ma ich wcale, albo znajdujemy nie takie jakie były w oryginale. A tak być nie może. Z odległości kilku tysięcy kilometrów Paulo Jose z Brazylii śledzi poczynania przy rekonstrukcji jego auta i bez przerwy przypomina, aby używać maksymalnie oryginalnych części ponieważ Petka na zlotach punktowana jest nie tylko za wygląd ale i za ilość oryginalnych części znajdujących się w konkretnym aucie.
Jak zapewne czytelnicy tego tekstu pamiętają - wszystkie te mydelniczki (Trabanty) transportowane są do Brazylii, do muzeum mieszczącego się w regionie Sao Paulo.
Paulo Jose na dzień dzisiejszy jest największym kolekcjonerem dwusuwów na Amerykę Południowa, a pewnie również i na obie Ameryki
Wracając do tematu, pierwszy lakier się nie przyjął i Jacek ogromnie wkurzony musiał niestety go zedrzeć i położyć nowy. Koszty rosną, a czas nieubłaganie ucieka zaś Petka musi być zaprezentowana na zlocie w Brazylii, w październiku tego czyli 2015 roku
Wreszcie udało się prawidłowo położyć lakier i zaczęło się wkładanie oryginalnych szyb i uszczelek które trzeba było ściągać, aż z samego Zwickau. Potem przyszedł montaż elektryki.
Jacek, złota raczka, ma chwile zmęczenia i to bardziej psychicznego aniżeli fizycznego. Jest człowiekiem mechanikiem nie do zdarcia. W chwilach stresu, gdy nic do siebie nie pasuje rzuca wszystko na podłogę i bierze się wiecie za co? Za następny model Petki P70, ale tym razem kombi, ( patrz zdjęcie Petki przed rozbiórką i Petki przygotowanej do złożenia - poprzedni post ). SZOK i nie do pomyślenia że to coś da się jeszcze złożyć. Jacek mówi: nie martw się Zdzisław będzie łatwiej niż z tą ostatnią Petką P70 czyli limuzyną. Hm, tylko mogę sobie mruknąć pod nosem bo nie wiem jak ten człowiek złoży coś z tej kupy złomu? ( patrz poprzednie zdjęcia ).
Niech ta cześć B opisu rekonstrukcji P70 będzie przypomnieniem że "taśma" się kreci i jeszcze nie jeden Trabi z niej zejdzie. Master sztik należy się Jackowi i Zbyszkowi.
Wreszcie informuję Paulo Jose, że jest OK, a on zaciera ręce i już się cieszy na następny zlot. Bo na tym zlocie odbędzie się pierwszy raz na terenie Ameryki Południowej pokaz unikatowego samochodu P70 limuzyna i to jego samochodu.
![]() |
P70 po drugim lakierowaniu. Poprzedni post z tego cyklu |
piątek, 13 lutego 2015
Znani i nieznani bydgoszczanie - 77
![]() |
Miron Klomfas Zdjęcie wykonano w styczniu 2015 roku.. Poprzedni post z tego cyklu. |
poniedziałek, 9 lutego 2015
Kilka refleksji natury ogólnej - 25
Wczoraj odbyła się konwencja wyborcza Andrzeja Dudy kandydata na prezydenta RP z ramienia PiS. Nie jestem i nie będę zwolennikiem PiS-u, gdyż za dużo nas dzieli, a za mało łączy, ale słuchać, czytać i oglądać nie mogę tych wszystkich poprawnych politycznie dziennikarzy, tych dyżurnych socjologów i ekonomistów oraz tych polityków z rządzącej ekipy, którzy jednoznacznie i do tego z kpinami i prześmiewaniem się, totalnie skrytykowali pomysł pana Dudy o przywróceniu poprzedniego wieku emerytalnego. Rządzący nie uczynili w sprawie reformy nic więcej oprócz podniesienia wieku emerytalnego, a obiecywali radykalne cięcia przywilejów emerytalnych, połączenie KRUS z ZUS, obiecywali działania osłonowe +50 i +60. A co zrobili - we wielkim skrócie można powiedzieć, że zabrali biednym, a dali bogatym. Przywileje kosztujące nasz budżet każdego roku kilkadziesiąt miliardów złotych pozostały tak jak były, KRUS kosztujący rocznie 16 mld. zł pozostał jak był, nawet absurdalne składki na KRUS pozostawiono na tym samym poziomie.
A kogoś kto proponuje zmienić tą jawną niesprawiedliwość, tą nierówność Polaków wobec prawa, kto pragnie zazwyczaj biednym i schorowanym dodać dwa lata normalnego życia, tego się lekceważy, kpi z niego i wyśmiewa.
A przecież, jak już wielokrotnie pisałem, również na moim blogu, ogromne pieniądze są do pozyskania i to szybko oraz sprawnie tylko trzeba mieć wolę polityczną i odwagę, aby po nie sięgnąć. Trzeba się przeciwstawić bankom i wielkim zachodnim korporacjom. Trzeba przede wszystkim dostrzegać interes Polaków, a nie interes zachodniego kapitału.
Proszę przeczytać post z poniższego linku.
Przeczytamy w nim o diagnozie profesora Żyżyńskiego z Uniwersytetu Warszawskiego, który wyliczył, że już w 2007 roku wypłynęło z Polski około 80 mld. zł. z tego połowa to transfery nielegalne.
Dzisiaj w Gazecie Wyborczej mogliśmy poczytać, że na nielegalnych działaniach mafii paliwowej i to tylko działającej na części terytorium naszego kraju, budżet państwa stracił 330 mln. zł.
Wczoraj mogliśmy poczytać w tej samej gazecie, że na skutek utraty kaloryczności gazu zgromadzonego w zbiornikach państwowego PGNiG powstały straty wynoszące ok. 630 mln. zł. (patrz poniższy link):
I tak codziennie i tak od 25 lat.
Warto także poczytać o tym jak z Polski zniknęło 50 mld. dolarów:
http://prawy.pl/gospodarka/7663-eksperci-przez-9-lat-z-polski-zniknelo-prawie-50-mld-dolarow-i-to-bez-faktur
I jeszcze poniższy "drobiazg" (a ile takich "drobiazgów"?)
http://www.fakt.pl/polityka/derdziuk-odchodzi-z-zus-ale-wezmie-jeszcze-dwie-pensje,artykuly,522737.html?utm_source=fb_rasp
I jeszcze jeden link (tylko kolejne "głupie" 700 mln. zł.):
http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,17402204,Rozbito_grupe__ktora_wystawila_fikcyjne_faktury_na.html?biznes=bydgoszcz#BoxBizLink
http://www.fakt.pl/polityka/derdziuk-odchodzi-z-zus-ale-wezmie-jeszcze-dwie-pensje,artykuly,522737.html?utm_source=fb_rasp
I jeszcze jeden link (tylko kolejne "głupie" 700 mln. zł.):
http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,17402204,Rozbito_grupe__ktora_wystawila_fikcyjne_faktury_na.html?biznes=bydgoszcz#BoxBizLink
A Banki? Co do ich roli w naszej gospodarce to polecam poniższy artykuł zamieszczony na łamach wPolityce.pl:
Nie ma najmniejszych wątpliwości, że Polską rządzi dziś lobby bankowe, w tym zwłaszcza lobby dużych banków zagranicznych. Uzależnienie, bezradność i bezwolność obecnej ekipy rządowej wobec zdzierstwa, lichwy, łamania i naginania prawa przez lobby bankowe jest niestety coraz większe. Eksbankier dużego, zagranicznego banku został nawet polskim Ministrem Finansów, blisko 200mld zł w obligacjach skarbowych Polski jest w rękach zagranicznych podmiotów w tym banków. Blisko 30 proc. polskiego długu publicznego jest w walutach obcych, a więc we franku, dolarze, euro, funcie czy nawet jenie. Długu zagranicznego jest na blisko 400mld dol., Grecja na 320mld euro. Wojna na Ukrainie na pełną skalę, oznaczałaby gwałtowny odpływ kapitału zagranicznego - spekulacyjnego z Europy Środkowo-Wschodniej, ale zwłaszcza z Polski, która jest od niego najbardziej uzależniona.
Ten kapitał ma to do siebie, że w razie zawieruchy znika błyskawicznie i nie pomogą nawet te wysokie 2 proc. stopy procentowe NBP. Nierozwiązane i nadal lekceważone problemy frankowe, skandal z polisolokatami, który za chwilę wybuchnie w kontekście działań spekulacyjnych na polskim złotym i wojnie za naszą wschodnią granicę mogą wywołać systemowe zagrożenie dla sektora bankowego w Polsce, w tym nawet bankructwo niektórych banków. Mogłoby to wtedy otworzyć dopiero szansę dla repolonizacji czyli odzyskania głupio i tanio wyprzedanych polskich banków, ale tym razem za przysłowiową złotówkę. Wszystko to może się odbić, zarówno bankom, jak i rządowi, nie tylko przysłowiową czkawką przed, którą przestrzega bankierów, człowiek o wielkim ego, prezes NBP M.Belka, ale greckim scenariuszem i pustym portfelem Polaków.
Niech więc piromani nie straszą podpaleniem Polski, bo pożar tli się już od dawna.
autor: Janusz Szewczak
Cały artykuł
Jak czytamy powyżej, już na tych kilku przykładach widzimy jakie ogromne rezerwy drzemią w polskiej gospodarce. Niestety trzeba chęci politycznej i odwagi do przeciwstawienia się temu zachodniemu kapitałowi, który bez umiaru eksploatuje nasz kraj. Trzeba prawdziwych mężów stanu i ludzi odpowiedzialnych oraz dotrzymujących słowa. Trzeba konsekwentnych działań. Należy zacząć odwracać proces, który uczynił z Polski swoistą neokolonię. Trzeba upomnieć się o swoje. Trzeba zadbać o to, aby wolność wobec prawa, sprawiedliwość i solidarność nie były tylko pustymi słowami, słowami w ustach polityków, słowami na pokaz i na użytek kampanii wyborczych. Poniżej przykład, że można i to szybko wiele zmienić.
I pomyśleć, że gdzie indziej z powodzeniem można przeprowadzać reformy przynoszące ogromne zyski narodowi, a u nas nie. Poniżej tekst z 2013 r. zamieszczony w "niezależna.pl"
Odważne słowa Orbana. „Dla zagranicznych firm era kolonizacji się skończyła”
Dodano: 09.09.2013 [19:10]
- Dla zagranicznych firm na Węgrzech zakończyła się era kolonizacji - oświadczył dziś premier Viktor Orban, przemawiając na pierwszym po wakacjach posiedzeniu parlamentu.
- Węgry są niepodległym, suwerennym państwem. Era kolonizacji się skończyła. Dla nas sprawą rangi państwowej jest obniżenie opłat za media, likwidacja reżimu spłacania kredytów walutowych oraz ratowanie rodzin i ich domów - powiedział premier.
- Banki i duże przedsiębiorstwa korzystające na Węgrzech z pozycji monopolisty muszą się przyzwyczaić do nowej sytuacji. Kiedyś miały silną pozycję i rządy socjalistyczne kłaniały się przed ich potęgą, ale teraz to my jesteśmy ci silniejsi. To one muszą się dostosować do Węgrów, a nie na odwrót - mówił Orban.
Niższe koszty elektryczności oraz pomoc dla setek tysięcy Węgrów, którzy wzięli kredyty walutowe i teraz zmagają się z ich spłatą, najprawdopodobniej będą głównymi propozycjami w programie rządu przed wyborami do parlamentu w pierwszej połowie przyszłego roku - przewiduje Reuters.
Zgodnie z sierpniowym sondażem ośrodka Ipsos narodowo-konserwatywny Fidesz premiera Orbana ma wciąż dwucyfrową przewagę nad opozycyjnymi socjalistami.
Rząd Orbana w styczniu br. wprowadził 10-procentową obniżkę cen energii elektrycznej, gazu i ogrzewania dla gospodarstw domowych. Koszty tej obniżki przeniesiono na dostawców, należących w większości do zagranicznych koncernów energetycznych. Na Węgrzech obowiązuje też najwyższy w Europie podatek od banków i podatek od firm energetycznych, telekomunikacyjnych i zajmujących się sprzedażą detaliczną. Firmy energetyczne np. muszą zapłacić 50-proc. podatek od swoich zysków, chyba że zdecydują się na inwestycje.
Te i inne interwencje rządu w gospodarkę pomogły krajowi spłacić kredyt uzyskany w 2008 r. od Międzynarodowego Funduszu Walutowego - zauważa Reuters. - Spłacając ten kredyt, zlikwidowaliśmy ciągłą presję, za pomocą której międzynarodowe organizacje finansowe próbowały wymusić na nas działania oszczędnościowe - oświadczył Orban.
- Węgry są niepodległym, suwerennym państwem. Era kolonizacji się skończyła. Dla nas sprawą rangi państwowej jest obniżenie opłat za media, likwidacja reżimu spłacania kredytów walutowych oraz ratowanie rodzin i ich domów - powiedział premier.
- Banki i duże przedsiębiorstwa korzystające na Węgrzech z pozycji monopolisty muszą się przyzwyczaić do nowej sytuacji. Kiedyś miały silną pozycję i rządy socjalistyczne kłaniały się przed ich potęgą, ale teraz to my jesteśmy ci silniejsi. To one muszą się dostosować do Węgrów, a nie na odwrót - mówił Orban.
Niższe koszty elektryczności oraz pomoc dla setek tysięcy Węgrów, którzy wzięli kredyty walutowe i teraz zmagają się z ich spłatą, najprawdopodobniej będą głównymi propozycjami w programie rządu przed wyborami do parlamentu w pierwszej połowie przyszłego roku - przewiduje Reuters.
Zgodnie z sierpniowym sondażem ośrodka Ipsos narodowo-konserwatywny Fidesz premiera Orbana ma wciąż dwucyfrową przewagę nad opozycyjnymi socjalistami.
Rząd Orbana w styczniu br. wprowadził 10-procentową obniżkę cen energii elektrycznej, gazu i ogrzewania dla gospodarstw domowych. Koszty tej obniżki przeniesiono na dostawców, należących w większości do zagranicznych koncernów energetycznych. Na Węgrzech obowiązuje też najwyższy w Europie podatek od banków i podatek od firm energetycznych, telekomunikacyjnych i zajmujących się sprzedażą detaliczną. Firmy energetyczne np. muszą zapłacić 50-proc. podatek od swoich zysków, chyba że zdecydują się na inwestycje.
Te i inne interwencje rządu w gospodarkę pomogły krajowi spłacić kredyt uzyskany w 2008 r. od Międzynarodowego Funduszu Walutowego - zauważa Reuters. - Spłacając ten kredyt, zlikwidowaliśmy ciągłą presję, za pomocą której międzynarodowe organizacje finansowe próbowały wymusić na nas działania oszczędnościowe - oświadczył Orban.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




.bmp)






