Zdjęcia wykonano 26.04.2015 roku w Niemczu k/ Bydgoszczy. Poniżej link do wspaniałej piosenki Skaldów w pełni oddającej nastrój tych pięknych chwil, w których wszystko rozkwita, w nasze serca wkraczają nowe nadzieje. Skaldowie - "Sady w obłokach" |
Po latach uczestnictwa w różnych forach postanowiłem zostawić trochę inny, bardziej refleksyjny ślad moich przemyśleń, przemyśleń życiowego realisty z dużą dozą krytycyzmu i domieszką melancholii. Chciałbym także zaprezentować trochę różnych pamiątek z minionych lat, głównie związanych z Bydgoszczą, ale nie tylko. Ponadto pragnąłbym w trochę nietypowy sposób prezentować niektóre bieżące i minione wydarzenia oraz zaprezentować różne swoje uwagi i spostrzeżenia. Temu ma służyć ten blog.
poniedziałek, 27 kwietnia 2015
Sady w obłokach.
sobota, 25 kwietnia 2015
Odrobina najnowszej historii Bydgoszczy - 55 - Juwenalia, maj 1979 roku.
Juwenalia, jeszcze za Gierka - maj 1979 rok - odsłona 1 Poprzedni post z tego cyklu. |
sobota, 18 kwietnia 2015
Naprawdę warto posłuchać.
http://www.wiocha.pl/1218461
Paweł Kukiz (wypowiedź z 13.04.15.) o polskiej prawdziwej rzeczywistości.
Niech każdy oceni sam.
sobota, 11 kwietnia 2015
Bydgoskie klimaty - 3
W tle Technikum Kolejowe i "ogórek". Zdjęcie wykonano na początku stycznia 1979 roku. Poprzedni post z tego cyklu. |
poniedziałek, 6 kwietnia 2015
Kilka refleksji natury ogólnej - 26
Po pierwsze:
ŚWIĘTA ZA NAMI I NIESTETY PRZYCHODZI NAM POWRÓCIĆ DO NASZEJ SZAREJ RZECZYWISTOŚCI POLITYCZNO - GOSPODARCZEJ.
Dlatego warto przeczytać poniższy artykuł bo to co w nim napisane to tego żadne TVN-y, Polsat-y czy TVP o GW nie wspominając, nie opublikuje, a na pewno zawarte w nim tezy i przypuszczenia są o wiele bliższe prawdy niż to prezentują na swych łamach owe wspomniane najpopularniejsze media głównego nurtu. Tego żadna Pitera, Niesiołowski, Kierwiński czy inny Szejnfeld publicznie nie powiedzą chociaż sądząc po aferze taśmowej tak naprawdę myślą podobnie.
Zbliża się wiosna, a z nią wiosenne porządki w domach, ogrodach, na ulicach i we wielu innych miejscach. A może najwyższa pora zacząć także robić porządki w polskiej polityce?
Pierwsza okazja będzie w maju. Spróbujmy z niej skorzystać.
Po drugie:
Od wielu miesięcy dręczy mnie pytanie co się dzieje z naszym umiłowanym przywódcą? Co się dzieje z prezydentem Europy? Co z panem Donaldem Tuskiem, który miał przynieść naszemu krajowi na nowej posadzie tyle korzyści i splendoru? Cicho, jak makiem zasiał. I tylko z zagranicznych relacji możemy się dowiedzieć, że nasz polityczny geniusz nie wszystko na nowej posadzie robi dobrze, a nawet jeszcze gorzej. Gdzie dawni apologeci? Czyż nie przyszedł czas na świętowanie tego największego sukcesu polskiego męża stanu, który z premiera Polski został prezydentem Europy?
Po trzecie:
Dlaczego tak mało i tylko mimochodem, wiadomości o prywatyzacji Ciechu (w tym i haniebnego upadku bydgoskiego Zachemu), a tak dużo o Skokach?
Po czwarte:
Co dalej z szogunem, czyli prawą ręką dowódcy polskich sił zbrojnych i jak wyszły zdjęcia z japońskiego parlamentu?
Poniżej wspomniany w "po pierwsze" artykuł o polskich bankach.
ŚWIĘTA ZA NAMI I NIESTETY PRZYCHODZI NAM POWRÓCIĆ DO NASZEJ SZAREJ RZECZYWISTOŚCI POLITYCZNO - GOSPODARCZEJ.
Dlatego warto przeczytać poniższy artykuł bo to co w nim napisane to tego żadne TVN-y, Polsat-y czy TVP o GW nie wspominając, nie opublikuje, a na pewno zawarte w nim tezy i przypuszczenia są o wiele bliższe prawdy niż to prezentują na swych łamach owe wspomniane najpopularniejsze media głównego nurtu. Tego żadna Pitera, Niesiołowski, Kierwiński czy inny Szejnfeld publicznie nie powiedzą chociaż sądząc po aferze taśmowej tak naprawdę myślą podobnie.
Zbliża się wiosna, a z nią wiosenne porządki w domach, ogrodach, na ulicach i we wielu innych miejscach. A może najwyższa pora zacząć także robić porządki w polskiej polityce?
Pierwsza okazja będzie w maju. Spróbujmy z niej skorzystać.
Po drugie:
Od wielu miesięcy dręczy mnie pytanie co się dzieje z naszym umiłowanym przywódcą? Co się dzieje z prezydentem Europy? Co z panem Donaldem Tuskiem, który miał przynieść naszemu krajowi na nowej posadzie tyle korzyści i splendoru? Cicho, jak makiem zasiał. I tylko z zagranicznych relacji możemy się dowiedzieć, że nasz polityczny geniusz nie wszystko na nowej posadzie robi dobrze, a nawet jeszcze gorzej. Gdzie dawni apologeci? Czyż nie przyszedł czas na świętowanie tego największego sukcesu polskiego męża stanu, który z premiera Polski został prezydentem Europy?
Po trzecie:
Dlaczego tak mało i tylko mimochodem, wiadomości o prywatyzacji Ciechu (w tym i haniebnego upadku bydgoskiego Zachemu), a tak dużo o Skokach?
Po czwarte:
Co dalej z szogunem, czyli prawą ręką dowódcy polskich sił zbrojnych i jak wyszły zdjęcia z japońskiego parlamentu?
Poniżej wspomniany w "po pierwsze" artykuł o polskich bankach.
Bankowa piramida w Polsce zaczyna się chwiać. Niektóre banki zagraniczne zaczynają uciekać z Polski inne idą pod młotek
Sektor bankowy w Polsce, tak dopieszczany przez obecną władzę, zaczyna być w coraz gorszej kondycji i to pomimo osiągania rekordowych zysków.Portugalski właściciel banku Millenium, BCP rozpoczął właśnie w przyspieszonym tempie wyprzedaż, na razie „tylko” 15 proc. działającego w Polsce banku, który ma również znaczącą pulę tzw. kredytów frankowych. Zapowiedź rychłego wyjścia z Polski ogłosiły już też: Royal Bank of Scotland, Raiffeisen Bank Polska, Deutsche Bank, na sprzedaż jest również Alior Bank sprzedaży nie wykluczają też w przyszłości niemieccy właściciele mBanku.
Już wkrótce więc może się okazać, że prawdziwa, ta największa afera III RP, wbrew bajaniu prof. Leszka Balcerowicza to nie rzekoma „afera SKOK-ów”, w których to hasali oficerowie WSI, a nawet politycy PO, ale szykująca się potężna afera w sektorze bankowym i ubezpieczeniowym, wynikająca z tzw. opcji walutowych dla przedsiębiorców, tzw. kredytów frankowych, polisolokat czy wreszcie ubezpieczeń dodawanych na siłę do kredytów bankowych oraz cała seria różnego rodzaju patologii i brak właściwego nadzoru.
Skala bowiem obciążeń, zwłaszcza kilku banków, z tytułu tzw. kredytów frankowych jest ogromna może to być kwota nawet ponad 50 mld zł, a tzw. niezabezpieczone lub nie w pełni zabezpieczone kredyty walutowe, w tym frankowe przekraczające 100 proc. tzw.LTV czyli wartości udzielonych kredytów do wartości nieruchomości, to aż 77 mld zł w sektorze bankowym w Polsce. Kilka banków potrzebuje dodatkowego, pilnego wzmocnienia kapitałowego, rzędu 15 do 20mld zł, w innym bowiem przypadku np. przewalutowania tzw. kredytów frankowych na złote, po kursie z dnia zawarcia umowy groziłoby im realne bankructwo.
Te tak chwalone przez PO, GW i TVN-24 banki, głównie zagraniczne, działające w Polsce, same są zadłużone, głównie w swych centralach zagranicznych i w zagranicznych instytucjach finansowych na blisko 180-200 mld zł. Owa rzekoma teflonowa odporność na wypadek kryzysu czy zawirowań sektora bankowego w Polsce, to bajki z mchu i paproci, w sytuacji gdy Bankowy Fundusz Gwarancyjny (BFG) dysponuje zaledwie śmieszną kwotą ok. 8-9mld zł i to w sytuacji gdy banki te udzieliły kredytów na blisko 850mld zł, a nawet stosunkowo niewielkie banki mają pulę kredytową rzędu 30-40mld zł. To, czego jesteśmy dziś świadkami, owej bezpardonowej, skrajnie nieuczciwej i bardzo niebezpiecznej dla stabilności całego systemu finansowego i bankowego w Polsce, nagonki i spisku wymierzonego w SKOK-i, to nic innego jak próba ratowania sektora bankowego kapitałami spółdzielczych kas i oszczędnościami Polaków. Widać coraz wyraźniej, że ten tak hołubiony i chroniony przez rządzących i urzędników KNF, podlegających premier Kopacz, sektor bankowy i ubezpieczeniowy, rzekomo kontrolowany i nadzorowany ma wmontowane, co najmniej kilka tykających bomb, grożących wybuchem i olbrzymimi stratami dla polskich portfeli.
Już dziś można oszacować, że w wyniku systematycznego, długofalowego i co najgorsze całkowicie bezkarnego pustoszenia portfeli milionów Polaków w sektorze bankowym i ubezpieczeniowym, ową zorganizowaną grabież można ocenić na blisko 100 mld zł. Głównie pod postacią tzw. kredytów frankowych, opcji walutowych i polisolokat, ale nie tylko. Niektórzy bankierzy i banki zagraniczne czują pismo nosem. W 2014 r. z Polski wycofał się szwedzki banki Nordea, którego blisko 90 proc. pulę kredytów frankowych wciśnięto bankowi PKO BP, spółce z udziałem Skarbu Państwa, za które ten jeszcze zapłacił 2,8 mld zł i to za pełną zgodą i akceptację przewodniczącego KNF A.Jakubiaka. Centrale zagraniczne i właściciele, banków działających w Polsce, najwyraźniej już wiedzą, że w Polsce szykuje się zmiana władzy, a nowa ekipa, która przyjdzie, w której mogliby się znaleźć tacy ludzie, jak choćby senator Bierecki, którzy doskonale orientują się w metodach grabienia i pustoszenia portfeli milionów Polaków przez lobby bankowo-lichwiarskie, a które mają miejsce w sektorze bankowym i ubezpieczeniowym mogliby takie praktyki skutecznie ukrócić.
Niektórzy więc nie chcą ponosić ogromnych kosztów i odpowiedzialności i pomału się ewakuują. Tym bardziej więc obecna władza, próbuje wygasić wszystko, co jeszcze czuje i myśli po polsku i odwrócić uwagę Polaków, poprzez histeryczną i skrajnie nieuczciwą nagonkę i chęć likwidacji polskich SKOK-ów, które stanowią zaledwie 1 proc. polskiego rynku finansowego od prawdziwych, gigantycznych zagrożeń właśnie w sektorze bankowo-ubezpieczeniowym w Polsce.
Próba destabilizacji na spółdzielczym rynku finansowym, uprawiana przez polityków PO, przy pomocy wysokich urzędników KNF może wymknąć się spod kontroli „spiskowców” i uderzyć nie tylko w mocodawców, ale również wysadzić w powietrze stabilność i bezpieczeństwo uczestników rynku bankowego i narazić na nieodwracalne straty, nie tylko tzw. drobnych ciułaczy. Jeśli bowiem doszłoby do podobnych medialnych ataków i politycznej nagonki na tak ukochane przez PO zagraniczne banki, ustawienia się kolejek i wycofania swoich pieniędzy, z co najmniej kilku banków np. przez rozgoryczonych frankowiczów i właścicieli polisolokat, wtedy widmo błyskawicznego bankructwa zawisłoby co najmniej nad kilkoma działającymi w Polsce bankami. Kampania oszczerstw i niszczenia polskich SKOK-ów może nie tylko mocno zaszkodzić prezydenckiej kampanii Bronisława Komorowskiego, ale uruchomić prawdziwą lawinę i ogromne straty w bankach i firmach ubezpieczeniowych, nad którą ani rząd, aniKNF już nie zapanują.
Mocno spóźnione, wręcz rozpaczliwe działania KNF i jej przewodniczącego Jakubiaka polegające na ograniczaniu wypłat dywidendy przez niektóre banki czy nawet wprowadzenie tzw. „domiarów kapitałowych” dla najbardziej dziś zagrożonych banków, dziś już nie wystarczy i nie powstrzyma kolejnych banków przed opuszczeniem Polski lub ich wyprzedażą.
To co obecna władza PO i jej urzędnicy wyczyniają w wojnie prowadzonej przeciwko polskim SKOK-om i to głównie dla celów brudnej kampanii politycznej i wyborczej, to prawdziwe igranie z ogniem, bowiem system bankowy w Polsce nie jest ani tak bezpieczny ani tak stabilny, jak to się próbuje wciskać Polakom. Zgoda bowiem na kłamstwo i manipulacje, jaką dziś na wielką skalę stosuje rządząca ekipa w sferze działalności spółdzielni finansowych może zagrozić bezpieczeństwu całego sektora bankowego, jak i depozytom polskich ciułaczy.
Kto bowiem sieje wiatr, ten zbiera burzę. A potężna burza w sektorze bankowym w Polsce wyraźnie się zbliża.
sobota, 4 kwietnia 2015
Niemcz jakiego już nie ma - 3
Niemcz ulica Kolonijna (dawniej Niemcz nr 67), a w głębi widok na pola, gdzie obecnie znajduje się osiedle przy ulicy Okoniowej. Pomidory wyrosły wspaniałe. Zdjęcie wykonano wiosną 1992 roku. Poprzedni post z tego cyklu. |
środa, 1 kwietnia 2015
Bydgoskie klimaty - 2
Podwórko przy kamienicy położonej na Placu Weyssenhoffa 5 Zdjęcie wykonano we wrześniu 1978 roku. Poprzedni post z tego cyklu. |
poniedziałek, 30 marca 2015
sobota, 28 marca 2015
Nad Bałtykiem - marzec 2015
piątek, 27 marca 2015
poniedziałek, 23 marca 2015
Dzisiaj nad Bałtykiem.
piątek, 20 marca 2015
piątek, 13 marca 2015
Na meczu Zawiszy Bydgoszcz jesienią 1980 roku (I liga) - część 2
Z frekwencją na meczach Zawiszy nadal bardzo źle i co dalej będzie nie wiadomo. A szkoda, chłopaki zaczęli sezon wiosenny całkiem dobrze i mają jeszcze szanse utrzymania się w lidze.
Poniżej możemy zobaczyć jak to kiedyś bywało na meczach Zawiszy.
Mecz I ligi sezonu 1980/1981
Zawisza Bydgoszcz : Motor Lublin
Zawisza wygrał 2:1
Zdjęcia wykonano 18.10.1980 roku
Poprzednie zdjęcia z tego meczu.
środa, 11 marca 2015
Bydgoskie klimaty - 1
Dzisiaj rozpoczynam nowy cykl, cykl związany z Bydgoszczą, który ma pokazać klimaty jakie udało mi się uchwycić od czasu, gdy kupiłem w sklepie na Al. 1-Maja (obecnie Gdańska) mój pierwszy porządny aparat fotograficzny, czyli rosyjski FED-4. Na początek witryna sklepu gdzie kupiłem wspomniany aparat oraz częściowy widok na Stary Rynek w marcu 1979 roku.
Stary Rynek widziany od wylotu ulicy Magdzińskiego - marzec 1979 roku. |
sobota, 7 marca 2015
Prawdziwa prawda - każdy ma swoje miejsce.
Są jeszcze w Polsce obszary, ludzie, telewizje i inne publikatory, które znają miarę rzeczy w myśl starej łacińskiej maksymy " Fronti nulla fides", czyli "pozory zero prawdy" lub potocznie "NIE UFAJ POZOROM".
Dzięki temu i dzięki ludziom, którym poprawność polityczna lub normalny serwilizm, albo oportunizm nie padł na mózg, możemy się dowiedzieć, że megalomański Toruń trwoniący unijną i wojewódzką kasę głównie na to, aby udowodnić, iż jest potęgą morską, wojewódzką i krajową, nie ma absolutnie racji. I, że owo miasto zajmuje odpowiednio zaznaczone miejsce należne mu z racji potencjału ludnościowego i gospodarczego. Krótko mówiąc megalomański Toruń jest dwa razy mniejszy pod każdym względem od miasta, którego od wieków jest wrogiem, czyli od Bydgoszczy.
Poniżej mapka skopiowana z bardzo popularnego kalendarza na rok 2015, którego redaktorzy zachowali minimum obiektywizmy pomimo obowiązkowej politycznej poprawności. Na dłuższą metę taka postawa jest jedyną z możliwych, ale obecnie w kraju ch. d. i kamieni kupa jest to przynajmniej, delikatnie rzecz ujmując, problematyczne.
Dzięki temu i dzięki ludziom, którym poprawność polityczna lub normalny serwilizm, albo oportunizm nie padł na mózg, możemy się dowiedzieć, że megalomański Toruń trwoniący unijną i wojewódzką kasę głównie na to, aby udowodnić, iż jest potęgą morską, wojewódzką i krajową, nie ma absolutnie racji. I, że owo miasto zajmuje odpowiednio zaznaczone miejsce należne mu z racji potencjału ludnościowego i gospodarczego. Krótko mówiąc megalomański Toruń jest dwa razy mniejszy pod każdym względem od miasta, którego od wieków jest wrogiem, czyli od Bydgoszczy.
Poniżej mapka skopiowana z bardzo popularnego kalendarza na rok 2015, którego redaktorzy zachowali minimum obiektywizmy pomimo obowiązkowej politycznej poprawności. Na dłuższą metę taka postawa jest jedyną z możliwych, ale obecnie w kraju ch. d. i kamieni kupa jest to przynajmniej, delikatnie rzecz ujmując, problematyczne.
środa, 4 marca 2015
Odrobina prawdy o dawnej Bydgoskiej Akademii Medycznej, a obecnie Collegium Medicum w Bydgoszczy.
J
Tak dalej być nie może. Należy rozpocząć proces odwrotny do tego, który miał miejsce 10 lat temu i nie zważając na toruńskie protesty, konsekwentnie go przeprowadzić. Można wzmocnić niedawno powstały Uniwersytet Kazimierza Wielkiego lub też utworzyć samodzielną bydgoską uczelnię medyczną.
Piszę i mówię o tym od lat, praktycznie od swoistej aneksji AMB przez UMK. Dziesięciolecie tego haniebnego, moim zdaniem, czynu powinno być kresem tej, delikatnie mówiąc, dziwacznej sytuacji. I jakże przykrym jest fakt, że lata mijają, a tytuł mojego bloga zamiast tracić na wartości to robi się coraz bardziej aktualny.
Jak możemy przeczytać w poniższym wywiadzie, nawet tak wyważony głos jak głos pana prorektora, ukazuje żałosną prawdę o dawnej Akademii Medycznej Bydgoszcz, politycznym podstępem przejętej przez UMK. UMK się znacznie wzmocnił i ma obecnie z bydgoskiej uczelni swój sztandarowy wydział zaś dodatkowo torunianie panoszą się po bydgoskich instytucjach.
Tak dalej być nie może. Należy rozpocząć proces odwrotny do tego, który miał miejsce 10 lat temu i nie zważając na toruńskie protesty, konsekwentnie go przeprowadzić. Można wzmocnić niedawno powstały Uniwersytet Kazimierza Wielkiego lub też utworzyć samodzielną bydgoską uczelnię medyczną.
Piszę i mówię o tym od lat, praktycznie od swoistej aneksji AMB przez UMK. Dziesięciolecie tego haniebnego, moim zdaniem, czynu powinno być kresem tej, delikatnie mówiąc, dziwacznej sytuacji. I jakże przykrym jest fakt, że lata mijają, a tytuł mojego bloga zamiast tracić na wartości to robi się coraz bardziej aktualny.
10 LAT MINĘŁO
Z prof. Janem
Styczyńskim, prorektorem UMK ds. Collegium Medicum, rozmawia Winicjusz Schulz
- Mija właśnie 10
lat od chwili, gdy bydgoska Akademia Medyczna połączona została z UMK. Byli
entuzjaści, ale byli też sceptycy wobec tamtej decyzji. Przypomnijmy może
argumenty jednych i drugich.
- 10 lat temu jako
adiunkt, przygotowywałem się do habilitacji i nie byłem w żaden sposób
zaangażowany w proces łączenia Akademii Medycznej z UMK. Argumentacje znam
raczej z przekazów. Rektor Akademii Medycznej, prof. Danuta Miścicka-Śliwka
przedstawiała wówczas cztery główne argumenty za fuzją z UMK: lepsze
wykorzystanie bazy naukowej i dydaktycznej, znalezienie się w pełnoprofilowym
uniwersytecie, spełnienie uniwersalności zainteresowań naukowych obu środowisk
oraz stworzenie podstawy do tworzenia metropolii bydgosko-toruńskiej i
budowania związków między obydwoma miastami. Co ważne, w tym momencie pojawiały
się też projekty powstającej właśnie ustawy "Prawo o szkolnictwie
wyższym", która to miała usystematyzować funkcjonowanie uczelni i
szkolnictwa wyższego. Argumenty sceptyków, które są mi znane, dotyczyły
warunków połączenia, które nie do końca były przygotowane, oraz kontrargumentów
wobec argumentów pani rektor.
- Decyzja o formalnym
połączeniu to było ważne wydarzenie w życiu obu uczelni, ale wiadomo było, że w
praktyce takie połączenie to proces rozpisany na lata. Czy dziś, po 10 latach,
możemy mówić, że proces integracji całkowicie się dokonał, czy może są jeszcze
takie dziedziny, które pozostawiają sporo do życzenia?
- W naszej sytuacji
integrację rozumiem jako proces scalania się dwóch środowisk w jedno,
funkcjonujące tak jak rodzina. Geograficzna odległość ponad czterdziestu
kilometrów nie jest jednak ułatwieniem w życiu codziennym. Z jednej strony,
każda istotna dla Collegium Medicum decyzja musi przejść proces akceptacji w
Toruniu, co zajmuje czas i oznacza wiele poziomów dodatkowych analiz. Z drugiej
strony, współpraca na poziomie kilku jednostek naukowo-dydaktycznych istniała
niezależnie od faktu połączenia obydwu uczelni i była zależna od zaangażowania
i dobrej woli pracowników. Tak naprawdę niewiele nowych poziomów współpracy
naukowej zostało nawiązanych pomiędzy obydwoma kampusami w ostatnich latach. Z
trzeciej strony, o ile taka może istnieć, mam wrażenie, że z uwagi na te
warunki i sposób funkcjonowania Uczelni, coraz więcej pracowników Collegium
Medicum ma problemy z zaangażowaniem się w życie uczelni, niezależnie czy
identyfikuje się bardziej z Collegium Medicum, czy bardziej z UMK.
Zaangażowanie i motywacja to klucz do sukcesu. Śmiem twierdzić, że o
rzeczywistej integracji będziemy mogli powiedzieć dopiero wtedy, gdy rektorem
UMK zostanie przedstawiciel Collegium Medicum z Bydgoszczy. Dla jasności: nie
jestem tym w ogóle zainteresowany.
- A może pełna
integracja nie jest potrzebna? Specyfika nauk medycznych może przecież
powodować, że nie każdy mechanizm funkcjonujący w toruńskiej części
uniwersytetu sprawdzi się w bydgoskiej. Toruń też ma takie dziedziny, które
wymagają nieco innych rozwiązań, choćby Wydział Teologiczny czy Wydział Sztuk
Pięknych. Collegium Medicum nawet finansowane jest przez inny resort. Do tego
dochodzi problem bazy klinicznej.
- Życie toczy się
bardzo szybko. Realia towarzyszące łączeniu się Akademii Medycznej z UMK
dziesięć lat temu były inne niż są dzisiaj. Liczba wydziałów w części
toruńskiej powiększyła się w tym czasie. Wraz z wejściem do Unii Europejskiej w
2004 roku bardzo skomplikowały się procedury administracyjne i często nie ma
możliwości, aby mogły one być identyczne w części toruńskiej i bydgoskiej,
zwłaszcza biorąc pod uwagę aspekty odnoszące się do funkcjonowania Collegium
Medicum, szpitali uniwersyteckich oraz działalności leczniczej na rzecz
pacjenta prowadzonej przez wielu pracowników naukowo-dydaktycznych w Collegium
Medicum. Praca lekarzy będących pracownikami naukowo-dydaktycznymi polega na co
najmniej potrójnej działalności: lekarza, dydaktyka i naukowca. Jest to
niezmiernie trudne do pogodzenia, nie tylko w Polsce. A obecne czasy dokładają
jeszcze lekarzom ogromne ilości obowiązków administracyjnych.
Autonomia Collegium
Medicum to autonomia finansowa, to lecznicza działalność usługowa większości
pracowników naukowo-dydaktycznych, to miasto Bydgoszcz, to prestiż medycyny
jako pewnego zatrudnienia po studiach. Collegium Medicum jest finansowane przez
Ministerstwo Zdrowia, natomiast kampus toruński przez Ministerstwo Nauki i
Szkolnictwa Wyższego. Są to dwa zupełnie różne ministerstwa, zajmujące się
różnymi dziedzinami życia i inaczej funkcjonujące. I tak samo jest z naszymi
kampusami. Jeśli dołożyć do tego fakt, że zdrowie jest obecnie najtrudniejszym
obszarem w zarządzaniu na szczeblu rządowym, to tak samo jest na szczeblu
uczelni. Przy ogromie problemów dotyczących codziennego funkcjonowania ochrony
zdrowia, priorytetem działalności Ministerstwa Zdrowia nie są przecież
uczelnie.
Ponieważ decyzje
zapadają w Toruniu i preferują większość, pracownicy Collegium Medicum muszą
się dostosowywać. Przykładem decyzji, dla Torunia oczywistej, a dla Bydgoszczy
niezwykle problemowej, może być 3-tygodniowa przerwa zimowa, która w efekcie
niemalże uniemożliwia organizację trzech tur czterotygodniowych praktyk
wakacyjnych w CM i zmusza do karkołomnej organizacji kalendarza zajęć
dydaktycznych.
- Zarówno 10 lat
temu, jak i teraz niejednokrotnie padało pytanie o bilans korzyści. Kto na
połączeniu więcej zyskał: toruński uniwersytet czy jego bydgoska część? W
jakich dziedzinach te korzyści widać najbardziej? W jakich sens połączenia
zyskał szczególny wymiar?
- Gdy patrzy się z
punktu widzenia indywidualnego pracownika Collegium Medicum, sytuacja chyba nie
różni się istotnie od tej sprzed 2004 roku. Gdy patrzy się z punktu widzenia
absolwenta, doktoranta lub habilitanta - w momencie odbioru dyplomu dowiaduje
się, że wszystko zrobił w Toruniu, bo na dyplomie nie pojawia się nazwa
Collegium Medicum ani lokalizacja Wydziału w Bydgoszczy. A nie jest to prawda.
Z punktu widzenia
UMK - korzyść jest ogromna: dolicza się 3 wydziały, 15 kierunków studiów, około
5,5 tysiąca studentów, 172 zagranicznych studentów kierunku lekarskiego, 760
nauczycieli akademickich, w tym szereg wybitnych naukowców. Nie wiem, jaką
pozycję w kraju wśród wyższych uczelni zajmował UMK przed rokiem 2004, ale
dzisiejsza siódma pozycja nie byłaby osiągalna bez potencjału Collegium
Medicum. Natomiast licząc oddzielnie tylko uczelnie medyczne, czyli
uniwersytety medyczne oraz krakowskie i bydgoskie Collegium Medicum wg rankingu
"Perspektyw", pozycja naszego Collegium Medicum w roku 2014 jest taka
sama jak w roku 2004, ale co gorsza, różnica do wyprzedzających nas uczelni
medycznych powiększyła się. Wniosek na dziś jest taki, że pod tym względem
część bydgoska na połączeniu nie zyskała.
- Ale może ten
dystans byłby jeszcze większy, gdyby do połączenia nie doszło. W minionym
10-leciu Collegium Medicum także bardzo unowocześniło bazę i wyposażenie.
Począwszy od nowej siedziby dla farmaceutów, na niedawno oddanym do użytku
jednym z najnowocześniejszych domów studenckich w Polsce kończąc.
- Wszystkie inwestycje
ostatnich dziesięciu lat w Collegium Medicum są efektem albo decyzji podjętych
przed połączeniem, albo efektem starań poprzedniej prorektor ds. Collegium
Medicum, prof. Małgorzaty Tafil-Klawe oraz kanclerz Magdaleny Brończyk w
Ministerstwie Zdrowia i Urzędzie Miasta Bydgoszczy. Przecież to nie Toruń
rozbudowuje Szpital Uniwersytecki im. Jurasza. Z kolei najnowocześniejszy w
Polsce Dom Studencki nr 3 powstał ze środków własnych Collegium Medicum i
kredytu, który Collegium Medicum będzie spłacać przez wiele lat. Z oczywistych
względów w CM nie powstało nic z funduszy Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa
Wyższego. Natomiast, pomijając budynek Wydziału Farmaceutycznego, o którego
budowie decyzję podjęto przed połączeniem AM z UMK, to Urząd Marszałkowski praktycznie
nie wspiera Collegium Medicum i szpitali uniwersyteckich, chociaż ochrona
zdrowia jest w jego gestii. Mam nadzieję, że dojdzie do zakupu rezonansu
magnetycznego dla Szpitala im. Biziela, który Urząd Marszałkowski obiecał
sfinansować w dwóch-trzecich kosztów. Dla porządku jednak dodam, że w 2012
roku, Szpital im. Biziela otrzymał sprzęt dla Kliniki Gastroenterologii i
Oddziału Noworodków.
- We współczesnej
nauce raz po raz wspomina się o badaniach interdyscyplinarnych jako tych
przynoszących szczególnie spektakularne efekty. Gdy 10 lat temu uczelnie się
łączyły, entuzjaści takiego rozwiązania właśnie badań interdyscyplinarnych
używali jako jednego z koronnych argumentów. Możemy podać konkretne przykłady?
- Przyszłość nauki
leży w interdyscyplinarności badań naukowych i należy robić wszystko co
możliwe, aby je popierać. Współpraca pomiędzy niektórymi jednostkami naukowymi
istniała już przed połączeniem obydwu uczelni i była zależna od zaangażowania i
chęci poszczególnych pracowników. Bardzo owocna jest współpraca Katedry i
Kliniki Chorób Oczu z zespołem profesora Macieja Wojtkowskiego. Od dawna zespół
profesora Marka Jackowskiego z Katedry Chirurgii Ogólnej, Gastroenterologicznej
i Onkologicznej współpracuje z Wydziałem Chemii. Bardzo dużo w tej kwestii
zrobił rektor profesor Andrzej Tretyn, z którego zespołem współpracuje kilka
katedr Collegium Medicum, a ja osobiście już w 2004 roku byłem jednym z
inicjatorów badań z zastosowaniem technologii mikromacierzy w onkologii
dziecięcej. Duże sukcesy w tym zakresie osiągnęła dr Joanna Szczepanek z
zespołu profesora Tretyna.
- Obecnie innym
koronnym argumentem "za" integracją mogą być wyniki rekrutacji. W
czasach niżu demograficznego, lawinowo spadającej liczby chętnych do
studiowania wskaźniki dotyczące naboru na wiele kierunków w Collegium Medicum,
np. na kierunek lekarski, farmację, fizjoterapię, dietetykę czy optykę mogą być
powodem... zazdrości niejednego dziekana z toruńskiego kampusu.
- Od kilku lat
medycyna jest w Polsce najatrakcyjniejszym kierunkiem dla kandydatów na studia.
Wynika to zapewne z gwarancji zatrudnienia, i to na całym świecie, gdyż nasz
Wydział Lekarski posiada akredytację amerykańską, podobnie jak i inne
podlegające Ministerstwu Zdrowia, tj. w uniwersytetach medycznych oraz
krakowskim Collegium Medicum. Dlatego u nas medycynę chcą studiować studenci z
innych krajów. Również absolwenci pozostałych kierunków Collegium Medicum nie
muszą się martwić o przyszłe zatrudnienie. Mówię oczywiście o sytuacji w roku
2014, bo nikt nie jest w stanie przewidzieć przyszłości. Jako ciekawostkę
podam, że 60 procent studentów na Wydziale Lekarskim pochodzi spoza naszego
województwa.
- Pozostańmy jeszcze
przy medycynie. Co roku prawie 30 osób na jedno miejsce na kierunek lekarski.
Od lat ten kierunek plasuje się na czele rankingu rekrutacyjnego na UMK.
Powodzenie medycyny sprawia, że coraz więcej uczelni chce kształcić lekarzy
(ostatnio kierunek ten pojawił się w ofercie uczelni z Kielc i Rzeszowa). Nie
niesie to ze sobą ryzyka?
w Radomiu oraz kilka
uczelni niepublicznych. Mam wrażenie, że w Polsce rozpoczyna się deregulacja w
zakresie kształcenia studentów medycyny. Grozi to utratą akredytacji
amerykańskiej, grozi to obniżeniem jakości kształcenia.
- Collegium Medicum
to trzy wydziały, szereg kierunków studiów. Które są "perłą w
koronie"? Które wymagają jeszcze poprawy jakości?
- Collegium Medicum
z uwagi na profil kształcenia jest specyficzną instytucją, gdyż każdy z
wydziałów realizuje część zajęć dla każdego z pozostałych wydziałów. W związku
z tym poziom integracji i współzależności w obrębie Collegium Medicum jest
ciągle bardzo duży, chociaż wprowadzana autonomia finansowa wydziałów dość
skutecznie zaczyna przecinać takie związki. Każdy z wydziałów Collegium Medicum
jest swoistą perełką, ma swoje ambicje, sukcesy i dokonania. Każdy z wydziałów
jest atrakcyjny dla studentów, każdy daje duże możliwości rozwoju pracownikom i
studentom. Oczywiście, zawsze może być lepiej, zwłaszcza w okresie przemian
związanych z wprowadzaniem nowego programu studiów na niektórych kierunkach,
krajowych ram kwalifikacji, z podnoszeniem jakości kształcenia, akredytacją,
internacjonalizacją i parametryzacją. Jestem pewny, że pracy dla władz
wydziałów nie zabraknie.
- Rektor UMK prof.
Andrzej Tretyn niedawno wskazał innym uczelnianym wydziałom wydzialy Collegium
Medicum jako przykład godny do naśladowania. Chodziło o ofertę studiów
obcojęzycznych dla kandydatów z zagranicy. Co składa się na tę ofertę? Sporo
było problemów z jej przygotowaniem czy raczej był to bardzo naturalny proces?
- Ze względu na
posiadaną akredytację amerykańską, kierunek lekarski w Bydgoszczy jest bardzo
atrakcyjny dla studentów zagranicznych, nawet pomimo stosunkowo niewygodnego
dojazdu drogą lotniczą. Dodatkowo teraz tym studentom oferujemy nowoczesny Dom
Studencki nr 3, bo to jest oferta przede wszystkim dla tych studentów.
Przygotowanie programu 6-letnich studiów medycznych w języku angielskim było
dla pracowników naukowo-dydaktycznych trochę heroiczną pracą. W przyszłym roku
pierwsi nasi anglojęzyczni absolwenci kierunku lekarskiego ukończą studia. W
bieżącym roku, przy dużym trudzie organizacyjnym, na Wydziale Nauk o Zdrowiu
zostały uruchomione programy kształcenia w języku angielskim na kierunkach
pielęgniarstwo i fizjoterapia, ale podobnie jak w innych uczelniach w Polsce,
na razie nie cieszą się one popularnością. Uruchamianie wszystkich trzech
kierunków studiów anglojęzycznych było administracyjną drogą przez mękę. Mam
nadzieję, że drzwi zostały jednak uchylone i następnym wydziałom będzie dużo
łatwiej.
- Pozostańmy jeszcze
na chwilę przy tym umiędzynarodowieniu - z jakich krajów są zagraniczni
studenci, na jakich zasadach u nas studiują?
- Nasi studenci
anglojęzyczni pochodzą głównie z Norwegii, Szwecji i Danii, ale studiują u nas
również pojedyncze osoby z Włoch, Hiszpanii, Irlandii i Kanady. Rekrutacja
odbywa się na podstawie rozmowy kwalifikacyjnej, przeprowadzanej przez
dyrektora Centrum Kształcenia w Języku Angielskim i komisję współpracującą z
nim. Studenci studiują na kierunku lekarskim i realizują dokładnie ten sam
program co studenci w języku polskim.
- Powróćmy jeszcze
do rocznicy połączenia bydgoskiej Akademii Medycznej i toruńskiego UMK. Przez
całe to mijające dziesięciolecie także do dziennikarzy docierają informacje, że
w Bydgoszczy czasem wypomina się Wam to, że jesteście częścią UMK. Ile w tym
prawdy?
- Dużo. Jest to
temat, który zapewne nigdy nie wygaśnie, zwłaszcza przed wyborami
samorządowymi. Natomiast faktem jest, że Collegium Medicum jest częścią
Uniwersytetu Mikołaja Kopernika na mocy uchwały sejmowej, posiada swoją
autonomię i pokazuje możliwości współpracy obu miast.
- Zerknąłem w Pańską
biografię i przyznam, że świetnie pasuje Pan do takiej regionalnej integracji.
Urodzony w Jabłonowie Pomorskim, liceum w Toruniu, studia medyczne w Gdańsku,
ale dalsza kariera naukowa w Bydgoszczy. Zapewne to pomaga Panu w zrozumieniu
specyfiki obu miast?
- To prawda. Z
niejednego pieca jadłem chleb. Staram się być obiektywny i neutralny. W moim
życiu kieruję się empatią wobec każdego człowieka i próbuję go traktować tak,
jak bym chciał być traktowany. Nie zawsze mi się to udaje, więc przepraszam
każdego, gdy mi się to nie udało. W moim domu rodzinnym nauczyłem się szanować wszystko
i wszystkich, nauczyłem się życzliwości i prostolinijności. W Toruniu
mieszkałem w internacie, w Gdańsku w akademiku. Poznałem życie z różnych stron.
Od tego czasu minęło jednak już ponad 25 lat, życie się zmieniło, a absurdy
różnych aspektów życia codziennego są dla mnie coraz trudniejsze do
zrozumienia.
- Jest Pan pediatrą,
transplantologiem, onkologiem, a prywatnie? Chyba nie tylko samą medycyną żyje
prof. Styczyński?
- Mój dzień jest
wypełniony pracą. Jestem prorektorem, który zajmuje się wszystkim, co jest
związane z uczelnią. Staram się rozwiązywać problemy. Priorytetem dla mnie
zawsze jest Collegium Medicum. Cały czas prowadzę też działalność lekarską i
naukową. Praca naukowa jest dla mnie ważną formą utrzymania aktywności
akademickiej. Zajmuję się działalnością naukową, bo ją lubię i sprawia mi to
przyjemność. W życiu jednak na wszystko musi być czas. Lubię podróże, lubię
góry. Inwestuję w przeżycia turystyczne. W tym roku z synem przeszliśmy Orlą
Perć. Ciągle mi się marzy trekking w Himalajach.
- Dziękuję za
rozmowę.
poniedziałek, 2 marca 2015
Leszek - odcinek 25
Poprzedni odcinek.
Leszek odcinek - 25
Zanim przejdziemy do wspomnień z czwartej klasy warto jeszcze na trochę wrócić do jednego z wydarzeń z klasy trzeciej. Akurat Leszek odnalazł kolejne stare zdjęcia i dlatego przypomniał sobie o tym wydarzeniu. Chodzi o kwietniowy (1970 rok) szkolny wyjazd do Siekierek. W tych Siekierkach leżących niedaleko Szczecina, a także w pobliżu słynnej z historii Polski, Cedyni, w kwietniu, a dokładnie pomiędzy 16, a 19 dniem tego miesiąca, w 1945 roku odbyło się w ramach operacji berlińskiej, forsowanie Odry. Po jednej stronie Odry stanęła praktycznie cała I Armia Wojska Polskiego, wchodząca w skład frontu białoruskiego, a po drugiej ostatnie silne oddziały niemieckie, chroniące Berlin od północy, do którego było jeszcze około 90 km. Forsowanie było zaciętą trzydniową bitwą, która dzięki wielkiej przewadze radzieckiej skończyła się powodzeniem i w rezultacie tej bitwy została otwarta północna droga na Berlin. Podczas tej bitwy zginęło około dwóch tysięcy Polaków i leżą oni na wielkim cmentarzu pod Siekierkami. To tutaj wśród długich szeregów równych białych krzyży leżą prawdziwi polscy bohaterowie. Nad cmentarzem góruje pomnik - obelisk, gdzie na tle dwóch skrzydeł i dwóch wielkich mieczy, umieszczono postać matki tulącej do siebie malutkie dziecko.
Z okazji 25 rocznicy tej bitwy, państwo Polskie postanowiło zorganizować wielkie, centralne uroczystości. Do Siekierek przybyło tysiące ludzi, w tym masa wojskowych, kombatantów, oficjeli, a także tłumy uczniów i studentów. Wśród tych uczniów byli także uczniowie Technikum Kolejowego z Bydgoszczy, z klas trzecich i czwartych. W celu dojazdu na te uroczystości, na bydgoskim dworcu podstawiono dla nich specjalny pociąg mający ich tam zawieźć.
Po wielu godzinach ciekawej i niesamowitej podróży, przybyli na tą historyczna ziemię, leżącą w pięknej okolicy, tuż nad Odrą i w sąsiedztwie lasów. Jednak z uwagi na bardzo obfity ulewny deszcz, uroczystości znacznie okrojono i nie musieli wysłuchiwać długich przemówień, a tylko odbył się, w asyście wojskowych orkiestr, przemarsz wojsk, uroczysta salwa i składanie wieńców. Po południu deszcz zelżał, a uczniowie czekający na odjazd pociągu, mogli wreszcie trochę obejrzeć cmentarz i okolice, gdzie stoczyła się bitwa. O tej swoistej szkolnej wycieczce można byłoby napisać bardzo dużo bo była ona, pomimo oficjalnego celu i wielkiego deszczu, najlepszym wspólnym klasowym wyjazdem w ciągu pięciu lat nauki w technikum.
Wszyscy w klasie już się dobrze znali i potrafili bawić się razem, wygłupiać, a jak było trzeba to i zachowywać odpowiednią powagę. Liczne atrakcje zaczęły się już po odjeździe ze stacji Bydgoszcz Główna. Najpierw było picie niewielkich ilości domowego wina, którego to parę flaszek zabrali w podróż, umówieni koledzy. Młodzieńczym głowom wiele nie trzeba toteż szybko mieli wspaniałe humory. Dalej było opowiadanie kawałów, wspólne śpiewy i to także tych zabronionych piosenek (o Ukrainie, marsz, marsz Polonia w zmienionej formie), a potem zaczęli bujać wagonem zbierając się w jego jednym końcu i naciskając tak jak na huśtawce, a wagon zaczął się tak samo zachowywać i przechylać się wzdłuż podłużnej osi, a potem bujali go w poprzek. Po kilku minutach bujania paru z nich podeszło do ich wychowawcy Antoniego Szydłowskiego i zaczęli go nabierać, że coś niedobrze z torami, albo z wagonem i nie wiadomo czy dojadą. Śmiechom i wygłupom nie było końca. A gdy wreszcie dojechali to całą klasową grupą ukryli się wśród ulewnego deszczu i tłumów uczestników uroczystości, czym doprowadzili do szewskiej pasji organizatora wyjazdu z ramienia ich szkoły, czyli Parasola (major Bolesław Skrzypczak). Gdy ten ich w końcu znalazł i zaczął ustawiać w zaplanowanym szyku krzycząc na nich i strofując ich, oni udawali niewiniątka i twierdzili, że jakiś pułkownik kazał im tam stanąć, gdzie pan major ich odnalazł. Tego było za wiele dla pana majora, który wiedział, że uczniowie robią sobie z niego żarty, ale czas naglił, deszcz lał, trzeba było stawać w szyku to co miał robić w końcu machnął tylko ręką stwierdzając, że do tego skandalicznego zachowania się całej klasy, jeszcze powróci. Na szczęście nic takiego się później nie wydarzyło.
W powrotnej drodze było podobnie. Znowu było wesoło i znowu bujało wagonem i znowu mieli świetne humory, tym bardziej, że nabyli we wiejskim sklepie, przy pomocy składkowego funduszu, parę słodkich importowanych win o wdzięcznej nazwie Lacrima.
O tym wyjeździe często później rozprawiali, a kilku z nich za pomysłowość, zachowanie i swoistą odwagę pozyskała sobie długotrwałą sympatie pozostałych uczestników tej wycieczki.
| Leszek na tle fragmentu pomnika w Siekierkach. |
| Siekierki 16.04.1970 rok. Leszek, Irek, Wojtek i Stefan. |
czwartek, 26 lutego 2015
Polonia Bydgoszcz - odrobina najnowszej historii Bydgoszczy - 54
Trwają ożywione i często kontrowersyjne dyskusje o tym co dalej z Bydgoską Polonią. Brak pieniędzy, marni działacze, a raczej urzędnicy klubowi, mało kibiców, stadion w coraz gorszej kondycji i jeszcze wiele innych istotnych problemów, powodują, że nad bydgoską Polonią naprawdę zbierają cię ciemne burzowe chmury, które nie wiadomo czy się uda przepędzić, czy też dni tego zasłużonego i popularnego klubu są już policzone i czeka go upadek.
W obliczu tej niepewności, upadku i klubowej zawieruchy chciałbym chociaż troszeczkę przypomnieć dni chwały, powodzenia i ogromnej popularności tego klubu. W czasach, gdy odbywały się poniższe zawody stadion pękał w szwach, a na trybunach zasiadało po kilkadziesiąt tysięcy kibiców na każdych zawodach.
Życzę klubowi jak najlepiej bo sam prawie trzydzieści lat kibicowałem osobiście, będąc prawie na wszystkich meczach, temu klubowi i przeżywałem z Nim piękne chwile bo przecież jeszcze do niedawna był to jedyny żużlowy klub w Polsce, który nie zaznał goryczy spadku do niższej klasy rozgrywkowej.
Parę z poniższych zdjęć znalazło się już w moim blogu, ale zaginęły na jego dnie, gdyż było to ponad 3 lata temu dlatego dzisiaj zamieszczam dwa kompletne programy zawodów sportowych jakie odbyły się na stadionie przy ulicy Sportowej w Bydgoszczy, jedno z 1972 roku, a drugie z 1984 roku.
Poprzedni post z tego cyklu.
W obliczu tej niepewności, upadku i klubowej zawieruchy chciałbym chociaż troszeczkę przypomnieć dni chwały, powodzenia i ogromnej popularności tego klubu. W czasach, gdy odbywały się poniższe zawody stadion pękał w szwach, a na trybunach zasiadało po kilkadziesiąt tysięcy kibiców na każdych zawodach.
Życzę klubowi jak najlepiej bo sam prawie trzydzieści lat kibicowałem osobiście, będąc prawie na wszystkich meczach, temu klubowi i przeżywałem z Nim piękne chwile bo przecież jeszcze do niedawna był to jedyny żużlowy klub w Polsce, który nie zaznał goryczy spadku do niższej klasy rozgrywkowej.
Parę z poniższych zdjęć znalazło się już w moim blogu, ale zaginęły na jego dnie, gdyż było to ponad 3 lata temu dlatego dzisiaj zamieszczam dwa kompletne programy zawodów sportowych jakie odbyły się na stadionie przy ulicy Sportowej w Bydgoszczy, jedno z 1972 roku, a drugie z 1984 roku.
Poprzedni post z tego cyklu.
środa, 25 lutego 2015
Kilka refleksji natury ogólnej - 25, uzupełnienie - zyski banków w Polsce.
GW 11.02.14.
Często w politycznych dyskusjach pada pytania: a skąd weźmiemy na to pieniądze?
Tutaj (na powyższych wykresach) otrzymujemy sporą część odpowiedzi. I pomyśleć, że prawie wszystkie polskie banki (ponad 80%) sprzedano za ułamek ich rocznych zysków.
I kto dzisiaj te zyski z naszych banków konsumuje?
Wiadomo - ich właściciele, a ukryte koszty?, a kreatywna księgowość? A CIT, którego nie płaci aż 70% firm do tego zobowiązanych? A wręcz nieprawdopodobne przywileje emerytalne? I tak można wymieniać bez końca.
A co zrobiono? Wyrzucono do kosza wszystkie podpisy dotyczące referendów (np. wieku emerytalnego, czy jednomandatowych okręgów wyborczych) i w rekordowym wprost tempie podniesiono wiek emerytalny.
Tak rządzić to każdy potrafi. Niestety my się na to godzimy i sami jak te indyki domagamy się niedzieli.
Poprzedni post z tego cyklu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




.bmp)