piątek, 29 kwietnia 2022

czwartek, 28 kwietnia 2022

Przypominam - 3

 Przypominam

Nic dodać nic ująć.

Dlaczego jesteśmy tacy naiwni, a nawet głupi?

Inni nas wykorzystują, a my co?

Znacie przykłady, gdy my Polacy wykorzystujemy innych? 

Ja nie znam.


Poprzedni post z tego cyklu

Przypominam - 2

Przegnać torunian z Bydgoszczy

Dzisiaj traktuję to jak żart, ale wówczas myślałem naprawdę poważnie, że jest to realne. Niestety małość i  tragiczny wręcz oportunizm (ugodowość) bydgoskich władz wobec ich toruńskich megalomanów zarządzających tym dziwacznym (niby dwu-stolicznym) województwem jest wprost przerażająca.  Nijaki Lenc i nijaki Całyubecki zrobili sobie z tak zwanych bydgoskich polityków kukiełki, którymi pociągają za sznurki jak tylko chcą.  Kolejny raz apeluję - bydgoszczanie obudźcie się i pogońcie toruńskich megalomanów na argentyńskie pampasy lub chociaż do puszczy bydgoskiej.


Poprzedni post z tego cyklu.


wtorek, 26 kwietnia 2022

Przypominam - 1

Szóstego sierpnia 2016 roku o godzinie 18.00 rozpoczęła się pierwsza doroczna odsłona tradycyjnego sierpniowego festiwalu "Fontanna Muzyki".   Dwie bydgoskie damy Agata Serwińska i Joanna Franczak ze swadą poprowadziły koncert w którym wystąpili Emila Mikołajczak sopran, Krzysztof Zimny - tenor i Mikołaj Bosch - baryton. Cała trójka oraz akompaniujący im pianista są absolwentami Bydgoskiej Akademii Muzycznej im. Feliksa Nowowiejskiego.  Artyści zaśpiewali wiele znanych arii i pieśni.


Podczas wykonywania niektórych utworów artystom towarzyszyła dwójka fantastycznych tancerzy - Aleksandra Przybylska i Arkadiusz Kruszyński.  Oboje są tancerzami klasy "S" i to w obu stylach.

Koncert był po prostu cudowny.  Niestety po około 20 minutach jego trwania zaczął padać deszcz, który po kolejnych kilku minutach zamienił się w ulewę.  Na szczęście artyści nie przerwali koncertu, lecz już prawie niczego nie widzieliśmy oprócz ogromu parasoli, ale słyszeliśmy dobrze.

Bardzo udany i wspaniały koncert.  Tylko ten deszcz, ale i tak uczta dla ducha.






sobota, 23 kwietnia 2022

Bydgoska ciekawostka

Zanikają różne zawody i różne specjalności.  Mało kto wie kim był na przykład. bednarz lub rymarz. Jeszcze o szewcach niektórzy wiedzą.  Poniżej witryna bydgoskiego szewca z ulicy Pomorskiej - zdjęcie wykonałem w październiku 2014 roku.


                                                    Poprzedni post z tego cyklu

czwartek, 21 kwietnia 2022

Niemcz 2014 rok

Sierpień 2014 roku był bardzo upalny, ale były też deszcze i dzięki temu ogrodowa przyroda szalała.

Poniżej cztery zdjęcia z naszego ogrodu w Niemczu, z tego sierpnia.







wtorek, 19 kwietnia 2022

Hiszpańskie retrospekcje - 5

 Na jednym z głównych placów (po naszemu rynków) stolicy regionu Murcia, czyli mieście Murcia (ósmym co do liczby ludności mieście Hiszpanii) wykonałem poniższe zdjęcie.  

Naprawdę imponujące drzewo.


                                               Poprzedni post z tego cyklu

czwartek, 14 kwietnia 2022

Cytaty i przysłowia znane i nieznane - 48

Postęp ludzkości odbywa się w postępie geometrycznym, a czas jest tutaj katalizatorem.  Czym jest późniejszy tym szybsze są zmiany

Autor nieznany


Poprzedni post z tego cyklu

środa, 13 kwietnia 2022

Odrobina najnowszej historii Bydgoszczy - 78

Poniżej smutny widok bydgoskiego Starego Rynku ze stycznia 1979 roku.  Było to krótko po tak zwanej zimie stulecia, ale i bez tej zimy ten socjalistyczny rynek był bardzo smutny.



                                       Poprzedni post z tego cyklu

niedziela, 3 kwietnia 2022

Bogusław - odcinek 34

 Poprzedni odcinek


Odcinek 34

Firma Atut, a także dwie pozostałe ich firmy, szybko się rozwijały.  Podejmowali się coraz to nowych wyzwań, jakimi były kolejne zawierane umowy.  Przybywało im pracy dosłownie z dnia na dzień.  I to głównie dlatego, ze zdołali zdobyć dobrą opinię za wykonane wcześniej roboty, a także dlatego, że mieli odpowiednie kontakty z odpowiednimi ludźmi, którzy decydowali o tym kto i gdzie ma być wykonawcą konkretnych prac.  Oczywiście nadrzędnym elementem decydującym o tych decyzjach coraz bardziej stawały się wymierne korzyści materialne, które owi zlecający przy zawarciu umowy sobie zapewniali.  W tej coraz bardziej złożonej rzeczywistości stało się oczywistym, że nie może każdy z nich zajmować się, tak jak do tej pory, wszystkim. Pomału i to raczej w naturalny sposób, niż na skutek jakiś specjalnych ustaleń, dokonali podziału zadań.  Nie musieli się przekonywać czy kłócić bo już się znali na tyle dobrze, że doskonale wiedzieli jakie każdy z ich trójki ma predyspozycje i w czym jest dobry, a w czym nawet najlepszy.

Bogusławowi przypadło głównie szukania nowych zleceń, załatwianie materiałów i rzecz najtrudniejsza, wręcz wyrywanie od inwestorów zapłaty za wykonane roboty. Michał zajął się głównie organizowaniem i nadzorem nad robotami na budowach. Dla Leszka zostały głównie roboty papierowe czyli umowy, kosztorysy, różne uzgodnienia, wystawianie faktur, pilnowanie księgowości oraz ich wzajemne rozliczenia. Oczywiście ten podział nie był formalny i nigdzie go nie spisali, ani nawet szczególnie ustnie nie sformułowali. Nie trzymali się także kurczowo tego podziału. Często te działania się zazębiały czasami przecinały lub wzajemnie uzupełniały.  Czasami też jeden zastępował drugiego w różnych okolicznościach i sytuacjach. Dochodziło jak wszędzie, do różnych, ale raczej drobnych konfliktów i nieporozumień. Nigdy jednak nie pokłócili się o pieniądze. Ich głównym zmartwieniem było tak podzielić roboty pomiędzy firmy, aby zapłacić jak najmniej podatków i żeby jak najwięcej zostało dla nich. Wymyślali gratyfikacje za jakieś fikcyjne porady, nadzór nad robotami, udział w posiedzeniach rady nadzorczej ich spółki, przerzucali różne koszty pomiędzy swoimi firmami i dokonywali mnóstwo innych operacji, które były specyficzne dla tamtych przepisów podatkowych.  Tego typu działania dopiero znacznie później, zostały uznane za pewnego rodzaju "normę" w działaniu na własny rachunek.  Można powiedzieć, że byli swoistymi prekursorami tamtych nowych czasów. Pan Jan ich główny księgowy mocno ich hamował w tego rodzaju działaniach. Co na pewno wiele razy wyszło im na dobre, ale też wiele razy działali wbrew jego zaleceniom.  Pan Jan całe swoje ogromne doświadczenie zawodowe zdobywał w państwowych firmach i trzymał się tego co już znał, a nie tego co nowe i z czym spotykał się często po raz pierwszy. Jak sam mówił na te nowe sposoby działania patrzył bardzo sceptycznie.  Jednak pomimo tych wątpliwości głównego księgowego ich spółka z ograniczoną odpowiedzialnością dynamicznie się rozwijała.  A ten rozwój przysparzał im sporo żywej gotówki, a nawet rzec można bardzo sporo.  Kwoty wpływające i to w gotówce czyli w głównie w zielonych Chopinach (tak mówiono wówczas na 5000 zł.) wprost oszałamiały.  Potrafili dziennie zarabiać kilka lub kilkanaście, a nawet i więcej, przeciętnych miesięcznych pensji.

W takim obfitym materialnie oraz  dynamicznym i intensywnym działaniu, mijał im rok 1988.  Wokół szalał już wiatr przemian, ale oni, nie nie za bardzo interesowali się tymi zmianami politycznymi. Niesieni na falach wręcz nieprawdopodobnego powodzenia materialnego mniejszą uwagę skupiali na owych zmianach niż to należałoby robić.  Jednak ta kasa w jakiś sposób zaciemniła im umysły i czyniła ich bardziej obojętnymi niż dotąd na to co się wokół działo, a co nie było związane z ich działalnością i ich rodzinami.  To oczywiście duże uproszczenie, ale co do zasady to tak było.  Zaś te przemiany z miesiąca na miesiąc nabierały tempa i coraz szybciej zaczynały zmieniać ich otaczającą codzienną rzeczywistość.  Jednak oni, nowi biznesmeni owego zmieniającego się wokół Świata, pochłonięci rozlicznymi problemami swoich trzech firm tylko z pewnej oddali żyli tymi przemianami.  Słuchali emocjonalnych dyskusji o „popiwku”, czyli podatku od ponadnormatywnych wynagrodzeń. Tej jednej z największych bzdur schyłkowego socjalizmu. Śmiali się z „chrupiących bułeczek” ministra Krasińskiego. Z powątpiewaniem słuchali wystąpień premiera Rakowskiego. Zazdrościli zaś tylko ministrowi Mieczysławowi Wilczkowi, który był wówczas symbolem autentycznego sukcesu. Najbardziej jednak obchodziły ich sprawy bezpośrednio dotyczące tego co robili. Czyli na przykład nowe przepisy, dotyczące wyceny robót budowlanych, wydane przez Ministerstwo Finansów, a zinterpretowane na korzyść rzemieślników przez Centralny Związek Rzemiosła.  Dyskusji było nawet sporo nie tylko o wspomnianych sprawach, ale także o wielu innych zmianach gospodarczych i politycznych.  Jednak tak ogólnie to na razie spokojnie patrzyli w przyszłość.  Byli pełni zapału i wierzyli w swój wielki sukces.

Patrząc z perspektywy czasu, jednoznacznie należy stwierdzić, że te półtora roku, czyli okres od lipca 1987 do końca 1988 roku, był najlepszym okresem w całej ich wspólnej, wieloletniej działalności. Ich życie było wartkie, emocjonalne, spontaniczne, pełne sukcesów i związanych z nimi niesamowitych chwil uniesień.  Spełniali swoje różne, głównie materialne, ale nie tylko, marzenia, marzenia swoje i swoich najbliższych.  Zmienili także całkowicie swoje dotychczasowe spojrzenia na otaczający ich Świat.  Świat, który wydawało się im, że do tej pory tak dobrze znali, a okazał się  zupełnie innym. Jakże łatwo w ciągu jednego roku zmienili swoje sposoby postrzegania tego co do tej pory uważali za trwałe i niezmienne.

Zdarzają się w życiu człowieka takie chwile, w których chciałby zatrzymać czas. Pragnąłby, żeby chwile te pozostały na zawsze takie same. Chciałby w nich pozostać i już nigdzie nie iść. Dla jednego może to być widok z żaglówki, na której pływa ze swoją ukochaną, podziwiając mieniące się niesamowicie wody jeziora, pomarszczone lekkim wiatrem w świetle zachodzącego słońca. Dla drugiego może to być chociaż chwila z kimś najbliższym.  Może to być wielka satysfakcja z osiągnięcia jakiegoś bardzo upragnionego celu. Może to być wiele różnych wspaniałych, indywidualnych przeżyć. Te ich pierwsze, wspólne półtora roku, było takim długim wspaniałym momentem życia. Jednak jak to zwykle bywa, człowiek nie potrafi docenić takich chwil. To uświadomienie przychodzi zazwyczaj za późno. Niepokój i potrzeba dalszych zmian gna go zaraz dalej. I chociaż często obawia się, że tam dalej może nie być wcale lepiej bo przecież lepsze jest wrogiem dobrego to jednak nie potrafi się zatrzymać. Nie potrafi cieszyć się i docenić tego co już ma. Tak też było z nimi. Trawiący ich wewnętrzny niepokój i potrzeba dalszych, jeszcze większych sukcesów gnała na nieznane drogi. Pomysł gonił pomysł. Pomału zaczynał się inny etap ich wspólnej działalności. 

 Ale o tym już nie napiszemy.  Zresztą kto wie, może kiedyś i znowu napiszemy

Jeszcze tylko epilog w następnym odcinku, a potem już coś zupełnie innego. 



środa, 30 marca 2022

Epilog

EPILOG

 

Na jednym z rynków, położonym w obrębie bydgoskiej starówki, stoi okazała czteropiętrowa kamienica z dużymi oficynami i sporym osobnym podwórzem.  Na parterze kamienicy znajdują się dwa duże pięknie urządzone,  sklepy.  Jeden z nich to eleganckie delikatesy, do których wystrój projektował znany bydgoski artysta plastyk, a drugi to klasyczny sklep monopolowy, urządzony trochę skromniej niż delikatesy, ale za to najlepiej zaopatrzony w mieście.  Poza tym na parterze znajduje się jeszcze kilka punktów usługowych różnych branż.  Większą część frontowej strony pierwszego piętra i część jednej z oficyn pierwszego piętra zajmują biura dwóch znanych bydgoskich firm.  Te firmy nazywają się  SATURN  i  ATUT.   Trzej ich współwłaściciele, a także współwłaściciele  innych jeszcze firm, są jednocześnie właścicielami kamienicy.  

  

Znajdujemy się w pięknych biurach na piętrze owej kamienicy. 

Biura urządzone są bogato i nowocześnie, ale z tradycyjnymi elementami wystroju, jak przystało biurom umiejscowionym w kamienicy zbudowanej w ostatnich latach  XIX wieku.   Głównym elementem wyposażenia są nowoczesne meble biurowe o najwyższym standardzie.  Kremowe pionowe żaluzje, zasłaniają całe okienne ściany.  Na podłogach wyszukane wykładziny, kolorystycznie dobrane do mebli.  Całość skomputeryzowana i wyposażona we własny spory serwer i własną centralkę telefoniczną najnowszej generacji.  W narożnym pokoju, który ozdabia piękny wykusz, stoi elegancki zestaw skórzanych mebli, składający się z dwóch kanap i dwóch dużych foteli.  Obok tych kanap stoi ogromne, solidne biurko, a przy nim skórzany, regulowany w kilku płaszczyznach, obrotowy fotel.   W największym  reprezentacyjnym, o powierzchni około czterdziestu metrów kwadratowych pokoju, na jego środku  stoi duży stół.  Stół z tego typu jakie znamy z licznych amerykańskich filmów.  Stół otoczony jest kilkunastoma krzesłami.   W rogu tego biura stoi jeszcze większe biurko niż w pokoju narożnym, a na nim oprócz wyposażenia biurowego z laptopem  włącznie, znajdujemy kilka rodzinnych fotografii.  Na lewo od wejścia prawie całą ścianę wypełniają trzy obrazy.  To tryptyk bydgoski, namalowany przez Jerzego Puciatę, najlepszego, zdaniem wielu, bydgoskiego  malarza.  Te trzy obrazy, namalowane zostały specjalnie do tego wnętrza i skomponowane, czyli powieszone osobiście przez ich autora.   Każdy z nich ma  ponad dwa metry kwadratowe powierzchni.   Stanowią one jakby malarski opis wycieczki po Bydgoszczy, rozpoczętej przy spichrzach nad Brdą, poprzez urokliwą wąziutką ulicę Zaułek, a zakończonej na Wyspie Młyńskiej, przy tak zwanej  Bydgoskiej Wenecji.  W pozostałych pokojach, których jest w sumie pięć, nie licząc korytarzy, kuchni i łazienki, również wisi sporo płócien tego samego autora, płócien o tematyce bydgoskiej.    

 

 Jest marzec 1997 roku i w tych pokojach, a szczególnie w owym pokoju reprezentacyjnym, zaczyna się uroczystość z okazji czterdziestych urodzin jednego z właścicieli kamienicy i wymienionych firm.  Ten świeżo upieczony czterdziestolatek to Bogusław zwany nadprezesem w odróżnieniu od dwóch pozostałych właścicieli, Michała i Leszka, zwanych prezesami.  Nastrój jest podniosły.  Z  dużej wieży SONY sączy się dyskretnie ulubiona  muzyka solenizanta, czyli  włoskie przeboje w wykonaniu,  Zuchero, NekaLuigi BattistiAdriano Cellentano i oczywiście Erosa Ramazotti.  Obecnych jest dwadzieścia pięć osób.  Oprócz wymienionych już wspólników są tutaj dyrektorzy i kierownicy oraz zaufani ludzie z  firm prezesów.   Przybyli także zaprzyjaźnieni biznesmeni z innych firm i bankowcy, chociaż mniej licznie niż w poprzednich latach.  Obecne są też żony dwóch  prezesów.  Wielki stół ugina się od wszelkiego jadła i napojów.  Wśród potraw warto wymienić dania  gorące takie jak faszerowana karkówka, polędwica nadziewana śliwkami, zrazy, rogale ze schabu, drób, parę rodzajów kiełbas, bigos, leczo, czy beuf strogonoff.   Dania zimne to różne ryby i mięsa w galarecie, oczywiście befsztyk tatarski, popularnie zwany tatarem, wędzone pstrągi i łososie, liczne sałatki i dodatki jak grzybki, ogórki, papryka i wiele jeszcze innych potraw.   Z trunków na stole króluje tak zwana kołyska, czyli cztero i półlitrowa butelka Johnny Walkera na specjalnej metalowej przechylanej konstrukcji oraz drugi ulubiony trunek prezesów – żurawinowa wódka Finlandia.  Poza tym stoją liczne flaszki przyniesione jako prezenty, głównie francuskie brandy i luksusowe wódki czyste, typu Chopin, Belvedere czy Absolut.  Jest też trochę wina słodkiego jak Martini czy wiśniowa Kijafa .  Oczywiście jest też kawa i herbata w ekspresach oraz cała masa zimnych napojów, wśród których dominują coca-cola, używana do whisky i tonic do Finlandii.  Na środku stołu stoi duże ozdobne wiaderko z lodem.  Po bokach pokoju stoją na różnych meblach dziesiątki wiązanek różnych kwiatów. 


Impreza zaczyna się od wniesienia do pokoju wielkiego kolorowego tortu  

z czterdziestoma zapalonymi świeczkami.  Tort wnosi Krystyna Furmanek, kierowniczka delikatesów.  Nadprezesowi lekko szklą się oczy w momencie zdmuchiwania świec. Po chwilowym ochłonięciu mówi - ale się Furmanek sprawiłaś, pewnie znowu coś knujesz, albo chcesz podwyżkę.  Wszyscy się szczerze śmieją.  W tym czasie Adam Adamczewski, prawa ręka prezesów nalewa do kieliszków różowego Muscadora – czyli świetnego słodkiego francuskiego wina musującego.  Wszyscy łapią za kieliszki i przez kilkanaście minut śpiewają nadprezesowi  „sto lat”  w najróżniejszych wersjach i tonacjach.  Aż wreszcie mocno wzruszony Bogusław mówi - dosyć tego dobrego, siadamy do stołu, Adam nalewaj coś konkretnego, wszyscy niech się biorą do żarcia, Karol dawaj mi tu to najgrubsze cygaro.  Prezesie, a co mam polewać, pyta Adam, jak to co, co to za głupie pytanie, kołyska w ruch, dużo Jasia, mało coli.  Na to żona Bogusława, Maria - nie pij tak dużo od razu, bo długo nie wytrzymasz.  Cicho, dzisiaj zaczynam czterdziechę i ze smutku muszę ostro pochlać, ale nic się Marysia nie martw, wszystko będzie o’key,   Karol, do cholery, gdzie to moje cygaro?  Impreza rozkręca się na dobre.  Przy stole tworzą się grupki i toczą są różne dyskusje.  Obok Adama siedzi Krystyna i Janek i zawzięcie dyskutują o ostatnich wyczynach swoich kotów i papug.  Pomiędzy Marią, a Michałem siedzi śliczna Małgosia i zdawkowo odpowiada na dociekliwe pytania Marii.  Biznesmeni i bankowcy kłócą się o to która forma leasingu jest korzystniejsza, czy leasing operacyjny, czy kapitałowy.  Janek z Karolem i Elą rozprawiają o życiu i tylko słychać jak Ela peroruje - lepiej o jednym oku, byle w tym roku.  Leszek wymądrza się w swoim stylu przed Elżbietą, żoną Michała.  A nad wszystkim króluje nadprezes, paląc grube cygaro i tęgo pociągając mazut.  Co chwilę słychać jego odzywki.  Karol, czy ty czuwasz nad moim drinkiem.  Co tam masz za klocek pyta jednego z bankowców – Mirosława, wskazując na jego komórkę.  Ty więcej nie kłam, bo już wszystkich okłamałeś, mówi do Marcina, właściciela wielkiej firmy handlowej w Bydgoszczy.   Wartko i ciekawie upływa czas, lecz właściwa impreza zacznie się dopiero jak większość gości, zmęczona, najedzona i napita pójdzie już do domów a zostanie tylko garstka najbardziej zaufanych.  Wtedy zaczną się prawdziwe męskie atrakcje.  Ale o tym cicho sza. 


Jednak jak doszło do tego spotkania na  urodzinach nadprezesa. Spotkania w tak dobrych humorach, w tym gronie i w tym miejscu.  Skąd przyszli i kim są obecni na  nich ludzie.  Jaką drogę przebyli, aby się tutaj znaleźć.  Co ich łączy, a co dzieli.  Co już osiągnęli i czego jeszcze pragną?


Aby na te i inne pytania odpowiedzieć musimy cofnąć się wstecz. 

Do czasu kiedy spotkali się najpierw Michał z Leszkiem, a długo potem poznali Bogusława.  


W znacznej części dowiemy się o tym  z dwóch cykli przedstawionych na łamach tego bloga. Pierwszy cykl ma tytuł "Leszek, a drugi to cykl "Bogusław".

 








 

Znani i nieznani bydgoszczanie - 102

Poniżej słynny nadprezes Marek Pawlikowski w swojej Toyocie prześlicznej jak strach (cytat z popularnej wówczas piosenki).  Kosztowała owa Toyota wówczas 7300 dolarów, a średnia miesięczna pensja oscylowała wtedy wokół 20 dolarów.

Lato 1988 w Ośrodku Nauczycielskim w Sokole Kuźnica, którym wówczas zarządzał nie mniej znany pan Wojciech Oskwarek, którego wspominam w samych superlatywach.

Za samochodem od lewej żona nadprezesa Tereska i Ania Śledzińska

Poprzedni post z tego cyklu



niedziela, 27 marca 2022

Cytrusowa plantacja.

Dzisiaj z Elą i Michałem byliśmy na cytrusowej plantacji.  Tysiące drzew i miliony pomarańczy, cytryn i mandarynek.  Urozmaicony i pofałdowany krajobraz.

Owoce różnych wielkości, kształtów i w różnych odcieniach.

Świetne popołudnie.

W tle mandarynki

Od lewej: pomarańcza 80 dkg, 60 dkg i normalny owoc 20 dkg,   Wszystkie trzy owoce zerwane z drzew w dzisiejsze popołudnie.



sobota, 26 marca 2022

Minione chwile - 2

Moje kolejne (przykro liczyć które to) urodziny celebrowane tradycyjnie kieliszkiem białego słodkiego Martini na plaży naszego wspaniałego Morza Bałtyckiego.


                                           Poprzedni post z tego cyklu


środa, 23 marca 2022

Inwazja.

 Ponad pięć lat temu zapytałem:

Zapytałem

Wiadomo, że to pytanie z gatunku tych retorycznych.

ALE?

Niestety lecimy jak te ćmy do ognia.

czwartek, 17 marca 2022

Moje najlepsze zdjęcie.

W maju 1978 roku w sklepie fotograficznym "Foto-Optyka"   //Witryna sklepu//   na ulicy Aleje 1-Maja (obecnie Gdańska) nabyłem, za równowartość mojej ówczesnej pensji, radziecki aparat fotograficzny o nazwie FED-4.  Tym aparatem wykonywałem zdjęcia przez prawie 20 lat, a potem kupiłem sobie zacną Minoltę.  Później to już były aparaty cyfrowe i wszystko się zmieniło.

Tym FED-4 (zresztą z enerdowską, Carl Zeiss Jena, optyką) wykonałem kilka tysięcy zdjęć.  Średnio jeden film ORWO (NRD) na miesiąc (36 klatek).  Po kilku latach, tak od 1979 roku zacząłem wykonywać slajdy.  Bo były to, jak na owe czasy, porządne kolorowe ujęcia.  Tych filmów ze slajdami zachowało się około czterdziestu.

Poniżej, moim zdaniem, najlepsze zdjęcie jakie wykonałem owym aparatem FED-4.

To zdjęcie to kwintesencja socjalizmu.  Zdjęcie wykonałem w niedzielne przedpołudnie we wrześniu 1980 roku na bydgoskim Szwederowie, na skrzyżowaniu ulic Bielickiej i Konopnej, przy przystanku linii autobusowej numer 61 (Inowrocławska, pętla za zajezdnią (przy Gwardii Ludowej) - dworzec PKP).



wtorek, 15 marca 2022

Calima

Wczoraj miało miejsce dziwne zjawisko meteorologiczne, które Hiszpanie nazywają Calima.   A polega ono na tym, że pył i piasek z burz saharyjskich poprzez wschodnia cyrkulację powietrza dociera do wschodnich wybrzeży Hiszpanii, a szczególnie to zjawisko jest nasilone na Wyspach kanaryjskich.  

W ciągu dwóch godzin świat zrobił się żółto - czerwonawy.

Poniżej kilka zdjęć, które wczoraj wykonałem:

14.03.2022 r. godzina 11.28

14.58

15.23

15.24

16,30

Opisane zjawisko trwa do chwili obecnej (15.55 - 15.03 2022) chociaż w mniejszym natężeniu



poniedziałek, 14 marca 2022

Sołtys Chobielina

Zdradek, pizza (z Nakła), megaloman totalny, cymbał głośno brzmiący i do tego rezonujący głosem swojej małżonki, były (na szczęście) minister i to dwojakiego resortu z  przeciwnych sobie partii politycznych.  Do tego kandydat na prezydenta RP, szefa NATO i czort wie czego jeszcze. Do tego prostak, bufon i karierowicz.  Tragedią naszą jest fakt, że takie osobniki mogą o nas decydować.  Gorszy i głupszy od niego jest tylko, moim zdaniem, nijaki lajfowy (fonetycznie) ów Hołownia.

Poniżej tekst, który napisałem o tym komediancie w styczniu 2022 roku i który został usunięty z internetowej przestrzeni, ale najpierw zrobiłem zrzut ekranu i dlatego pozostał.


My tutaj coś próbujemy robić, o coś walczyć.  Czegoś pragniemy i czymś żyjemy.  

A po co?

Owe zdradki nami manipulują, nas lekceważą i nas poniżają, a jednocześnie czynią z siebie, za kasę z UE, zbawców naszego narodu

Czy naprawdę tego chcemy?  Czyż naprawdę nie dostrzegamy arogancji takich osobników, ich lekceważenia nas, ich bezczelności, ich buty i ich wywyższania się?

Czyż jesteśmy tak głupi, żebyśmy tego nie dostrzegali?

Czyż takie zdradki naprawdę mogą bez końca nami manipulować?

Ja się na to nie zgadzam.

A skoro mój blog dotyczy głównie (jak w nazwie) Bydgoszczy to dopytajmy owego zdradka co dla swojego rodzinnego miasta zdziałał?  Może wraz z jednorękim załatwił budowę S5 w 2012 roku?  Jak wiemy to nie.  A może załatwił środki z UE  (tych przypadających na jednego mieszkańca) na poziomie Gdańska, albo przynajmniej wrogiego Torunia?  Oczywiście, że nie. A  może uratował Zachem przed upadkiem?  Pytania możemy bez końca mnożyć.  Tylko po co?  Doskonale wiemy, że dla zdradka liczyła się tylko jego kariera i to dla niej robił wszystko starając się przy tym nie podpaść temu kto naprawdę rządził, czyli owemu Tuskowi.

A Cartagina musi być zniszczona.


sobota, 12 marca 2022

czwartek, 10 marca 2022

Hiszpańskie retrospekcje - 4

Zwiedzając zamek w Lorce w listopadzie 2021 (https://dziwnabydgoszcz.blogspot.com/2021/12/lorca-murcia-valencia.html roku trafiliśmy na galerię ze zdjęciami ukazującymi Hiszpanię sprzed lat.  Dzisiaj prezentuję kilka zdjęć z tej galerii.







                                         Poprzedni post z tego cyklu