Odcinek pierwszy zakończyliśmy słowami - sporo się zastanawiałem i analizowałem różne za i przeciw i wyszło mi, że chciałbym tobie zaproponować, abyś w przyszłości był szefem tego mojego nowego biznesu.
Poniżej ciąg dalszy:
Leszka zamurowało i dopiero po dłuższej chwili odrzekł - ale ja się zupełnie nie znam na tej branży. Nic nie szkodzi, od znania się na tej, jak mówisz branży, są inni. Do tego znania się zatrudnimy fachowców, a ty będziesz tylko pilnować całości tak samo jak ja bym to robił, ale przecież nie mogę być w kilku miejscach naraz. Dostaniesz gabinet, dobrą pensję, wyszykujemy ci na początek jedno ze wspomnianych mieszkań przylegających do sklepu i będziesz nadzorował, najpierw modernizację, a potem działanie tej firmy. Przecież to dla ciebie pestka, nie takimi firmami już kierowałeś, prawda?
No tak, bywało, że zatrudniałem ponad stu ludzi i to w paru różnych firmach i nieźle mi się wiodło, ale to dawno minione czasy. E tam, ty mi tutaj nie opowiadaj, jak się raz nauczyłeś to umiesz – odpowiedział Zdzisław. Jak się do tego przedtem nadawałeś to i teraz się będziesz nadawał tym bardziej, że cała firma to według moich ustaleń i wyliczeń, będzie liczyła docelowo mniej niż dwudziestu ludzi. Zaskoczyłeś mnie niesamowicie taką propozycją i to do tego stopnia, że kompletnie nie wiem co mam teraz powiedzieć.
Zakładając, że po głębokich przemyśleniach, bo to przecież całkowita zmiana mojego dotychczasowego życia, się zgodzę to powiedz mi chociaż od kiedy byś chciał mnie zatrudnić? Najlepiej od zaraz, ale rozumiem, musisz pozamykać swoje sprawy, jakoś ułożyć się z żoną, pomyśleć co z domem i pewnie załatwić jeszcze wiele innych tematów. Dobrze to przemyśl. Ja będę znowu w Bydgoszczy za jakieś dwa tygodnie to mi powiesz co zdecydowałeś, zgoda? Możemy się tak umówić, ale powiedz co ja miałbym robić tak od zaraz tam u ciebie, przecież ta firma handlująca narzędziami ma powstać, jak sam mówisz, za jakieś dwa lata, a czym mam się zajmować do tego czasu? – zapytał Leszek. I o tym także już pomyślałem – odparł Zdzisław. Tam, w tych budynkach i przyległym do nich podwórzu oraz sporym kawałkiem pola za budynkami, a także dużym, ładnym ogrodem, możemy od ręki, niewielkim nakładem coś urządzić. Obecnie w jednym ze wspomnianych dwóch mieszkań po GS-owskich magazynierach, mieszka tylko jeden młody chłopak, a drugie stoi puste. Ten mieszkaniec to syn Joachima Kubery, bardzo porządnego człowieka, który od ponad piętnastu lat pracuje ze mną. Najpierw był u mnie kierownikiem robot, a pięć lat temu, za moja namową i pomocą, założył własną firmę budowlana i teraz jest oficjalnym podwykonawcą na moich budowach. To mój najbardziej zaufany współpracownik, a jego firma chociaż niewielka wykonuje dla mnie wiele robót jako podwykonawca. To on często, gdy ja przebywam w różnych rozjazdach, praktycznie zarządza moimi budowami, pilnuje moich pracowników i patrzy co robią inni podwykonawcy. A zna się na budowlanym fachu jak mało kto. Do tego człowiek uczciwy i niekonfliktowy. Dzięki niemu zaoszczędziłem ogromne kwoty i pozbyłem się niejednego złodzieja. Niestety dorosły syn Joachima, Jacek jest trochę opóźniony w rozwoju i nie za bardzo się nadaje do wykonywania jakiś samodzielnych, kwalifikowanych i złożonych robót. Za to proste prace remontowe, naprawcze, budowlane i porządkowe inne, wykonuje z pełnym oddaniem, zaangażowaniem, a do tego solidnie pod każdym względem. Chłopak chciał się usamodzielnić i przestać przebywać ciągle u ojca na garnuszku dlatego udostępniłem mu jedno z tych dwóch mieszkań w Podkowie. Teraz on tam wszystkiego pilnuje i o wszystko dba. Niestety z uwagi na swoją wrodzoną wadę wymaga on systematycznego nadzoru. Nie trzeba go pilnować bez przerwy, ale co parę dni ja lub jego ojciec do niego zaglądamy, uzgadniamy co i gdzie ma robić i on to robi. W tej chwili remontujemy pomieszczenia, w których był sklep, potem weźmiemy się za mieszkania, a na końcu zrobimy remont magazynów. Wiesz o czym mówię, zapytał Zdzisław uśmiechając się znacząco? Nie bardzo wiem o co ci chodzi. Jak to, ty stary wyżeracz nie wiesz jak się modernizuje w cudzysłowie? A o to ci chodzi – odparł Leszek. Oczywiście, znam te metody. I tutaj zrobimy jak zwykle – dodał Zdzisław. Rozbierzemy magazyny do gołej ziemi, zrobimy nowe fundamenty, lekko, to taki żart, je powiększymy i postawimy w miejsce magazynów geesowskiej spółdzielni sporą, nowoczesną halę. Dzięki temu nic się nie zmieni. Jest hala i będzie hala, a do tego nowoczesna i swoją architekturą dobrze wkomponowana w otoczenie. Trochę to wszystko będzie kosztować, ale jestem na to przygotowany. Do przeprowadzenia tych zamiarów jesteś mi tam potrzebny. Cieszę się ogromnie, że o mnie pomyślałeś, ale nadal nie rozumiem co miałbym tam teraz robić?
I tutaj dochodzimy do kolejnego mojego pomysłu – odparł Zdzisław. Otóż myślę, że do czasu rozpoczęcia tej właściwej inwestycji mógłbyś przenieść do Podkowy Leśnej ten swój sklep z winami. Jak już przed chwilą mówiłem - kończymy remont pomieszczenia po dawnym geesowskim sklepie. Główna sala sprzedaży będzie miała około pięćdziesięciu metrów kwadratowych powierzchni czyli pewnie tak akurat tyle ile liczy twój obecny sklep. Towar i meble zabierzesz stąd, a o pozwolenie na handel alkoholem się nie martw, już odbyłem w tej sprawie parę rozmów i nie będzie z tym kłopotu. Pozostałe sprawy związane z przenoszeniem sklepu także biorę na siebie. Ty tylko zapewnisz organizację, a ja dam ludzi i środki. A może nawet zmienimy kiedyś zdanie i jak z czasem ten sklep się dobrze przyjmie to pomyślimy o zrobieniu sieci takich sklepów wokół Warszawy. Co o tym myślisz?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jeżeli chcesz wyraź swoją opinię