czwartek, 19 marca 2026

Kindżał odcinek - 2

Odcinek pierwszy zakończyliśmy słowami - sporo się zastanawiałem i analizowałem różne za i przeciw i wyszło mi, że chciałbym tobie zaproponować, abyś w przyszłości był szefem tego mojego nowego biznesu.  

Poniżej ciąg dalszy:

Leszka zamurowało i dopiero po dłuższej chwili odrzekł - ale ja się zupełnie nie znam na tej branży.  Nic nie szkodzi, od znania się na tej, jak mówisz branży, są inni.  Do tego znania się zatrudnimy fachowców, a ty będziesz tylko pilnować całości tak samo jak ja bym to robił, ale przecież nie mogę być w kilku miejscach naraz.   Dostaniesz gabinet, dobrą pensję, wyszykujemy ci na początek jedno ze wspomnianych mieszkań przylegających do sklepu i będziesz nadzorował, najpierw modernizację, a potem działanie tej firmy.  Przecież to dla ciebie pestka, nie takimi firmami już kierowałeś, prawda?

No tak, bywało, że zatrudniałem ponad stu ludzi i to w paru różnych firmach i nieźle mi się wiodło, ale to dawno minione czasy.   E tam, ty mi tutaj nie opowiadaj, jak się raz nauczyłeś to umiesz – odpowiedział Zdzisław.  Jak się do tego przedtem nadawałeś to i teraz się będziesz nadawał tym bardziej, że cała firma to według moich ustaleń i wyliczeń, będzie liczyła docelowo mniej niż dwudziestu ludzi.   Zaskoczyłeś mnie niesamowicie taką propozycją  i to do tego stopnia, że kompletnie nie wiem co mam teraz powiedzieć.   

Zakładając, że po głębokich przemyśleniach, bo to przecież całkowita zmiana mojego dotychczasowego życia, się zgodzę to powiedz mi chociaż od kiedy byś chciał mnie zatrudnić?  Najlepiej od zaraz, ale rozumiem, musisz pozamykać swoje sprawy, jakoś ułożyć się z żoną, pomyśleć co z domem i pewnie załatwić jeszcze wiele innych tematów.   Dobrze to przemyśl.  Ja będę znowu w Bydgoszczy za jakieś dwa tygodnie to mi powiesz co zdecydowałeś, zgoda?   Możemy się tak umówić, ale powiedz co ja miałbym robić tak od zaraz tam u ciebie, przecież ta firma handlująca narzędziami ma powstać, jak sam mówisz, za jakieś dwa lata, a czym mam się zajmować do tego czasu? – zapytał Leszek.  I o tym także już pomyślałem – odparł Zdzisław.  Tam, w tych budynkach i przyległym do nich podwórzu oraz sporym kawałkiem pola za budynkami, a także dużym, ładnym ogrodem, możemy od ręki, niewielkim nakładem coś urządzić.   Obecnie w jednym ze  wspomnianych dwóch mieszkań po GS-owskich magazynierach, mieszka tylko jeden młody chłopak, a drugie stoi puste.  Ten mieszkaniec to syn Joachima Kubery, bardzo porządnego człowieka, który od ponad piętnastu lat  pracuje ze mną.  Najpierw był u mnie kierownikiem robot, a pięć lat temu, za moja namową i pomocą, założył własną firmę budowlana i teraz jest oficjalnym podwykonawcą na moich budowach.  To mój najbardziej zaufany współpracownik, a jego firma chociaż niewielka wykonuje dla mnie wiele robót jako podwykonawca.   To on często, gdy ja przebywam w różnych rozjazdach, praktycznie zarządza moimi budowami, pilnuje moich pracowników i patrzy co robią inni podwykonawcy.  A zna się na budowlanym fachu jak mało kto.  Do tego człowiek uczciwy i niekonfliktowy.   Dzięki niemu zaoszczędziłem ogromne kwoty i pozbyłem się niejednego złodzieja.  Niestety dorosły syn Joachima, Jacek jest trochę opóźniony w rozwoju i nie za bardzo się nadaje do wykonywania jakiś samodzielnych, kwalifikowanych i złożonych robót.   Za to proste prace remontowe, naprawcze, budowlane i porządkowe inne, wykonuje z pełnym oddaniem, zaangażowaniem, a do tego solidnie pod każdym względem.  Chłopak chciał się usamodzielnić i przestać przebywać ciągle u ojca na garnuszku dlatego udostępniłem mu jedno z tych dwóch mieszkań w Podkowie.  Teraz on tam wszystkiego pilnuje i o wszystko dba.   Niestety z uwagi na swoją wrodzoną wadę wymaga on systematycznego nadzoru. Nie trzeba go pilnować bez przerwy, ale co parę dni ja lub jego ojciec do niego zaglądamy, uzgadniamy co i gdzie ma robić i on to robi.    W tej chwili remontujemy pomieszczenia, w których był sklep, potem weźmiemy się za mieszkania, a na końcu zrobimy remont magazynów.  Wiesz o czym mówię, zapytał Zdzisław uśmiechając się znacząco?  Nie bardzo wiem o co ci chodzi.  Jak to, ty stary wyżeracz nie wiesz jak się modernizuje w cudzysłowie?   A o to ci chodzi – odparł Leszek.   Oczywiście, znam te metody.   I tutaj zrobimy jak zwykle – dodał Zdzisław.  Rozbierzemy magazyny do gołej ziemi, zrobimy nowe fundamenty, lekko, to taki żart,  je powiększymy i postawimy w miejsce magazynów geesowskiej spółdzielni  sporą, nowoczesną  halę.   Dzięki temu nic się nie zmieni.  Jest hala i będzie hala, a do tego nowoczesna i swoją architekturą dobrze wkomponowana w otoczenie.   Trochę to wszystko będzie kosztować, ale jestem na to przygotowany.  Do przeprowadzenia tych zamiarów jesteś mi tam potrzebny.   Cieszę się ogromnie, że o mnie pomyślałeś, ale nadal nie rozumiem co miałbym tam teraz robić?

I tutaj dochodzimy do kolejnego mojego pomysłu – odparł Zdzisław.  Otóż myślę, że do czasu rozpoczęcia tej właściwej inwestycji mógłbyś przenieść do Podkowy Leśnej ten swój sklep z winami.  Jak już przed chwilą mówiłem - kończymy remont pomieszczenia po dawnym geesowskim sklepie.  Główna sala sprzedaży będzie miała około pięćdziesięciu metrów kwadratowych powierzchni czyli pewnie tak akurat tyle ile liczy twój obecny sklep.   Towar i meble zabierzesz stąd, a o pozwolenie na handel alkoholem się nie martw, już odbyłem w tej sprawie parę rozmów i nie będzie z tym kłopotu.  Pozostałe sprawy związane z przenoszeniem sklepu także biorę na siebie.  Ty tylko zapewnisz organizację, a ja dam ludzi i środki.  A może nawet zmienimy kiedyś zdanie i jak  z czasem ten sklep się dobrze przyjmie to pomyślimy o zrobieniu sieci takich sklepów wokół Warszawy.  Co o tym myślisz?

Dawno już myślałem o takiej sieci i nawet pod koniec lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku zacząłem ją tworzyć.  Niestety brak dostępu do porządnego kredytu i ogromna konkurencja głównie zagranicznych firm, spowodowały, iż po paru latach musiałem ze sporymi stratami, wycofać się z tego pomysłu.  Obecnie nasz rynek handlu winami się zmienia i kto wie czy ten pomysł nie jest wart realizacji w niedalekiej przyszłości.  Wróćmy jednak do obecnych ustaleń.  Jak oceniasz w ogóle możliwość działania takiego sklepu z winami w Podkowie?  Jak myślisz będą klienci – zapytał Leszek.  Ja tam się na handlu winami się nie znam, a tylko tak pomyślałem o tobie, żebyś miał zajęcie do czasu uruchomienia tej naszej nowej firmy, w której masz zostać prezesem.  Na początek, żeby rozruszać sklep, przyślę ci grono moich znajomych.  Dam im wskazówki, gdzie mają jechać, zachwalę twoją wiedzę i doświadczenie, a potem, na pewno, sam sobie doskonale poradzisz.   Moim zdaniem w Podkowie zarobisz znacznie więcej niż tutaj. Będziesz w innym, nowym środowisku, a przede wszystkim będziesz miał perspektywę dobrej posady i dobrych zarobków.  Ja zaś będę miał spokojną głowę.  Jak ty się weźmiesz w niedalekiej perspektywie za remont magazynów po Gminnej Spółdzielni to ja będę mógł bez obaw zajmować się innymi moimi tematami, a także organizowaniem narzędziowej firmy, która ma w tych wyremontowanych magazynach powstać.   To co o tym myślisz, jak to widzisz  – zapytał Zdzisław.  

Leszek kompletnie zaskoczony takimi konkretnymi i natychmiastowymi propozycjami, nie wiedział co ma odpowiedzieć.  Musiał to sobie przemyśleć.   Musiał podjąć ważne decyzje dotyczące całej reszty swojego życia.  A takie decyzje nigdy nie są łatwe.  Nawet jak jest nam źle to się trzymamy tego co jest bo już to znamy, a wszystkiego nowego się obawiamy.  Leszek, nie był inny pod tym względem i uważał podobnie, dlatego po dłuższym namyśle, odpowiedział - muszę się z tym przespać.  A także chciałbym poznać więcej szczegółów twojej propozycji.   Potem, jak w nocy, bo wtedy mój umysł najlepiej pracuje, przeanalizuję wszystkie za i przeciw to postaram się dać konkretną odpowiedź.  Zresztą wiesz jak to jest z  nocnymi decyzjami, one zawsze wymagają porannych akceptacji, a z tym to różnie bywa.  Dałeś mi twardy orzech do zgryzienia.   Teraz nic więcej nie mogę powiedzieć.  Mam twój numer telefonu to zadzwonię do ciebie, powiedzmy za tydzień i wstępnie powiem co zdecydowałem.  Zgoda? 
 
 Rozumiem twoje obawy i nawet zdziwiłbym się, gdybyś inaczej mi odpowiedział – odrzekł Zdzisław.  To pewnie na dzisiaj wystarczy tych naszych uzgodnień.  Daj mi trzy dobre wina, takie jak te poprzednie.  Z tego co pamiętam to były wina chilijskie takie z fioletowym krzyżem na etykiecie.   Oczywiście dobrze pamiętasz to  misiones, wina z górnej półki chilijskiej, z najlepszego dnia zbiorów, ręcznie zbierane winogrona i z pierwszego naciśnięcia soku.  Wina mocne, solidne, taninowe, pełne owocowych zapachów i ze wspaniałą rubinową szatą.  Dam ci dwa cabernety i jedno carmenere, dobrze – zapytał Leszek.   Oczywiście, zrób tak jak mówisz.   Prosto z twojego sklepu jadę do mojego Konstancina, a wieczorem otworzę sobie jedną flaszkę i przy niej jeszcze pomyślę co i jak z tą naszą przyszłą współpracą. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeżeli chcesz wyraź swoją opinię