I ponownie, jak dwa lata temu, po pierwszej wizycie Zdzisława w jego sklepie, Leszek przemyśliwał o co też może panu Arturowi chodzić. I powtórnie wróciło do niego trochę nadziei. Tej nadziei, która jeszcze tak niedawno prawie zupełnie go opuściła. Nie była to jednak taka ożywcza energia, którą wlał w niego ongiś Zdzisław, lecz coś znacznie mniejszego, ale także pobudzającego Leszka do bardziej pozytywnego, niż to miało ostatnio miejsce, patrzenia na otaczający go świat. A może ów tajemniczy czarny klient chce mu zaproponować współpracę, a może ma jakąś inną pracę dla niego, a może chodzi o coś zupełnie nowego, nieznanego? Parę dni Leszek głowił się nad tymi pytaniami i obmyślał jak postąpić, gdyby takie propozycje padły.
Aż wreszcie nadeszła niedziela, a potem niedzielne popołudnie i piękny, czysty, lśniący aż do przesady, czarny Jaguar podjechał na sklepowy parking, gdzie Leszek już od dawna niecierpliwie czekał na swojego gościa. Panowie przywitali się oficjalnie po czym Leszek wsiadł do tego wspaniałego samochodu, a już po pięciu minutach podjeżdżali do uroczej, przedwojennej willi, otoczonej starym, bardzo zadbanym ogrodem. Pan Artur zatrzymał samochód na podjeździe, na wprost wejścia do domu i powiedział - zapraszam do środka. Po przekroczeniu wielkich dwuskrzydłowych, oczywiście czarnych, drzwi, Leszek wszedł do hallu i pierwsze co mu się rzuciło w oczy to posadzka ułożona z czarno-białych płytek, a potem niby dyskretnie się rozglądając zwrócił uwagę na czarno-białe ściany ozdobione paroma ciemnymi pejzażami oprawionymi w czarne ramy. Z hallu przeszli na prawo do dużego salonu z taką samą posadzką i takimi samymi ścianami jak w poprzednim pomieszczeniu. Na ścianach wisiały rzucające się w oczy wielkie grafiki z widokami przedwojennej Warszawy, a otaczały je cienkie czarne ramki z malutkimi złotymi szlaczkami. W salonie w jego centralnym miejscu stał wielki czarny stół z dwunastoma czarnymi krzesłami, zaś w głębi stały dwie czarne, skórzane kanapy, jedna dwuosobowa, a druga trzyosobowa, natomiast obok pięknego kominka z czarnego kamienia królowały dwa wielkie, czarne klubowe fotele, pomiędzy którymi stał na czterech oryginalnie wygiętych nogach, niewielki czarny stolik z laki. Pan Artur zaprosił Leszka, aby usiadł na jednym z owych foteli i zapytał - czy ma pan chęć czegoś się napić może kawy lub herbaty, czy też jakieś wino, czy może whisky, koniak, albo wódkę? Leszek odparł -wino najbardziej lubię pić do posiłków, a jestem już po dobrym obiedzie, koniak lubię do kawy, ale dla mnie za późno już na kawę, za whisky nie przepadam dlatego też poproszę czystą, najlepiej, jeśli można to z jakimś sokiem.
Po chwili na czarnej tacy z takiej samej laki jak wspomniany stolik, gospodarz przyniósł dwie kryształowe szklanki oraz zmrożoną butelkę Smirnoffa Black, a w karafce sok z czarnej porzeczki i powiedział - proszę sobie nalać według własnego upodobania. Leszek nalał wódki do wysokości jednej trzeciej szklanki i uzupełnił do pełna schłodzonym sokiem. Gospodarz uczynił podobnie, po czym usiadł, podniósł szklankę i powiedział - wypijmy za nasze spotkanie i za to co być może z niego wyniknie. Panowie stuknęli się szklaneczkami i upili z nich po sporym łyku, po czym pan Artur powiedział - pewnie dziwi lub przynajmniej zaskakuje pana to nasze spotkanie co panie Leszku? To prawda. Jestem ogromnie zaskoczony. Dlatego też na początek zanim przejdę do rzeczy czyli do powodu, dla którego pana zaprosiłem to pozwoli pan, że opowiem trochę o sobie, gdyż jest to, moim zdaniem niezbędne, aby potem przedstawić panu moją propozycję. Gdybym postąpił inaczej to ta moja propozycja może się wydać panu niepoważna lub może nawet śmieszna.
Jak już wspomniałem większość mojego dorosłego życia spędziłem za granicami naszego pięknego kraju. Tuż po ukończeniu Wydziału Budownictwa Politechniki Warszawskiej wyjechałem do Szwecji, gdzie od paru lat przebywał mój ojciec i to on mnie na ten wyjazd namówił. Z wielkim przekonaniem mnie zapewniał, że będzie to dla mnie wielokrotnie korzystniejsze niż podjęcie nawet najlepszej pracy w kraju. Zbiegło się to akurat z końcówką stanu wojennego, a jak wtedy było to sam pan wie. Z ogromnym trudem i dzięki wielu zabiegom znajomych i rodziny, po pół roku od rozpoczęcia starań o wyjazd, uzyskałem paszport i wizę i pojechałem do tej Szwecji. Tam początkowo pracowałem na budowie, najpierw jako robotnik, a po roku, jak dosyć dobrze opanowałem język to zostałem takim urzędnikiem od materiałów na budowie, a później majstrem nadzorującym pracę kilkunastu robotników. Zarabiałem dobrze, a patrząc na pensje moich kolegów z którymi czasami rozmawiałem przez telefon, a paru nawet mnie w czasie swoich urlopów odwiedziło w Szwecji to moje pobory i to już jako robotnika budowlanego były kilkadziesiąt razy większe niż dobre polskie pensje moich kolegów. Jak już powiedziałem powodziło mi się nieźle i zacząłem nawet sporo odkładać. jednak z upływam czasu coraz bardziej nie podobało mi się to co robiłem. Nie miałem żadnego zadowolenia, ani satysfakcji i nie widziałem siebie dalej w takim miejscu. Szukałem innej pracy, ale nie miałem jeszcze obywatelstwa i o uzyskaniu dobrej pracy mogłem tylko pomarzyć. I tutaj, jak to w życiu bywa, pomógł mi przypadek. Otóż pracując jako ów urzędnik budowlany poznałem brata mojego szefa, który był dużo od niego młodszy i był moim rówieśnikiem. Tak jak ja również i on, głównie na życzenie swojej rodziny, przyuczał się do budowlanego fachu. Po kolejnym roku znaliśmy się już dobrze. Wytworzyła się pomiędzy nami więź wspólnego niezadowolenia i w rozmowach zaczęliśmy snuć inne, czasami bardzo śmiałe plany. Już dobrze wiedzieliśmy, że te budowy to nie jest nasze miejsce w życiu. Ten brat, mojego surowego, obowiązkowego i niesympatycznego szefa, którego rodzina chciała koniecznie ustatkować i okiełznać to był taki lekkoduch i obieżyświat. Zamiast studiować i uczyć się budowlanego zawodu jak jego ojciec i brat to on podróżował po różnych krajach próbując różnych zajęć i interesów.
Jednak te jego interesy nie bardzo mu wychodziły i gdy rodzina przestała go finansować, uważając, iż czas, żeby sam zaczął na siebie zarabiać to musiał wrócić do Szwecji i tak zaczął pracę w firmie brata. Ale już po paru miesiącach widać było, że to nie jest zajęcie dla niego. Gdy się bliżej poznaliśmy to z wielkim zapałem i przekonaniem zaczął on opowiadać o stworzeniu firmy w Indiach. Firma miała sprowadzać do Szwecji hinduskie wyroby jubilerskie, szlachetne i półszlachetne kamienie i inne podobne produkty. Ten brat szefa o którym tyle opowiadam nazywał się Olaf Karlson i dalej, aby było prościej, będę o nim mówił Olaf. Brat Olafa, a mój pracodawca czyli Thomas Karlson był majętnym człowiekiem, a ponadto rodzice obu braci także byli bardzo zamożnymi ludźmi. Początkowo nawet nie chcieli słuchać o tym egzotycznym handlu, na który głównie oni musieliby na początek wyłożyć pieniądze. Po prawie rok trwających przekonujących i emocjonalnych namowach brat Olafa i jego rodzice przychylili się wreszcie do jego pomysłu. Widząc nieskuteczność swoich prób uczynienia z Olafa przedsiębiorcy budowlanego zdecydowali się zainwestować w ten hinduski biznes. Na początek nie miała to być dla nich wielka kwota. Olaf miał pojechać przynajmniej na rok do Indii, rozeznać się na miejscu co i jak, a potem wrócić do Szwecji z konkretnym planem i konkretnymi propozycjami. Olaf w jednej ze swoich poprzednich podróży już raz przebywał parę miesięcy w Indiach, poznał trochę kraj i ludzi, poczynił pewne znajomości i był pewien, że te doświadczenia pomogą mu odnieść sukces. Bardzo był do tego przekonany i nawet trochę zaraził tym optymizmem, wiarą i przekonaniem swoich rodziców, ale brat do końca został nieufny i bez przerwy go ostrzegał przed takim, jak to mówił, awanturniczym i ryzykownym życiem. Olaf zaś odwrotnie nieodmiennie twierdził, że to jest świetny interes.
Ale, ale panie Leszku, pozwoli pan, że będę się do pana tak zwracał, ja tutaj tak szczegółowo opowiadam, a może to pana wcale nie interesuje, co? Ależ nie, wprost przeciwnie to co pan mówi jest dla mnie bardzo zajmujące, proszę opowiadać tak długo i tak szczegółowo jak pan uważa, mnie to ogromnie ciekawi – odpowiedział Leszek.
Poprzedni odcinek z tego cyklu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jeżeli chcesz wyraź swoją opinię