sobota, 15 marca 2014

Numer jeden z Bydgoszczy do europarlamentu ?????


Przynajmniej tak duże jaja robią sobie z bydgoszczan krajowi decydenci PO wyznaczając jako lidera listy bydgoskiej do europarlamentu pana Vincenta Rostowskiego 

wtorek, 11 marca 2014

Bydgoszczanie nie chcą ZIT i metropolii z Toruniem.



Sonda w sprawie ZIT zamieszczona w Gazecie Wyborczej w dniu 06.03.2014 roku





Niech przemówią fakty:

TAK - 14,02 %

NIE -  85,98 %

Sonda zamieszczona w Ekspresie Bydgoskim w dniu 06.03.2014 roku.



Ankieta zamieszczona pod artykułem "Marszałek przejmuje ZIT"

Gazeta Wyborcza  27.02.2014 roku









sobota, 8 marca 2014

Niesamowita przewrotność torunian.

Artykuł o poniższym tytule ukazał się w Regionalnej Gazecie Wyborczej w Bydgoszczy wczoraj czyli 07.03.2014 roku



8 kwietnia datą graniczną ZIT-u. A nadal tak mało wiadomo


Tomasz Ciechoński, bj
 07.03.2014 


A w nim czytamy między innymi:

Całbecki i Korolko przekonywali wczoraj dziennikarzy, że obecnie dwa ZIT-y są niemożliwe, bo wymagałoby to zmiany dokumentów rządowych, które przewidują jeden obszar funkcjonalny Torunia i Bydgoszczy. Zapis o nim jest w umowie partnerstwa, którą rząd negocjuje właśnie z Brukselą.


- I nie został przez Komisję Europejską zakwestionowany - dodaje Korolko.

Do 8 kwietnia województwo ma wysłać do Komisji projekt RPO. W czerwcu powinny się zacząć indywidualne negocjacje Brukseli z polskimi województwami, a do końca roku ich regionalne programy powinny być już zatwierdzone. Dzięki temu na początku przyszłego roku pieniądze będą mogły być przyznawane gminom, powiatom, firmom, organizacjom.
W Brukseli obronił się za to pomysł, by to województwa - a nie jak dotąd rząd - dzieliły pieniądze z Europejskiego Funduszu Społecznego.


Cały artykuł:



Poniżej moje komentarze zamieszczone pod tym artykułem:


Oceniono 23 razy 19


Moim zdaniem wszystko wiadomo jak będzie. Całbecki, Korolko, Hartwich, Lenc, Zaleski and campany zrobią wszystko co w ich mocy, aby podpiąć swoje dwukrotnie mniejsze miasto pod bydgoską metropolie i jeszcze ją nazwą "toruńsko-bydgoska", a ZIT jest wstępem do tego. Dlatego oni nigdy z tego wspólnego ZIT nie zrezygnują bo to byłby szybki początek i tak nieuchronnego końca ich potęgi. Szczyt potęgi jest początkiem końca, a oni teraz są na szczycie i dobrowolnie z przebywania tam i z osiąganych z tego tytułu korzyści nie ustąpią.

Tylko twarda, logiczna, nieustępliwa postawa bydgoszczan może to zmienić. Do tej pory torunianie korzystali bez opamiętania z uległości i tolerancji bydgoszczan, ale miarka już dawno się przebrała i NAJWYŻSZY CZAS Z TYM SKOŃCZYĆ.

TYLKO ZIT BYDGOSKI. TYLKO METROPOLIA BYDGOSKA




Oceniono 15 razy 13


"I nie został jeszcze zakwestionowany" - ale torunianie kpią sobie z bydgoszczan w żywe oczy. Czyli to oni w porozumieniu z min. Bieńkowska (wbrew badaniom i rzeczywistym związkom) przeforsowali w UE taki zapis, którego UE nie zakwestionowała, ale gdyby UE znała stanowisko bydgoszczan w sprawie ZIT to na pewno by zakwestionowała to skrajnie niedemokratyczne rozwiązanie. Dlatego trzeba natychmiast pisać protest do Brukseli, aby ona zakwestionowała to czego do tej pory z powodu braku odpowiedniej wiedzy jeszcze nie uczyniła.


Oceniono 12 razy 8


A niby dlaczego dwa ZIT są niemożliwe? Czy ci dwaj kpiący ( na zdjęciu) z bydgoszczan torunianie mogą na to wprost odpowiedzieć? Nie mogą, gdyż musieliby się przyznać, że nadal chcą bez opamiętania i jakiejkolwiek kontroli dzielić i doić bydgoska kasę, a przecież tego nie powiedzą. Dlatego mamią, oszukują, konfabulują, kombinują, kłamią i i czynią wszystko tak jak to robili do tej pory.


Proszę zwrócić szczególną uwagę na cytat:  


I nie został przez Komisję Europejską zakwestionowany 



Co oznaczają te słowa?

Otóż od samego początku dyskusji o ZIT wszyscy toruńscy politycy zgodnie twierdzą, iż nie może być oddzielnych ZIT dla Bydgoszczy i Torunia ponieważ nie pozwala na to prawo Unii Europejskiej.

A jakie są fakty?

Fakty są takie, że to toruński marszałek jako szef regionu wystąpił do Unii Europejskiej z opinią, że Bydgoszcz i Toruń stanowią jeden obszar funkcjonalny, który ma w przyszłości się przekształcić w metropolię i w związku z tym powinien obowiązywać do niego jeden wspólny ZIT


I jak cytuje pan Korolko Unia tego nie zakwestionowała.

Czyli nie było to żadne unijne prawo, lecz prawo lokalne sformułowane przez toruńskiego marszałka i zaopiniowane pozytywnie przez panią minister Bieńkowską.  I to prawo zdaniem torunian stało się prawem unijnym i dlatego nie możemy go kwestionować.

Zaiste iście diabelska logika.  Cóż za przewrotność.  Cóż za obłuda.  Co za spryt i przebiegłość.

Dodam, iż jeszcze w styczniu 2014 roku marszałek toruński zgadzał się na wykonanie badań mających potwierdzić jedną z dwóch tez.  Czy ZIT ma być oddzielny dla Bydgoszczy i Torunia, czy też wspólny. Niezależna pracownia miała przeprowadzić badania powiązań funkcjonalnych wokół Torunia, wokół Bydgoszczy i wspólnych oddziaływań pomiędzy Toruniem, a Bydgoszczą i dopiero wyniki tych badań miały dać odpowiedź jaki ma być ZIT.  A tutaj się okazuje, że toruński marszałek już dawno "ustanowił" europejskie prawo, a cała reszta była perfidną grą mającą na celu zachowanie obecnej dominującej pozycji Torunia w przyszłej metropolii.

Jakby tego było mało dzisiaj po 16.00 w radiu PiK w audycji "Gorąca godzina" występował regionalny lider rządzącej partii czyli pan Lenz, który cały ten konflikt o ZIT sprowadził do konfliktu pomiędzy prezydentami Bydgoszczy i Torunia i to związanego z ich ambicjami wyborczymi.

Za nic ten regionalny lider PO ma nasze uzasadnione protesty, za nic ma nasze argumenty, za nic ma łamanie elementarnych zasad demokracji, za nic ma 85% bydgoszczan, którzy regularnie w różnych sondach wypowiadają się przeciwko wspólnemu ZIT z Toruniem i przeciwko wspólnej z nimi metropolii.

Takich to przewrotnych i nie liczących się z niczym i z nikim mamy lokalnych liderów wojewódzkich, którzy w całości pochodzą z Torunia.  A jaby tego było mało grożąc utratą pieniędzy z ZIT i wciągają do tej haniebnej awantury przez nich samych sprokurowanej, prezydentów innych miast z regionu.


Cóż to za niesamowita przewrotność.

Jak tacy ludzie mogą rządzić województwem.

Jak w takim regionie może się coś normalnie dziać, jak ma on się rozwijać, a nawet jak normalnie może to województwo funkcjonować?


Zapamiętajmy te słowa:

NIE ZOSTAŁ PRZEZ KOMISJĘ EUROPEJSKĄ ZAKWESTIONOWANY



czwartek, 6 marca 2014

O upadku Zachemu raz jeszcze.

Wczoraj ukazał się w ogólnopolskim wydaniu Gazety Wyborczej artykuł pod tytułem:

Zachem - upadłe miasto w mieście. Zwolnieni się nie poddają


Aleksandra Lewińska

05.03.2014 , aktualizacja: 05.03.2014 18:

A w nim czytamy między innymi:

Zakłady Chemiczne "Zachem" były w Bydgoszczy miastem w mieście: z własnymi ulicami, autobusami, domem kultury. Dziś zwolnieni chemicy próbują sił w handlu rybami, wynajmują biurka freelancerom, a historię upadku zakładu można zobaczyć w teatrze.


Pamiętam, jak się dowiedziałam, że to koniec. Wracałyśmy z koleżanką ze szkolenia w Warszawie. Mąż zadzwonił, że pozamiatane. Że zamykają zakład. Moja pierwsza myśl: życie mi się skończyło. Poczułam niemoc - opowiada Hanna Schmidt.

Przepracowała w Zachemie 27 lat jako laborantka. Dostała wypowiedzenie w ostatnich dniach 2012 r., podobnie jak ponad pół tysiąca innych pracowników zakładu. Najtwardsi mieli łzy w oczach. Bo o zakładzie od pokoleń mówili "drugi dom".


Anatomia upadku

Po 1989 r. zakład stopniowo się kurczył. Najpierw zaprzestano produkcji fenolu. Protestowali przeciwko niej od kilkunastu lat okoliczni mieszkańcy - twierdzili, że zatruwa środowisko. Zamknięto także inne instalacje szczególnie uciążliwe dla środowiska: aniliny czy nitrobenzenu. W 1992 r. zakład podzielono na dwa: Organika-Zachem i Nitrochem. Pierwszy zajął się produkcją cywilną, drugi - produkcją dla przemysłu zbrojeniowego. Po podziale pracowało 2,8 tys. ludzi. Przez następne dwie dekady zakład dalej topniał. Ograniczał produkcję, zmniejszał zatrudnienie.

W 2006 r. Zachem został wykupiony przez chemicznego potentata - CIECh. Zadłużenie spółki rosło. W 2011 r. sięgnęło 450 mln zł. Związkowcy z "Solidarności" jadą do ministra skarbu, by rozmawiać o ratowaniu firmy. Zarzucają zarządowi brak planu na wyprowadzenie jej z finansowej zapaści. W firmie pracuje już tylko tysiąc osób. Rok później - o 300 mniej.

Gdy jesienią 2012 r. CIECh sprzedaje "wartości niematerialne i prawne związane z produkcją TDI" na rzecz BASF Polska za 179 mln zł, dla wielu jest jasne, że to początek końca. Toluenodiizocyjanian, używany do produkcji pianek, to był podstawowy produkt Zachemu. BASF stał się właścicielem listy klientów, kontraktów handlowych dotyczących TDI oraz prawa do produktów i technologii. Wybuchają protesty. Załoga jedzie pod siedzibę CIECh-u w Warszawie. W listopadzie setki pracowników gwiżdżą pod zakładem w Bydgoszczy, wdzierają się siłą do gabinetu prezesa. Zarząd ucieka. W grudniu CIECh informuje o likwidacji Zachemu. Oficjalna przyczyna: trudna sytuacja na rynku. Większość pracowników spółki dostaje wypowiedzenia. Kilkudziesięciu zostaje, by rozebrać instalacje, przygotować majątek do sprzedaży.

Zachem formalnie nie upadł, ale majątkiem (maszynami, nieruchomościami) zarządza od zeszłego roku nowa spółka Infrastruktura Kapuściska. Idzie jej na tyle słabo, że (30 grudnia ub.r.) składa w sądzie wniosek o upadłość.


Cały artykuł:


Pod artykułem ukazało się wiele komentarzy, ale zacytuje tylko jeden, ten który został najwyżej oceniony przez czytelników:



  • dziwny22
    wczoraj
    Oceniono 233 razy 205

  • Klasyczny przykład neokolonializmu. Ciekawe czy prezesi Ciechu odpowiedzą kiedyś za taką sabotażową działalność. Dodam tylko, iż parę lat wcześniej wybudowano na terenie Zachemu nowe inwestycje za kilkaset milionów złotych, a po sprzedaży "wartości niematerialnych" koparkami i dźwigami zniszczono pobudowane instalacje, aby czasami Polacy nie rozpoczęli konkurencyjnej produkcji.

Tak wygląda ten nasz piękny kraj. Jego "właściciele" robią co chcą i za nic nie odpowiadają.


  • Jak długo jeszcze tak będzie?


Od siebie dodam:

Sądzę, że bydgoszczanie nie powinni zostawić tej sprawy otwartej.  Miejscy radni powinni się pochylić nad tym co naprawdę w Zachemie się stało i zmusić Ciech do zapłaty za ich niegospodarność, za ich samowolę, za ich nieodpowiedzialność, a przede wszystkim za rewitalizację terenów po zachemowskiej produkcji.

Dobrze byłoby także przerwać ten barbarzyński proces niszczenia instalacji i budowli, które przecież tak niedawno kosztem setek milionów złotych zostały wybudowane.




poniedziałek, 3 marca 2014

Rolowania bydgoszczan przez torunian ciąg dalszy.

Uniwersytet Mikołaja Kopernika wyprzedaje majątek, który przejął wraz z Akademią Medyczną


Trzy nieruchomości należące kiedyś do Akademii Medycznej w Bydgoszczy wystawił na sprzedaż Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu. Ze sprzedaży uzyskać chce kilka milionów złotych.
Trzy nieruchomości należące kiedyś do Akademii Medycznej w Bydgoszczy wystawił na sprzedaż Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu. Ze sprzedaży uzyskać chce kilka milionów złotych.

- Zamierzamy sprzedać trzy nieruchomości należące do Uniwersytetu Mikołaja Kopernika przy ulicy Kurpińskiego, w tym jedną zabudowaną - potwierdza Marcin Czyżniewski, rzecznik Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. - W połowie przyszłego roku te katedry, które miały siedzibę przy Kurpińskiego, przeniosą się do nowych obiektów przy ulicy Powstańców Wielkopolskich.

Teraz przy Kurpińskiego funkcjonuje Katedra i Klinika Psychiatrii wraz z Oddziałem Terapii Uzależnień i Współuzależnień od Substancji Psychoaktywnych.
Stosowną uchwałę rozpoczynającą procedurę sprzedaży przyjął już senat UMK w Toruniu, a podpisał ją 25 lutego prof. Andrzej Tretyn.

Minimum 4 miliony


- Chcemy sprzedać wszystkie trzy nieruchomości w jednym pakiecie. Za całość chcielibyśmy otrzymać minimum 4 miliony złotych - szacuje Marcin Czyżniewski.
Na co zostaną przeznaczone pieniądze ze sprzedaży obiektów w Bydgoszczy? Czy trafią do wspólnej puli uniwersytetu, czy też może na inwestycje w Bydgoszczy? Dokładnie nie wiadomo. - Uniwersytet ma wiele potrzeb, w Bydgoszczy chociażby na remont czeka obiekt przy ulicy Dworcowej - mówi Marcin Czyżniewski.

Chodzi o nieruchomość po byłej dyrekcji kolei. Ten obiekt również trafił - na zasadzie darowizny - w ręce UMK. Jak zapowiadał prof. Tretyn - ma stać się wizytówką UMK. Tyle że jego remont to lekko licząc 30 milionów złotych. Rektor zapowiada, że będzie częstym gościem u marszałka województwa, od którego chciałby pozyskać środki na remont. O sprzedaży innych obiektów UMK w Bydgoszczy w zeszłym roku nie było mowy.

UMK nie jest właścicielem


- Działka o numerze 186/20 jest własnością UMK. Wcześniej należała do skarbu państwa będąc w użytkowaniu wieczystym Akademii Medycznej, a później Uniwersytetu Mikołaja Kopernika - informuje Marta Stachowiak, rzecznik prezydenta Bydgoszczy. - Działki o numerach 185/36 i 183/19 są jednak naszą własnością w użytkowaniu wieczystym UMK. Prawo użytkowania wieczystego jest zbywalne, więc mogą sprzedać te nieruchomości, tyle że nie mogą sprzedawać własności, a jedynie prawo użytkowania wieczystego - podkreśla Marta Stachowiak.

Powinni oddać go miastu


Jeżeli to budynek przekazany na rozwój Akademii Medycznej przez miasto Bydgoszcz, to powinien on raczej zostać zwrócony miastu - uważa Piotr Król, radny PiS. - Dopuszczam też formułę zapewniania miastu prawa pierwokupu takiego budynku, a dopiero w sytuacji, gdy samorząd nie były zainteresowany ponownym przejęciem danego obiektu - wystawienie go na sprzedaż.

Na transakcję musi się jeszcze zgodzić Rada Collegium Medicum, z czym nie powinno być raczej problemów. Zawsze w takich sytuacjach o możliwości sprzedaży obiektu musi wypowiedzieć się również minister skarbu państwa. 

Minister zakazał sprzedaży


- Z tym bywa różnie. Mieliśmy taką sytuację w Toruniu, że kilka razy wystawialiśmy pewien obiekt na sprzedaż, ale nie było na niego chętnych. W końcu przy kolejnym podejściu, znalazł się kupiec, ale minister uznał, że zaproponowana cena jest za niska o przynajmniej 100 tysięcy złotych i do zawarcia transakcji nie dopuścił - wspomina Marcin Czyżniewski.
Artykuł skopiowano z Ekspresu Bydgoskiego z dnia 03.03.2014

Nawet nie mam chęci, aby to komentować.  

Zapytam tylko: a jakie nieruchomości bydgoskie instytucje publiczne sprzedają w Toruniu?

A tak przy okazji, ciekawe kiedy toruński marszałek zacznie wyprzedawać nieruchomości na bydgoskim lotnisku i kiedy UMK sprzeda najpiękniejszy budynek w Bydgoszczy mieszczący się przy Dworcowej 63?

Znani i nieznani bydgoszczanie - 62


Andrzej Adamski

Zdjęcie wykonano w lutym 2014 roku.


Poprzedni post z tego cyklu.

niedziela, 2 marca 2014

Krótko i zwięźle i na temat.

 Autor wpisu: Zenon Jankowski  28 lutego 2014 roku  

 

Chciałbym wiedzieć na podstawie jakich badan, autorzy tego artykułu wysunęli tezę, że dwu 

biegunowe województwo kuj.-pom. (  Ktoś wpadł na pomysł zwiększenia dwubiegunowych 
województw, bo kujawsko-pomorskiemu przynosi to same korzyści.)   jest tworem 
organizacyjnym trafionym i przynosi same  korzyści. Otóż to twierdzenie świadczy o 
kompletnym braku znajomości problemow i konfliktów tego województwa. W założeniu 
projekt dwu-biegunowy miał zapewnić równomierny i partnerski rozwój przynajmniej tych
dwóch stolic województwa, Bydgoszczy i Torunia, w praktyce ze względu na ulokowanie
całej władzy realnej w dużo mniejszym Toruniu, doprowadził do niespotykanych konfliktów 
dysproporcji w rozwoju.  


Ogarnięci  amokiem władzy toruńscy politycy, sprawujący nieprzerwanie funkcje 
marszałków województwa, zdominowali kompletnie większą Bydgoszcz i wbrew założeniom 
tego układu administracyjnego, doprowadzili do dużych dysproporcji w podziale środków 
na rozwój w proporcji jak 1:3 na korzyść Torunia.



Cala działalność Urzędu Marszałkowskiego w Toruniu sprowadza się do jednostronnego
wzmacniania potencjału Torunia przy jednoczesnym osłabianiu Bydgoszczy. Toruński
marszałek zaczął zabierać bydgoskie uczelnie i instytucje jak Akademie Medyczna w
Bydgoszczy, Port Lotniczy w Bydgoszczy i szereg innych, które obecnie nie wykazują 
żadnego rozwoju. Zaczęto budować i modernizować drogi i linie kolejowe tylko te, które
powiązane były z Toruniem. Wybudowano szereg obiektów kulturalnych i sportowych,
mimo że takowe znajdują się w pobliskiej Bydgoszczy. Doprowadzono do przesunięcia
środków inwestycyjnych z planowanej budowy drogi S-5 i wybudowano most w Toruniu.



Środki unijne przeznaczone pierwotnie na inwestycje w bydgoskim porcie lotniczym,
marszałek województwa przeznaczył na modernizacje starówki toruńskiej. Takich 
przypadków faworyzowania Torunia, gdzie mieści się siedziba UM są setki i wszystkie 
świadczą o tym, ze projekt dwu biegunowego województwa na przykładzie kuj.-pom., jest 
projektem  chybionym, wymagającym natychmiastowej korekty. 


Antagonizm miedzy Bydgoszczą a Toruniem stale jest podsycany kolejnymi faworyzującym 
Toruń decyzjami Marszałka Całbeckiego i doprowadził do niespotykanego wzrostu napięcia i już i tak istniejących od dawna konfliktów społecznych pomiędzy   mieszkańcami obu tych
miast.


Autor stawiający tezę o słuszności powoływania dwu biegunowych województw, powinien
chociażby zapoznać się z wynikami konsultacji społecznych do Białej Księgi z której
jednoznacznie wynika, ze 90% bydgoszczan jest skrajnie niezadowolonych z obecnej 
sytuacji i z faktu, że we wszystkich rankingach Bydgoszcz plasuje się daleko za Toruniem,
który wykorzystał swoje pięć minut i dzięki posiadanej i stronniczej władzy samorządowej
województwa, uzyskał nieproporcjonalny wzrost w stosunku do innych miast kuj.-pom. w
tym przede wszystkim do Bydgoszczy. 


Taka jest prawda o woj. kuj.-pom., mającym według przyjętej tezy autorów tego artykułu,
być przykładem udanego eksperymentu organizacyjnego - niestety kompletnie 
nietrafionego. 


Powrót do struktury 49 województw, byłby wyrównaniem szans dla

większości miast polskich a nie tylko dla siedzib Urzędów Marszałkowskich.





Wpis skopiowano z FB - Bydgoski Hydepark



środa, 26 lutego 2014

Kpina z bydgoszczan w wykonaniu wicemarszałka senatu i redaktorów tygodnika Polityka.




Fragment tekstu z tygodnika "Polityka" z dnia 25.02.2014 roku.






Ten tekst o tym jak to niby torunianie ograli bydgoszczan przy reformie samorządowej i jak to utrzymują swojego toruńskiego marszałka od 16 lat, który dba głównie o interes torunian jest jawną żywą kpiną z bydgoszczan.

I pomyśleć, że ktoś działający według tego co powyżej napisano jest wicemarszałkiem senatu.

I pomyśleć, że ogrywają nas bydgoszczan od 16 lat i nadal zamierzają to jawnie czynić.

I pomyśleć, że oni nie spełniając żadnych warunków bycia metropolią chcą na plecach bydgoszczan nią zostać?

I pomyśleć, że tacy ludzie dla których najważniejsze są ich partykularne, lokalne interesy, rządzą tym regionem, podejmują decyzje o podziale miliardów złotych, a do tego są jednymi z pierwszych osób w naszym państwie.

I popatrzcie jak kolejny raz "obiektywnie" krajowy tygodnik przedstawił trudne, skomplikowane i skrajnie niekorzystne dla bydgoszczan relacje bydgosko-toruńskie.

I znowu kierowali się znaczeniem i pozycją tych co się wypowiadają, a nie faktami.  I znowu Polityka zachowała się tak jak od dawna - jak gazeta partyjna PO.


Poniżej kopia listu jaki wysłałem do redakcji "Polityki" w 2004 roku.

Parę podobnych listów polemizujących ze stanowiskiem pani Janiny Paradowskiej, która w okresie dyskusji o  reformie administracyjnej (1998 rok) była gorącą zwolenniczką 12 województw, oczywiście bez Bydgoszczy (ósmego wówczas i obecnie miasta Polski) i nie przyjmowała do wiadomości istnienia tego Miasta na mapie Polski jako miasta wojewódzkiego.  Widać, że nic się nie zmieniło.  Jak odnajdę w moich archiwach te listy to je opublikuję.  Dzisiaj ten z 2004 roku po napisaniu którego i po braku reakcji ze strony tygodnika Polityka przestałem kupować i czytać ów tygodnik.

Wychodzi na to, że czyniąc to miałem rację.




wtorek, 25 lutego 2014

Zintegrowane Inwestycje Terytorialne (ZIT) - słów kilka - raz jeszcze.

Walko o wydzielone 5% środków z ogólnej puli unijnego dofinansowania na lata 2015 - 2022, zwane Zintegrowanymi Inwestycjami Terytorialnymi weszła w decydująca fazę.   Jeszcze raz podkreślam, że to tylko 5% ogółu środków, a o pozostałych 95 % owych środków nikt w tych zapalczywej, pełnych emocji, demagogii, oskarżeń, pomówień i megalomanii działaniach, nawet słowem nie wspomina.

Dlaczego tak się dzieje?  O co chodzi?  Skąd ta determinacja i brak nawet najmniejszej chęci do kompromisu?

Otóż odpowiedź na to pytanie jest prosta.  Te niby zintegrowane obszary i obecnie wyznaczone ich granice, a także zasady funkcjonowania będą podwaliną przy tworzeniu metropolii, a te metropolie mają być na długie lata kołem zamachowym całej polskiej gospodarki, a także mają być ośrodkami skupiającymi wszelkiego rodzaju działalności i dziedziny życia.  I to one maja promieniować na resztę otaczającego go regionu, a tym samym wpływać na harmonijny rozwój owego regionu.

Zapyta ktoś, ale dlaczego jednak są takie kłótnie pomiędzy Bydgoszczą, a Toruniem w tej sprawie?

I tutaj także odpowiedź jest bardzo prosta.  Otóż dzięki śmiesznej, niepoważnej dwu-władzy w województwie kujawsko pomorskim wytworzyły się skrajne antagonizmy, które poprzez decyzje rzeczywistego ośrodka władzy w tym regionie czyli toruńskiego urzędu marszałkowskiego są cały czas podsycane.

Nie może istnieć i nigdzie na świecie nie istnieje taki układ, w którym miasto prawie dwukrotnie mniejsze i o dwukrotnie mniejszym potencjale rządzi niepodzielnie miastem większym, a mieszkańcom tego większego miasta wmawia, że czyni to w sposób absolutnie sprawiedliwy.  A tak jest właśnie z Bydgoszczą i Toruniem.
Historia ludzkości nie zna takich przypadków, aby jedno miasto dbało sprawiedliwie o inne miasto, posiadając nad nim pełnię władzy, czyli krótko mówiąc dzieląc wspólne pieniądze.  Historia zna za to wiele przypadków odwrotnych czyli rywalizacji, kończących się nawet wojnami pomiędzy tymi miastami, żeby wymienić najbardziej znane jak: Ateny i Sparta, Florencja i Siena, Wenecja i Genua.

Dzięki politycznej korupcji, osobistym koneksjom, partyjnym zależnościom i innych tego typu działaniach powstał w województwie kujawsko-pomorskim  dziwaczny układ, w którym całość władzy przejęli politycy toruńscy i wykorzystują to do imentu.  Przydzielili sobie trzykrotnie tyle kasy (licząc na jednego mieszkańca) niż otrzymali jej bydgoszczanie.  Zablokowali budowę drogi ekspresowej S-5, która jest najważniejszą inwestycją dla bydgoszczan, a kasa pierwotnie przeznaczona na tą drogę poszła na budowę mostu drogowego w Toruniu.  Zabrali podstępem bydgoszczanom Akademię Medyczną i wcielili ją w struktury toruńskiej uczelni, wymogli na poprzednim prezydencie Bydgoszczy zawarcie haniebnej umowy dotyczącej budowy spalarni śmieci dla torunian, za bydgoską kasę i jeszcze z dowożeniem śmieci do tej spalarni z Torunia do Bydgoszczy za pieniądze bydgoszczan.  Przejęli (kupując w dziwacznej transakcji) większościowy pakiet bydgoskiego lotniska, które systematycznie pod (torunian) rządami zmierza ku upadkowi.

Lista wrogich działań torunian wobec bydgoszczan praktycznie nie ma końca i cały czas dopisywane są nowe sprawy.  Ostatnio, gdy Bydgoszcz stara się o Zarządzanie Dorzeczem Dolnej Wisły, a jako znaczący węzeł wodny ma ku temu naturalne predyspozycje to torunianie wysunęli swoją kandydaturę do utworzenia tego znaczącego urzędu.

I tak ze wszystkim i tak bez końca.

A teraz, gdy Bydgoszcz spełnia wszystkie dziewięć warunków bycia metropolią to Toruń spełnia tylko jeden z tych warunków chcą się przykleić do bydgoszczan i robić nadal to co robią do tej pory..

Toruń chce dominować, chce rządzić, chce nadal się bogacić kosztem całego regionu, a kosztem bydgoszczan w szczególności bo to oni - bydgoszczanie dostarczają najwięcej pieniędzy do wspólnej kasy dlatego też torunianie nie chcą na milimetr ustąpić bydgoszczanom.

Tutaj chodzi o przyszłość bydgoszczan na długie pokolenia i dlatego mając na uwadze 16 letnie doświadczenia toruńskich rządów, bydgoszczanie nie mogą ustąpić torunianom.  To o połowę mniejsze miasto, popierane przez ministerstwo rozwoju regionalnego, nadal chce dominować, nadal chce rządzić i nadal chce się bogacić kosztem innych.

Nie pozwólmy na to.

Nawet, jeżeli właściwy minister nakaże nam współpracę z torunianami co będzie jawnym pogwałceniem elementarnych zasad demokracji lokalnej to wystąpmy do odpowiedniej agendy Unii Europejskiej ze skargą na polski rząd, na jawne łamanie przez ów rząd podstawowych zasad demokracji.

Na pewno wygramy.

Zakładając ponad dwa lata temu tego bloga nazwałem go przekornie "dziwnabydgoszcz", mając nadzieję, że ów przymiotnik z czasem zostanie tylko nazwą bloga, a wróci normalność.  Niestety ostatnie wydarzenia, szczególnie te dotyczące ZIT, pokazują, iż jest odwrotnie i ten przymiotnik zamiast zmniejszać swoje znaczenie to go zwiększa.

Róbmy wszystko, aby było odwrotnie, czyli normalnie.

niedziela, 23 lutego 2014

Wreszcie - prezydent Bydgoszczy o ZIT

Wpis na blogu prezydenta Bydgoszczy z dnia 23.02,201
Paprotka i pietruszka, czyli o wyciąganiu

wniosków z historii.
Niedziela, 23. Lutego 2014
Marszałek Całbecki - "gra o pietruszkę", prezydent Zaleski - "o bycie paprotką" - tak obaj panowie określają stanowisko władz Bydgoszczy w zakresie zapisów umowy umożliwiającej realizację ZIT-ów. I choć, jak twierdzą zgodnie, to błahostka - twardo wspierają się, by tej "zieleniny" nie oddać Bydgoszczy. Słowa i czyny przeczą sobie wzajemnie. Są w stanie doprowadzić do zagrożenia pozyskania dla regionu 153 mln euro w imię odmowy złożenia swojego podpisu.

Dlaczego w tej sprawie stoją za sobą murem, ramię w ramię, choć ich ramiona są na różnych wysokościach? Bo tak naprawdę gra toczy się o dużo wyższą stawkę. O pozycję obu miast na przyszłej metropolitalnej mapie Polski. Plan jest prosty. Na mapę tę Toruń bardzo chce się dostać, lecz może to uczynić tylko dzięki niemal dwukrotnie większemu potencjałowi Bydgoszczy. Jednocześnie, dzięki rotacyjności lub współprzewodniczeniu, chce zapewnić sobie w strukturach zarządzania metropolią pozycję równorzędną naszemu miastu. Sprytny plan - mały przykleja się do dużego, by potem łaskawie podzielić się z tym dużym władzą.

16 lat temu, podczas tworzenia województwa kujawsko-pomorskiego, części bydgoskich polityków zabrakło politycznej wyobraźni. A wystarczyło spojrzeć na sposób funkcjonowania władz publicznych w państwach, które demokrację zbudowały przed nami.  Postawili na silnego wówczas wojewodę, oddając sprawy samorządowe regionu do Torunia. Popełniono błąd, którego nieodwracalne konsekwencje są dziś widoczne dla każdego. 

Minęło owe 16 lat. Tworzą się ZIT-y. Dziś wiadomo, że będą funkcjonować do 2022 r., czyli do rozliczenia ostatniego unijnego euro. Jest oczywiste, że struktury te staną się w przyszłości trwałym narzędziem zarządzania krajową polityką miejską, a w ramach niej - polityką metropolitalną. Struktury ZIT staną się naturalnym zalążkiem struktur metropolii. Utrwalone zasady współpracy trudno będzie zmienić.

Dla Bydgoszczy to ostatnia chwila, by stać się podmiotem samodzielnie decydującym o swoim rozwoju, a nie żebrakiem czekającym na okruchy z pańskiego stołu, uzależnionym we wszystkim od wyników głosowania radnych sejmiku, by nie zależeć od marszałka, dla którego ważniejszy jest kolejny węzeł autostradowy koło Torunia niż droga ekspresowa S-5, budowa nowej filharmonii niż modernizacja muzycznego i architektonicznego symbolu Bydgoszczy wzniesionego przez Andrzeja Szwalbego, teatr impresaryjny, który wcześniej czy później ulokuje się na Jordankach niż bydgoskie lotnisko, szkoła Ojca Dyrektora niż bydgoskie uniwersytety i Akademia Muzyczna. 

Panowie Marszałku i Prezydencie, nie obrażajcie intelektu bydgoszczan, mówiąc o pietruszkach i paprotkach. Zdajecie sobie doskonale sprawę z wagi Waszej decyzji, podobnej w skutkach do tworzenia struktur województwa kujawsko-pomorskiego. Jesteśmy dziś w Bydgoszczy mądrzejsi o doświadczenia ze wzajemnej kilkunastoletniej współpracy. Nauczyliśmy się przez ostatnie lata dobrze liczyć i przewidywać, choć przyznać trzeba, że ciągle gorzej opowiadamy bajki.

Złóżcie Panowie swoje podpisy pod bydgoską propozycją i wspólnie z naszymi sąsiadami cieszmy się ze 153 mln euro unijnej kasy. Wystarczy tak niewiele - Wasze dwa podpisy. Za złożenie każdego dostaniecie od bydgoszczan po dwie paprotki i dwie pietruszki. To dwa razy więcej niż warta jest, Waszym zdaniem, cała niepotrzebna dyskusja i zamieszanie. Będziemy kwita.




Wreszcie realna ocena sytuacji i stanowisko 


na które bydgoszczanie czekają od lat.


I pomyśleć, że jeszcze niedawno za napisanie takiego tekstu nazywano piszących 

oszołomami.  A lokalne "bydgoskie" media udowadniały, iż wszystko w tym 

województwie jest w najlepszym porządku.  Toruński marszałek to wzór cnót 

wszelakich, a prawdomówności i dobrych intencji owego marszałka, jak 

niepodległości bronił "bydgoski" wicemarszałek sejmiku wojewódzkiego.   Tyle już 

tekstów na ten temat napisałem na różnych forach, a także na moim blogu, że nie 

warto ich tutaj powtarzać.   Dodam tylko - bardzo mnie cieszy powyższy tekst 

i ponadto dodam- lepiej późno niż wcale.  Oby za tą, wreszcie realistyczną oceną 

regionalnej rzeczywistości poszły konkretne czyny. 

Czyny, które przywrócą Bydgoszczy należną jej pozycje w kraju i regionie.  Oby pan 

prezydent nie przestraszył się i nie uległ swoim partyjnym toruńskim kolegom.


sobota, 22 lutego 2014

Dzisiaj w Guardamar del Segura, nieopodal Alicante.

Marta, Leon i Wiktor








Moje wnuki nad Morzem Śródziemnym - w okolicach Alicante - południowo - wschodnia Hiszpania

Zdjęcia wykonano dzisiaj czyli 22.02.14. po godzinie 18.00
W ciągu dnia 22 stopni, błękitne niebo i pełne słońce od rana.
Jest naprawdę przepięknie - turkusowe niebo, góry, przestrzenie, widoki.
Dzieci są zachwycone,

Walka o ZIT - stronniczy artykuł w bydgoskiej Gazecie Wyborczej i moje komentarze do tego artykułu.

Brak zgody z Toruniem będzie nas kosztował 153 mln euro

Krzysztof Aładowicz

21.02.2014 

- Nie będzie zgody na utworzenie niezależnych - bydgoskiego i toruńskiego - ZIT-ów - mówią "Gazecie" przedstawiciele Ministerstwa Rozwoju i Infrastruktury. A szanse na porozumienie Bydgoszczy z Toruniem maleją. To oznacza, że przejdą nam koło nosa 153 miliony euro, które można by przeznaczyć na rozwój
Dorota Jakuta, przewodnicząca sejmiku województwa, podjęła się próby mediacji między prezydentami Bydgoszczy i Torunia w sprawie porozumienia dotyczącego Zintegrowanych Inwestycji Terytorialnych. 

Jeśli Rafał Bruski i Michał Zaleski nie wypracują wspólnego stanowiska, zaprzepaścimy szansę otrzymania ponad 150 mln euro. - Jest na to czas do końca lutego, a widzę ciemność - ucina przewodnicząca sejmiku. - Panowie różnią się od siebie wizją kształtu ZIT-u, sposobem zarządzania, podziałem pieniędzy. Brakuje woli i zrozumienia konsekwencji, które są z tym związane.

Jakuta zaapelowała do marszałka Piotra Całbeckiego, by zwrócił się z pytaniem do wicepremier Elżbiety Bieńkowskiej, czy będzie możliwość utworzenia dwóch ZIT-ów. W takim przypadku byłaby szansa, by nie utracić chociaż części tych pieniędzy. Piotr Popa, rzecznik prasowy resortu mówi "Gazecie" jednoznacznie. - Rząd w styczniu przyjął Umowę Partnerstwa, która wskazuje, że w województwie kujawsko-pomorskim występuje jeden zwarty obszar funkcjonalny, w skład którego wchodzą Bydgoszcz i Toruń - tłumaczy. - Dlatego ministerstwo nie widzi możliwości utworzenia dwóch osobnych ZIT-ów. 

- Jakie będą tego konsekwencje? - dopytujemy.

- Utracicie pieniądze przeznaczone na realizację toruńsko-bydgoskiego ZIT-u - odpowiada krótko rzecznik.

Coraz mniej szans na porozumienie widzi Piotr Całbecki, marszałek województwa. Jego zdaniem - debata między prezydentami skupia się na mało istotnych kwestiach. Podkreśla, że gdy inne duże miasta poświęcają czas na przygotowanie projektów do realizacji, u nas o tym nic się nie mówi. 

- Słyszę za to dyskusję o paprotkowych funkcjach. Powiem szczerze, że mamy patową sytuację i nie wiem, co dalej robić - rozkłada ręce. 

Na razie nic nie wskazuje, by prezydenci zamierzali odpuszczać. Rafał Bruski stawia sprawę jasno: siedziba ZIT-u musi być w Bydgoszczy, na jego czele ma stać prezydent naszego miasta, a system podejmowania decyzji preferować miasto nad Brdą. Na razie oprócz bydgoskich radnych na takie rozwiązanie zgodził się Łabiszyn. W ciągu najbliższych dni stanowiska mają wypracować pozostałe gminy, które miałyby ZIT tworzyć. Bruski przekonuje, że teraz wszystko leży przede wszystkim w rękach Michała Zaleskiego. Zdaniem prezydenta Bydgoszczy kształt proponowanego przez niego ZIT-u odzwierciedla dokumenty rządowe i uwypukla różnice w potencjałach obu miast. 

- Nie słyszałem żadnego głosu opartego na faktach i liczbach, podważającego to stwierdzenie - mówi. - Wierzę, że do końca miesiąca gminy wokół Bydgoszczy poprą naszą propozycję. W tym momencie do utworzenia i wdrożenia ZIT-u brakować będzie tylko podpisu prezydenta Zaleskiego - mówi. 

Ale nic nie wskazuje, żeby ten zamierzał popierać takie stanowisko. Toruń oczekuje partnerskiej współpracy, a nie dyktatu jednego z miast. Przewodnicząca Jakuta ma nadzieję, że obaj prezydenci w porę oprzytomnieją i jednak znajdą wolę kompromisu. 

- Apeluję do panów prezydentów, by mieli szacunek do mieszkańców. Liczę, że on zwycięży - mówi przewodnicząca sejmiku. 


Komentarze (52)





  • Oceniono 123 razy 87

    Poza tym nie będzie nas kosztował 153 mln. euro, lecz tylko tą część, którą w swej łaskawości toruński marszałek przeznaczyłby dla bydgoszczan. A jednocześnie zgadzając się na toruńskie warunki ZIT-owskie pozbawilibyśmy się niezależności na długie lata, gdyż tylko o to wrednym torunianom chodzi, aby wykazać, że wspólny ZIT jest preludium do wspólnej metropolii, a potem doić kasę bydgoszczan bez końca.

    Na to nie ma i nie będzie bydgoskiej zgody.

    Lepiej z mądrym zgubić niż z głupim znaleźć.




  • Oceniono 111 razy 77

    Należałoby raczej napisać, iż megalomaństwo i pasożytnictwo torunian będzie nas tyle kosztowało (jak w tytule).

    Przecież oni spełniają tylko jeden na 9 warunków bycia metropolią i bez bydgoszczan, którzy spełniają wszystkie warunki ( oczywiście wliczając AMB podstępnie przeniesioną administracyjnie do wrogiego miasta) nic nie mogą osiągnąć. Dlatego ryją politycznie i w swoim megalomaństwie już dawno ocierają się o szczyty głupoty.

    Przecież nigdzie na świecie nie ma takiej sytuacji, aby miasto o połowę mniejsze rządziło tym miastem większym, a do tego jeszcze zmuszało je do współpracy, której absolutnie mieszkańcy tego większego miasta nie chcą. To tylko w chorym polskim systemie politycznym są możliwe takie patologie.



  • bydigost
    13 godzin temu
    Oceniono 87 razy 67

    Ani na krok nie ustępuj Bruski - tego od Ciebie oczekują bydgoszczanie. A Aładowicza ni czytaj, bo on napisze wszystko, żeby zrobić dobrze Toruniowi.






  • realistas
    14 godzin temu
    Oceniono 77 razy 61

    Nie będzie kosztował tylko nie dostaniemy. To co innego.





  • tylko_fakty
    14 godzin temu
    Oceniono 74 razy 60

    wyborcza znowu manipuluje, dlaczego taki kłamliwy tytuł. Nic nie będzie nas to kosztowało, Może tylko nie będziemy musieli dokładać się do bzdurnych projektów wymyślanych w Toruniu ot taka to będzie strata - czysty zysk dla miasta. Jeżeli to ma być pomoc UE to powinna to być dopłata do tego co my potrzebujemy. Dość finansowania toruńskich fanaberii. Nie pozwólmy zawłaszczyć kolejnych naszych pieniedzy przez nieudaczników, teraz jak i w przyszłości a wspólny ZIT to własnie droga do takiego zawłaszczenia..





  • Oceniono 86 razy 60

    A tak nawiasem mówiąc - co do gadania ma jakiś ministerialny urzędniczyna.

    Bydgoszczanie muszą pisać skargę do UE. W obecnej sytuacji politycznej innego wyjścia nie ma. Na obiektywizm urzędników zdominowanych przez rządzących w Polsce polityków liczyć absolutnie nie można.

    Niepojęta jest głupota tej sytuacji i tego zmuszania bydgoszczan do wspólnego ZIT z torunianami.