Był Zachem i na ma Zachemu. Kupił i udupił ten zakład zatrudniający tysiące osób (razem z podwykonawcami) nijaki Ciech, czyli spółka należąca wówczas do najbogatszego Polaka, nawiasem mówiąc, absolwenta bydgoskiego liceum nr 6.
I tak to bydgoszczanin, z pełną świadomością, zlikwidował największy zakład pracy w Bydgoszczy.
Poniżej link do mojej oceny sytuacji związanej z tak zwaną prywatyzacją Zachemu.
To było typowe wrogie przejęcie.
Oczywiście na korzyść niemieckiej firmy.
Zaraz po zakupie Zachemu przez Ciech pocięto na złom jedną z największych w Europie wytwórni "epi" (epichlorohydryna) wybudowanej w latach 90-tych XX wieku kosztem wielu miliardów złotych. Wiatraki, czy lidle to przy tym mały pikuś.
Kto zyskał na owym złomowaniu?
Oczywiście nasi "przyjaciele" Niemcy, którzy przejęli cały europejski rynek "epi".
A łapówkarze, którzy do tego doprowadzili są obecnie powszechnie znanymi tak zwanymi biznesmenami.
Na tym moim blogu można odnaleźć kilka ich nazwisk, ale ponieważ wymiarem niesprawiedliwości rządzi obecnie gość o nazwisku znanej wielkanocnej zupy to lepiej ich teraz nie powtórzę.