Ten Tusk to polska obecna tragedia i tak jednoznacznie oceni go historia.
Jednak chciałbym zadać kłam jego twierdzeniom z kampanii wyborczej PO z roku 2023, kiedy na jednym z wieców wyborczych mojemu równolatkowi na zapytanie co sądzi o odszkodowaniach wojennych od Niemców dla Polaków - odpowiedział - a z jakiej paki one się panu mogą należeć?
Poniżej tekst, który ukazuje, że się należą. Bo taka lub podobna była historia milionów Polaków w trakcie II Wojny Światowej.
Leszek
i wrogami ojczyzny. W takim to właśnie momencie naszej smutnej socjalistycznej rzeczywistości, czternastoletniemu Leszkowi przyszło podejmować wielką życiową decyzję.
Jego rodzice, którzy tak samo jak wówczas praktycznie wszyscy, oboje byli zatrudnieni na państwowych posadach i pomimo ciężkiej codziennej pracy, ledwo wiązali koniec z końcem. Byli to ludzie uczciwi, zapracowani, prostoduszni, bez układów i znajomości czyli tak zwanych pleców i chodów. Żyli skromnie, wychowywali trójkę dzieci, robili co mogli, aby sprostać przeciwnościom życia, lecz wspomniana sytuacja kraju nie sprzyjała takim ludziom. Zresztą tak prawdę mówiąc to nigdy nie sprzyja, ale czasami jest takim ludziom przynajmniej trochę lepiej. Dlatego też, gdy przyszło do rozmów na temat przyszłości Leszka rodzice, a także dziadkowie, namawiali go, aby poszedł do miejscowej szkoły zawodowej. W tej szkole już w pierwszej klasie dostawało się jakieś wynagrodzenie, a po trzech latach miało się zapewnioną pracę i można było było zacząć konkretnie pomagać rodzinie. Wielokrotnie rodzice rozmawiali o tym z Leszkiem i coraz bardziej go namawiali do podjęcia takiej decyzji. Na Leszka wątpliwości, że z jego wynikami powinien skończyć przynajmniej średnią szkołę, odpowiadali, że jak ukończy zawodówkę to przecież może się dalej uczyć wieczorowo, albo zaocznie. Leszek był zrozpaczony postawą swoich rodziców. Przecież wszyscy jego najbliżsi koledzy i koleżanki wybierali się do średnich szkół do Poznania, a on, taki ambitny, taki niepokorny i taki, jego zdaniem, mądry, miał skończyć na miejscowej szkole zawodowej? Pomogła mu pani od biologii, której nazwiska już nie pamięta. Tą panią Leszek najbardziej lubił ze wszystkich nauczycieli i któregoś dnia zwierzył się jej ze swojej, jego zdaniem, tragicznej sytuacji. Pani była osobą mądrą i taktowną dlatego też nic Leszkowi od razu nie odpowiedziała, ale poprosiła, aby rodzice przyszli do szkoły z nią porozmawiać. Po paru dniach mama Leszka odbyła długą rozmowę z panią od biologii i po tej rozmowie w ich domu zaczęto wspominać o możliwości wyjazdu Leszka na nauki do poznańskiego technikum. Co prawda jego siostra uczyła się już w technikum ekonomicznym, ale to mieściło się w ich mieście i koszty jej nauki nie były tak duże jak te związane z ewentualną, przyszłą nauką Leszka w innej miejscowości. Najpierw rodzice trochę się kłócili o tą dalszą leszkową edukację bo ojciec obstawał nadal przy szkole zawodowej, ale po paru tygodniach i on zmienił zdanie i pomału zaczęli planować jak to zrobić, aby starczyło im pieniędzy na naukę Leszka w Poznaniu.
Mama Leszka już w drugim miesiącu wojny została przymusowo skierowana do niemieckiego gospodarstwa rolnego, do tak zwanego bauera, którego gospodarstwo mieściło się kilkanaście kilometrów od jej rodzinnego miasta. I ona, miejska dziewczynka ze swoimi marzeniami i wyobrażeniami, już od dwunastego roku życia była zmuszona wykonywać wszystkie ciężkie gospodarskie prace. Do tego musiała jeszcze opiekować się dziećmi tego bauera.. Za te prace nie dostawała nic oprócz marnego jedzenia i zakwaterowania w mizernej, zimnej i okropnej komórce o powierzchni czterech metrów kwadratowych.
Często ta młodziutka dziewczyna była wyśmiewana, poniżana i zmuszana do wysiłków ponad wszelką miarę, a nieraz i bita, szczególnie gdy podpadła wymagającej i złośliwej żonie bauera. I ta wyniszczająca ją praca i to upodlenie trwało ponad pięć lat. A potem przyszły okropne czasy stalinowskie, gdzie tylko karierowicze i wszelkiej maści cwaniacy oraz oportuniści (ugodowcy) dobrze się mieli, a cała reszta wprost przeciwnie. Zaś mama Leszka, która od najmłodszych lat zawsze pragnęła zostać nauczycielką, a była i jest osobą bardzo inteligentną, empatyczną i która w przedwojennej szkole powszechnej osiągała bardzo dobre oceny, została po swoich wojennych przeżyciach młodym ludzkim wrakiem i nie potrafiła się pozbierać. Nie znalazła w tym złamanym życiu, w sobie sił, ducha i wiary aby zacząć realizować swoje wielkie marzenie. Gdy po kilku latach doszła trochę do siebie to miała już trójkę dzieci i męża, który trzy lata spędził w zasadniczej służbie wojskowej, aż w Kołobrzegu. I gdy dzieci były najmniejsze, a on był najbardziej potrzebny to go nie było. Przyjeżdżał na dwa, trzy dni, raz na parę miesięcy. I w ten sposób marzenia jego mamy prysły prysły ostatecznie. Została jej smutna, ciężka i biedna rzeczywistość trudnych lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku.
Natomiast całą rodzinę ojca już na początku wojny przymusowo wysiedlono do Niemiec. I tutaj jego ojciec tak jak i pozostali członkowie rodziny, został zmuszony do ciężkiej fizycznej pracy, a nie miał wówczas jeszcze nawet dwunastu lat. Wywieziono ich w głąb Rzeszy, aż pod francuską granicę i osiedlono w dużym niemieckim gospodarstwie rolnym. Tam już po paru miesiącach pobytu jego ojciec, a dziadek Leszka, powszechnie lubiany, uczciwy, prawy człowiek, wdał się w konspirację. Stworzyli tam wspólnie z innymi przesiedlonymi kilkudziesięcioosobową grupę, która miała za cel ucieczkę z Niemiec i przyłączenie się do polskich wojsk w Anglii. Niestety jak znacznie później dowiedział się jego ojciec, mieli wśród siebie niemiecką wtyczkę, a był nią Ukrainiec tak jak i oni przesiedlony w te strony i pracujący w sąsiednim gospodarstwie. To on zadenuncjował wszystkich konspiratorów. Niemcy ich aresztowali i po paru dniach wszystkich, w tym i dziadka Leszka, rozstrzelano. Potem całą pozostałą rodzinę oprócz najstarszego brata Janka, zatrzymanego przez Niemców w areszcie, z chęcią wcielenia go do niemieckiej armii, przeniesiono karnie w okolice Hamburga. Tam trafili do wielkiego gospodarstwa rolnego o zaostrzonym rygorze, gdzie musieli pracować jeszcze ciężej niż poprzednio. Mieszkali w okropnych warunkach w drewnianych komórkach, podobnych do kurników, a traktowano ich gorzej niż bydło, którym także się opiekowali. Wymagano od nich ciężkiej pracy na roli, pracy ponad ich siły i ich możliwości. Karmiono ich marnie i ciągle zapadali na jakieś choroby bo byli przecież jeszcze dziećmi mającymi od 12 do 15 lat.
Tak przeżyli ponad pięć lat i dopiero w ostatnich dniach wojny wyzwolili ich Amerykanie, u których, w ich strefie okupacyjnej, potem żyli przez ponad rok. Tam, jak wspominał ojciec Leszka, mieli jak u pana Boga za piecem. Dostawali dużo jedzenia, w tym w bród słynnych puszek UNRRY, a nawet sporo papierosów i niemało alkoholu. Nie musieli nic robić i tylko co parę tygodni byli namawiani do wyjazdu do Ameryki. Jednak matka ojca, a Leszka babcia, uparła się wrócić z całą rodziną do Polski bo podobno to obiecała swojemu mężowi tuż przed jego rozstrzelaniem, w czasie ostatniej półgodzinnej wizyty u niego w areszcie. Tak też się stało i w czerwcu 1946 roku przypłynęli statkiem z Hamburga do Gdyni.
Mając za sobą takie przeżycia, o których jeżeli nie przeżyło się samemu czegoś podobnego to nawet nie sposób ich sobie wyobrazić, a także patrząc na ich powojenne zmaganie się z przeciwnościami losu, trudno dzisiaj się dziwić, iż rodzice Leszka nie mieli wiedzy, doświadczenia i nie bardzo mogli doradzać swojemu czternastoletniemu synowi. Leszek pamięta, że czasami, ale raczej rzadko i niechętnie, wracali we wspomnieniach do tych ponurych wspomnień, do tych chwil, które zabrały im całą młodość, całą radość życia, które pozbawiły ich możliwości kształcenia się i rzuciły ogromny czarny cień na całą ich życiową drogę.
Szukając swojej przyszłej drogi wiosną 1967 roku, Leszek nie patrzył na swoich rodziców przez taki pryzmat. Tak tego nie widział, tak tego nie odczuwał i nie rozumiał ich wahań, obaw i wątpliwości. Dzisiaj już wie, że im chodziło o stabilizację, o pewność bytu, o polepszenie tego bytu. Wie, że nadal tkwiły w nich wielkie obawy co do przyszłości. Wszak trwała tak zwana zimna wojna i każdego dnia słuchali z radia lub telewizora (jeden propagandowy program), że Amerykanie i inni kapitaliści chcą zniszczyć socjalizm, czyli ich ojczyznę i ich samych. Czyż po okropieństwach, które przeżyli nie mogli się obawiać o przyszłość swoją i przyszłość swoich dzieci?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jeżeli chcesz wyraź swoją opinię