Prolog część 2
Rozpoczęte wówczas na dużą skalę procesy prywatyzacyjne polskiej gospodarki pozwoliły wielu takim sprytnym osobnikom wzbogacić się, i to wzbogacić się ogromnie. A te przemiany i to na wielką skalę odbywały się w przeciągu paru miesięcy lub góra, paru lat. Te przykłady niebotycznych fortun wyrosłych nagle i znikąd zaczęły powodować prawdziwą erozję nowej polskiej demokracji.
A Leszek pozostał ze swoimi zasadami, a czas płynął i pomału cechy Leszka zaczynały powodować, iż koledzy, mający wokół tyle niesamowitych przykładów nagłych karier i sami dążący do sukcesów za wszelka cenę, zaczęli, najpierw od niego stronić, a potem po cichu i po kryjomu, go opuszczać. Jego wrodzona przyzwoitość przestała pasować do obowiązującego obrazu biznesowej rzeczywistości. Początkowe wielkie sukcesy z czasem zaczęły być trochę mniejsze, a później jeszcze mniejsze i mniejsze, aż w końcu okazało się, że Leszek jest nie za bardzo przystosowany do dynamicznych przemian i coraz mniej znajduje wspólnego języka ze swoimi, niegdyś bardzo dobrymi, biznesowymi kolegami. A ci koledzy, którzy jeszcze parę lat temu zabiegali o jego względy, teraz po przeróżnych przekształceniach i prywatyzacjach, po pobraniu wielkich kredytów w zastaw majątku, który dopiero chcieli kupić i potem z tego majątku ów kredyt spłacać, zaczęli szybko wyprzedzać Leszka na biznesowej drodze.
I w taki sposób Leszek, jeszcze niedawno jeden z pierwszych, zaczynał z upływem lat, pozostawać coraz bardziej z tyłu, plasując się w rezultacie w grupie ostatnich. Już nie spotykał się z prezydentem miasta i z wojewodą jak to wcześniej często bywało. Już nie dla niego były zaproszenia do pierwszych rzędów na premiery teatralne, operowe, a nawet loże na imprezach sportowych. Gdzieś Leszek w tym coraz bardziej zmieniającym się świecie biznesu, można powiedzieć, że się kompletnie pogubił. Wielu wśród tych nowych ludzi sukcesu, jeszcze nie tak dawno jego bliskich kumpli, z którymi wspólnie wiele zrobili i zarobili, zaczęło się mocno wyrywać do przodu, a jednocześnie zaczęli oni coraz mniej liczyć się z Leszkiem, a nawet często starali się go nie zauważać. Stąd już było blisko do obojętności, a potem do lekceważenia. To wcale nie znaczy, że Leszek był naiwny, albo, że był oderwany od realiów, które go otaczały. Leszek zdawał sobie sprawę z tego jaki jest otaczający go świat, jacy są otaczający go ludzie, co nimi kieruje i jakie są motywy ich postępowań, ale wierzył, że ludzie powinni kierować się się pobudkami wyższej natury, a nie tylko chciwością, sprytem i cwaniactwem. Niestety to właśnie ta wiara go zgubiła, gdyż nie potrafił rozróżnić tych co czynią dobrze od tych co tylko mówią, że to czynią. Nie znał jeszcze wówczas jednej z najsłynniejszych łacińskich maksym, która brzmi: „cupiditas mater omnium malorum” (po polsku: „chciwość matką wszelkiego zła”)
Leszek nie potrafiąc rozróżnić prawdziwych cwaniaków od tych nielicznych, którzy jeszcze próbowali działać w miarę uczciwie, logicznie, w zgodzie z ogólnie pojętymi zasadami przyzwoitości, łudził się, że to chwilowe, że on im jeszcze pokaże, że on im... i tak w ogóle, i tak dalej. Niestety rzeczywistość pokazała, że to Leszek nie potrafił się do niej dostosować, a inni i owszem. Tak to z roku na rok Leszek popadał w coraz większe publiczne zapomnienie i miał coraz mniejsze znaczenie w kręgach, w których nie tak dawno brylował i to w pierwszych rzędach. Zaś to, że jeszcze niedawno był jednym z filarów tego nowego, lokalnego kapitalizmu, z czasem przestawało się kompletnie liczyć. Niektórzy koledzy, którzy kiedyś przy nim zarobili pierwsze pieniądze i to nie te z państwowej pensji, ale będąc na państwowych posadach, pieniądze dodatkowe, często przekraczające wielokrotnie ich pobory teraz na jego widok zaczęli udawać, że go nie zauważają. Przy przypadkowych spotkaniach na ulicy, zaczęli odwracać głowy w drugą stronę, albo w najlepszym przypadku, zbywali Leszka ogólnikami i truizmami. Leszek strasznie to przeżywał. Prawie ze szczytu wysokiej drabiny spadł, jak się to mówi, na glebę. Był jednak ponad wszelką miarę, człowiekiem ambitnym i nie dawał po sobie poznać tego co przeżywał i z czym miał coraz częściej do czynienia. Robił dobrą minę do złej gry. Jeszcze żył nienajgorzej dzięki zgromadzonemu wcześniej majątkowi i oszczędnościom, ale czuł, że coś musi zrobić, na coś musi się zdecydować. Może wrócić do zawodu, a może wyjechać?
Jednocześnie z biznesowym niepowodzeniem zaczęły się problemy rodzinne. Wiele tych problemów było z winy Leszek, ale nie wszystkie. Żona coraz częściej miała do niego pretensje o różne rzeczy i sprawy i coraz bardziej się od siebie oddalali. Córka wyjechała na studia do innego miasta, a to jeszcze gorzej wpływało na relacje z żoną. W życiu Leszka nastał czas swoistego letargu, czas zawieszenia, czas oczekiwania i czas wiary, że na pewno jeszcze będzie lepiej. I tak w tym oczekiwaniu minęło mu kolejnych kilka lat. Nic wielkiego jednak się nie wydarzyło, nie stał się żaden cud, a wszelkie próby powrotu na szczyty kończyły się kolejnymi porażkami. Nie te cechy, nie to zachowanie, nie te umiejętności dostosowania się, za duży krytycyzm i za duża racjonalność, a za mało cech lisa i wilka.
W końcu Leszek pragnąc naprawdę coś zmienić, postanowił sprzedać udziały w firmach, których był współwłaścicielem. Sprzedał je swoim dotychczasowym wspólnikom. Sprzedał także posiadane udziały w różnych nieruchomościach, spłacił swoje pożyczki i różne zobowiązania oraz kredyty i postanowił rozpocząć wszystko na nowo. No może nie tak zupełnie na nowo, ale raczej od nowa potraktować rzeczy zasadnicze czyli głównie niezależność, zgodę z samym sobą, zgodę z głoszonymi prawdami i poglądami. Wreszcie bardzo zapragnął robić to co naprawdę lubi.
Niestety, od razu ujawnił się szereg elementarnych konfliktów. Chcąc zachować swój poziom życia do którego przyzwyczaił się przez kilkanaście lat sporego powodzenia, musiał pójść na liczne kompromisy. I to kompromisy zarówno w sferze materii jak i w sferze ducha. Jednak wytyczył sobie granice, których postanowił nie przekraczać. A te granice to głównie działalność, ogólnie rzecz ujmując, w zgodzie z przepisami i prawem, a także w zgodzie z przyjętym, przemyślanym i postanowionym przez niego, systemem wartości opartym głównie o to, aby czynić tylko to co przynosi mu maksymalne korzyści, ale nie odbywa się kosztem innych i nie przynosi im krzywdy. To takie truizmy, takie oczywistości, które niby każdy wyznaje, lecz jak się przyjrzymy się temu bliżej to naprawdę bardzo rzadko mamy do czynienia z tymi co tak postępują. Zazwyczaj kończy się na hasłach, chęciach, zapowiedziach i zamiarach, a co do czynów w myśl głoszonych powyższych hasłach to, jak Leszek zdążył się przekonać i to na własnej skórze, prawie nigdy nie dochodzi. Leszek postanowił sobie, że on będzie inny.
Jak zapewne doskonale wiemy, wielu tak postanawia, a potem żałują za grzechy. Jednak Leszek poniekąd dobrowolnie rezygnując z wielkiej kariery biznesowej, z wielkich pieniędzy, z wielkich możliwości, z wielkiego świata kierował się głównie tym, aby być w zgodzie z sobą samym, aby mógł każdemu odważnie spojrzeć w oczy i, aby to co mówił, pokrywało się z tym co zamierzał robić. Mógł przecież pozostać ze swoimi wspólnikami. Mógł przymykać oczy na wiele spraw i rzeczy. Mógł robić to co czynili inni. Mógł traktować bardzo elastycznie różne normy, przepisy i zasady prawne. I mógł dalej brnąć w ten coraz bardziej skomplikowany świat nowego polskiego biznesu. Niestety, tak naprawdę to nie mógł. Gdyby próbował iść do celu nie patrząc na stosowane środki i rodzaj wybranej drogi to nie znalazłby spokoju ducha, wiecznie by się czymś gnębił, czegoś się obawiał, czegoś się bał. Takim był typem człowieka, taki miał charakter i taką wrażliwość. A natury człowieka nie zmienisz.



































