Podczas II Wojny Światowej Niemcy zabili ponad sześć milionów Polaków.
Odszkodowań wojennych nie wypłacili, a Herr Tusk, chce je wypłacić za nich.
DLACZEGO JESTEŚMY TAKIMI GŁUPCAMI?
| Przyjaciele |
Po latach uczestnictwa w różnych forach postanowiłem zostawić trochę inny, bardziej refleksyjny ślad moich przemyśleń, przemyśleń życiowego realisty z dużą dozą krytycyzmu i domieszką melancholii. Chciałbym także zaprezentować trochę różnych pamiątek z minionych lat, głównie związanych z Bydgoszczą, ale nie tylko. Ponadto pragnąłbym w trochę nietypowy sposób prezentować niektóre bieżące i minione wydarzenia oraz zaprezentować różne swoje uwagi i spostrzeżenia. Temu ma służyć ten blog.
Odcinek pierwszy zakończyliśmy słowami - sporo się zastanawiałem i analizowałem różne za i przeciw i wyszło mi, że chciałbym tobie zaproponować, abyś w przyszłości był szefem tego mojego nowego biznesu.
Poniżej ciąg dalszy:
Leszka zamurowało i dopiero po dłuższej chwili odrzekł - ale ja się zupełnie nie znam na tej branży. Nic nie szkodzi, od znania się na tej, jak mówisz branży, są inni. Do tego znania się zatrudnimy fachowców, a ty będziesz tylko pilnować całości tak samo jak ja bym to robił, ale przecież nie mogę być w kilku miejscach naraz. Dostaniesz gabinet, dobrą pensję, wyszykujemy ci na początek jedno ze wspomnianych mieszkań przylegających do sklepu i będziesz nadzorował, najpierw modernizację, a potem działanie tej firmy. Przecież to dla ciebie pestka, nie takimi firmami już kierowałeś, prawda?
No tak, bywało, że zatrudniałem ponad stu ludzi i to w paru różnych firmach i nieźle mi się wiodło, ale to dawno minione czasy. E tam, ty mi tutaj nie opowiadaj, jak się raz nauczyłeś to umiesz – odpowiedział Zdzisław. Jak się do tego przedtem nadawałeś to i teraz się będziesz nadawał tym bardziej, że cała firma to według moich ustaleń i wyliczeń, będzie liczyła docelowo mniej niż dwudziestu ludzi. Zaskoczyłeś mnie niesamowicie taką propozycją i to do tego stopnia, że kompletnie nie wiem co mam teraz powiedzieć.
Zakładając, że po głębokich przemyśleniach, bo to przecież całkowita zmiana mojego dotychczasowego życia, się zgodzę to powiedz mi chociaż od kiedy byś chciał mnie zatrudnić? Najlepiej od zaraz, ale rozumiem, musisz pozamykać swoje sprawy, jakoś ułożyć się z żoną, pomyśleć co z domem i pewnie załatwić jeszcze wiele innych tematów. Dobrze to przemyśl. Ja będę znowu w Bydgoszczy za jakieś dwa tygodnie to mi powiesz co zdecydowałeś, zgoda? Możemy się tak umówić, ale powiedz co ja miałbym robić tak od zaraz tam u ciebie, przecież ta firma handlująca narzędziami ma powstać, jak sam mówisz, za jakieś dwa lata, a czym mam się zajmować do tego czasu? – zapytał Leszek. I o tym także już pomyślałem – odparł Zdzisław. Tam, w tych budynkach i przyległym do nich podwórzu oraz sporym kawałkiem pola za budynkami, a także dużym, ładnym ogrodem, możemy od ręki, niewielkim nakładem coś urządzić. Obecnie w jednym ze wspomnianych dwóch mieszkań po GS-owskich magazynierach, mieszka tylko jeden młody chłopak, a drugie stoi puste. Ten mieszkaniec to syn Joachima Kubery, bardzo porządnego człowieka, który od ponad piętnastu lat pracuje ze mną. Najpierw był u mnie kierownikiem robot, a pięć lat temu, za moja namową i pomocą, założył własną firmę budowlana i teraz jest oficjalnym podwykonawcą na moich budowach. To mój najbardziej zaufany współpracownik, a jego firma chociaż niewielka wykonuje dla mnie wiele robót jako podwykonawca. To on często, gdy ja przebywam w różnych rozjazdach, praktycznie zarządza moimi budowami, pilnuje moich pracowników i patrzy co robią inni podwykonawcy. A zna się na budowlanym fachu jak mało kto. Do tego człowiek uczciwy i niekonfliktowy. Dzięki niemu zaoszczędziłem ogromne kwoty i pozbyłem się niejednego złodzieja. Niestety dorosły syn Joachima, Jacek jest trochę opóźniony w rozwoju i nie za bardzo się nadaje do wykonywania jakiś samodzielnych, kwalifikowanych i złożonych robót. Za to proste prace remontowe, naprawcze, budowlane i porządkowe inne, wykonuje z pełnym oddaniem, zaangażowaniem, a do tego solidnie pod każdym względem. Chłopak chciał się usamodzielnić i przestać przebywać ciągle u ojca na garnuszku dlatego udostępniłem mu jedno z tych dwóch mieszkań w Podkowie. Teraz on tam wszystkiego pilnuje i o wszystko dba. Niestety z uwagi na swoją wrodzoną wadę wymaga on systematycznego nadzoru. Nie trzeba go pilnować bez przerwy, ale co parę dni ja lub jego ojciec do niego zaglądamy, uzgadniamy co i gdzie ma robić i on to robi. W tej chwili remontujemy pomieszczenia, w których był sklep, potem weźmiemy się za mieszkania, a na końcu zrobimy remont magazynów. Wiesz o czym mówię, zapytał Zdzisław uśmiechając się znacząco? Nie bardzo wiem o co ci chodzi. Jak to, ty stary wyżeracz nie wiesz jak się modernizuje w cudzysłowie? A o to ci chodzi – odparł Leszek. Oczywiście, znam te metody. I tutaj zrobimy jak zwykle – dodał Zdzisław. Rozbierzemy magazyny do gołej ziemi, zrobimy nowe fundamenty, lekko, to taki żart, je powiększymy i postawimy w miejsce magazynów geesowskiej spółdzielni sporą, nowoczesną halę. Dzięki temu nic się nie zmieni. Jest hala i będzie hala, a do tego nowoczesna i swoją architekturą dobrze wkomponowana w otoczenie. Trochę to wszystko będzie kosztować, ale jestem na to przygotowany. Do przeprowadzenia tych zamiarów jesteś mi tam potrzebny. Cieszę się ogromnie, że o mnie pomyślałeś, ale nadal nie rozumiem co miałbym tam teraz robić?
I tutaj dochodzimy do kolejnego mojego pomysłu – odparł Zdzisław. Otóż myślę, że do czasu rozpoczęcia tej właściwej inwestycji mógłbyś przenieść do Podkowy Leśnej ten swój sklep z winami. Jak już przed chwilą mówiłem - kończymy remont pomieszczenia po dawnym geesowskim sklepie. Główna sala sprzedaży będzie miała około pięćdziesięciu metrów kwadratowych powierzchni czyli pewnie tak akurat tyle ile liczy twój obecny sklep. Towar i meble zabierzesz stąd, a o pozwolenie na handel alkoholem się nie martw, już odbyłem w tej sprawie parę rozmów i nie będzie z tym kłopotu. Pozostałe sprawy związane z przenoszeniem sklepu także biorę na siebie. Ty tylko zapewnisz organizację, a ja dam ludzi i środki. A może nawet zmienimy kiedyś zdanie i jak z czasem ten sklep się dobrze przyjmie to pomyślimy o zrobieniu sieci takich sklepów wokół Warszawy. Co o tym myślisz?
Dzisiaj w Cabo Roig odbyła się tradycyjna parada (podobno największa w Hiszpanii) z okazji imienin świętego Patryka.
Poniżej kilkanaście zdjęć i jeden filmik z tej imprezy:
Przypominam mój post z listopada 2012 roku. Przypominam bo warto wiedzieć jak to naprawdę było.
A poniżej nieco inna opinia:
Przypominam moje życzenie na 2014 rok. To już ponad 12 lat temu, a wszystkie są bardzo aktualne i szkoda, że rządzący moją ojczyzną są tak głupi, że nie dostrzegają poniższych oczywistości.
Szczególnie życzę, aby:
-Utworzono 49 województw i zlikwidowano powiaty. Ten powrót do stanu sprzed 1999 roku przyniesie naszemu krajowi ogromne oszczędności, a przede wszystkim zapewni równomierny i harmonijny rozwój całej naszej ojczyzny.
-Wprowadzono solidarny system emerytalny, w którym wysokość emerytury będzie uzależniona głównie od ilości przepracowanych lat, a wszyscy w tym systemie będą traktowani równo, zgodnie z konstytucją RP
-Zlikwidowano KRUS.
-Zlikwidowano podatek dochodowy przy pobieraniu którego dominują w Polsce oszustwa, patologie, kreacje i wiele innych negatywnych zjawisk. Przyniesie to nam ogromne oszczędności i wielką redukcję urzędniczych, doradczych i prawniczych etatów.
Podatek ten powinien zostać zastąpiony podatkiem obrotowym.
-Przywrócono w znacznej mierze Polakom własność banków przez wykup akcji, fuzje i inne tego typu działania.
-Wprowadzono elementy reform na wzór węgierski, a szczególnie w dziedzinie energetyki, telekomunikacji, handlu i bankowości.
-Utworzono setki tysięcy porządnie płatnych miejsc pracy przez realizację inwestycji państwowych. Co prawda powołano już spółkę Inwestycje Polskie, ale ona do tej pory nic nie zrobiła oprócz powołania 8 prezesów i druku wizytówek, papierów firmowych i innych podobnych działaniach.
-Przeprowadzono realną i solidną reformę sądownictwa polegającą na znacznym skróceniu terminów wydawania wszelakich wyroków, a także wprowadzono prawdziwą, materialną odpowiedzialność sędziów, prokuratorów i adwokatów za sposób ich działalności, podejmowane decyzje, popełnione błędy, opóźnienia, zaniechania i inne tego typu działania.
-Zlikwidowano gimnazja
-Wprowadzono zasadę, że to rodzice decydują o tym czy dziecko ma iść do szkoły w wieku 6 czy 7 lat.
-Przeprowadzono rzeczywistą, jasną i klarowną reformę służby zdrowia.
-Wprowadzono zasadę 3 x 5 zł. czyli 5 zł za każdą wizytę u lekarza, za każdą refundowaną receptę i za każdy dzień pobytu w szpitalu.
-Zlikwidowano finansowanie partii politycznych z budżetu państwa. Nie może tak być, aby politycy sami o sobie mówili, iż są przestępcami bo się dają przekupić.
-Zmieniono ordynację wyborczą, a przede wszystkim wprowadzono Jednomandatowe Okręgi Wyborcze i zasadę dwu-kadencyjności na wszelkich wybieralnych funkcjach publicznych.
-Zaniechano zagranicznych misji wojskowych.
-Aby skończoną z nachalną pro-unijną propagandą, a szczególnie tą dotycząca darów z UE ( podawać należy zawsze wielkość naszych składek do UE, koszty pozyskania i rozdziału owych darów, wielkość wkładów własnych, a także procent wykorzystania poszczególnych funduszy).
Ponadto pragnę kolejny raz zwrócić uwagę, iż:
" DARY SZERZĄ TYLKO NIEDOŁĘSTWO I ZŁĄ WOLĘ, LENISTWO I CHCIWOŚĆ"
-Zdecydowanie ograniczono liczbę urzędników wszelkich szczebli w Polsce.
-Podjęto rzeczywistą, realną i zdecydowaną walkę z korupcją w naszym kraju.
-Zlikwidowano senat i ograniczono o połowę liczbę posłów.
Jak twierdzi nijaki Radek - dwa razy powtórzyć to już jest prawda, to ja powtarzam po raz trzeci.
Propozycja
Zdzisław, którego poznaliśmy już w prologu, w piękny majowy dzień, wszedł do sklepu Leszka i wbrew temu czego Leszek mógł się po nim spodziewać wcale się nie zdziwił na widok sprzedawcy. Wszedł pewnym krokiem z uśmiechem na ustach prawie krzycząc od progu - witam mojego dawnego kolegę. Potem mocno uścisnął Leszka dłoń i powiedział - cześć Leszek, słyszałem od naszego wspólnego znajomego Rafała Wilka, którego niedawno spotkałem w Warszawie, że prowadzisz tutaj sklep z winami i innymi alkoholami i to już chyba od około dziesięciu lat. A jak wiesz, Rafał mieszka w tej okolicy i mówił mi, że często do ciebie zagląda. Chwalił ciebie jako sprzedawcę i polecał wina, które sprzedajesz. Przyjechałem na parę dni do Bydgoszczy i pomyślałem sobie, że wpadnę i odwiedzę starego znajomego. Mów co tam u ciebie? Nie ma specjalnie o czym mówić – odpowiedział Leszek. Jak widzisz żyję prosto, normalnie. Wycofałem się już parę lat temu ze wszystkich biznesów i teraz spokojnie prowadzę sobie ten wiejski sklepik z winami. No nie żartuj. To nie żaden wiejski sklepik, ale jak widzę świetnie zaopatrzony w najróżniejsze alkohole, dobry, branżowy sklep, którego nawet w stolicy by się nie powstydzili. Zresztą jak pamiętam zawsze miałeś ciągoty do dobrych alkoholi, a handlujesz nimi chyba już kilkanaście lat, co? To prawda, niedługo będzie 15 lat, lecz co to dzisiaj za handel, gdy na każdym rogu supermarket, hipermarket, albo konkurencyjny, inny sklep z alkoholem. Ot tak sobie siedzę niedaleko od mojego mieszkania na Osiedlu Leśnym do którego mam dogodny dojazd i próbuję zarobić na jako takie utrzymanie. No chyba, aż tak źle to nie jest, co? Niestety jest i zanosi się na to, że będzie jeszcze gorzej, gdyż inwazja tych cholernych zagranicznych sklepów trwa w najlepsze i nic nie wskazuje na to, aby miało się coś zmienić, chyba, że jak zwykle, na gorsze. A my mali polscy handlowcy nie mamy żadnych szans, aby skutecznie przed tym wielkim zachodnimi sieciami handlowymi się bronić. Przede wszystkim nie posiadamy dostępu do gotówki no i nie otrzymujemy od naszych władz państwowych i od władz lokalnych takich ulg i różnorakich preferencji jak te zagraniczne molochy. A do tego jesteśmy wykorzystywani przez nasze państwo, które z wielkich sklepów niczego praktycznie nie zgarnia i nie dość, że do budżetu nie wpływała z tytułu ich działalności żadna kasa to jeszcze gorzej - ze wszystkiego są zwalniani. Niestety z nami jest odwrotnie, nas się wykorzystuje wręcz do granic absurdu. A przecież jak wiemy z historii na handlu bogaciły się całe narody, a u nas jest wprost odwrotnie – oddaliśmy prawie cały polski handel w obce ręce niczego nie uzyskując w zamian. Tak się dzieje już od kilkunastu lat, a żadnych pozytywnych przesłanek, albo chociaż minimalnej zmiany tej polityki naszych władz, absolutnie nie widać. Smutne to i przykre, ale niestety prawdziwe.
Z tego co mówisz dochodzę do wniosku, że nie jesteś zadowolony ze swojej obecnej sytuacji – zapytał Zdzisław. To zależy jak na to spojrzeć – odparł Leszek. Mam spokój, nielicznych, ale świetnych klientów, zresztą wielu z nich znasz ze starych czasów. W miarę sił, czasu i środków coś tam próbuję, jak zawsze, działać także społecznie, no i oczywiście udzielam się sportowo. Na szczęście zdrowie jeszcze dopisuje. Ale, ale, ja jak zwykle się rozgadałem, a ty prawie ani słowa. A co tam Zdzisław u ciebie? Och, u mnie zawsze wiele się dzieje. Już od sześciu lat mieszkam pod Warszawą. Dawno doszedłem do tego, że jak chcesz prowadzić naprawdę poważne interesy to musisz ciągle być w pobliżu władzy, w pobliżu decydentów, w pobliżu urzędników wydających różne pozwolenia, koncesje, no i w ogóle decydujących o tym co ważne i istotne. Co ja ci zresztą będę tłumaczył, sam wiesz jak było, a wiele się nie zmieniło. Trochę ludzi w kręgach, w których od lat się obracam się zmieniło, ale zasady i sposoby postępowania zostały te same co kilkanaście lat temu. Działam w różnych branżach, budowlanej, finansowej, energetycznej, a teraz myślę o nowej dziedzinie, o branży metalowej. To ty jesteś, zresztą podobnie jak kiedyś, biznesmen pełną gęba, co? – zapytał Leszek. E, przesada, gdzie mi tam do prawdziwych biznesmenów. Jakoś sobie nieźle radzę, ale bez nowych pomysłów, bez ucieczki do przodu, bez rozszerzania kręgu znajomości i swoich możliwości, szybko może się stać inaczej. Cały czas muszę być czujny, wytrwały, elastyczny, przebiegły, a zresztą sam wiesz jak to działa, pod tym względem naprawdę nic się nie zmieniło. A jeżeli już to na gorsze bo konkurencja wielokrotnie się zwiększyła od czasów kiedy nasze drogi, dawno temu się skrzyżowały. No, ale przecież to nie czas i miejsce na takie rozmowy. Wpadłem zobaczyć co u ciebie słychać i zobaczyć ten twój sklep. Z tego co mówisz to wnioskuję, że u ciebie nie najlepiej, co? Jak już ci mówiłem to zależy od punktu widzenia - odpowiedział Leszek. Jasne, że chciałbym podróżować po świecie, mieć sporo kasy, dużo przyjaciół i masę ciekawych przeżyć, ale tak mi się życie ułożyło, że zostałem z boku, a teraz, z perspektywy czasu, można spokojnie powiedzieć, że jestem na aucie. Niestety, jak mawiała moja babcia – każdy w życiu ma to na co zasłużył. Sam nie wiem, czy to prawda, ale przynajmniej jakoś siebie próbuję tłumaczyć moją obecną sytuację.
No dobra, fajnie się gada, ale ja muszę już lecieć – powiedział Zdzisław, czekają na mnie w kontrahenci. Za godzinę umówiłem się z nimi w restauracji w Hotelu City. Daj mi dwa dobre wina na dzisiejszy wieczór. Przed wyjazdem jeszcze do ciebie wpadnę, bo jak rozmowy z moimi bydgoskimi kontrahentami dobrze wypadną to może będę miał do ciebie jakąś propozycję. Jednak na razie to rzecz niepewna i nie chciałbym teraz o tym rozmawiać. To cześć, do zobaczenia za parę dni – mówiąc to Zdzisław podał rękę na pożegnanie, a już po chwili wsiadał do swojego srebrnego nowiutkiego Lexusa. Pewnie ma z czterolitrowy silnik pomyślał Leszek, patrząc za odjeżdżającym wspaniałym autem wydającym z siebie cichy charakterystyczny pomruk.
Po tej rozmowie Leszek przez kilka dni nie mógł zaznać spokoju. Ciągle wracał myślami do tego co jego dawny kolega powiedział na odchodnym. Co też za propozycję mógł mieć do niego Zdzisław? Przecież jak sam mówił, wpadł do niego dzięki przypadkowemu spotkaniu z ich wspólnym znajomym w Warszawie. A może nie było to takie przypadkowe? A może Zdzisław coś planował do czego potrzebował takich ludzi jak Leszek? A może tak tylko zdawkowo powiedział, jak to wielu zwykło mówić przy przypadkowych spotkaniach po latach? Te i podobne myśli nachodziły go w kółko. Już od kilku lat nikt niczego mu nie proponował, a ci do których się zwracał o pomoc w załatwieniu jakiejś godziwej pracy w swoim wyuczonym zawodzie zawsze dużo obiecywali i nigdy niczego nie zrobili. A takich rozmów odbył dziesiątki, gdyż chciał wrócić do normalnego życia, a praca w tym sklepie z winami tego mu niestety nie zapewniała. Na początku każdej takiej rozmowy koledzy i znajomi zapewniali go o swoim poparciu, obiecywali, że zrobią wszystko co w ich mocy bo przecież go znają, wiedzą jaki jest porządny, solidny, doświadczony i tak dalej w tym duchu. Jednak gdy przychodził z dokumentami czyli życiorysem, podaniem, świadectwami i innymi takimi papierami to wtedy już różnie bywało. Nadal zapewniali, nadal obiecywali ale, nie wiedzieć czemu, jakby z mniejszym zapałem. Potem bywało zazwyczaj jeszcze kilka rozmów, a kończyło się na tym, że przestawali przychodzić do jego sklepu i często nawet nie odbierali już wcale jego telefonów. A tutaj nagle taka niespodzianka. Zupełnie odwrotnie niż do tej pory. O co też może chodzić? Leszek był podekscytowany i wymyślał najróżniejsze scenariusze. Czekał z wielka niecierpliwością na zapowiedzianą kolejną wizytę Zdzisława, ale nie próbował jej w żaden sposób przyspieszać, gdyż z doświadczenia wiedział, że każde takie działanie kończy się przeważnie efektem odwrotnym od tego spodziewanego. A miał w tej materii wiele obserwacji i przemyśleń zaś na pewno wnioski jakie wyciągał nie były bezpodstawne. Dawniej zawsze miał dużo przyjaciół, znajomych, kumpli do kart, picia i do wizyt w różnych ciekawych miejscach. To zapewne jest regułą znaną od pokoleń, iż zawsze masz dużo przyjaciół jak ci się powodzi i jak masz kasę. A gdy powodzenie maleje, kasa znika to owi przyjaciele również jakoś tak tajemniczo znikają.
I nagle coś zupełnie innego. Zdzisław przyjechał z własnej woli i sam coś zaproponował. Niby nic konkretnego, niby nic pewnego, ale dla obecnego stanu ducha Leszka i tak było to niesamowite dlatego też, jak już wspominaliśmy, nie mógł sobie znaleźć miejsca i nie mógł przestać o tym myśleć.
I tak, w tym niepokoju i niepewności, a także w stanie małej, ledwie tlącej się, nadziei, minęło mu pięć, pięknych, majowych dni.
Leszek był już po pięćdziesiątce i wiedział, że jego czas minął. Jednak podobnie jak każdy człowiek, łudził się i liczył na odmianę losu, liczył na przypadek, na łut szczęście, a czasami wbrew zdrowemu rozsądkowi, liczył także na drugiego człowieka. W tym przypadku miał do czynienia z kimś kto kiedyś był świadkiem jego powodzenia i kto wyjątkowo dobrze go znał. I chociaż zdrowy rozsądek mu podpowiadał, aby nie przywiązywać zbyt wielkiego znaczenia do lekko wypowiedzianych słów jego kolegi to jednak nie umiał tego odrzucić, gdyż jak powszechnie wiadomo nadzieja to zawsze coś, co umiera ostatnie i tą nadzieją żył Leszek w te majowe dni.
Mieliśmy taką tradycję, że w moje urodziny jechaliśmy nad polskie morze i piliśmy na plaży białe słodkie Martini.
Poniżej zdjęcie z takiej wspaniałej chwili, a kiedy to było, to widać na dacie na tym zdjęciu
W poprzednią środę czyli 25.02.2026 pojechaliśmy do położonego w głębi lądu historycznego miasta Orihuela. Po polsku moglibyśmy powiedzieć, że to miasto na prawach powiatu. Miasto liczy około 60 tysięcy mieszkańców. Od miejsca gdzie obecnie mieszkamy (Cabo Roig) do Orihueli przejechać musieliśmy tylko 30 kilometrów, a znaleźliśmy się w całkowicie innym świecie.
Korzenie miasta sięgają czasów starożytnych. Wtedy miasto nazywało się Orcdelis.
To miejsce, gdzie możemy zobaczyć prawdziwą Hiszpanię. Hiszpanię bez tłumów turystów, ale z wieloma zabytkami, pięknymi uliczkami i z zupełnie innym klimatem niż te nadmorskie atrakcje Costa Blanca (w tym i Orihuela Costa czyli region od Punta Prima do Campoamor).
Orihuela to miasto o bogatej historii i o silnym charakterze religijnym. To tutaj w trakcie santa semana (wielki tydzień) odbywają się jedne z największych uroczystości (procesje) w całej Hiszpanii.
Nam się bardzo podobało. A do tego spotkała nas urocza niespodzianka. Usiedliśmy na kawę przy stolikach ustawionych na niewielkim rynku. Na zewnątrz znajdowało się kilkanaście stolików, ale tylko trzy były zajęte i to zajęte przez samych Polaków. Przy jednym ze stolików siedziało małżeństwo z Piły, przy drugim Polka mieszkająca pod Guardamar już od 40 lat wraz dwójką jej przyjaciół z Polski, a przy trzecim nasza czwórka. Stoliki sąsiadowały ze sobą i już po kilkunastu minutach rozpoczęliśmy wspólne konwersacje.
Do Orihueli, moim zdaniem, warto pojechać. Jest tam co oglądać, poznawać i odczuwać.
Poniżej kilka zdjęć zrobionych wówczas w tym mieście:
![]() |
| Takie platformy z figurami świętych dźwiga w trakcie wielkanocnych procesji minimum kilkunastu mężczyzn |
![]() |
| Fragment wspomnianej kawiarni "Z Polakami", ale to zdjęcie z łakomymi gołębiami. |
"Rzeczy małe dają radość istnienia" to zdanie z książki Eckharta Tolle pod tytułem "Nowa Ziemia"
Dzisiaj oglądając kolejny występ hiszpańskich artystów na plaży La Zenia wreszcie świadomie wiedziałem, że to właśnie ta chwila jest jak najbardziej ową radością.
Różnorodną (głownie hiszpańską) muzykę wykonywało czworo artystów. Występ był podbudzający i ożywiający, a wręcz z mojego punktu widzenia - wspaniały.
Poniżej zdjęcie i link do filmiku (niestety za duży, aby zamieścić go bezpośrednio) z tych cudownych chwil.
W miniony wtorek wraz z naszymi krakowskimi przyjaciółmi pojechaliśmy zwiedzać groty w miejscowości Canelobre Caves. Te groty są oddalone o około 50 km od wybrzeża na którym obecnie przebywamy.. Po drodze oglądaliśmy panoramę prawdziwej, a nie tej turystycznej Hiszpanii.
Potem pojechaliśmy do miasta Vila Jolosa, gdzie podziwialiśmy piękne kolorowe domy, brodziliśmy w wodzie na pięknej szerokiej plaży, a po wypiciu kawy pojechaliśmy do San Juan - miasta położonego na północnych obrzeżach Alicante.
Poniżej kilka zdjęć z każdego z tych miejsc.
![]() |
| Wejście do grot |
![]() |
| Widok na okolicę z punktu wejścia do groty. Tak praktycznie wygląda około 80% powierzchni Hiszpanii |
![]() |
| W grocie |
![]() |
| Vila Jolosa |
![]() |
| Jak wyżej |
![]() |
| Na pięknej szerokiej plaży znajduje się kilkanaście boisk do siatkówki i kilkanaście do piłki nożnej |
![]() |
| Wracamy do domu. |