Kindżał - odcinek 9
I to wówczas, w tym czasie, który miał miejsce po około pięciu latach od naszego powrotu z Indii, niewiele po tym jak rozstałem się z Ingrid, zacząłem mieć pierwsze kłopoty. Najpierw zdrowotne, a potem i zawodowe. Z początku myślałem, że to chwilowe lub przejściowe, że zaraz przeminą i wszystko wróci do stanu poprzedniego. Niestety tak się nie stało. Coraz bardziej słabłem fizycznie i upadałem na duchu. Któregoś dnia wyciągnąłem na światło dzienne dawno nie oglądany posążek i zacząłem mu się szczegółowo przyglądać. A czym bardziej mu się przyglądałem tym bardziej rósł mój niepokój. A jednocześnie wzrastało we mnie jakieś nieokreślone rozdrażnienie i stan nieokreślonego, chociaż na razie bardzo słabego, lęku. Zacząłem ponownie interesować się symbolami, które były związane z tym posążkiem. Wiedziałem już, że swastyka oprócz symbolu pomyślności i dobra jest także starożytnym ukazaniem Słońca, a zakrzywione jej ramiona symbolizują promienie słoneczne będące dawcą wszelakiego życia. Wiedziałem, że w czasach na długo przed chrześcijaństwem był to symbol tak samo popularny jak obecnie krzyż. Ale nie wiedziałem, że Śiwa – jogin i asceta, dobroczyńca, głowa rodziny, znany także jako deva czyli szczodrze obdarowujący, którego trzecie oko symbolizuje mądrość, jest także symbolem niszczyciela. Nie wiedziałem do tej pory, że ten trzeci co do rangi, po Brahmie i Wisznu, hinduski Bóg, ten wszechdobry, mądry i wspaniały Pan Niebios ma naturę dwoistą i zarazem jest gwałtownego charakteru, a szczególnie gdy przerywa mu się medytację. Potrafi wówczas spopielić swoim trzecim okiem intruza, który to uczyni. Okazało się, że dwoistość jego charakteru spotęgowała się, gdy nieoczekiwanie wypił on truciznę z mlecznego praoceanu kosmicznego. Chciał, aby się dzięki tej truciźnie zostać lepszym, spokojniejszym i mądrzejszym, a stało się odwrotnie i zamiast zneutralizować w swoim ciele gwałtowność i niszczycielstwo to trucizna ta zabarwiła ciało Śiwy na kolor siwo-niebieski będący w Indiach symbolem nieskończoności, ale jednocześnie owa trucizna cechy przeciwne do tych cech dobrych jeszcze bardziej powiększyła.
Nabyłem tej i innej wiedzy, o której dzisiaj nie chcę więcej mówić bo długo, całymi godzinami musiałbym to czynić, abyś mógł zrozumieć to czego się dowiedziałem, ale nie mamy na to dzisiaj tyle czasu. Może kiedyś, może przy innej okazji ci opowiem. Jedno tylko muszę dodać, otóż czym więcej wiedziałem tym bardziej niepokoiłem się, a szczególnie niepokoił mnie ów kindżał i ten kamień go wieńczący. Coraz bardziej byłem przekonany, że ta figurka jest przyczyną moich wszelakich problemów. A czym więcej o tym my myślałem tym bardziej byłem przekonany, że tak jest. W końcu stwierdziłem, że muszę się pozbyć z mojego życia tej figurki.
Dlatego właśnie w tym celu ciebie zaprosiłem. Otóż chciałbym, abyś zabrał ten posążek do siebie, do Polski. Macie tam teraz coraz więcej bogatych ludzi, a i blisko wam do jeszcze bogatszych Rosjan lub Niemiec i może uda się tobie sprzedać za niezłą kwotę tę niesamowita rzecz.
Co o tym myślisz? A ile ma ta figurka kosztować? – zapytałem Olafa. Jak wiesz podobno jest bezcenna, ale realnie patrząc nie mam żadnego świadectwa jej nabycia, a nawet nie mogę się ujawniać jako jej właściciel, gdyż nie wiem czym to mogłoby się dla mnie skończyć dlatego też sądzę, że suma dwustu tysięcy dolarów byłaby dla mnie do zaakceptowania. A ta suma pozwoliłaby mi spokojnie pojechać na rok do Indii i podjąć się leczenia, być może, aż do wyzdrowienia.
Potem obcasowo dodał - to co Artur, pomożesz? Muszę się nad tym zastanowić – odparł Artur i powiedział - czyli twierdzisz, że przez ponad pięć lat po powrocie z Indii miałeś pasmo sukcesów, a niepowodzenia zaczęły się później, tak? Właśnie tak to widzę i tak to było.
Myślałem całą noc o propozycji Olafa i w końcu doszedłem do wniosku, że najlepiej będzie jak ja sam kupię ten posążek od niego. Pomyślałem, że na te dwieście tysięcy dolarów to mnie spokojnie stać bez większego uszczerbku na moim majątku, a jak sprzedam posążek w ciągu paru lat to jeszcze na tym wielokrotnie zarobię.
Tak też się stało. Zapłaciłem Olafowi owe pieniądze, a posążek, tuż przed końcem dwudziestego wieku, przywiozłem do Podkowy Leśnej. I tak samo jak w przypadku Olafa przeleżał w moim sejfie ten posążek prawie pięć lat. Podobnie jak Olafowi, interesy w tym czasie szły mi dobrze, a nawiązane w Indiach i Szwecji kontakty sowicie mi się odpłaciły. Zmodernizowałem według swojego gustu dom i ogród, sporo podróżowałem i rzec można, iż żyłem w ciągu tych pięciu lat bardzo dobrze.
Niestety od prawie dwóch lat moje sprawy idą coraz gorzej i chociaż ze zdrowiem, jak dotąd nie mam kłopotów to jednak kilka spektakularnych porażek biznesowych ostatnio poniosłem. I ja podobnie jak Olaf zacząłem myśleć, że to wina owej figurki, która głęboko schowana i owinięta w grube sukno, tkwi głęboko w moim dużym sejfie. Popadłem w taką samą manię, co jest kompletnie dla mnie dziwne i obce. Nawet jej nie dotykam tej figurki i staram się także na nią nie spoglądać, gdy z różnych powodów korzystam z mojego sejfu.
I teraz przechodzę do rzeczy, do sedna sprawy, czyli do prawdziwego powodu zaproszenia pana do mojego domu.
To co może jeszcze po szklaneczce jakiegoś trunku panie Leszku? Nie, dziękuję dla mnie dosyć, a jutro trzeba do pracy i umysł musi funkcjonować normalnie. Znam siebie na tyle dobrze, iż wiem jakie skutki byłby, gdybym jeszcze coś wypił. Jutro miałbym bolącą głowę i ogólne otępienie, a na to sobie nie mogę pozwolić. Proszę sobie nalać jak pan chce, ale ja dziękuję - odparł Leszek. W takim razie ja też zrezygnuję - stwierdził Artur i kontynuował. Z tego co się orientuję to prowadzi pan ten swój sklep już ponad półtora roku i słyszę zewsząd dobre opinie o panu, a także o ofercie win, którą przecież sam dosyć dobrze znam. Ma pan, jak sam pan wspomniał w rozmowie ze mną, spore grono stałych klientów. Sadząc po samochodach jakie widuję pod pana sklepem, a zdarza się zobaczyć nawet Maybacha, Bentleya czy Aston Martina. Widziałem także kilka Porche czy Maserati, o najnowszych modelach prestiżowych Lexusów i Mercedesów, czy tych tak obecnie modnych samochodach terenowych, nie wspominając. Przejeżdżając widzę te i inne auta na parkingu pod pana sklepem. Dlatego sądzę, że pana klientami, przynajmniej w sporej części, muszą być osoby naprawdę zamożne, a może nawet bogate, gdyż ceny większości wymienionych samochodów zaczynają się na poziomie od pół miliona złotych w górę. Oczywiście sporą grupę pana klientów mniej lub bardziej znam, ale wielu zapewne przyjeżdża z innych pod-warszawskich miejscowości, a i nieraz chyba trafiają się dobrzy warszawscy klienci. Mam rację? Tak, mam różnych klientów, w tym spore grono osób dosyć znanych, ale też i niemało takich, o których nic nie wiem, a oceniać ludzi tylko po samochodach to może być bardzo zwodnicze. Chociaż ogólnie muszę przyznać panu rację, panie Arturze. Jeżeli ktoś jeździ samochodem wartym setki tysięcy złotych to raczej do biednych nie należy. Otóż to. Już od paru miesięcy obserwuję dyskretnie osoby kupujące w pana sklepie, a czynię to z prostego powodu, chciałem osobiście się przekonać, że to co zamierzam panu zaproponować ma jakikolwiek sens. Dlatego też wypytywałem pana o te różne dodatkowe transakcje. Krótko mówiąc chciałbym panu zaproponować, aby podjął się pan próby sprzedania posążka, o którym dzisiaj tyle mówiliśmy. Obawiam się go nadal mieć u siebie. Jak już wspominałem budzi on coraz większy chociaż zupełnie irracjonalny mój niepokój. Zakłóca moje życie. Może to się to panu wydać śmieszne co teraz mówię, ale niech mi pan uwierzy, że coraz bardziej jestem przekonany o swojej racji. Jest oczywiście i inny jeszcze powód dla którego chcę sprzedać tą figurkę. Jak już wspomniałem ostatnie parę interesów mi nie wyszło, a teraz mam na oku super biznes i potrzebuję na jego uruchomienie tylko milion złotych, a przynieść mi on może wiele milionów zarobku. Nie będę zapeszał i mówił o tym, gdyż póki nie ma kasy na stole jak się to mówi to nic nie jest pewne. Trochę gotówki mam, lecz to raptem jedna trzecia potrzebnej kwoty. Dlatego pomyślałem, żeby wystawić posążek na sprzedaż. Chciałbym uzyskać ze sprzedaży kwotę pomiędzy dwieście, a dwieście pięćdziesiąt tysięcy dolarów lub odpowiednią kwotę w Euro. Oczywiście mogą być także złotówki. Już parę miesięcy temu pomyślałem o panu w związku z tą sprzedażą. Mało kto ma tyle i to codziennych kontaktów z bogatymi ludźmi jak pan, a do tego u wielu z nich uzyskał pan pewien kredyt zaufania i dobrą opinię, a to często kapitał większy niż pieniądze. Potrafi pan, czego sam doświadczyłem, przekonująco, sugestywnie i ciekawie mówić, a to też niezły kapitał. Wreszcie jest pan tutaj już na tyle znany, iż nie ma obawy, że zrobi pan coś niegodnego, złego lub nieuczciwego. Gdyby udało się panu sprzedać ten posążek to dostanie pan ode mnie dziesięć procent od uzyskanej kwoty, a to jak sądzę dla każdego suma nie do pogardzenia. To, na przykład równowartość ceny dobrego, średniej klasy samochodu. To co panie Leszku, spróbuje pan podjąć się tego zadania? Leszek myślał parę minut, aż w końcu odpowiedział - naprawdę udało się panu kompletnie mnie zaskoczyć. Nie mam pojęcia czy chociaż jeden klient będzie chciał o tym artefakcie ze mną rozmawiać. Musiałbym się dobrze zastanowić, gdyż już w mojej głowie wzbudził pan nie lada niepokój swoim opowiadaniem. Muszę to przetrawić, przemyśleć, a także przeanalizować, którym klientom ewentualnie taki zakup zaproponować. Dlatego też zostawmy na dzisiaj już tę rozmowę i proponuję, abyśmy powrócili do niej na przykład za tydzień. Spotkajmy się w przyszłą niedzielę, o tej samej porze co dzisiaj. Może tak być panie Arturze? Ależ oczywiście, jak najbardziej. Umówmy się tylko już dzisiaj, że o figurce, jej wyglądzie, cechach i właściwościach nie będziemy więcej rozmawiać, aby nie rozbudzać również w panu większego niepokoju. Moim zdaniem człowiek naprawdę zamożny kupując taki posążek może w nim ulokować określoną kwotę pieniędzy, która nigdy nie będzie niższa od tej za jaką ją kupi. Ponadto, jak zapewne pan wie, trudno dzisiaj o bezpieczne lokaty. Akcje, obligacje, gotówka, zagraniczne konta, artystyczne dzieła, dobre wina, złoto, diamenty i tysiące innych różnych możliwości, jak pokazuje dzisiejsza rzeczywistość nie są tym co kiedyś, czyli jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Podlegają wahaniom, spekulacjom, kryzysom i tysiącom innych nieprzewidywalnych czynników. W tym świetle lokata w taki posążek i to lokata na poziomie wartości samochodu jakim klient na co dzień jeździ, może się okazać w przyszłości najlepszą lokatą – nie sądzi pan, panie Leszku? Zapewne ma pan wiele racji, ale ja już kilku dobrych lat wypadłem z obiegu takiego myślenia. Niewiele mam i dzięki temu nie mam takich zmartwień, o których pan wspomina. Przyjechałem tutaj, aby objąć posadę dyrektora w nowej firmie mojego dawnego kolegi i zarobić, jak się to mówi, parę złotych. Niestety kolega wpadł w tarapaty, ale to już inna historia i może kiedyś jeszcze o tym porozmawiamy. Na dzisiaj jak dla mnie to wystarczy. Tyle mi pan nakładł do głowy i to takich różności, że naprawdę muszę to sobie spokojnie poukładać i się nad tym zastanowić. O, jak widzę dochodzi już dwudziesta trzecia, czyli zeszło nam na tej rozmowie, prawie sześć godzin, a wydawało mi się, że góra dwie godziny. Będę się żegnał panie Arturze bo jutro roboczy dzień i trzeba o dziesiątej otworzyć sklep. Może odwieźć pana, panie Leszku? Ależ nie, nie ma sensu, to raptem parę ulic, okolica spokojna i z przyjemnością się przejdę. To do zobaczenia za tydzień – powiedział pan Artur odprowadzając Leszka do drzwi wyjściowych. Dobranoc, do zobaczenia – odpowiedział Leszek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jeżeli chcesz wyraź swoją opinię