Pan doktor dokładnie, a nawet wręcz bardzo dokładnie, przejrzał rzeczy przywiezione przez żonę Leszka. Na początek z tych oględzin owych materiałów, wybrał jeden album ze zdjęciami. Ze zdjęciami takimi stosunkowo starymi, takimi sprzed kilkudziesięciu lat. Sam nie wiedział dlaczego akurat ten album wybrał, lecz intuicja mu podpowiedziała, że to może być coś w tej sprawie ważnego. Jako dobry psychiatra kierował się przede wszystkim wiedzą i doświadczeniem, ale obecnie po latach pracy coraz częściej kierował się właśnie intuicją lub jakimś przekonaniami, które sam nie wiedział dlaczego się w jego umyśle pojawiały. Z doświadczenia wiedział także, iż we wielu przypadkach leczenia swoich pacjentów często o sukcesie wyleczenia lub chociażby poprawy ich stanu zdrowia decydowały z pozoru sprawy drobne lub mało istotne patrząc z punktu prawidłowego przebiegu procesu leczenia. I coś mu podpowiadało, że w przypadku choroby Leszka może tak właśnie być.
A potem, niby przypadkiem, zostawił ten album na szafce przy łóżku Leszka. Parę razy dziennie zaglądał do pokoju Leszka chcąc się przekonać czy dostrzeże chociaż minimalną zmianę w jego nastroju lub zachowaniu. Niestety niczego takiego nie zobaczył.
Po tygodniu braku jakichkolwiek efektów zastosowania tej specyficznej i nietypowej albumowej terapii, pan doktor pomyślał - a może jednak trzeba postąpić inaczej? Dlatego też po kolejnych kilku dniach postanowił zatelefonować do Mirka, do jedynego, według słów jego żony, przyjaciela Leszka. Jak postanowił tak zrobił. Sądził, że jak zdjęcia nic nie pomogły to może przyjaciel coś podpowie lub znajdzie jakiś chociaż mały kluczyk do leszkowego umysłu. Zatelefonował i poprosił pana Mirka o wizytę w szpitalu. Mirek od razu ochoczo się zgodził. Po kolejnym tygodniu pan doktor zobaczył przed sobą miłego blondyna, średniego wzrostu z niewielkim brzuszkiem i o ujmującym, sympatycznym wyrazie twarzy, którego wiek ocenił na około pięćdziesiąt lat. Przyjrzał mu się uważnie i od razu pomyślał, że ta wizyta może stanowić przełom w dotarciu do tego co gnębi jego pacjenta.
Rozmowa z Mirkiem, od razu potoczyła się żwawo i ciekawie. Pan Mirosław dużo i interesująco mówił o Leszku. A przede wszystkim, zaraz na wstępie, podziękował panu Bondyrze za szczególne zainteresowanie się jego przyjacielem i za zaproszenie go do szpitala. Po krótkiej rozmowie, podobnie jak w przypadku spotkania z żoną Leszka, przeszli do niewielkiej salki, w której samotnie, od ponad dwóch lat, przebywał Leszek.
Tuż po wejściu pierwszy odezwał się Mirek mówiąc do Leszka, po prostu - cześć. I wtedy po raz pierwszy od początku pobytu w szpitalu Leszek wypowiedział jedno słowo - Ewa. Po czym zamilkł i tylko nieznacznie się uśmiechał, a potem w dziwny sposób wodził wzrokiem za Mirkiem.
Panowie posiedzieli z Leszkiem prawie pół godziny, lecz nic istotnego więcej już się nie wydarzyło. Dlatego pożegnali się z nim kiwając głowami i mówiąc - do zobaczenia. Po czym przeszli do lekarskiego gabinetu. Gdy tylko usiedli na krzesłach, po przeciwnej stronie biurka, pan Bondyra powiedział - mamy go!. Mirek nie bardzo rozumiejąc co pan doktor ma na myśli zapytał - co znaczą pana słowa, panie doktorze? Otóż proszę pana, jak uczy nas fachowa literatura i doświadczenie, jeżeli pacjent wypowiedział jedno słowo to wypowie, na pewno następne słowa. Tylko kiedy i na skutek jakich bodźców to tego nigdy nie wiadomo, gdyż to są konkretne, indywidualne przypadki i nie ma tutaj żadnej reguły.
Na początek niech mi pan powie o co chodzi z tym imieniem Ewa i dlaczego nie wypowiedział pana imienia, lecz powiedział właśnie to słowo? Ewa to była pierwsza miłość Leszka. Taka prawdziwa, taka młodzieńcza, co to pozostaje dla wielu zawsze najważniejszą do końca życie i bez względu na to jak potoczą się potem losy zakochanych. Ewa była wspaniałą, inteligentną dziewczyną z wielkim temperamentem i niezwykłymi pomysłami we wielu dziedzinach życia. Zawsze była uśmiechnięta i zadowolona, a śmiech miała głośny i perlisty, który zarażał wszystkich wokół. Potrafiła, nie tylko pozytywnie zaskakiwać, ale była konsekwentna i uparta w dążeniu do realizacji swoich rozlicznych pomysłów. Leszek kochał się w niej, jak to się mówi, na zabój. Trwało to parę lat. Jak się poznali to Leszek miał siedemnaście, a ona piętnaście lat i była ponad wiek rozwinięta zarówno umysłowo jak i fizycznie. Bardzo często, szczególnie w naszej młodości, ale także i później Leszek wracał w rozmowach do Ewy. Niestety, gdy Ewa skończyła osiemnaście lat jej rodzice przeprowadzili się do Poznania. Leszek w tym czasie rozpoczął już studia w Bydgoszczy i przez jakiś czas utrzymywali jeszcze znajomość, ale później Ewa poznała innego i miłość się skończyła.
Pamiętam, że Leszek strasznie to przeżywał. Wtedy nasze kontakty były dosyć częste i pośrednio brałem w tym udział. Próbowałem go pocieszać, ale bez skutku. Chodził smutny, zadumany, jakiś taki rozkojarzony, jednym słowem nie ten Leszek. Dopiero, gdzieś tak po roku się ogarnął, poznał wtedy swoją przyszłą żonę i pomału wrócił do dawnego zachowania, do dawnej żywotności i dawnego trybu życia. Jednak o Ewie rozmawialiśmy często i nigdy Leszek jej nie zapomniał i chyba, tak mi się wydaje, nigdy już nie był tak szczęśliwy jak wtedy, w ciągu tych kilku lat spędzonych z Ewą. Ależ to rewelacyjna wiadomość dla mnie proszę pana. Czy ma pan jakiś kontakt z tą panią Ewą? Ona pewnie mogłaby nam ogromnie pomóc w przywróceniu Leszka do normalnego życia. Niestety panie doktorze, ale Ewa już nie żyje. Zmarła jakieś dwa lata temu na raka. Dowiedziałem się o tym od jej rodziców, którzy mają rodzinę mieszkającą w pobliżu mojego domu i co jakiś czas, pomimo już bardzo zaawansowanego wieku, przyjeżdżają do krewnych. Także i Ewę widziałem wielokrotnie jak z nimi przyjeżdżała, ale nigdy z nią osobiście nie rozmawiałem, a byłoby o czym. Jednak bałem się reakcji zarówno jej jak i Leszka i, aby nie rozdrapywać starych ran, nawet mu o tym nigdy nie powiedziałem. Miała męża i dwójkę dzieci to po co miałbym ją niepokoić i zakłócać jej życie. To smutne co pan mówi, a już tak się ucieszyłem z powodu dzisiejszego wydarzenia. No cóż takie jest życie i niestety często jak robimy krok do przodu to potem musimy zrobić dwa do tyłu.
A może panie Mirosławie zna pan inne osoby, które mogłyby podobnie jak pan wpłynąć na pana Leszka? Nikt mi do głowy nie przychodzi. Kiedyś Leszek miał wielu przyjaciół, z którymi podróżował, imprezował, pracował czy uprawił swój ulubiony tenis i żeglarstwo, ale ostatnimi czasy, a widziałem Leszka po raz ostatni przed tym wypadkiem, jeszcze zanim wyjechał do Podkowy Leśnej, czyli ponad cztery lata temu, o nikim takim mi nie wspominał. Potem już tylko czasami rozmawialiśmy telefonicznie, ale także nie wspominał mi o żadnej bliskiej osobie. A przy naszym ostatnim spotkaniu, które miało miejsce w moim domu i podczas którego wypiliśmy sporo, Leszek szczególnie się otworzył i próbował się mnie radzić co ma dalej robić z żoną. Rozmawialiśmy także dużo o tej propozycji jego kolegi Zdzisława dotyczącej pracy w tej podwarszawskiej miejscowości, jednak nic nie wspomniał o żadnej kobiecie, czy innej bliskiej znajomości. Wspominaliśmy jak zawsze Ewę i dużo mówiliśmy o naszych przeżyciach z młodych lat. Ale przypominam sobie o jeszcze jednej kobiecie Leszka. Ta dziewczyna miała na imię Eliza. W tamtym okresie, gdy się znali, a było już to po tym jak zaczęły się kłopoty Leszka dotyczące spraw małżeńskich. Po paru latach zerwali ze sobą i nic więcej na ten temat nie wiem.. Leszek, gdy się spotykaliśmy czasami mi o niej opowiadał, ale to były takie rzekłbym, że oficjalne relacje i trudno było wyczuć w jego słowach jakieś głębsze uczucia do tej kobiety.
Ale, ale pani Mirosławie, gdy już pan wspomniał o kłopotach z żoną to może powie mi pan coś więcej – dlaczego tak się poróżnili? Może pan coś o tym wie, to dla mnie bardzo ważne, a żona Leszka jakoś nie chciała na ten temat rozmawiać. Według mnie to przede wszystkim poszło o pieniądze. Leszek, od drugiej połowy lat osiemdziesiątych, przez około dziesięć lat, był bardzo zamożnym człowiekiem, a i przedtem także dobrze mu się wiodło. Wówczas wszystko się dobrze między nimi układało. Niestety później już mu tak dobrze nie szło i żona ciągle miała do niego pretensje i to dosłownie o wszystko. I jak to w życiu – od słowa do słowa, od zdarzenia do zdarzenia, od kłótni do kłótni, najpierw był brak zrozumienia, a potem to pewnie i wzajemna narastająca niechęć, a czasami nienawiść i wrogość. Nie potrafili tego przezwyciężyć, tym bardziej, że córka skończywszy dwadzieścia lat wyjechała do Francji niby się uczyć, ale nic z tego nie wyszło i to jeszcze bardziej ich rozdzieliło. Żona miała do Leszka pretensje, że to jego wina, iż córka ich opuszcza, a potem miała pretensje, że córka zamiast się uczyć to podjęła pracę i to jako kelnerka, a ona miała takie wielkie ambicje, w stosunku do niej. I tak się to potoczyło. Sam pan doktor rozumie. Może były także inne powody, lecz Leszek mi o nich nigdy nie wspominał. No tak, takie sytuacje są dosyć powszechne i zawsze bardzo przykre, ale wróćmy, panie Mirosławie, do tej pani Elizy. Pamiętam z opowiadań Leszka, że Elizę poznał w banku, w którym pracowała, a on był klientem tego banku. Pewnego razu jechali razem windą z czwartego piętra na parter i Leszek zaproponował odwiezienie do domu. I tak to się zaczęło. Ta znajomość trwała około parę lat, a Leszek zawsze w rozmowie ze mną nazywał Elizę kobietą swoich dorosłych lat. Z tego co opowiadał wyłaniał się obraz łagodnej i spokojnej dziewczyny. Już dobrze nie pamiętam, ale pamiętam, że Leszek był od niej starszy o jakieś dziesięć lat. A wiem to dlatego, że nawet opowiadał mi o chęci rozwodu z Wiesią i o zamiarze poślubienia Elizy. Rodzina Elizy była przeciwna takiemu związkowi z uwagi na tą różnicę wieku, a Eliza była bardzo przywiązana do rodziców. Miała także dwie starsze siostry, które również odwodziły ją od takiego kroku. Kto wie czy gdyby nie postawa rodziny Elizy ich życie nie potoczyłoby się zupełnie inaczej i do dzisiaj byliby razem? Eliza była ładną, niewysoką, szczupłą dziewczyną. Wyróżniała się gęstymi, długimi do ramion, kręconymi, kasztanowymi włosami i owalną buzią o niewinnym wyglądzie. Leszek wspominał w tamtym okresie o wielu wspólnych przeżyciach i zawsze mówił o niej z wielkim szacunkiem i radością. Ta jego kobieta dorosłych lat na początku ich znajomości, chyba tak po roku bardzo chciała się z Leszkiem związać na stałe, a on się zastanawiał, analizował, myślał o córce i żonie. Po kilku latach znajomości, jak był bliski podjęcia tej decyzji to Eliza z kolei zaczynała mieć wątpliwości i to głównie, jak już mówiłem za sprawą rodziny. A potem okazało się także, iż pod koniec ich wspólnej znajomości miała już innego chłopaka, a był nim jej dawny szkolny kolega. I tak to panie doktorze, jak zapewne sam pan najlepiej wie, bywa, według starej zasady, że w tym największy jest ambaras, aby dwoje chciało naraz. Ich znajomość się skończyła. Szkoda tego związku z Elizą. Pewnie dzisiaj Leszek byłby innym człowiekiem, ale co zrobić? Stało się i już tego nie zmienimy. Dużo więcej o Elizie już panu nie opowiem, gdyż wiele więcej nie wiem. Dziękuję za to co pan już powiedział, panie Mirku, to i tak bardzo dużo i bardzo cennych, z mojego punktu widzenia, informacji. Jak jednak odnaleźć tą Elizę? Nie mam pojęcia panie doktorze. Mam tutaj karton różnych rzeczy Leszka przywiezionych przez jego żonę, może pan potrafi w nich coś odszukać? Mirek przejrzał pobieżnie rzeczy w kartonie i powiedział: - widzę to wszystko po raz pierwszy i nie mam pojęcia gdzie i czego szukać, ale jak przewertujemy te różnorakie kalendarze i zeszyty z zapiskami to może coś znajdziemy. Och, nie będę pana trudził, sam później spróbuję to zrobić. Bardzo panu dziękuję za wizytę i za informacje. Naprawdę dużo mi pan pomógł. Serdecznie się pożegnali i pan doktor powrócił do swoich obowiązków, a Mirosław pojechał autem do domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jeżeli chcesz wyraź swoją opinię