sobota, 18 sierpnia 2018

Ciekawostka dla totalsów.

Wczoraj, przypadkiem, w stosach moich różnych dokumentów i pamiątek znalazłem takie poniższe zaświadczenie.

Tym wszystkim, którzy porównują obecną prawdziwą demokrację do stanu wojennego przedstawiam tylko jeden drobny kwiatek z tej socjalistycznej parszywej rzeczywistości owego stanu.

Nie dość, że musiałem być gotowy (oczywiście za darmo) do pracy całą dobę to jeszcze musiałem co tydzień chodzić do dyrekcji znajdującej się na Dworcowej po kolejne takie zaświadczenie.

Zresztą zawiłości tego czasu i tych zdarzeń znają jedynie ci co je przeżyli.  Biegaliśmy z bloku do bloku na bydgoskim Szwederowie, aby wspólnie spędzić czas i pograć, na przykład, w brydża.  Biegaliśmy gdzieś tak zwanymi opłotkami, które przebiegały na granicy działek pracowniczych i bloków.  (dzisiaj biedronka) Musieliśmy tylko uważać, aby nikt nas nie dostrzegł.   Byliśmy młodzi, sprawni i sprytni toteż nie nastręczało to nam trudności. Ale nie było to takie proste bo gdyby nas kto (milicja, wojsko) złapał to groziły nam dwa lata więzienia.  Czy dzisiejsi kodziarze mają tak samo?  Czy grożą im sankcje stanu wojennego?

Zaś takie zaświadczenie nosiłem przy sobie, gdy musiałem przebywać poza domem  w okresie trwania godziny policyjnej i musiałem je okazywać patrolom policyjnym lub wojskowym bez żądania.

Niby drobiazg, ale jakże znamienny.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Jeżeli chcesz wyraź swoją opinię