piątek, 23 listopada 2018

Mój drugi samochód.

Długo nie nacieszyłem się moim pierwszym samochodem.  Zarabiając wówczas stosunkowo dużo kasy zapragnąłem go zamienić na coś lepszego,  Już po niecałym roku jeżdżenia tym wspaniałym "Maluchem"  (polski Fiat 126P wersja exportowa) postanowiłem zakupić coś lepszego.  Niestety była późna wiosna 1988 roku, a wówczas samochód można było kupić tylko za dolary w Pewexie (kto dzisiaj wie co to było?) lub na giełdzie samochodowej, albo z ogłoszenia.  I ja kupiłem mój drugi samochód z ogłoszenia.  To był wspaniały japoński samochód marki Daichatsu  Charade.  Kosztował mnie "tylko" 4200 $.

Tym samochodem, który posiadał ponoć najmniejszy wówczas silnik dieslowski na świecie jaki montowano w seryjnych samochodach (spalanie 4,2 l. oleju napędowego na 100 km) zwiedziłem parę krajów i sporo miejscowości w Polsce.

Latem 1988 roku (jeszcze za socjalizmu) pojechałem nim do Leningradu, a po drodze zwiedziłem Daugavpils, Wilno i Rygę.  Gdy podjeżdżałem do rosyjskich prymitywnych stacjach paliwowych i ustawiałem się w kolejce za gruzowikami (ciężarówki) to praktycznie wszyscy kierowcy z kolejki przychodzili do mnie i po kolei tłumaczyli, że benzyna to w innym miejscu.  A gdy im mówiłem, że to diesel to się nie mogli nadziwić, a uwierzyli dopiero jak im pokazałem silnik.

Jazda tym moim delikatnym samochodem po radzieckich drogach to było szaleństwo.  Wszystkie szosy miały pobocza wysypane grubym tłuczniem, którego także sporo walało się na jezdniach.  Spod kół co rusz wyskakiwały kawały tego kruszywa i czasami uderzały o samochód.  Ja uszkodziłem sobie podczas wyprawy tak zwane złącze elastyczne układu wydechowego przez co samochód ryczał jak rajdowy, a naprawa (po powrocie) kosztowała ponad dwie przeciętne pensje.

A dziury na leningradzkich ulicach to osobna opowieść.

Latem 1989 roku pojechaliśmy całą trzyosobową rodziną naszym Daichatsu do Paryża.   Nie byłem jakimś dobrym kierowcą bo prawo jazdy miałem od dwóch lat, ale jazda paryskim peryferikiem (obwodnica Paryża) to dopiero było dla mnie przeżycie.  Po sześć pasów w każdą stronę, przeplatające się bez przerwy ogromne ilości samochodów na tych pasach przy średniej prędkości około 80 km/godz.  No i zatłoczone ulice Paryża i francuskie parkowanie na przysłowiowy milimetr i częste parkowanie z "użyciem" sąsiednich samochodów.  A także wyjazd do Wersalu, gdzie  wówczas obchodzono rocznice związane z wybuchem Rewolucji Francuskiej.  Tam dopiero były tłumy i takie same tłumy samochodów.  Tym razem udało się powrócić cało.

Przez dwa lata dzielnie mi służył ten znakomity niewielki samochód.  Wiąże się z nim wiele moich wspaniałych wspomnień i przeżyć.


Na ulicy w Wersalu.  Po pół godzinnym krążeniu udało się zaparkować.

Wilno

Nad Zalewem Koronowskim
Francuskie parkowanie.

Po takich uliczkach jeździłem przez dwa tygodnie bo mieszkaliśmy w XIII dzielnicy (przyległej do łacińskiej, a każdego dnia wyruszaliśmy w różne miejsca.



                                             Poprzedni post z tego cyklu.

4 komentarze:

  1. Fajny tekst, super zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna historia!

    OdpowiedzUsuń
  3. Prosimy o więcej historii ze zdjęciami z przeszłości:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele podobnych wpisów dokonałem na moim blogu np. https://dziwnabydgoszcz.blogspot.com/2017/10/moje-podroze-leningrad-sierpien-1991-rok.html

      lub

      https://dziwnabydgoszcz.blogspot.com/2013/09/moje-podroze.html

      albo

      https://dziwnabydgoszcz.blogspot.com/2013/06/moje-podroze-wyprawa-samochodowa-na.html

      Usuń

Jeżeli chcesz wyraź swoją opinię