sobota, 14 lutego 2026

Niccollo Machiavelli

Kolejny raz przypominam o tym największym geniuszu znawcy ludzkiej duszy. Duszy  w działaniach dotyczących motywacji ludzkich poczynań. Niewiele do poczytania, ale naprawdę warto.

Poniżej tekst z mojego blaga z 2022 roku, ale oparty na moim wpisie, na moim blogu z 2012 roku.

Trzeba sobie zadać dużo trudu, aby dotrzeć do sedna czegokolwiek.  Niccolo Machiavelli dotarł do tego absolutnego sedna.  Ten geniusz przełomu XV i XVI wieku pochodzący z Florencji, obnażył prawdziwe intencje ludzkiej duszy.  Nazwał je po imieniu i opisał.  Dlatego też do dzisiaj nienawidzą go mali i ubodzy duchem ludzie.  Bo kto chciałby wiedzieć dlaczego postępuje tak lub inaczej będąc przekonanym, że to co robi to jedyne słuszne rozwiązanie.  Ale czy naprawdę?  Ten włoski geniusz to opisał i do dzisiaj  wszelakiej maści rządzący czymkolwiek nienawidzą go za to co uczynił.  Poniżej mój tekst napisany ponad 10 lat temu i oparty na faktach pochodzących z przeczytanych przeze mnie książek.

Warto przeczytać - 4

Valeriu  Marcu   "Machiavelli szkoła władzy".

Moim zdaniem, tę książkę powinien przeczytać każdy kto chociaż odrobinę ociera się o działalność polityczną, społeczną lub inną działalność publiczną.  Oczywiście pozostali także powinni przeczytać, ale szczególną wartość ta książka ma dla tych, którzy pragną poznać prawdziwe motywacje ludzkich działań, pragną zrozumieć mechanizmy zdobywania, utrwalania i sprawowania władzy oraz pragną poznać prawdziwe oblicze duszy ludzkiej.  Niccolo Machiavellego nazwać można prekursorem, a właściwie to ojcem wszelkiej nowoczesnej polityki.  W swoich dziełach pokazuje techniki polityczne wszystkich czasów, które go poprzedzały, a które są równie aktualne obecnie.  Najbardziej znanym dziełem Machiavellego jest "Książę".  Jest to, ogólnie mówiąc, zbiór rad jak zdobyć i sprawować władzę, a rady te udzielał Machiavelli florenckiemu księciu Cesare Borgia, synowi bardzo kontrowersyjnego papieża Aleksandra VI.  Jak piszą prawdziwi znawcy dzieł Machiavellego - o żadnej książce nie napisano więcej głupot niż o "Księciu".  A prawie wszyscy wypowiadający się na temat Machiavellego, posługują się głównie tym dziełem.  Z niego czerpią swa wiedzę i oceny.  Często też spotykamy się z ocenami negatywnymi lub nawet pogardliwymi dzieł Machiavellego.  Powszechnie używa się nawet terminu - machiavelizm, który u prawie wszystkich wypowiadających się na temat Machiavellego ma znaczenie negatywne.  Nic bardziej mylnego.  Jak twierdził Napoleon - jedyna książka polityczną, którą można czytać, jest dzieło Machiavellego.  A również jak pisze na zakończenie swojej książki Valeriu Marcu - "Niezniszczalne zwierciadło, w jakim Niccolo ukazał duszę człowieka, może być przez czas, pochwały czy nagany porysowane i zniekształcone; będzie jednak świeciło nie mniej niż pierwszego dnia.

Aby dobrze zrozumieć dzieła Niccolo Miachiavellego należy, moim skromnym zdaniem, przeczytać przynajmniej parę książek o nim, ale nie książek jego przeciwników, którzy chcą tylko widzieć w jego działaniach wszelkie zło, którzy z określenia machiavelizm zrobili synonim tylko negatywnych zachowań, postaw i rad, ale trzeba przeczytać książki obiektywne, ukazujące w rzeczywistym świetle życie, działalność i twórczość jednego z największych ludzi w historii świata.  Polecam książkę wymienioną powyżej, a także książkę autorstwa Mieczysława Manelli pod tytułem "Machiavelli".

Moim zdaniem Niccolo Machiaveli odsłania prawdziwe oblicze ludzkiej natury, pisze o tym bez hipokryzji, uprzedzeń i bez odwoływania się do religii.  Ukazuje nam jakim naprawdę jest człowiek, co nim naprawdę kieruje, jakie są motywy jego działań i zachowań.  Pokazuje w sposób szczery, aż do bólu, a często nawet brutalny to co większość chciałaby ukryć pod płaszczykiem hipokryzji lub zwyczajnego kłamstwa.  Nie daje się oszukiwać, pisze wprost, pisze prosto, otwarcie, podaje przykłady i jasno oraz krótko formułuję swoje sądy.  Wielu to oburza, gdyż mają o sobie znacznie lepsze zdanie niż to, które jest ich ich prawdziwym obliczem, a którego zasady, mechanizmy i motywacje tak wspaniale przedstawił Machiavelli.

Niccolo Machiavelli nigdy nie dostąpił wielkich zaszczytów chociaż na nie, niewątpliwie, zasługiwał.  Niestety sam zawsze postępował według zasad, które głosił i które, często jako pierwszy na świecie, sformułował i opisał.  Dlatego też był kontrowersyjny, nie poddawał się fali, nie łamał słowa, żył tak jak głosił, że należy żyć, stosował wobec siebie te rady, które dawał innym, a to nie przysparzało mu przyjaciół, zaszczytów i majątku.

Aby zachęcić do przeczytania książki o której dzisiaj piszę, przytoczę kilka prawd, zasad i klasyfikacji jakie sformułował Niccolo Machiavelli, a jednocześnie dodam, że książka ta nie jest zbiorem jego mądrości, ale żywo i wartko napisaną specyficzną historią  jego życia na tle historii Europy /głównie Włoch, a przede wszystkim Florencji/ przełomu XV i XVI wieku, epoki wspaniałego Odrodzenia po zimie średniowiecza.
Parę zasad opisanych przez Machiavellego już zamieściłem na moim blogu w cyklu "cytaty znane i nieznane" - na przykład: http://dziwnabydgoszcz.blogspot.com/2012/03/cytaty-znane-i-nieznane-optymizm.html

Cytat I :  "Namiętności indywidualnych natur stanowią czynnik decydujący w polityce".

Cytat II:  "Natura umieściła dary szczęścia pomiędzy ludźmi, raczej wystawione na rabunek niżeli przeznaczone dla pilności, raczej dane złym niżeli dobrym sztukom; obserwują oni czyny ludzi i widzą, jak wszyscy, co doszli do wielkich bogactw i wielkiej potęgi, osiągnęli to oszustwem i gwałtem, i jak temu, co przebiegłością zdobyli, nadają szacowne imię zysku, aby puścić w zapomnienie nikczemny sposób zdobycia."

Cytat III: "Musi być polityk w ogóle, a demagog w szczególności wielkim hipokrytą, zdolnym symulantem, wybitnym znawcą sposobności, wirtuozem w wykorzystywaniu wszelkich słabostek i obliczaniu niedopatrzeń, musi umieć pobudzać próżnostki, zręcznie żonglować ideałami, musi być kochankiem przebiegłości i wyznawcą przemocy".

Cytat IV:   "Są trzy rodzaje umysłów ludzkich:
                 -pierwszy - rozumie wszystko sam przez się
                 -drugi - rozumie to co inni pokazują
                 -trzeci - nie rozumie sam przez się, ani gdy mu inni udzielają rad.

I na koniec jedno zdanie o Machiavellim, jakże charakterystyczne dla niego:

"Interesy ludzi, którym się kłania, nie przeszkadzają jego talentowi prawdy".


Tę książkę, naprawdę warto, a nawet trzeba, przeczytać.

Może ktoś lub wielu, zmieni swoje dotychczasowe widzenie świata pod jej wpływem?

środa, 11 lutego 2026

Kindżał - prolog - część 2

Prolog część 2

Rozpoczęte wówczas na dużą skalę procesy prywatyzacyjne polskiej gospodarki pozwoliły wielu takim sprytnym osobnikom wzbogacić się, i to wzbogacić się ogromnie. A te przemiany i to na wielką skalę odbywały się w przeciągu paru miesięcy lub góra, paru lat.  Te przykłady niebotycznych fortun wyrosłych nagle i znikąd zaczęły powodować prawdziwą erozję nowej polskiej demokracji.   

A Leszek pozostał ze swoimi zasadami, a czas płynął i pomału cechy Leszka zaczynały powodować, iż koledzy, mający wokół tyle niesamowitych przykładów nagłych karier i sami dążący do sukcesów za wszelka cenę, zaczęli, najpierw od niego stronić, a potem po cichu i po kryjomu, go opuszczać.   Jego wrodzona przyzwoitość przestała pasować do obowiązującego obrazu biznesowej rzeczywistości.    Początkowe wielkie sukcesy z czasem zaczęły być trochę mniejsze, a później jeszcze mniejsze i mniejsze, aż w końcu okazało się, że Leszek jest nie za bardzo przystosowany do dynamicznych przemian i coraz mniej znajduje wspólnego  języka ze swoimi, niegdyś bardzo dobrymi, biznesowymi kolegami.   A ci koledzy, którzy jeszcze parę lat temu zabiegali o jego względy, teraz po przeróżnych przekształceniach i prywatyzacjach, po pobraniu wielkich kredytów w zastaw majątku, który dopiero chcieli kupić i potem z tego majątku ów kredyt spłacać,  zaczęli szybko wyprzedzać Leszka na biznesowej drodze.  

I w taki sposób Leszek, jeszcze niedawno jeden z pierwszych, zaczynał z upływem lat, pozostawać coraz bardziej z tyłu, plasując się w rezultacie w grupie ostatnich.  Już nie spotykał się z prezydentem miasta i z wojewodą jak to wcześniej często bywało.  Już nie dla niego były zaproszenia do pierwszych rzędów na premiery teatralne, operowe, a nawet loże na imprezach sportowych.  Gdzieś Leszek w tym coraz bardziej  zmieniającym się świecie biznesu, można powiedzieć, że się kompletnie pogubił.   Wielu wśród tych nowych ludzi sukcesu, jeszcze nie tak dawno jego bliskich kumpli, z którymi wspólnie wiele zrobili i zarobili, zaczęło się mocno wyrywać do przodu, a jednocześnie zaczęli oni coraz mniej liczyć się z Leszkiem, a nawet często starali się go nie zauważać.  Stąd już było blisko do obojętności, a potem do lekceważenia.  To wcale nie znaczy, że Leszek był naiwny, albo, że był oderwany od realiów, które go otaczały.  Leszek zdawał sobie sprawę z tego jaki jest otaczający go świat, jacy są otaczający go ludzie, co nimi kieruje i jakie są motywy ich postępowań, ale wierzył, że ludzie powinni kierować się się pobudkami wyższej natury, a nie tylko chciwością, sprytem i cwaniactwem.  Niestety to właśnie ta wiara go zgubiła, gdyż nie potrafił rozróżnić tych co czynią dobrze od tych co tylko mówią, że to czynią.  Nie znał jeszcze wówczas jednej z najsłynniejszych łacińskich maksym, która brzmi: „cupiditas mater omnium malorum”  (po polsku:  „chciwość matką wszelkiego zła”)

Leszek nie potrafiąc rozróżnić prawdziwych cwaniaków od tych nielicznych, którzy jeszcze próbowali działać w miarę uczciwie, logicznie, w zgodzie z ogólnie pojętymi zasadami przyzwoitości, łudził się, że to chwilowe, że on im jeszcze pokaże, że on im... i tak w ogóle, i tak dalej.  Niestety rzeczywistość pokazała, że to Leszek nie potrafił się do niej dostosować, a inni i owszem.  Tak to z roku na rok Leszek popadał w coraz większe publiczne zapomnienie i miał coraz mniejsze znaczenie w kręgach, w których nie tak dawno brylował i to w pierwszych rzędach.   Zaś to, że jeszcze niedawno był jednym z filarów tego nowego, lokalnego kapitalizmu, z czasem przestawało się kompletnie liczyć.  Niektórzy koledzy, którzy kiedyś przy nim zarobili pierwsze pieniądze i to nie te z państwowej pensji, ale będąc na państwowych posadach, pieniądze dodatkowe, często przekraczające wielokrotnie ich pobory teraz na jego widok zaczęli udawać, że go nie zauważają.   Przy przypadkowych spotkaniach na ulicy, zaczęli odwracać głowy w drugą stronę, albo w najlepszym przypadku, zbywali Leszka ogólnikami i truizmami.  Leszek strasznie to przeżywał.  Prawie ze szczytu wysokiej drabiny spadł,  jak się to mówi, na glebę.  Był jednak ponad wszelką miarę, człowiekiem ambitnym i nie dawał po sobie poznać tego co przeżywał i z czym miał coraz częściej do czynienia.  Robił dobrą minę do złej gry.  Jeszcze żył nienajgorzej dzięki zgromadzonemu wcześniej majątkowi i oszczędnościom, ale czuł, że coś musi zrobić, na coś musi się zdecydować.  Może wrócić do zawodu, a może wyjechać?  

Jednocześnie z biznesowym niepowodzeniem zaczęły się problemy rodzinne.  Wiele tych problemów  było z winy Leszek, ale nie wszystkie.  Żona coraz częściej miała do niego pretensje o różne rzeczy i sprawy i coraz bardziej się od siebie oddalali.  Córka wyjechała na studia do innego miasta, a to jeszcze gorzej wpływało na relacje z żoną.  W życiu Leszka nastał czas swoistego letargu, czas zawieszenia, czas oczekiwania i czas wiary, że na pewno jeszcze będzie lepiej.   I tak w tym oczekiwaniu minęło mu kolejnych kilka lat.  Nic wielkiego jednak się nie wydarzyło, nie stał się żaden cud, a wszelkie próby powrotu na szczyty kończyły się kolejnymi porażkami.  Nie te cechy, nie to zachowanie, nie te umiejętności dostosowania się, za duży krytycyzm i za duża  racjonalność, a za mało cech lisa i wilka.

W końcu Leszek pragnąc naprawdę coś zmienić, postanowił sprzedać udziały w  firmach, których był współwłaścicielem.  Sprzedał je swoim dotychczasowym wspólnikom.  Sprzedał także  posiadane udziały w różnych nieruchomościach, spłacił swoje pożyczki i różne zobowiązania oraz kredyty i postanowił rozpocząć wszystko na nowo.  No może nie tak zupełnie na nowo, ale raczej od nowa potraktować rzeczy zasadnicze czyli głównie niezależność, zgodę z samym sobą, zgodę z głoszonymi prawdami i poglądami.  Wreszcie bardzo zapragnął robić to co naprawdę  lubi.   

Niestety, od razu ujawnił się szereg elementarnych konfliktów.   Chcąc zachować swój poziom życia do którego przyzwyczaił się przez kilkanaście lat sporego powodzenia, musiał pójść na liczne kompromisy.  I to kompromisy zarówno w sferze materii jak i w sferze ducha.  Jednak wytyczył sobie granice, których postanowił nie przekraczać.  A te granice to głównie działalność, ogólnie rzecz ujmując, w zgodzie z przepisami i prawem, a także w zgodzie z przyjętym, przemyślanym i postanowionym przez niego, systemem wartości opartym głównie o to, aby czynić tylko to co przynosi mu maksymalne korzyści, ale nie odbywa się kosztem innych i nie przynosi im krzywdy.   To takie truizmy, takie oczywistości, które niby każdy wyznaje, lecz jak się przyjrzymy się temu bliżej  to naprawdę bardzo rzadko mamy do czynienia z tymi co tak postępują.  Zazwyczaj kończy się na hasłach, chęciach, zapowiedziach i zamiarach, a co do czynów w myśl głoszonych powyższych hasłach to, jak Leszek zdążył się przekonać i to na własnej skórze, prawie nigdy nie dochodzi.  Leszek postanowił sobie, że on będzie inny.  

Jak zapewne doskonale wiemy, wielu tak postanawia, a potem żałują za grzechy.  Jednak Leszek poniekąd dobrowolnie rezygnując z wielkiej kariery biznesowej, z wielkich pieniędzy, z wielkich możliwości, z wielkiego świata kierował się głównie tym, aby być w zgodzie z sobą samym, aby  mógł każdemu odważnie spojrzeć w oczy i, aby to co mówił, pokrywało się z tym co zamierzał robić.   Mógł przecież pozostać ze swoimi wspólnikami.  Mógł przymykać oczy na wiele spraw i rzeczy.  Mógł robić to co czynili inni.  Mógł traktować bardzo elastycznie różne normy, przepisy i zasady prawne.  I mógł dalej brnąć w ten coraz bardziej skomplikowany świat nowego polskiego biznesu.  Niestety, tak naprawdę to nie mógł.  Gdyby próbował iść do celu nie patrząc na stosowane środki i rodzaj wybranej drogi to nie znalazłby spokoju ducha, wiecznie by się czymś gnębił, czegoś się obawiał, czegoś się bał.  Takim był typem człowieka, taki miał charakter i taką wrażliwość.  A natury człowieka nie zmienisz.


Poprzedni odcinek


poniedziałek, 9 lutego 2026

Wspomnienie muzyczne.

Mirosław Breguła (Univers) i Beata Kozidrak.

Piękna historia.  Przypominam..  To nie tylko Ich historia.

Piękna miłość

I do tego niepospolity bonus: 

Bonus




niedziela, 8 lutego 2026

Dzisiaj na plaży La Zenia.

Dzisiaj na plaży La Zenia (południowy kraniec Costa Blanca) występował hiszpański kwartet gitarowy grając i śpiewając głównie muzykę hiszpańską.

Ten występ bardzo mi się podobał, a w poniższym linku mały fragmencik z tego występu.

Występ na plaży

sobota, 31 stycznia 2026

Aktualny komentarz polityczny.

 Posłuchałem pana Marka Wocha https://www.youtube.com/watch?v=GE-nzlPIuiU   i pod tym wywiadem zamieściłem swój komentarz:

Poniżej ów komentarz:

Pan Woch dobrze mówi, ale w polityce nie wystarczy mieć rację, ale trzeba mieć siłę, aby swoje racje wprowadzić w czyn (nijaki Niccollo). Ten czyn to ogłupienie większości elektoratu, aby was wybrała. A tutaj to demagogia, populizm, bezczelność (nijaki Czaczkowski) i wszelkie inne formy uwodzenia tak zwanego elektoratu. Zdrowy rozsądek zanika w owym procesie uwodzenia, a decydują jednostki. Cała historia ludzkości to namiętności indywidualnych natur (Niccollo). Zaś owi wielcy w owych sprawach wielkich, są tacy sami jak w swoich sprawach zwyczajnych, indywidualnych, codziennych. Krótko mówiąc to lider (zły jak tusk) lub dobry jak Morawiecki, decydują za nas i o nas. Ludzie niestety są w swojej większości tak głupi, że dają się uwodzić bo zawsze bardziej wierzą w to o czym są przekonani, a nie w to co naprawdę jest.

Poprzedni post z tego cyklu

poniedziałek, 26 stycznia 2026

Przypominam - 52

Przypominam moje życzenia jakie składałem czytelnikom mojego bloga na koniec 2013 roku, czyli 12 lat temu.  Moim zdaniem wszystkie są aktualne i niezrealizowane.

Jeżeli ktoś się pokusi przeczytać te niespełnione obietnice to proszę o komentarz.

Niespełnione obietnice

Poprzedni post z tego cyklu

sobota, 24 stycznia 2026

Kindżał - prolog - część 1

Dziesięć lat temu miałem dziwny sen, a najdziwniejsze jest to, że ten sen trwał podczas dwóch kolejnych nocy i wszystko w nim było spójne i logiczne, a przecież zazwyczaj sny takie nie są, a ten sen lub raczej dwa sny, takie były.

Treść tego snu posłużyła mi jako fabuła do napisania książki, której dałem tytuł "Kindżał".

Poniżej pierwsza część prologu, w którym zapoznajemy się z głównym bohaterem tej opowieści.

Po prologu zacznie się akcja powieści.

Kindżał - Prolog

Na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku Leszek Marcinkowski był blisko czołówki ówczesnych bydgoskich biznesmenów. O jego sukcesach można było przeczytać w lokalnej prasie, albo dowiedzieć się na licznych spotkaniach gildii kupieckiej, lub w  innych, powstających wówczas, organizacjach skupiających różnych   przedsiębiorców.   Przedsiębiorców, którzy bardzo licznie odradzali się w tej nowej polskiej demokracji.  Już od  końca lat osiemdziesiątych Leszek był współwłaścicielem  sporych, jak na tamte czasy prywatnych firm.  Były one dobrze rozpoznawalne na lokalnym rynku.   Miały silną pozycję w branży budowlanej i handlowej.   Leszkowi wówczas wiodło się naprawdę świetnie.  Dysponował prawie wszystkim o czym marzył normalny człowiek w ówczesnej polskiej  rzeczywistości.  I do tego był przed czterdziestką i cały świat w jego wyobrażeniu, stał przed nim otworem.  Miał wspaniałą żonę i jeszcze wspanialszą córkę.  Miał szeroki krąg znajomych, z którymi często i to w najróżniejszych okolicznościach, miło i ciekawie spędzał wiele czasu.   To doborowe grono składające się głównie z przyjaciół ze studiów jego i jego żony oraz najbliższych duchem i miejscem zamieszkania, sąsiadów, spotykało się regularnie na licznych  imieninach, urodzinach i rocznicach. A także organizowali wspólnie bale przebierańców,  grzybobrania, albo wyjazdy pod namiot na Kaszuby, nad Zalew Koronowski lub w Bory Tucholskie.  Miał też  rodzinę mieszkającą we Wrocławiu i Poznaniu oraz we wielkopolskim mieście, z którego pochodził.  Wszędzie jeździł swoim nowiutkim samochodem kupionym w Pewexie (to były tak zwane sklepu eksportu wewnętrznego, gdzie płacić można było tylko dolarami) za absurdalną jak na owe czasy kwotę wynoszącą kilkaset tamtych przeciętnych pensji.   Z przyjaciółmi spędzał także  liczne wspaniałe wieczory, grywając z nimi w brydża, gadając godzinami o życiu i polityce.  Wówczas zaczął także często grywać w tenisa i w piłkę nożną, latem na korcie i boisku, a zimą na sali.    Miał także swój jacht.  Nie był on zbyt luksusowy, ale był świetny.  To była   żaglówka klasy Venus, zbudowana przez szkutnika z Koronowa na indywidualne zamówienie Leszka.  Dzięki protekcji kolegi z technikum stała ona przy bojce w renomowanym klubie żeglarskim, w Romanowie nad Zalewem Koronowskim. 

 Wraz z żoną mieli piękne mieszkanie na Osiedlu Leśnym  A to najlepsze bydgoskie osiedle.  Stąd blisko na stadion Zawiszy, a Leszek był wielkim miłośnikiem piłki nożnej. Dobry dojazd do jeziora w Borównie i nad Zalew Koronowski i  oczywiście blisko do największego miejskiego parku w Polsce, czyli do Myślęcinka, a także blisko do okolicznych lasów które w sezonie były pełne grzybów.  

W tym czasie Leszek zaczął działać nie tylko we wspomnianych organizacjach biznesowych, ale także w partii politycznej.   A nawet po paru latach został w tamtym czasie szefem struktur wojewódzkich  współrządzącej wówczas partii.  Poznał osobiście wielu liderów partyjnych, ministrów i sporo  innych znaczących oraz popularnych osób.    Pijał z nimi wódkę i prowadził ożywione dyskusje na rozmaite tematy, a nawet zdarzało się, że pomagał tym wielkim, żyrując im kredyt na zakup samochodu lub kojarząc różne osoby między sobą dla ich wzajemnej korzyści, a dla swojej, jak się później okazało, straty.   Miał wówczas w sobie ogromne pokłady energii, świetne zdrowie i przeważnie dobry humor. 

Niestety Leszek bywał także łatwowierny, naiwny i prostoduszny.  A do tego sądził, a nawet był przekonany, że inni są tacy sami, albo przynajmniej bardzo podobni.   Zresztą miał podstawy tak sądzić, gdyż otaczający go znajomi i przyjaciele w dużym stopniu posiadali podobne cechy.  Dlatego też nowym  kolegom partyjnym i biznesowym Leszek opowiadał o swoich przemyśleniach, o swoich poglądach i przekonaniach, wierząc, że tak działając, czyni dobrze i, że oni mają takie same intencje jak on. Pomimo swojej otwartości wobec innych i tej wspomnianej łatwowierności, z której nie zdawał sobie wówczas zupełnie sprawy,  wiodło się Leszkowi bardzo dobrze.  I pewnie dalej by tak było, gdyby potrafił w porę zrozumieć swoje błędy.  Jednak z  przykrością trzeba stwierdzić, że Leszek należał do tych osób, które zawsze i wszędzie chcą postępować otwarcie, prosto i zgodnie ze swoim przekonaniem i przyjętymi zasadami, a jak doskonale wiemy nie jest to najlepsza droga do sukcesu, a raczej wręcz przeciwnie.  Jak mówi znane przysłowie: „Kto ust swych nie strzeże ten zagraża sam sobie”  O tym, że tak jest naprawdę Leszek  miał się niebawem przekonać.  I tak, pewnie tylko dzięki wielkiemu zamieszaniu przy zmianie ustroju i wielkiemu wymieszaniu pomiędzy starymi, a nowymi elitami, udawało się Leszkowi przeżyć dostatnio tak wiele lat

Okres przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych minionego wieku, sprzyjał osobom takim jak Leszek, osobom przedsiębiorczym, aktywnym, mającym swoje zdanie oraz odwagę, chęci i energię do działania.  Niestety już w pierwszych latach dziewięćdziesiątych, zaczęło się to gwałtownie zmieniać.  Logika, zdrowy rozsądek, odpowiedzialność, doświadczenie i prawdziwa aktywność, zastąpione zostały cwaniactwem, pazernością, kumoterstwem i kolesiostwem, przekupstwem i powszechną korupcją.   Zaczął królować spryt, czyli lichy rodzaj rozumu, który sprytnym ludziom każe postępować, niezależnie od wszystkiego, tylko w taki sposób, który przynosi im od razu duże korzyści, daje natychmiastowe efekty i pozwala, po plecach i głowach innych, wspinać się coraz wyżej i wyżej, nie oglądając się na nic.  A najlepsze lub najgorsze, zależnie od punktu patrzenia, w tym sprycie jest to, iż takiego prawdziwie sprytnego postępowania nie można się nauczyć, z tym po prostu trzeba się urodzić.   Natomiast odwrotnie - rzetelna praca, budowanie od podstaw, sumienność, dotrzymywanie słowa, przestrzeganie prawa i przepisów oraz zawartych umów, a także wiele, wiele innych tego typu, postaw, które powinny cechować prawdziwego przedsiębiorcę, stały się przeważnie tylko pustymi słowami, którymi wszędzie i zawsze górnolotnie szafowano, a postępowano zupełnie odwrotnie.  


Następny odcinek

poniedziałek, 19 stycznia 2026

Dwie manifestacje,

Pierwsza to SDM ( Stare Dobre Małżeństwo (Grzegorz Myszkowski - lider), a druga piosenka to nostalgiczna Magda Umer.

 Pierwsza - SDM

Druga - Magda

Manifestacje mojego postrzegania piękna.

piątek, 16 stycznia 2026

Minione chwile - 51

Fragment deptaka  pomiędzy Playa Cabo Roig, a Playa Capitan, cztery lata temu.  Obecnie jest tutaj  bardziej bezpiecznie (barierki i oświetlenie)

 Dzisiaj już ten deptak wygląda inaczej. 

Poprzedni post z tego cyklu

środa, 14 stycznia 2026

Udawałem murzyna

Ponad 9 lat temu tak jak "bohater" z GW (Hugo jakiś tam) również udawałem murzyna i również mnie nikt nie zaczepił chociaż było to trzy tysiące kilometrów od miejsca, gdzie ów redaktor prowokował Polaków.

Hugo



wtorek, 13 stycznia 2026

Alicante

Poniższe zdjęcie wykonałem w grudniu 2024 roku.  

Naprawdę tutaj jest wówczas tak jak widać na poniższym zdjęciu.



poniedziałek, 12 stycznia 2026

Trzydzieści lat temu w Bydgoszczy.

Przedstawiam dowód na teorię ocieplenia klimatu, o której to teorii lewacy bredzą bez końca.

Poniżej bydgoski styczeń roku 1996 i widok zamarzniętej wówczas Brdy.

A przecież później Brda już nigdy zimą nie zamarzła.

To jest na pewno (pisane osobno) dowód owego ocieplenia.


Moja córka na tle zamarzniętej Brdy




sobota, 10 stycznia 2026

Dzisiaj na plaży w Cabo Roig

Dzisiejszego popołudnia obejrzałem i wysłuchałem na plaży w Cabo Roig hiszpańskiego tria.  Grali piękną hiszpańską muzykę.

Bardzo mi się ten występ podobał.

Poniżej minutowy filmik z tego swoistego koncertu:




Przypominam - 51

Kiedyś w Bydgoszczy było wiele zakładów produkujących powszechnie znane produkty w całej Polsce.

Poniżej link do wpisu na moim blogu z 2012 roku, który o tym przypomina.

Dawna bydgoska świetność

Niestety obecnie został tylko toruński satrapa, który przydziela kasę z UE tylko do swojego miasta.

Poprzedni post z tego cyklu

czwartek, 8 stycznia 2026

Przypominam - 50

Przypominam jak naprawdę kształtowała się III RP.  Raczej nie było to prawe i moralne, ale raczej przede wszystkim merkantylne i nieuczciwe.  W poniższym linku taki mały przykład owych praktyk.

A czy ktoś kiedyś to rozliczy i ukarze tych ewidentnych przestępców i normalnych złodziei?  Nie sądzę.

Niestety tak powstała obecna tak zwana polska szlachta.  Ale cóż to za szlachta, która powstała na ewidentnych przestępstwach i na normalnym złodziejstwie, które to cechy przekazują swoim potomkom, którzy z kolei mienią się wielkimi biznesmenami. 

Szkoda naszej Polski dla takich oszustów.

Przypominający post

Poprzedni post z tego cyklu



środa, 7 stycznia 2026

Widok z okna wczesną wiosną 2015 roku

Tej wiosny przeprowadziliśmy się z domu w Niemczu do mieszkania w Maksymilianowie.

Poniżej jedno z pierwszych zdjęć jakie wykonałem z tarasu naszego nowego mieszkania.


                                     Teraz jest tutaj zupełnie inaczej.

piątek, 2 stycznia 2026

Widok z okna.

Widok z okna mojej obecnej sypialni o godzinie 13.05., 01.01. 2026 roku. 

ŻYCZĘ wszystkim czytelnikom mojego bloga tyle Słońca każdego dnia w tym nowym 2026 roku.