środa, 10 lipca 2019

Bogusław - odcinek 14

Poprzedni odcinek (13)



Bogusław - odcinek 14

To chodźmy panie inżynierze, bo ja muszę wracać do Ośrodka, powiedział pan dyrektor.  Dam panu w Ośrodku obiecane materiały do nauki.  W nocy pan sobie wszystko przejrzy, a rano na pociąg i na egzamin.  Ja dopilnuję, żeby pan był na liście do egzaminu.  Panowie pożegnali się z dobrze już rozochoconym towarzystwem, które popijało teraz z flaszki jaką pan Zdzichu wyciągnął z jednej ze swoich fryzjerskich szafek.  Towarzystwo paląc prawie bez przerwy, toczyło ożywioną dyskusję, rozpoczętą jeszcze przed przyjściem pana dyrektora Bednarka.  Pan Leszek był tak skołowany, że nawet nie pomyślał o podziękowaniach.  Dopiero na dworze, jak mróz przywrócił mu trochę jasność umysłu, zaczął coś o tym mówić do pana dyrektora.  Ale ten skwitował to krótko - jak pan zda, otrzyma dyplom, to przyjdzie pora na podziękowania. 

W Ośrodku pan dyrektor wręczył Leszkowi pięć kilkuset-stronicowych skryptów, do tego kilkadziesiąt kartek z pytaniami jakie najczęściej padają przy egzaminach na mistrzów i powiedział - no muszę już pana pożegnać, zaraz mam kolejne zajęcia.  Niech pan sobie to przejrzy i życzę powodzenia.  Aha, dodał, niech pan pamięta, że po zdaniu egzaminu teoretycznego, musi pan jeszcze zdać egzamin praktyczny, ale to będzie pan załatwiał już u mnie i o tym pogadamy kiedy indziej.

Później Leszek często wracał myślami do wydarzeń z tego dnia.  Wydarzeń które toczyły się niezwykle wartko i niespodziewanie.  Przy tym przechodziły w ciągle zmieniającym się otoczeniu.  W gabinecie pana Janusza, biurze Cechu, biurze Starszego Cechu, zakładzie fryzjerskim pana Pająka i wreszcie w Ośrodku Doskonalenia Zawodowego.  Najbardziej jednak utkwiły mu w pamięci te godziny, które spędził w zakładzie pana Pająka.  Zawsze gdy pomyślał o tych chwilach to w jakiś wyjątkowo dokładny i plastyczny sposób wracały do niego wszystkie szczegóły tego wyjątkowego spotkania w zakładzie fryzjerskim pana Pająka.  Dziwnie utkwiło mu w pamięci prawie wszystko z tamtych chwil.  Pamiętał, a nawet czuł w takich momentach ten swoisty, intensywny zapach, który wówczas roznosił się, a raczej stał nieruchomo w  pomieszczeniu.  To było jakieś specyficzne pomieszanie zapachów fryzjerskich  kosmetyków z zapachem wódki i papierosowego dymu, a do tego zapach potu i oddechów.  Czuł ten smak żytniej wódki, pitej z musztardówek, bez żadnej zagryzki, czy chociaż popitki, a tylko pod papieroska.  Pamiętał wszystkie szczegóły wyglądu i wyposażenia wnętrza, osnute gęsto siwym tytoniowym dymem, którego smugi odbijały się w licznych lustrach, tworząc niesamowity nastrój w przyciemnionym pomieszczeniu.  Doskonale pamiętał treść toczonych rozmów.  Rozmów często szorstkich i okraszonych sporą ilością dosadnych słów.  Nie umiał sobie wytłumaczyć dlaczego akurat to zapadło mu tak głęboko w pamięci.  Może sprawiła to właśnie owa swoista mieszanina atmosfery zimowego wieczoru i owych zapachów ,wyglądu, smaku, obecność nieznanych poprzednio, nietuzinkowych osób, a może były też inne powody.  Pewnie były to jakieś decydujące chwile, które podświadomość doskonale zarejestrowała.  To jedna z tych chwil, która decydują o przyszłości i losach człowieka w tym przypadku inżyniera Leszka Marcinkowskiego.    

Tuż przed dwudziestą pierwszą Leszek dotarł do swojego domu.  Był zmęczony, a zmęczenie to potęgowała niemała ilość wypitego, przez cały dzień, alkoholu.  A tutaj przed nim prawie cała noc nauki, a potem wcześnie rano wyjazd na egzamin.  Nie za bardzo mógł się skupić i myśleć o tym.   Zaraz po wejściu do mieszkania jego panie zadały mu całą masę pytań.  Opowiedział im ze szczegółami wydarzenia z całego dnia.  Joanna słuchając tego opowiadania często kręciła głową z niedowierzaniem i była ogromnie zdziwiona takim obrotem spraw.  Nie za bardzo chciała wierzyć w leszkowe opowiadanie.  A jak zaczął relacjonować przebieg spotkania u fryzjera to powiedziała, że chyba sobie z niej żartuje.  Dopiero jak zobaczyła skrypty i kartki z pytaniami to tylko powiedziała - ale cyrk i zaraz potem zapytała - i co ty teraz zrobisz?   Wtórowała jej ośmioletnia Karolinka, dodając do pytań mamy, jedno swoje, ale jakże konkretne - to ty tatuś będziesz tym rzemieślnikiem, czy nie?   Będę, będę, odpowiedział Leszek, a zwracając się do Joanny powiedział - a co ja mogę zrobić?  Posiedzę całą noc, poczytam te skrypty i przejrzę pytania, a może nawet uda mi się przespać ze dwie godziny.   Potem umyję się, ubiorę i pójdę na dworzec.  Po szóstej mam elektryka do Inowrocławia, tam przesiądę się na pociąg do Poznania i przed dziewiątą będę w Mogilnie.  

Tak też zrobił.  Nawet udało mu się zasnąć przed czwartą, niestety dręczyły go dziwne myśli i spał bardzo niespokojnie.   Piętnaście po piątej budzik zerwał go z tej resztki marnego snu.   O szóstej dziesięć Leszek wsiadł, na peronie czwartym, do jednostki elektrycznej, która zawiozła go do Inowrocławia.  O siódmej dwadzieścia osiem miał odjechać z Inowrocławia do Mogilna, ale po piętnastu minutach od  wyznaczonego czasu odjazdu, mocno już podenerwowany, usłyszał przez kolejowy megafon, komunikat - w dniu dzisiejszym kurs pociągu osobowego w kierunku Poznania, odjeżdżającego ze stacji Inowrocław o godzinie siódmej dwadzieścia osiem, z powodu awarii sieci trakcyjnej, zostaje odwołany.  Nabyte bilety zachowują ważność na pociąg, który odjedzie w tym kierunku o godzinie dziewiątej pięćdziesiąt.  Kolej przeprasza za to utrudnienie wszystkich podróżnych udających się w kierunku Mogilna, Gniezna i Poznania.  Pech, nerwy, bezradność.   Leszek zaczął gorączkowo myśleć co zrobić.  Pobiegł do kolejowej informacji, ale nie dowiedział się niczego ponad to co było w komunikacie.  Pędem pobiegł na dworzec autobusowy, odległy o kilkaset metrów od kolejowego, ale niestety najbliższy autobus do Mogilna był dopiero po godzinie dziesiątej.  Co robić?  Myślał gorączkowo.  Czyżby ten cały plan, tak przypadkowo i misternie  ułożony wczoraj w zakładzie fryzjerskim pana Pająka, miał się zawalić.  Było już piętnaście po ósmej, czasu zostawało coraz mniej.  Praktycznie istniało tylko jedno rozwiązanie, którego jednak, początkowo, ze względów finansowych nie dopuszczał do siebie.  Po dziesięciu minutach wahań poszedł na postój taksówek, wsiadł do Poloneza i zamówił kurs do Mogilna.  Taksówkarz mocno zdziwiony, takim zleceniem, zlustrował go dokładnie i nic nie mówiąc, ruszył w trasę.   Jechał tą taksówką i znowu naszły go kolejne wątpliwości.  Czy, aby na pewno dobrze robi.  Czy uda mu się pokonać wszystkie przeszkody, które tak mocno piętrzyły się nie tylko w jego wyobraźni.  Jak będzie dalej, skoro już na samym początku spotykają go takie problemy.   Czy wystarczy mu pieniędzy chociażby na załatwienie wszystkich formalności, a co będzie dalej?   Bogusława niestety  w pobliżu nie było, żeby, kolejny raz, przekonać go i utwierdzić w tym, że dobrze robi.    Do głowy przychodziły mu różne ponure myśli.  Taksówkarz, kompletny mruk, wokół chlapa, krajobraz smutny, brudny i przygnębiający.   W takim to marnym stanie ducha, dodatkowo mocno zirytowany wysokością zapłaty za taksówkę, Leszek dotarł do szkoły na jednej z głównych ulic Mogilna.  Wszedł do sali egzaminacyjnej w momencie, gdy dwadzieścia pięć osób zajmowało miejsca w szkolnych ławkach. 













Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeżeli chcesz wyraź swoją opinię