wtorek, 26 kwietnia 2016

Cytaty znane i nieznane - 28. Aktualne.

W dzisiejszej naszej polskiej rzeczywistości politycznej coraz więcej emocji.  Napięcie rośnie, można powiedzieć, z godziny na godzinę. 

Na razie na szczęście nie ma jeszcze rękoczynów, ale są już zdrady, zaprzeństwa, kłamstwa, fałszywe oskarżenia i wiele innych podobnych zachowań i sytuacji.

Podziały przebiegają nie tylko według przekonań politycznych, lecz także w pracy,  w różnych organizacjach,  na rozmaitych spotkaniach, a nawet w kręgach rodzinnych.

Opanowania nie widać.  Dokąd to nas zaprowadzi?


Dlatego dzisiaj przytaczam kilka cytatów, moim zdaniem, jak najbardziej odpowiednich do tego co aktualnie przeżywamy.

Jeżeli chociaż jeden czytelnik tych poniższych słów zastanowi się nad ich sensem to już samo to będzie moim sukcesem.


1.  "Rzadko można kogoś nienawidzić, jeśli się go rozumie"

2.  "Są dwie strony rzeczywistości.  To co jest, i to w co wierzą ludzie.  Rzadko się to pokrywa".

3.  "Rozstanie się z pieniędzmi jest na ogół ofiarą ponad siły normalnie myślącego człowieka"

      Willam Thackeray  "Targowisko próżności"

4.  "Niewidzialna okrutna mądrość, która kieruje losami ludzi, lubi poniżać tkliwych i rozumnych, wynosząc samolubnych, głupich oraz grzesznych"

 jak wyżej

5.  "Człowiek jest zwierzęciem społecznym, a społeczeństwo rządzi się kumoterstwem, nepotyzmem, lewizną i plotkarstwem, uznając je za podstawowe normy postępowania etycznego"

     Carlos Ruiz Zafon ""Cień wiatru".

6.  "Niewiele jest powodów, żeby mówić prawdę, za to jest ich bez liku, żeby kłamać"

     jak wyżej

7.  "Zawiść jest religią przeciętniaków"

     Carlos Ruiz Zafon  "Skrzydło anioła"

8.  "Intelektualista to ktoś, kto się specjalnie nie wyróżnia intelektem.  Przeciwieństwem intelektualisty jest człowiek inteligentny".

     Carlos Ruiz Zafon "Gra anioła".



Poprzedni post z tego cyklu. 

9. 

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Ale to już było.

Trwa dyskusja dotycząca powstawania lub nie, metropolii.  I nie ścierają się tutaj poglądy, nie ścierają się racje, argumenty i fakty lecz ścierają się chwilowe przewagi polityczne, układy, zależności, zblatowania, zobowiązania i inne takie..  Krótko mówiąc ten co ma ową przewagę przeforsowuje swoją rację.  A kto obecnie ma tę przewagę?  Dzięki komu PiS zyskało parlamentarną większość?

To ojciec dyrektor będący emanacją radia Maryja i Telewizji Trwam.  To zobowiązania tych co ową władzę zdobyli wobec tych co wydatnie pomogli im to uczynić, tworzą aktualne realia polityczne i żadne racje, żadne przekonania, żadne fakty, żadne doświadczenie i nawet zdrowy rozsądek nie są w stanie tego zmienić.

Oni nam pomogli to teraz my lojalnie musimy zrobić to czego ono pragną.

Nieszczęściem bydgoszczan jest to, iż ci którym spłacić dług muszą aktualnie rządzący, są najwięksi wrogowie bydgoszczan czyli torunianie.

Co to obchodzi Kaczyńskiego lub innego Błaszczaka?  Otóż oni położą na szali wszystko tylko po to, aby nadal posiadać poparcie tak istotnych dla nich mediów.

Absurd takiej sytuacji nie jest istotny.  Istotna jest lojalność i dalsze oczekiwania.

To wszystko nie ma sensu i nie ma szans na trwałe trwanie, lecz kogo to z obecnie rządzących to obchodzi. Co ich obchodzi co będzie z ileś tam lat?


Dla uwiarygodnienia tego o czym piszę, poniżej skany moich kilku wpisów (postów), które zamieściłem na forum lokalnym (bydgoskim) Gazety Wyborczej, (Gazety, która obecnie zawodzi mnie na całej linii, ale kiedyś tak nie było).

Prezentuję je tutaj, aby pokazać przewrotność torunian, aby pokazać, że to już było i nic się nie zmieniło, aby pokazać, że tym wrogom bydgoszczanie w żaden sposób nie mogą nigdy zaufać.

Te moje moje posty zamieszczałem na forum GW, wtedy, gdy jeszcze trwała na nich ożywcza i racjonalna dyskusja na przeróżne tematy.  A było to wówczas, gdy na tym forum każdego obowiązywała netykieta i wtedy, gdy obraźliwe, chamskie i bezsensowne opinie były z forum natychmiast, usuwane.  Niestety, ten okres skończył się jakieś dwa lata temu i teraz z owego, tak ongiś tryskającego ożywczymi dyskusjami forum, zostało normalne szambo.

Dlaczego tak się stało i jaki jest cel administratora tego forum to tego nie rozumiem.

(Ja to semeon i to już od 1997 roku.).

































środa, 20 kwietnia 2016

Wiosna w Bydgoszczy.

Poniżej parę zdjęć wykonanych przedwczoraj w Myślęcinku.

W tym roku wiosna przyszła prędzej niż zwykle i przyniosła nam razem z piękną feerią świeżych i wyrazistych kolorów także dobry nastój, wspaniałe widoki, cudowne zapachy, a wszystko to pośród niesamowitych śpiewów i odgłosów najróżniejszych ptaków.





poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Piękne wspomnienia - 1

Przez pięć miesięcy, od początku listopada 2015 r. do końca marca 2016.r., przebywałem na południowych krańcach Hiszpanii.  W miejscu gdzie jest najlepszy klimat w Europie.   Przebywałem na samym południowym końcu Costa Blanca i przeżyłem tutaj najpiękniejszą "zimę" mojego życia.  Zimę pełną słońca, kolorów, radości, kwiatów, owoców pomarańczy, cytryn i mandarynek dojrzewających nawet na ulicznych drzewach. Pełną przyjaźni, pełną zupełnie innych obyczajów, pełną spokoju, pełną wiary w powrót do zdrowia i pełną szczęścia, pomimo niekorzystnych wydarzeń i niepokojów, jakie zawsze pojawiają się na naszych drogach.

Z tego pięknego okresu mojego życia chciałbym przedstawić trochę zdjęć jakie wówczas wykonałem.
Moim celem jest zachęcenie wszystkich czytelników mojego bloga, aby poszli w moje ślady.

Naprawdę warto i naprawdę będziecie szczęśliwi.

Dzisiaj pierwsze klimatyczne zdjęcie.  Ponieważ wiele lat żeglowałem po naszym ukochanym Zalewie Koronowskim dlatego zaczynam od tematów żeglarskich.




.

piątek, 15 kwietnia 2016

Leszek - odcinek 27

Poprzedni odcinek.

Na szkolnej zabawie w ekonomiku, Leszek wypatrywał Wiesi, ale jej tutaj nie było.  Podobno wyjechała do rodzinnego domu na sobotę i niedzielę.  Tak powiedziały jej koleżanki, które Leszek szczegółowo i z wielkim zniecierpliwieniem wypytywał.

W końcu rozczarowany, smutny i niepocieszony usiadł w kącie dużej szkolnej świetlicy, w której zabawa toczyła się na całego.   Sali teraz, pełnej muzyki i tańców, rozmów i śmiechów.   Siedział rozgoryczony, rozmyślając o swoim pechu.  Jednak nie trwało to dłużej niż około pół godziny.  Po tym czasie jakoś się otrząsnął i zaczął z uwagą przyglądać się temu co go otaczało.   Już po kilku minutach tego przyglądania się, jego uwagę przykuła wesoła, szczupła dziewczyna, z długimi, za połowę pleców, ciemnymi, prostymi włosami.  To ona ciągle się do wszystkich uśmiechała i wszyscy wokół niej uśmiechali się do niej.   Ożywiona, rozmawiała ze swoimi koleżankami, podrzucając przy tym kolorowe baloniki, które stanowiły część dekoracji klasowej, zrobionej specjalnie na tą sobotnią uroczystość.
Leszek postanowił zaprosić ją do tańca i tak poznał swoją przyszłą żonę.  Miała na imię Joanna i od razu powstała pomiędzy nimi jakaś więź.   To było coś nieopisanego, niewytłumaczalnego, nieokreślonego.   Po prostu spotkali się, dotknęli się, zatańczyli, porozmawiali w tańcu i już wiedzieli, że to jest coś innego niż zwyczajna szkolna znajomość.

Parę godzin trwała ta pierwsza fascynacja, to pierwsze zauroczenie, te pierwsze wspólne chwile, to wzajemne pierwsze zrozumienie, to coś co przytrafia się w życiu człowieka tylko jeden raz.

Zabawa się skończyła i trzeba było wracać do internatu.  Leszek umówił się z Joanną, że spotkają się za tydzień, na ich klasowej zabawie, organizowanej w jego szkole.  Zabawa ta miała się odbyć w następną sobotę o godzinie siedemnastej.

Rozstali się bez żadnych uścisków, pocałunków i obietnic.   Normalnie spędzili razem kilka wspaniałych godzin, nie do końca zdając sobie wówczas sprawę z tego co przeżyli.    I tylko się umówili na następną zabawę.  Nawet do głowy im nie przyszły jakieś randki, czy inne śmielsze rzeczy.

Minął tydzień.  Tydzień pełen leszkowych nadziei.  Pełen wyobrażeń, pełen oczekiwań i pełen wątpliwości.

Wreszcie nadeszła ta wyczekiwana sobota.  Nadeszła ta zabawa, której zresztą Leszek jako przewodniczący klasowego koła Związku Młodzieży Socjalistycznej, był głównym organizatorem.   Wszystko, jak się to mówi, było zapięte na ostatni guzik.  Było nastrojowe światło w sali numer 219, w której, na drugim piętrze, pod dyskretnym nadzorem szkolnej kadry, miał ten wieczorek przebiegać.  Była muzyka ze szkolnego sprzętu, do tego dodatkowa muzyka z magnetofonu przyniesionego przez jednego z kolegów.   Był nastrój, był klimat i oczekiwanie.  Zaczęły przychodzić zaproszone z "Medyka" i "Ekonomika" dziewczyny, bo ich klasa to byli sami chłopacy, dlatego zapraszali dziewczyny z klas żeńskich, a najwięcej takich klas było właśnie w dwóch wspomnianych szkołach, czyli medyku i ekonomiku.  Niestety ciągle nie było Joanny.   Leszek był bardzo zdenerwowany i nie wiedział co robić.  Zabawa trwała już w najlepsze, a tej której tak wyglądał, której tak oczekiwał i o której tyle przez cały tydzień myślał, nadal nie było.  Ten wieczór, ta zabawa, i to oczekiwanie, te pełne niepokoju chwile wyprawiały z nim coś czego do tej pory nie zaznał.  Chwile na które tak czekał i które miały mu pozwolić lepiej poznać Joannę i spędzić z nią kilka, tak wyczekiwanych godzin, nie nadchodziły.  Joanna nie przychodziła i Leszek był zagubiony i niepocieszony.

I jak to w życiu bywa, o wszystkim zadecydował przypadek.  Joanna nie wiedziała jak wejść do szkoły Leszka, gdyż główne wejście z ulicy Kopernika było zwyczajowo zamknięte, a wchodzić należało przez bramę wiodącą na szkolne boisko, bramę, która była kilkanaście metrów obok.  A ponieważ trochę się spóźniła to dwóch kolegów stojących przy głównym wejściu do szkoły, sądząc, że wszystkie dziewczyny już przyszły, poszło się bawić, przymykając zgodnie z nauczycielskim poleceniem także bramę prowadzącą na boisko, stanowiącą jedyne wejście do technikum.  W ten sposób przed szkołą w ciemny sobotni, lutowy wieczór, nikogo już nie było, a szkoła była zamknięta.  Joanna, wielokrotnie naciskała dużą klamkę reprezentacyjnych drzwi wejściowych tego wielkiego i pięknego gmachu szkolnego, ale niestety bez rezultatu.  Zastając owo wejście na głucho zamkniętym nie wiedziała co zrobić.   Przeszła parę razy wzdłuż budynku szkoły i nie znajdując rozwiązania postanowiła wrócić do swojego domu, który znajdował się raptem kilkaset metrów od Leszka szkoły.  Joanna mieszkała na Placu Weyssenhoffa.  Dlatego wracając do swojego domu szła ulicą Paderewskiego i co rusz spoglądała na budynek technikum kolejowego.   Na szczęście, w tym samym czasie, gdy ona przechodziła nieopodal miejsca, gdzie odbywała się zabawa, Irek, najbliższy przyjaciel Leszka, akurat wyglądał przez okno na tę ulicę.   Gdy tak wyglądał to zauważył samotną dziewczynę, idącą wolno ulicą i zerkającą w kierunku ich szkoły.  W świetle ulicznej lampy rozpoznał dziewczynę, to była ta sama, którą także dzięki Leszkowi, poznał przed tygodniem, na zabawie w ekonomiku.   To była ta, o której przez cały tydzień, z wielkim entuzjazmem i zaangażowaniem, Leszek. mu opowiadał.  Wiele się nie namyślając zawołał do niej.  Krzyknął, aby poczekała i dodał, że ktoś zaraz po nią przyjdzie.  I ona, zdumiona oraz zaskoczona, zatrzymała się i odpowiedziała, że poczeka parę minut..  Irek szybko podszedł do Leszka i powiedział mu, że dziewczyna, której tak wygląda, stoi pod klasowymi oknami.  Leszek podszedł do okna i krzyknął z drugiego piętra, że zaraz do niej przyjdzie, a potem jak na skrzydłach pognał do Joanny na ulicę.

Minęło już prawie pięćdziesiąt lat od tamtych chwil, ale Leszek pamięta je zawsze tak, jakby wydarzyły się wczoraj.

I ten moment, ta chwila, ten przypadek zadecydował o całym przyszłym życiu Leszka.  To zupełnie mimowolne zerknięcie Irka przez okno na ulicę zdecydowało o losie Joanny i Leszka.  Bo przecież Leszek nie wiedział, gdzie Joanna mieszkała i gdyby ona wówczas przeszła obok szkoły i poszła do domu to pewnie już nigdy by się nie spotkali.


Następny odcinek

wtorek, 12 kwietnia 2016

Toruń na siłę chce z Bydgoszczą.

Dzisiaj w ogólnopolskiej Gazecie Wyborczej ukazał się artykuł pod tytułem:

"Toruń i Bydgoszcz gospodarczo razem czy osobno"  (link do artykułu poniżej:)

http://wyborcza.biz/akcjespecjalne/1,151526,19852452,torun-i-bydgoszcz-gospodarczo-mocne-razem.html#BoxBizLink


Pomijając już sam tytuł sugerujący toruńskie autorstwo (bo Toruń jak to zwykle u nich na pierwszym miejscu, a przecież i alfabetycznie i pod względem wielkości jest  odwrotnie) to fakt, że czołowa polska gazeta zajmuje się propagandą toruńską i zmuszaniem bydgoszczan do wspólnych działań z ich wrogami (bo taki jest wydźwięk tego tekstu), jest nie do przyjęcia.

Wiele już na ten temat napisałem i wiele, wiele mógłbym napisać, ale zamieszczę tylko mój komentarz jaki umieściłem pod tym artykułem:


"Oczywiście, że osobno. A ci co uważają inaczej niech się zapoznają z faktami dotyczącymi 17 letnich rządów toruńskich marszałków w tym coraz bardziej chorym regionie. Torunianie to mistrzowie świata w megalomanii i swoje dwa razy mniejsze od Bydgoszczy miasto uważają za równorzędne. Oni są chorzy na manię wyższości i mają siebie za największych inteligentów w naszej galaktyce. A przecież to potomkowie krzyżaków których czworo z 12 knechtami zakładało ten gród. Natomiast Kazimierz Wielki nadał prawa miejskie Bydgoszczy (1346 r.) po to, aby był to gród chroniący Polaków przed krzyżacką ekspansją i tak już zostało.

Bydgoszczan i torunian różni wszystko od mentalności poczynając, a na puszczy i największej polskiej rzece kończąc.

Mały Toruń chce się podhaczyć na siłę do dwukrotnie większej Bydgoszczy, głównie po to, aby nadal się bogacić na dalszym okradaniu bydgoszczan.

We wszystkich sondażach, badaniach, opiniach itp. średnio 80% bydgoszczan nie chce mieć nic wspólnego z torunianami. I to jest odpowiedź na pytanie zawarte w tytule artykułu." - koniec komentarza.


Cztery lata temu nadałem mojemu blogowi tytuł "dziwnabydgoszcz" i niestety kolejny raz z ogromną przykrością stwierdzam, że jest on jak najbardziej aktualny.

czwartek, 7 kwietnia 2016

I znowu w Samociążku.

Przez pięć miesięcy, przynajmniej 3 razy w tygodniu jeździliśmy rowerami wśród pięknych krajobrazów Costa Blanca.  Wróciliśmy i zaraz pojechaliśmy na nasze ulubione miejsce (12 km od domu) czyli do Samociążka  nad Zalew Koronowski.   I gdyby tylko ten klimat był tutaj taki sam jak te trzy tysiące kilometrów od naszego domu to naprawdę nie warto byłoby wyjeżdżać.

Niestety u nas zimno, ciemno, smutno, ponuro, dni krótkie, drzewa gołe i ogólnie przygnębiająco bo nawet prawdziwej zimy brak i tak praktycznie przez prawie pół roku.  A tam - tam tak jak pisałem w moich poprzednich postach.

Jaka to niesprawiedliwość.

Ale widoki mimo, iż całkowicie inne, równie piękne.






niedziela, 3 kwietnia 2016

Wracamy do naszego kraju po pięciu miesiącach pobytu na "wygnaniu".








Po prawie pięciu miesiącach "wygnania" wracaliśmy do naszej ukochanej ojczyzny z wielką radością. Jechaliśmy hiszpańskimi, francuskimi i niemieckimi oraz polskimi (do Poznania) autostradami.  Od Poznania do Gniezna S5, a potem "jesień średniowiecza".   Porównanie jest szokujące.  Wąska droga, co chwilę ograniczenia prędkości, muldy, nierówności, koleiny.  I pomyśleć, że nasi wrogowie (torunianie) dzięki przewadze politycznej potrafili zbudować powiatowy most za ok. 1 mld. zł. obwodnicę autostradową, trasę średnicową, A1, dwie hale (niepotrzebne) za 500 mln. zł. i wiele, wiele innych rzeczy, a my tkwimy w komunikacyjnym zaścianku i to zaścianku zarówno niegodnym XXI wieku, jak i pozycji ósmego miasta Polski.   Jedyne co się narzuca, myśląc o tym co powyżej, to oczywisty fakt, że nijaki Sienkiewicz (zresztą były minister) miał 100% racji twierdząc, że nasz kraj to ch..., d... i kamieni kupa, a państwo istnieje tylko teoretycznie.

Wyraźnie widać że stare województwo bydgoskie jest poniżane, dyskryminowane, olewane i lekceważone.  I widać to tym bardziej z perspektywy jaką zauważyłem jadąc drogami do swojego domu.

Tylko natychmiastowy rozwód administracyjny z torunianami może rozpocząć drogę powrotu do normalności w Bydgoszczy i całym, dawnym województwie bydgoskim.

Wszelkie fakty (nawet te z podróży) jednoznacznie świadczą o tym, że tą farsę trzeba jak najszybciej przerwać.

Apeluję do parlamentarzystów i władz Bydgoszczy, aby natychmiast rozpoczęły takie działania.

sobota, 26 marca 2016

Wielki Tydzień - inaczej.

Hiszpanie mają aż pięć dni wolnych z okazji Wielkiejnocy.  zaczynają świętować już w czwartek, a kończą w poniedziałek.  Pewnie dlatego tysiącami zjechali do nadmorskich miejscowości. A ponieważ pogoda dopisała to najpierw na plażę.  Wieczorem na procesję (odbywają się każdego dnia w Wielki Tydzień i nawet później).  A po procesji (około 23.00 - 24.00) zasiadają w licznych barach, pubach i restauracjach.   Oczywiście w ciągu dnia także bardzo licznie odwiedzają miejsca gdzie mogą się najeść i napić.  I z tego co zaobserwowałem jak i sądząc po zapachach (bo konsumpcja odbywa się najczęściej na świeżym powietrzu) nie są to raczej dania postne.

Poniżej kilkanaście zdjęć zrobionych na Costa Blanca we Wielkim Tygodniu.

Wielka Środa

Wielki Czwartek  





                                 Wszystkie zdjęcia poniżej wykonałem we Wielki Piątek.





To i poniższe zdjęcia to procesja wielkanocna - wieczór Wielkiego Piątku w mieście San Pedro del Pinatar w prowincji Murcia.





poniedziałek, 21 marca 2016

Semana Santa - Wielki Tydzień - procesja wielkanocna 20.04.2016 r. w Torrevieja.

Rozpoczął się Wielki Tydzień, po hiszpańsku Santa Semana, a wraz z nim rozpoczęły się w całej Hiszpanii tradycyjne procesje wielkanocne.  Pierwsze takie procesje odbywały się już wieczorem w niedzielę palmową.

Przebieg, forma, zachowanie uczestników owych procesji jest kompletnie odmienne od tradycji polskich związanych z tym okresem.

Przeważnie Hiszpanie obnoszą po tradycyjnie ustalonych trasach (ulice place, kościoły) swoje najświętsze lokalne relikwie.  Zabierają je na te procesje z kościołów, muzeów i innych miejsc, gdzie cały rok przebywają.

Dziesiątki mężczyzn noszą na ramionach ogromne ołtarze z figurami świętych, setkami zapalonych świec i pięknie udekorowanych olbrzymią ilością kwiatów.

Najbardziej charakterystycznym elementem procesji są uczestnicy mający na głowach wysokie spiczaste kaptury zakrywające całą głowę i tylko z dwoma niewielkimi otworami na oczy.

Wieczorna procesja przy wtórze wielkiej trąby, werblarzy i orkiestry, migających świec, śpiewów i krzyków naprawdę robi wielkie wrażenie.

Poniżej kilka zdjęć i jeden link do filmiku z wczorajszej, wieczornej procesji w hiszpańskim mieście Torrevieja.










Poniżej link do filmiku z procesji:

https://www.youtube.com/watch?v=ejRxCs95Dqc&feature=youtu.be

sobota, 19 marca 2016

Refleksja natury ogólnej - 37 - frankowicze.

Czytam, słucham i myślę o tak zwanych frankowiczach i nadziwić się nie mogę jak można tego nie rozumieć?

Ludzie pobrali kredyty niby we frankach szwajcarskich, ale tak naprawdę to w złotówkach bo nikt im owych franków do ręki nie dał.  Zgodzili się na ryzyko kursowe i pobrali na skrajnie niekorzystnych warunkach kasę z banków, często nie do końca wiedząc co czynią.  Zrobili to, aby urzeczywistnić swoje marzenia o posiadaniu mieszkania lub domu.

Minęło kilka, kilkanaście lat, kurs franka szwajcarskiego się zmienił i kredytobiorcy zostali postawieni w sytuacji takiej, że spłacali regularnie kredyt, ale pomimo tego mają do spłacenia więcej niż kosztował ich dom lub mieszkanie bo kurs owego franka wzrósł w sposób przez (niby) nikogo nie oczekiwany.

Rodzą się dwa pytania:

Czy ktoś (instytucja, banki, osoby prywatne) nie zakładał z góry, że tak będzie?

Lub:

Czy nie mają nas za przysłowiowych "murzynów", którym wystarczy rzucić garść koralików, a oni oddadzą wszystko?

Moim zdaniem zrobiono Polaków, tych, którzy pobrali owe frankowe kredyty, w przysłowiowego konia.  Bo jak inaczej określić sytuację, że banki niby mają stracić dziesiątki miliardów złotych (patrz artykuł):

http://wpolityce.pl/gospodarka/285713-przewodniczacy-senackiej-komisji-finansow-grzegorz-bierecki-gdzie-byla-knf-kiedy-czesc-bankow-wciskala-polakom-lichwiarskie-produkty-powinni-odejsc-nasz-wywiad

A kto niby zyskuje?  Przecież jak ktoś traci to ktoś inny musi zyskać.  To oczywistość, której  nie trzeba udowadniać.

Jeżeli tracą frankowicze i tracą banki to kto zyskuje?

I tutaj mamy odpowiedź.  Jest ona jasna i prosta jak drut w kieszeni Wałęsy.   Banki zarobiły ogromną kasę na tych kredytach i chcą zarabiać nadal tyle samo i to kosztem tych, którzy dali się nabrać na owe frankowe  kredyty.

Coś z tym trzeba zrobić, ale to coś naraża frankowiczów i wszystkich Polaków na protest tych co zyskali i nadal zyskują na owym oszukaństwie.  I to zyskują miliardy euro rocznie.  A oni są silni, dobrze umocowani w europejskich strukturach.  Mają za sobą media, polityków, lobby bankowe, układy, zblatowania, silne zachodnia "demokracje" i tysiące innych argumentów.

Jak z nim wygrać?

Moim zdaniem można to zrobić prosto i łatwo, ale nie ma do tego woli politycznej, wyobraźni i jest to wbrew tym co rządzą.

Należy uczciwie, skrupulatnie i konkretnie policzyć nasze korzyści z tak zwanych unijnych dotacji.  Porównać je z naszymi składkami i rzeczywistymi kosztami podziału owych "darowizn"  oraz przeanalizować celowość i strukturę tych wydatków.  Bardzo ważna wręcz kluczową sprawą jest fakt, że owa unijna "pomoc" zazwyczaj wraca do tych co ją nam ofiarowują bo to w 80% firmy z tych krajów są wykonawcami inwestycji, dostarczycielami technologii, maszyn, urządzeń i tego wszystkiego co jest niezbędne do realizacji pomocowych celów.  To napędza ich gospodarki i tak naprawdę to ich bogaci.

Jestem przekonany, że ten wynik takiej analizy będzie dla nas ujemny.

Dlatego należy, tak jak Wielka Brytania, zarządzić referendum w sprawie naszego dalszego uczestnictwa w UE.

Dopiero opierając się o ów wynik należy podjąć dalsze dalekowzroczne decyzje.

Na szczęście nie jestem jedynym, który tak myśli (czytaj poniższy artykuł)
http://wpolityce.pl/polityka/285665-kukiz-rzeplinski-jak-walesa-jest-zakochany-w-sobie-gdyby-mial-honor-podalby-sie-do-dymisji-nasz-wywiad


Poprzedni post z tego cyklu. 

czwartek, 17 marca 2016

Dzień św. Patryka.

Zadziwiająca jest popularność dnia świętego Patryka na całym świecie.  Ja obserwowałem obchody tego święta na hiszpańskim wybrzeżu Orihuela Costa, będącego częścią Costa Blanca.  W jednej z urbanizacji (Aquamarina), odbył się tradycyjny pochód.  Taki trochę na karnawałowy wzór, ale oczywiście z kobziarzami i innymi irlandzkimi akcentami.  Przed pochodem były występy solistów i orkiestr, potem trochę oficjalnych przemówień, a po pochodzie tłumy oblegały dziesiątki lokalnych barów i restauracji.  Szczególną popularnością cieszyły się oryginalne irlandzkie puby, w których oprócz wypicia obowiązkowego Guinessa można było posłuchać muzyki na żywo.  Oczywiście muzyki irlandzkiej i to wśród tłumów poprzebieranych i wesołych miłośników Zielonej Wyspy.

Poniżej kilka fotek z obchodów tego święta i linki do dwóch filmików z dzisiejszych obchodów:





Bar piwny na kółkach napędzany siłą mięśni nóg.



Filmik nr 1:

"Papież" poświęca licznie zgromadzoną widownię.


Filmik nr 2:

Bębniarze na paradzie. 

poniedziałek, 14 marca 2016

Kilka refleksji natury ogólnej - 36 - zdrada narodowa.

PYTANIE PODSTAWOWE:  

Czy w Polsce mamy demokrację parlamentarną, w której głównymi organami władzy są wybierani w powszechnych wyborach Sejm, Senat i prezydent, czy też mamy demokrację trybunałową, w której faktyczną władzę sprawuje trybunał konstytucyjny wyłoniony na zasadzie politycznych, często zakulisowych (patrz oświadczenie pana Millera dotyczące sposobu wyboru nowych sędziów trybunału przed końcem poprzedniej kadencji) działań.

W połowie stycznia 2016 roku napisałem poniższy tekst:

http://dziwnabydgoszcz.blogspot.com.es/2016/01/kilka-refleksji-natury-ogolnej.html

Stwierdziłem w nim, że sytuacja z "wojną" o zachowanie korzyści, przywilejów i stanowisk przez tych co na podstawie demokratycznych wyborów utracili władzę, przypomina tą sprzed I rozbioru Polski.

Po dwóch miesiącach dodałbym, że jeszcze bardziej ta chora sytuacja przypomina to co prawie wszyscy Polacy znają z filmu "Potop", gdzie oglądamy sceny na których panowie Janusz i Bogusław Radziwiłłowie, niby w obronie interesów ówczesnej Polski, zawierają haniebny sojusz ze Szwedami, głównie po to, aby zachować to co posiadają, a nawet powiększyć swój majątek i wpływy.

Dzisiaj miejsce panów Radziwiłłów zajęli umownie panowie Petru i Schetyna zaś miejsce Szwedów zajęła Unia Europejska, a także USA.  Dodałbym jeszcze, że także lider KOD-u bardzo przypomina mi Bogusława Radziwiłła, a scena rozmowy (z przekazaniem Kmicicowi listów do Szwedów) Bogumiła Radziwiłła z Kmicicem to chyba najlepsza ocena tego ruchu, który ma niby chronić demokrację.

 I o co chodzi obu stronom obecnej swoistej targowicy?

 Obie strony pragną zachować swój majątek korzyści, przywileje i wpływy jakie na skutek 26 lat pookrągłostołowj demokracji uzyskali. 


Poprzedni post z tego cyklu: 


piątek, 11 marca 2016

Refleksja natury ogólnej - 35 - pytanie do KOD - owców i nie tylko.

 Co Wy sądzicie o poniższym liście?  

( Tak się zaangażowaliście w obronę Lecha Wałęsy stąd moje pytanie.)

LIST OTWARTY ANNY WALENTYNOWICZ DO LECHA WAŁĘSY KANDYDATA NA PREZYDENTA RP.    Opublikowany 25 września 1995 roku.

Na naszych oczach przeszłość ulega zakłamaniu i manipulacji. Aby ocalić prawdę, ktoś musi zapytać o fakty. Dopóki jeszcze żyją ich świadkowie. Lata wspólnej działalności nakładają na mnie obowiązek zadania kandydatowi na urząd Prezydenta RP – Lechowi Wałęsie kilku pytań. Oświadczam, że biorę odpowiedzialność za treść pytań i zawarte w nich sugestie. Życzę sobie przeprowadzenia dowodu prawdy przed sądem.

1. Czy pamiętasz ,jak w styczniu 1971 r. przyznałeś, że na zadanie SB dokonywałeś identyfikacji uczestników zajść grudniowych z fotografii i filmu? Czy teraz możesz podać powody tych działań?

 2. Dlaczego okłamałeś wszystkich mówiąc o przeskoczeniu płotu, podczas gdy na strajk 14.08.1980r. zostałeś dowieziony motorówką z Dowództwa Marynarki Wojennej z Gdyni?

3. Jak godziłeś swoja katolicka moralność z głośnymi przygodami, o które żona robiła Ci publiczne awantury w 1980r.?

4. 9 grudnia 1980 r. przyznano "Solidarności" pierwsza nagrodę – 30 tys. USD. Co z tymi pieniędzmi?

5. Co zrobiłeś z 60 tys. USD nagrody szwedzkiej prasy, którą miałeś przekazać na Panoramę Racławicką, lecz nigdy nie przekazałeś?

6. Czy mieszkanie przy ul. Polanki 52 kupiłeś, czy otrzymałeś w darze i od kogo?

7. W jakiej kwocie Bagsik i inni biznesmeni finansowali Twoją pierwsza kampanie wyborczą?

8. Czy uważasz za właściwe, ze głowa państwa lokuje pieniądze w bankach zagranicznych, wbrew polskiemu prawu?

9. Czy w 1981 r. byłeś informowany przez Prezydium MKZ, że M. Wachowski jest kapitanem?

10. Czy Wachowski posiada Twoje zdjęcia ze wspólnych orgii i dlatego nie zareagowałeś na jego poczynania?

11. Czy SB szantażowała Cię ujawnieniem wszczętych postępowań karnych o kradzieże przed sadem dla nieletnich i sadem rejonowym, wymuszając pełną współpracę?

12. Za jakie zasługi w obozie w Arłamowie przyznano Ci prawo polowania z Kiszczakiem i 5- tygodniowy pobyt z całą rodziną, gdy innym odmawiano zwykłych widzeń?

13. Czy pamiętasz swoją wypowiedz na Kongresie w USA "lokujcie swoje kapitały w Polsce, bo na nędzy i głupocie można najlepiej zarobić", czy nadal tak sądzisz?

14. Z jakiej obietnicy wyborczej się wywiązałeś?

15. Czy teraz potrafisz odpowiedzieć na pytanie Andrzeja Gwiazdy z I zjazdu "Solidarności", jak wygląda dogadanie się Polaka z Polakiem, gdy jeden jest zdrajcą?

16. Kiedy spełnisz publiczna obietnice rozliczenia się z majątku i wskażesz jego prawdziwe źródła, bo Twoje książki przyniosły straty? Podobnie z obietnicą wyjaśnienia stosunków z SB?

17. Czy nie dość już kłamstw, krętactw, niekompetencji, pazerności, czy Ty naprawdę nie boisz się Boga, Lechu?

Anna Walentynowicz


Oczywiście odpowiedzi, na postawione we wstępie pytanie, nie oczekuję.  To tylko takie swoiste pytanie retoryczne.  Zaś wasze opinie znam doskonale i ewentualne odpowiedzi także.  Na pewno jedyne co byście zrobili to tylko zdeprecjonujecie tą prawdziwą bohaterkę Solidarności używając do tego wielu obraźliwych i chamskich określeń.

Dlatego lepiej pozostawmy bez odpowiedzi to moje pytanie.

Może jednak ktoś z KOD-u lub nie, zastanowi się nad powyższymi pytaniami Anny Walentynowicz i pomyśli - czy to naprawdę same kłamstwa?


Najlepsze podsumowanie postawy Wałęsy znalazłem w tygodniku "Do Rzeczy"  (nr 9/160), gdzie Andrzej Krauze zamieszczając swój rysunek wodza Solidarności, podpisuje go:

Winni tego, że donosiłem, powinni zostać surowo ukarani !  

Poprzedni post z tego cyklu. 

czwartek, 10 marca 2016

List otwarty Stowarzyszenia Metropolia Bydgoszcz do toruńskiego marszałka.

Bydgoszcz dn. 10.03.2016

Szanowni Państwo,

Stowarzyszenie „Metropolia Bydgoska” nie zostało zaproszone do „okrągłego stołu” dotyczącego przyszłości naszego regionu, mimo zapewnień Marszałka Piotr Całbeckiego o otwartości na dialog, dlatego drogą otwartego listu przedstawiamy nasze stanowisko. Oczekujemy, że społeczny głos organizacji, która wielokrotnie dawała przykład zatroskania o losy województwa zostanie uwzględniony w prowadzonej debacie.

Nie będziemy cofać się do przeszłości ale opierając się na doświadczeniach minionego okresu uważamy, że koniecznymi i niezbędnymi warunkami do podjęcia konstruktywnych rozmów jest przywrócenia zaufania mieszkańców do Sejmiku oraz Urzędu Marszałkowskiego w Toruniu.

Żeby to się stało powinny być spełnione następujące warunki:
1/ rozdział pomocowych środków unijnych według parytetu ludności na całym obszarze regionu z podziałem na powiaty i miasta prezydenckie. Każdy powiat i wymienione miasto w ramach przydzielonej puli ma zagwarantowane wykorzystanie przypadających nań środków,
2/ ekspercka rada opiniująca unijne projekty powinna się składać po jednym przedstawicielu z każdego powiatu oraz miasta prezydenckiego,
3/ uszanowane winno być prawo Collegium Medicum UMK do autonomii i tym samym do utworzenia samodzielnego Uniwersytetu Medycznego,
4/ niezbywalnym prawem każdego samorządu jest jego niezawisłość w podejmowaniu decyzji dotyczących współpracy z innymi gminami, dlatego też w projektach strategicznych dotyczących jednostek samorządu terytorialnego ich głos musi być głosem decydującym. Sejmikowi nie wolno narzucać sprzecznych z wolą mieszkańców jednostki samorządu terytorialnego postanowień i decyzji. W tym nie wolno odmawiać udziału w związku metropolitalnym zawiązanym zgodnie z obowiązującą ustawą o związkach metropolitalnych,
5/ konieczny jest bilans otwarcia pokazujący rzeczywiste zadłużenie regionu wynikające z przyjętych przez samorząd województwa jak i spółki zależne zobowiązań. W przyszłości takie zobowiązania mogą być przyjęte tylko bez głosów przeciwnych, każdy z radnych Sejmiku powinien mieć prawo weta,
6/ niezbędnym i koniecznym jest przywrócenie właściwych relacji pomiędzy samorządami miast i gmin regionu a marszałkiem województwa, aby to się stało koniecznym jest powołanie nowego marszałka akceptowanego przez mieszkańców całego regionu.

Z poważaniem
Piotr Cyprys
Przewodniczący
Stowarzyszenia „Metropolia Bydgoska

środa, 9 marca 2016

Hiszpańskie klimaty - 10

Kolejne kilka zdjęć z południowego wybrzeża Costa Blanca.   Zdjęcia wykonałem w lutym i marcu 2016 roku.  Zdjęcia wykonałem w urbanizacjach Cabo Roig, Aquamarina, Campoamor, Mil Palmeras i przy drodze nr 332 czyli głównej niepłatnej (płatna AP7) drodze biegnącej wzdłuż wschodniego wybrzeża Hiszpanii.


Oryginalna rzeźba w Mil Palmeras do tego z Księżycem "w lewej ręce".

Tutaj przez 4 miesiące prawie codziennie się gimnastykowaliśmy.  Za tym murkiem po lewej stronie jest okrągła platforma z przepięknymi, pocztówkowymi widokami.



Kwitnące drzewka migdałowe.



                                  Poprzedni post z tego cyklu.

niedziela, 6 marca 2016

Odrobina najnowszej historii Bydgoszczy - 58



Ostatnimi czasy mocno zaktywizowali się mieszkańcy Fordonu - największej bydgoskiej dzielnicy.  Na pewno jednym z powodów jest fakt, że w dorosłe i aktywne życie weszli i osiągnęli swoje pozycje zawodowe, ci co urodzili się i wychowali w nowym Fordonie.   I teraz pragną, aby ich dzielnica była lepszą niż jest, aby była postrzegana przez rządzących miastem, na miarę jej wielkości i potrzeb, a z tym różnie do tej pory bywało.

Ponieważ uczestniczyłem w powstawaniu nowego Fordonu pełniąc w latach 1978 -1980 funkcję majstra budowy w Hydrobudowie Włocławek, która była głównym wykonawcą podstawowych sieci kanalizacyjnych i wodociągowych, a także wałów przeciwpowodziowych dlatego też z dużym sentymentem patrzę na rozwój tej dzielnicy.

Poniżej fotka ze stycznia 1996 roku czyli ponad 20 lat temu, na której w dole, po lewej stronie, widzimy pierwszy bydgoski balon tenisowy, gdzie regularnie zimą grywałem w tę piękną grę, a na następnym zdjęciu mamy fragmentaryczny widok z wnętrza tego pierwszego krytego, metodą namiotu pod ciśnieniem (4atm.), kortu tenisowego w Bydgoszczy.




                              Poprzedni post z tego cyklu

wtorek, 1 marca 2016

Do wyznawców KOD-u.

Dwie fotografie, które moim zdaniem są kwintesencją III RP.

Kto chce niech tym ludziom wierzy.  Podobno mamy demokrację to i wiara jest kwestią wyboru.

Ale czy zdrowy rozsądek także?


Kapciowy (z Bydgoszczy) i Teczkowy (z województwa bydgoskiego).

Jak wyżej plus KOD i tło.
A