czwartek, 13 lipca 2017

Znani i nieznani bydgoszczanie - 82

Tym razem, najbardziej znana mi bydgoszczanka.

Ludmiła Masalska.


Poprzedni post z tego cyklu.



Znani i nieznani bydgoszczanie - 81

Znajoma mojego kolegi szwajcarsko- austriackiego barona von Boissert.  Mnie osobiście nie znana.  Ale to jak widzimy piękna kobieta jest i warto Ją przedstawić na moim blogu.

Eliza.


                                                           Poprzedni post z tego cyklu.

środa, 12 lipca 2017

Odrobina realizmu. (dla tych co nie znali socjalizmu).

W lutym 1980 roku dzięki swoim dyplomom i zamieszczonych na nim ocenom i dzięki pomocy przyszłej (wówczas) teściowej Zbigniewa Bońka, znanej bydgoskiej działaczki SD, przydzielono mojej rodzinie mieszkanie M3 na bydgoskim Szwederowie.  Było to mieszkanie w tak zwanym stanie do własnego wykończenia..  Nikt kto nie zna realiów tamtego czasu nie ma pojęcia co to oznaczało.   Nie było podłóg, nie było wyposażenia, a przez okna i filarki międzyokienne hulał wiatr i deszcz.  Zaś na środku dużego pokoju (25,5 m2) znajdowała się sterta gruzu z ekstrementrami na ich szczycie.  Kierownik przekazujący klucze tym konkretnym przyszłym mieszkańcom owego mieszkania, wyjaśniał krótko - taka jest uchwała i róbcie co chcecie, ja nic nie mogę wam pomóc. Oczywiście po odpowiednich zachętach zarówno on jak i jego pracownicy zachowywali się inaczej, ale to dużo kosztowało.  Na szczęście Leszek i Joanna bardzo się starali, aby mieć środki zaspokajające wymagania owych "fachowców".

Dzisiaj pierwsze zdjęcie efektu owych starań:

Widzimy telewizor Elektron, kącik tapicerski z Potulic, meblościankę z Bydgoskiej Fabryki Mebli, konika na biegunach i naszą wspaniałą córeczkę, o wiskozowym dywanie nie wspominając.

W mieszkaniu już było ładnie, a nawet jak na tamte czasy to wspaniale, a z okna roztaczał się taki widok.
Lato 1980 rok.

Nieustająca głupota torunian.

Prawie sześć lat temu na forum regionalnym Gazety Wyborczej, nie tej GW co obecnie, napisałem (dziwny22):


Proszę przewinąć trochę w dół, aby tekst był czytelny bez powiększania.































Niestety nic od tego czasu na lepsze się nie zmieniło.  A wręcz przeciwnie.  Znacznie się pogorszyło.

Kolejny raz apeluję:

BYDGOSZCZANIE  OBUDŹCIE SIĘ.

Lata mijają, a torunianie nadal okradają bydgoszczan.

NIE DAJMY SIĘ.

poniedziałek, 10 lipca 2017

Tak trochę dla uzupełnienia poprzedniego wpisu.

Jak mówią mądrzy ludzie, jeden obraz wart tyle co tysiąc słów.  Poniżej dwa obrazy.  A wnioski z tych obrazów pomnóżcie przez tysiąc.

Moja głupota - tak głosowałem

A tak to się skończyło.

piątek, 7 lipca 2017

Historyczna wizyta.


czwartek, 6 lipca 2017

Kilka refleksji natury ogólnej - 47


Misiak nierówna się Misiewicz.  Czy ktoś pamięta owego Misiaka z PO?

Jak ktoś nie pamięta to polecam poszukać w internecie.

Ten Misiak z Wrocławia (od Schetyny i Frasyniuka) został symbolem wrocławskich przekrętów.

Pomyślmy, czy on działał naprawdę sam w tych jakże negatywnych postępowaniach?

Niezorientowanych odsyłam do materiałów źródłowych, których internet jest pełen.

Misiak sto razy Misiewicz, a PO to kompromitacja normalności.

O Misiaku zero, a o Misiewiczu sto.  Ów Misiak będąc senatorem RP prowadził firmę Word Serwis, która wygrała przetarg wart 48 mln. zł. dotyczący znalezienia pracy dla zwalnianych z pracy stoczniowców, ze stoczni do upadłości której własnie jego ugrupowanie doprowadziło.  Więcej poczytajcie na internetowych portalach.  A tak nawiasem pisząc to sprawa Misiaka była zemstą PSL-u za ujawnienie biznesowych działań wicepremiera Pawlaka.  I takie to były rządy koalicji PO-PSL. Oceńcie i sami wyciągnijcie wnioski.

Jak ma się status Misiewicza do statusu Misiaka?

I czy Misiak to Misiewicz razy sto?

I takich "Misiaków" były tysiące, a tylko jeden wpadł i tylko dlatego, że PSL musiał "bronić" swojego lidera.

I czy ktoś jeszcze wierzy PO ?

10.03.2009 roku zapisałem w moich, od wielu lat prowadzonych, notatkach:

Nasi tępi  krajowi politycy z wielką pomocą zdecydowanej większości mediów, zajmują się teraz 6-latkami, których chcą wysłać do szkół wbrew woli zdecydowanej większości rodziców i chociaż nikt i nic nie jest do tego przygotowane.  Poprzednie tygodnie to była eutanazja i in vitro, a sprawy gospodarcze leżą i kwiczą.  Krótko mówiąc, dalej bezczelnie i bez umiaru można rozkradać to co jeszcze zostało, czyli banki, handel, produkcja, energia i tak dalej.  Neokolonializm kwitnie w Polsce w najlepsze.

Mój komentarz;

I to ludzie, którzy wyprzedali nasz kraj i doprowadzili nas Polaków na skraj bankructwa, poddaństwa i najróżniejszych zależności od innych państw i wrogiego nam kapitału, twierdzą dzisiaj, że obecna władza podpala Polskę i, że oni ich za to podpalanie rozliczą.

Ciąg dalszy cytatu:

Chwilowo przerwano dyskusje o zapłodnieniu in vitro.  O kryzysie i gospodarce nadal się nie mówi, ważniejsze jest teraz dzielenie stołków w kontekście wyborów do parlamentu UE.  W Bydgoszczy na pierwszym miejscu PO chce postawić nijakiego Zaleskiego z Rzeszowa, notabene zdrajcę PiS-u, do którego poprzednio ów Zaleski należał.

Natomiast 31.03.09. napisałem:

Jutro przyjeżdża do Europy prezydent Obama, będzie to jego pierwsza wizyta na naszym kontynencie.  Ma wraz z wielkimi UE radzić jak zmniejszyć skutki kryzysu światowego, a pewnie jak zwykle, uradzą jak bogaci nadal mają oskubywać biednych.

Koniec cytatów z moich notatek.

Oceniając to co obecnie się wyprawia (np tzw plenum PO z minionej soboty, albo wczorajsza próba odwołania ministra Błaszczaka)  należy jednoznacznie stwierdzić, że to już nie jest kabaret.  To jest zdrada interesów Polaków, to jest szaleństwo, głupota i hańba.  A o co chodzi tym ludziom?

CHODZI IM OTO, ABY NADAL BYŁO TAK JAK BYŁO.



Poprzedni post z tego cyklu.

poniedziałek, 3 lipca 2017

Leszek - odcinek 37

Po tygodniu od powrotu z Węgier, Leszek z Joanną wraz z Elą i Michałem, a także z siostrą Leszka, Danką i kuzynem Eli, Jurkiem, wybrali się pod namioty, na Mazury. Ten wyjazd planowali od roku i wreszcie mieli to uczynić.  Najpierw pojechali pociągiem do Olsztyna, gdzie po przyjeździe musieli czekać ponad sześć godzin na pociąg do Ełku.  W tym czasie, pomimo późnej pory, postanowili trochę zwiedzić Olsztyn. Pochodzili po ulicach Olsztyna.  Po ulicach pustych już o tej porze, a ponieważ wszystko było już w owym czasie zamknięte to musieli zadowolić się jedzeniem i piciem, które mieli w plecakach.  Po pięciu godzinach takiego wałęsania się po tym wojewódzkim mieście wrócili na kolejową stację.  Pociąg z Olsztyna do Ełku wlókł się niemiłosiernie.   A gdy wreszcie do tego Ełku dotarli to musieli znowu kilka godzin poczekać na autobus, który miał ich zawieść do miejscowości Stary Folwark. Ów Folwark to największa i pięknie położona wieś leżąca nad jeziorem Wigry.  Cała ta niesamowita podróż z Bydgoszczy do Starego Folwarku trwała "tylko" trzydzieści sześć godzin.  Leszek w tym czasie nawet nie zmrużył oka.

W owym Starym Folwarku po wyjściu z autobusu po wielogodzinnej podróży, wreszcie dotarli do pierwszego zaplanowanego celu ich podróży.  Wysiedli i spokojnie rozejrzeli się po okolicy. Popatrzyli na swoje mapy i poszli drogą wzdłuż brzegu jeziora. Wychodząc z rozciągającej się na kilka kilometrów wsi, zatrzymali się przy ostatnim gospodarstwie. Nie widząc nikogo w tym zdziczałym i nieogrodzonym obejściu, nabrali sobie sami wody ze studni, a także zerwali kilka zielonych niezbyt dojrzałych jabłek. Nie zdążyli daleko odejść od zabudowań, gdy dogonił ich chłop z widłami i do tego w towarzystwie dwóch ujadających, agresywnych psów.  Zaczął ten chłop na nich krzyczeć, wyzywając ich od złodziei, a także zażądał zapłaty za wodę, którą wzięli z jego studni.  O jabłkach widocznie nic nie wiedział.   Nie chcąc pobytu nad Wigrami zaczynać od awantury, a także obawiając się psów i ich właściciela, zapłacili temu agresywnemu tubylcowi pięć złotych, których zażądał i poszli sobie dalej.  Jednak od tej pory cała szóstka nabrała nieufności do miejscowych i tak już potem pozostało.

Z tą zakupioną, od wrednego tubylca, wodą i z tymi niedojrzałymi jabłkami oraz ogromnie ciężkimi plecakami i innym sprzętem oraz wyposażeniem, przeszli ponad pięć kilometrów wzdłuż brzegu jeziora.   Szukali miejsca na obozowisko i wreszcie je znaleźli. Rozbili namioty tuż nad brzegiem, mając wspaniały widok na Wigry i na odległy, leżący po drugiej stronie jeziora, prawie na wprost ich biwaku, klasztor. Pod wieczór, gdy już wszystko zrobili i usiedli nad wodą to zobaczyli błyszczące niesamowitą bielą ściany klasztoru, nad którymi czerwienił się w zachodzącym słońcu dach tej pięknej budowli.  Następnego dnia po rozbiciu obozu, Leszek z Jurkiem wrócili do Starego Folwarku, starannie unikając tego pechowego gospodarstwa i w miejscowej stanicy wodnej wypożyczyli na tydzień dwa drewniane kajaki.   Tymi kajakami pływali po ślicznym i czystym jeziorze Wigry.  Nawet wodę do picia czerpali z jeziora.

Trwał piękny polski sierpień i piętnastego dnia owego miesiąca Joanna, Leszek, Elżbieta i Michał wybrali się wypożyczonymi kajakami do tego tajemniczego klasztoru leżącego na przeciwległym do ich obozowiska, brzegu.  Popłynęli, dziarsko machając wiosłami do miejsca, które od paru dni z oddali tak podziwiali.   Przypłynęli do nabrzeża, wyciągnęli kajaki na brzeg i poszli w kierunku klasztoru.   Jakież było ich zdziwienie, gdy trafili w tysięczny tłum. Okazało się, że tego dnia odbywa się doroczny odpust i wszyscy okoliczni mieszkańcy, a także wielka rzesza turystów, przybyli na tą uroczystość.  Chodzili, patrzyli, słuchali i podziwiali.  Było dosłownie tak jak opisuje to piękna i powszechnie znana piosenka Janusza Laskowskiego pod tytułem ":Kolorowe jarmarki".  Te same kolory, te same atrakcje, te same rzeczy, smaki i widoki.  Coś pięknie polskiego.  Coś co chwyta za serce i w czym chciałoby się trwać.  Trwać, mając w ręce balonik, zajadając piernik, a po chwili dmuchając w kolorowego kogutka wydającego przeraźliwy dźwięk i prostującego zwinięty zielony ogon.  Potem po zwiedzeniu stoisk, po zakupach i po podziwianiu tego czego z uwagi na ich budżet kupić nie mogli, weszli do klasztoru.  A tam trwała mistyczna msza okraszona wspaniałymi chóralnymi śpiewami kamedułów.   Po tym niesamowitym przeżyciu, po wysłuchaniu wielu pięknych pieśni poczuli się jak w raju Ale to nie był koniec owego raju bo po śpiewach zaczęły się występy lokalnych artystów.   A w nich dominowały akordeon, gitara, puzon i perkusja. 

Tak cudowne chwile w naszym życiu trafiają się niezwykle rzadko.  Zazwyczaj są niespodziewane i w swoim trwaniu  niosą coś o czym w danej chwili zazwyczaj nie mamy pojęcia, a często są one tymi chwilami, które są najlepszymi w naszym życiu.  Niestety często dostrzegamy to dopiero po latach lub wcale nie dostrzegamy.

Na tym odpuście Leszek kupił Joannie ślicznego drewnianego świątka, który później długie lata przypominał im o tym miejscu.  Kupili także masę tradycyjnych słodyczy.  Powrócili, ostro wiosłując pod wiatr, do swojej bazy namiotowej.  Tutaj najedli się ziemniaków smażonych w ognisku, a później zajadali się słodyczami kupionymi na odpuście, śpiewając i drąc się nad tym pięknym jeziorem do porannych godzin.

Po tygodniowym pobycie z wielkim żalem pożegnali się z dzikimi Wigrami i pojechali do Węgorzewa.  Tym razem rozbili swoje namioty na dziko w pobliżu ośrodku Rusałka tuż nad brzegiem drugiego co do wielkości polskiego jeziora, czyli akwenu Mamry.  Ośrodek Rusałka znajdował się kilka kilometrów od Węgorzewa i wielokrotnie przechodząc od namiotów do centrum Węgorzewa, aby nabyć podstawowe i niezbędne do życia produkty typu chleb, ziemniaki, kisiel, margaryna, pasztetowa, zwyczajna ( taka kiełbasa, licha, ale kosztująca aż czterdzieści cztery złote za kilogram), a czasem nawet coś lepszego, zawsze mijali miejscową jednostkę wojskową, na której, na głównym budynku rzucał się w oczy ogromny napis:  "Bądź czujny, wróg czyha".

Tam również spędzili wspaniały tydzień.  Pływali statkiem wycieczkowym po jeziorze Mamry, zwiedzili Wilczy Szaniec w Gierłożu koło Kostrzyna, czyli wojenny schron Hitlera. Niestety zamiast militarnych przeżyć związanych z pobytem w tym miejscu Leszkowi kojarzą się głównie przeżycia kulinarne.  Otóż po obejrzeniu potężnych umocnień, schronów i bunkrów, częściowo zrujnowanych, posępnych, straszących obnażonym stalowym zbrojeniem i skorodowanymi betonowymi ścianami, udali się do restauracji, a raczej baru mieszczącego się przy wejściu do owej byłej hitlerowskiej twierdzy.  Wstępując do tego socjalistycznego przybytku gastronomicznego, głównie z powodu stanu finansów, zamówili sobie po najtańszym serwowanym tutaj daniu.  Tym daniem okazała się galaretka z bitą śmietaną.  Leszkowi tak ta galaretka zasmakowała, że prawie rujnując się finansowo zjadł tych galaretek sześć.  I pewnie zjadłby jeszcze kilka, ale na szczęście lub niestety, jak to się wówczas mówiło, wszystkie galaretki wyszły.  Od tej pory nie tylko Leszkowi galaretka ze bitą śmietaną zawsze kojarzy się z hitlerowskimi bunkrami.

Na tym dzikim polu koło Rusałki poznali czwórkę wspaniałych młodych radomian.  Był wśród nich Waldek, który pięknie grał na gitarze i równie pięknie śpiewał.  I tak przy ogniskach, trwających do przedświtowej szarości, śpiewali, a Waldek grał i rej wodził. Zawiązała się między całą dziesiątką naprawdę wielka sympatia. Wymienili się adresami i wiele sobie obiecywali, lecz niestety nigdy już się nie spotkali, a po paru listach znajomość upadła.  A szkoda.

Po dwudziestym sierpnia Leszek wyjechał na obóz naukowy do Chojnic.  Obóz organizowało koło naukowe Inżynierii Ruchu działające przy jego Instytucie Budownictwa Lądowego, którego Leszek był członkiem  .Kilkunastu studentów trzeciego i czwartego roku zamieszkało w przyjemnej bursie mieszczącej się w centrum miasta i każdego ranka zaraz po śniadaniu wyruszali na chojnickie ulice.  Na tych ulicach i na wlotach do miasta dokumentowali natężenie ruchu.  Zapisywali ile i jakich pojazdów przejeżdża na godzinę w określonych miejscach. 

Wieczorami, racząc się w umiarkowanych ilościach białym winem Witoscha lub czerwonym Calabrese, śpiewali turystyczne i inne piosenki.  Mieli w swoim gronie dwóch gitarzystów co bardzo sprzyjało długim i różnorodnym, że się tak wyrazimy, występom artystycznym. Śpiewy przeplatane były często zawziętymi i emocjonalnymi dyskusjami na najróżniejsze tematy.  Na tym obozie Leszek poznał się bliżej z Rochem Wosińskim, z którym później wspólni wykonywali pracę dyplomową.  Ten obóz był ciekawy i to pod wieloma względami. Było to takie połączenie pracy, badań związanych z określoną odpowiedzialności, z tymi pięknymi wieczorami, tymi emocjonalnymi przeżyciami z których refleksje, przemyślenia i doświadczenie pozostają już na zawsze i stają się istotną cząstką osobowości.

Potem po powrocie z tego obozu, już w trakcie roku szkolnego koło naukowe opracowało mapę natężenia ruchu dla miasta Chojnice.   Posłużyła ona do sporządzania projektów drogowych, projektów sygnalizacji świetlnej i projektów oznakowania ulic.

Po tych pięknych wakacjach, po tej wspaniałej praktyce zagranicznej i ciekawym obozie naukowym, przyszła szara rzeczywistość i Leszek znowu prawie cały wrzesień ciężko przepracował tym razem przy zajmował się dezynfekcją i deratyzacją.  Nie są to miłe i przyjemne zajęcia.   Niestety taki był obowiązek.   Trzeba było odrobić to co się wydało i jeszcze trochę więcej.

W tym wrześniu miało miejsce jeszcze jedno istotne wydarzenie.

W sobotę dwudziestego września najbliższy Leszkowi przyjaciel, czyli Irek, wziął ślub kościelny w kościele w Czeszewie z Ireną.  Irek zawsze był jak to się wtedy mówiło, kobieciarzem i miał w trakcie znajomości z Leszkiem kilka bliskich swojemu sercu koleżanek. Zawsze umiał postępować z dziewczynami, a i one go lubiły.   Na tą jedyną, na drogę na całe życie, wybrał Irenę.  Leszek był na ślubie w Czeszewie i na weselu w Morakowie.  Wesele było takie prawdziwie wiejskie.  Były odpowiednie dekoracje, grała orkiestra złożona z organisty, saksofonisty i gitarzysty.   Jedzenia, picia i gości było w bród. wszyscy do białego rana doskonale się bawili, a po odśpiewaniu "Kiedy ranne wstają zorze" udali sie na spoczynek, aby po kilku godzinach snu przystąpić do nie mniej uroczystych i bogatych poprawin.  I tak ruszyli Irek z Ireną w nową drogę życia.



Nad Wigrami - sierpień 1975 r.

Węgorzewo - sierpień 1975 r.



                                                         poprzedni odcinek


                                      Następny odcinek.



środa, 28 czerwca 2017

Ale to już było.

Tyle się dzieje.  Tak wszystko bywa ostatnio przewartościowane, ze postanowiłem przypomnieć to co napisałem prawie cztery lata temu, a co moim zdaniem nic nie straciło na aktualności


W grudniu 2013 roku składając życzenia noworoczne czytelnikom mojego bloga, napisałem życząc aby:

-Utworzono 49 województw i zlikwidowano powiaty.  Ten powrót do stanu sprzed 1999 roku przyniesie naszemu krajowi ogromne oszczędności, a przede wszystkim zapewni równomierny i harmonijny rozwój całej naszej ojczyzny.

-Wprowadzono solidarny system emerytalny, w którym wysokość emerytury będzie uzależniona głównie od ilości przepracowanych lat, a wszyscy w tym systemie będą traktowani równo, zgodnie z konstytucją RP

-Zlikwidowano KRUS.

-Zlikwidowano podatek dochodowy przy pobieraniu którego dominują w Polsce oszustwa, patologie, kreacje i wiele innych negatywnych zjawisk.   Przyniesie to nam ogromne oszczędności i wielką redukcję urzędniczych, doradczych i prawniczych etatów. 
Podatek ten powinien zostać zastąpiony podatkiem obrotowym.

-Przywrócono w znacznej mierze Polakom własność banków przez wykup akcji, fuzje i inne tego typu działania.

-Wprowadzono elementy reform na wzór węgierski, a szczególnie w dziedzinie energetyki, telekomunikacji, handlu i bankowości.

-Utworzono setki tysięcy porządnie płatnych miejsc pracy przez realizację inwestycji państwowych.  Co prawda powołano już spółkę Inwestycje Polskie, ale ona do tej pory nic nie zrobiła oprócz powołania 8 prezesów i druku wizytówek, papierów firmowych i innych podobnych działaniach.

-Przeprowadzono realną i solidną reformę sądownictwa polegającą na znacznym skróceniu  terminów wydawania wszelakich wyroków, a także wprowadzono prawdziwą, materialną odpowiedzialność sędziów, prokuratorów i adwokatów za sposób ich działalności, podejmowane decyzje, popełnione błędy, opóźnienia, zaniechania i inne tego typu działania.

-Zlikwidowano gimnazja

-Wprowadzono zasadę, że to rodzice decydują o tym czy dziecko ma iść do szkoły w wieku 6 czy 7 lat.

-Przeprowadzono rzeczywistą, jasną i klarowną reformę służby zdrowia.

-Wprowadzono zasadę 3 x 5 zł.  czyli 5 zł za każdą wizytę u lekarza, za każdą refundowaną receptę i za każdy dzień pobytu w szpitalu.

-Zlikwidowano finansowanie partii politycznych z budżetu państwa.  Nie może tak być, aby politycy sami o sobie mówili, iż są przestępcami bo się dają przekupić.

-Zmieniono ordynację wyborczą, a przede wszystkim wprowadzono Jednomandatowe Okręgi Wyborcze i zasadę dwu-kadencyjności na wszelkich wybieralnych funkcjach publicznych.

-Zaniechano zagranicznych misji wojskowych.

-Aby skończono z nachalną pro-unijną propagandą, a szczególnie tą dotycząca darów z UE ( podawać należy zawsze wielkość naszych składek do UE, koszty pozyskania i rozdziału owych darów, wielkość wkładów własnych, a także procent wykorzystania poszczególnych funduszy). 

Ponadto pragnę kolejny raz zwrócić uwagę, iż:

 " DARY SZERZĄ TYLKO NIEDOŁĘSTWO I ZŁĄ WOLĘ, LENISTWO I CHCIWOŚĆ"


-Zdecydowanie ograniczono liczbę urzędników wszelkich szczebli w Polsce.

-Podjęto rzeczywistą, realną i zdecydowaną walkę z korupcją w naszym kraju.

-Zlikwidowano senat i ograniczono o połowę liczbę posłów.



NATOMIAST BYDGOSZCZANOM ŻYCZĘ GŁÓWNIE, ABY:

-Szybko (w dwa lata), sprawnie i dobrze wybudowano odcinek drogi ekspresowej S5 od Gniezna do Nowych Marz.

-Przeprowadzono rzeczywiste inwestycje na bydgoskim lotnisku, w tym istotne inwestycje dotyczące cargo.

-Zmodernizowano dworzec Bydgoszcz Główna

-Pobudowano obwodnice autostradowe i trasy średnicowe z bezkolizyjnymi skrzyżowaniami.

-Dokonano na szeroką skalę modernizacji i remontów bydgoskich kamienic i bydgoskich ulic tak, aby miasto odzyskało swój dawny urok i ponownie mogło być nazywane małym Berlinem.



Minęły lata, a mój blog nadal jest.

Nie chciałbym być tym prorokiem, lecz jestem.

Nie chciałbym mieć racji, ale dlaczego mam?

Oprócz remontu dworca, sześciolatków i remontu kilkunastu bydgoskich kamienic, po prawie czterech latach od tego mojego wpisu, nic się nie zmieniło.   DLACZEGO?

Moim zdaniem to co proponuję jest dużo lepsze od tego z czym mamy do czynienia.   Można się nie zgadzać z moją wizją, ale czy ktoś ma lepszą?  PiS cienki jest personalnie.  Brak logiki, brak inteligencji, brak doświadczenia, brak wiedzy i parę innych braków czyni z nich doskonałą tarczę do której strzelają interesowni typowi przedstawiciele III RP.   Pragnąc skutecznie z nimi walczyć trzeba być lepiej poinformowanymi i przygotowanymi do owych rozgrywek niż owe Szejnfeldy, Kierwińskie czy inne Scerby.

Trzeba być logicznym i na tej zasadzie wykazywać im ich głupotę.  HGW nic nie wiedziała o reprywatyzacji. Jeżeli ktoś w to uwierzy to z kimś takim nie ma sensu dyskutować.

Gość (ów powszechnie znany niby mecenas) przychodził do biura i straszył, żądał, mówił o zmianie szefa, a teraz okazuje się, że HGW nie stanie z powodów ..... przed komisją.  To jak to rozumieć?  To jej kumpel.

Mądrej głowie dość dwie słowie i pewnie HGW to wie.  To dlaczego tego w praktyce nie zastosuje?

Twierdzę, że to koniec PO.  Niestety one kreatury zmienią nazwę i znowu walczyć będą, tylko pod przemalowanym sztandarem, o "demokrację".

Żal mi ich, ale czy oni potrafią inaczej?   Czy oni są przedstawicielami narodu?  I czy, tak się dzieje głównie dzięki bierności zdecydowanej większości narodu?

Smutne to i przykre, ale jakże prawdziwe.

To Wasza (nie moja) wina.  Wina tych co na co dzień twierdzą, że się polityką nie interesują.  Oni nie mając pojęcia o tym, że owa garstka cwaniaków to wykorzystuje robiąc z nich głupców i rządząc nimi właśnie dlatego, że oni twierdzą, że się polityką nie interesują.

Pewnie nikt nie przeczyta tego co powyżej napisałem.   Ale, moim zdaniem, pisać trzeba bo zawsze jest nadzieja.

Bądźmy sobą, walczmy i nie dajmy się zgnębić i nie dajmy sobą manipulować sprytniejszymi i cwańszymi od nas.

niedziela, 25 czerwca 2017

Festyn w Smukale.

Dzisiaj w najpiękniejszej bydgoskiej dzielnicy - Smukale, odbył się już dziesiąty, jubileuszowy Rodzinny Festyn Parafialny.  Organizatorem była parafia P.W. Przemienienia Pańskiego z Opławca.

Była moc atrakcji (niektóre z nich na poniższych zdjęciach), dużo dobrego jedzenia i picia, a także loteria fantowa, podczas której sprzedano parę tysięcy losów.  Nagrody w loterii były bardzo atrakcyjne, m.in. rowery, laptop czy podkaszarka spalinowa.

Prowadzący (z lewej) i gospodarz festynu - ks. proboszcz

Występuje parafialny zespół dziecięcy - ta dziewczynka w środku (w dżinsach z torebką) to moja wnuczka Marta.

Zespół jazzowy z bydgoskiego Pałacu Młodzieży.


Jan Wojdak z zespołem Wawele.

Pokaz ogniowy.

Występowały także dwa zespoły ludowe z Ukrainy.  Jeden z Karpat, a drugi z Donbasu, a także zespół grający w prawie oryginalny sposób utwory grupy Dżem.

piątek, 23 czerwca 2017

Ster na Bydgoszcz - 10

Dzisiaj rozpoczęła się 10 edycja Bydgoskiego Festiwalu Wodnego znanego pod nazwą "Ster na Bydgoszcz".

Rozpoczęła się koncertem dwóch zespołów, na które pomimo deszczu i chłodu przybyły tysiące bydgoszczan.

Atmosfera na pięknej bydgoskiej Wyspie Młyńskiej była wspaniała.

Najpierw wystąpiła Daria Zawiałow wraz z zespołem.  Zaśpiewała dynamicznie i energetycznie. Ciekawy występ.

O  21.30  rozpoczął się koncert Krzysztofa Cugowskiego wraz z zespołem "Bracia",

Na początek synowie złożyli ojcu życzenia z okazji "dnia taty", a potem zaczęła się prawdziwa uczta muzyczna.

Pierwszy wystąpił Piotr Cugowski, potem Wojtek Cugowski, po nich Krzysztof Cugowski, a później wystąpili wszyscy razem.  Potem występy odbywały się w różnych konfiguracjach.  Artyści porwali publiczność do wspólnej zabawy, wspólnych śpiewów, a oklaskom dla artystów i komplementom pod adresem widzów było bardzo dużo.  Były utwory z najnowszej płyty Braci, a także kilka starych przebojów Budki Suflera oraz przeboje Braci.

Kapitalny i wspaniały koncert.

Dziękuję organizatorom (miasto Bydgoszcz)  za te cudowne chwile.

Poniżej program festiwalu i kilka zdjęć z dzisiejszego koncertu:


Daria Zawiałow wraz z zespołem.

Daria Zawiałow

Piotr Cugowski

Krzysztof Cugowski

Tata z synami



                                                                Zobacz także:

                                                              Ster na Bydgoszcz 2016 rok

Czerwiec.

 Czerwcowe kwiaty są najbardziej kolorowe, najmocniej pachną i w ogóle są najpiękniejsze.




                                     Ale czasami na te piękne kwiaty spadają gwałtowne ulewy.



środa, 21 czerwca 2017

Absurdy i żerowanie na bydgoszczanach.

Jak czytamy na portalu bydgoszcz24.pl,  niedawno doszło do kolejnych podwyżek pensji dla prezesów spółek komunalnych. Radni i prezydent hojną ręką, za pieniądze bydgoszczan dali znaczne podwyżki sowim kumplom z miejskich spółek.  Teraz ci giganci intelektu i przedsiębiorczości zarabiają tyle co ministrowie RP. Absurdy z tym związane są moim zdaniem totalne.  I tak twórca upadku Zachemu będzie teraz zarabiał 17 600 zł., a jak znamy życie to tak naprawdę z różnymi dodatkami i przywilejami pewnie ze 30 tys. zł. miesięcznie.  Warto było wchodząc w wyjątkowo dla owego prezesa, korzystny układ prywatyzacyjny, pozbawić pracy parę tysięcy osób i doprowadzić do upadku największego bydgoskiego zakładu pracy.

Cały artykuł -link

Poniżej fragment tego artykułu:

Bydgoskie spółki komunalne nie są olbrzymami, ale i tak widełki pozwalają na przyznaniu członkom zarządu pensji niemałych. Zakładając, że Leśny Park Kultury i Wypoczynku jest spółką małą, zatrudniającą nie więcej niż 50 osób, prezesowi Heymannowi można wypłacać pensję stałą w wysokości dwóch, trzech lub  czterech wielokrotności średniej, czyli albo „tylko” 8,8 tys. zł albo aż 17,6 tys. zł.
Zapytaliśmy, czy prezydent będzie rekomendował radom nadzorczym wysokość wynagrodzeń dla prezesów. - Ustalenie uposażeń zarządów spółek komunalnych zostanie dokonane w uchwałach Zgromadzenia Wspólników poszczególnych spółek.,Dopuszczalną wysokość wynagrodzenia członków zarządu określa ustawa z dnia 9 czerwca 2016 r. o zasadach kształtowania wynagrodzeń osób kierujących niektórymi spółkami i uzależniona jest od skali działalności spółki – odpowiedziała Marta Stachowiak, rzecznik prezydenta.
Tak się składa, że zgromadzeniem wspólników  w spółkach będących własnością miasta jest prezydent miasta, czyli to Rafał Bruski podejmuje decyzje. To ile wynosi wynagrodzenie prezesa Marcina Heymanna? Rada nadzorcza uchwałą z 22 marca 2017 roku  ustaliła, że ma zarabiać 13,2 tys. miesięcznie plus 25%  „wynagrodzenia uzupełniającego”.

Mój komentarz: 

A jak działa pan prezes z Myślęcinka?

Pisałem o tym wielokrotnie.  Także na moim blogu.  Po arboretum w ogrodzie botanicznym zniknęły nawet tablice informujące o tym wspaniałym dziele.  Pozostały liche drzewka i góra jedna trzecia z tych roślin, które na początku posadzono.  I o to mam największy żal do zarządzających parkiem.


Jesień 2014 smętne resztki po sporej części arboretum

Tablica najpierw wyblakła (jesień 2014), a potem w ogóle wszystkie tablice informujące o arboretum usunięto.  Pozostały wspomnienia i marne resztki.


Niestety przykładów niegospodarności i braku nadzoru jest wiele.  Poniżej kolejny z nich:

Przy drewnianym mostku prowadzącym w stronę ogrodu botanicznego posadzono na wiosnę kilkadziesiąt drzewek.  Niestety ponad połowa z nich już uschła.

Zdjęcia wykonane 21.06.2017 r.


A najśmieszniejsze jest to, iż około pięciu lat temu w tym samym miejscu posadzono kilkadziesiąt pięknych brzózek, ale po trzech latach już żadnej z nich nie było.  Brak osłon, brak podparcia, brak podlewania, brak zasilania i odchwaszczania.

Za te marnotrawstwa płacą bydgoszczanie, a pan prezes dostaje sowite podwyżki.

I tak wszędzie i tak bez końca.

A bydgoszczanie śpią i pozwalają na to.


czwartek, 15 czerwca 2017

Boże Ciało.

Boże Ciało w Sarbinowie, Chłopach i Mielnie:

Plaża w Sarbinowie

Plaża przed Mielnem.



Sarbinowo

Nowe molo w Chłopach.

Mielno - klasyka.

niedziela, 11 czerwca 2017

Czerwcowa niedziela.

Dużo w tą piękną niedzielę się działo, a parę wydarzeń obserwowałem.  Coś tam na aparacie fotograficznym zapisałem, a niektóre na mojego bloga podałem.

Niedziela budzi się do życia.



Jarmark Świętojański na bydgoskim Starym Rynku.


Duże brawa zebrały śpiewające i tańczące kilkuletnie dzieci.



Zwycięskie panie (jedna się gdzieś zapodziała, ale po paru minutach przyszła po nagrodę)

Zwycięzcy panowie.