czwartek, 14 listopada 2019

Bogusław - odcinek 15

Pomimo licznych głosów krytycznych związanych z moją pisaniną na tym blogu, które spowodowały kilkumiesięczną przerwę w zamieszczaniu dalszych losów Bogusława, Leszka i Michała postanowiłem jednak kontynuować ową pisaninę.   Doszedłem do wniosku, że warto, nawet nieudolnie, pokazać na konkretnych przykładach te początki kapitalizmu III RP.  Dlatego też poniżej kolejny odcinek "Bogusława". 

Przy każdym odcinku zamieszczam link do odcinka poprzedniego i następnego dla Tych, którzy ewentualnie chcieliby je przeczytać.


Poprzedni odcinek


Bogusław - odcinek 15

Pierwsze kroki po wejściu skierował do komisji egzaminacyjnej, siedzącej w sile pięciu osób, na podwyższeniu, przy sporym stole prezydialnym, przykrytym zielonym suknem i obstawionym szklankami z kawą, herbatą, butelkami z wodą sodową i masą różnych papierów.  Zapytał o przewodniczącego komisji, podszedł do niego i powiedział - panie przewodniczący przyjechałem na egzamin pisemny.  Niestety nie mogłem zdawać, po zakończeniu kursu, ze wszystkimi w Bydgoszczy, gdyż akurat w trakcie egzaminów byłem chory.  Tak kazał mu mówić pan dyrektor Bednarek.  Przewodniczący komisji popatrzył jakoś dziwnie na niego i zapytał - a ma pan jakieś skierowanie i zaświadczenie o ukończeniu kursu.  Bez tego, niestety, nie mogę pana dopuścić do egzaminu.  Leszek stropił się ogromnie ponieważ nic takiego nie miał, ale zaraz roztropnie dodał - papiery zostały wysłane do Mogilna pocztą, widocznie się gdzieś zawieruszyły, ale niech pan przewodniczący zatelefonuje do Wojewódzkiego Ośrodka do Bydgoszczy, na pewno potwierdzą, to co mówię.  Przewodniczący nie wykazując żadnej chęci pójścia do telefonu, odpowiedział - nic mi o panu nie wiadomo, nie ma żadnych pism, nie było żadnych telefonów.  Za parę minut zaczynamy egzamin i nie mam teraz czasu dzwonić.  Jak pan nie ma żadnych dokumentów to nie może pan zdawać - dodał i zaczął rozmowę z innym członkiem komisji.

Leszek, nie bardzo wiedział co zrobić.  Jednak już po chwili podjął kolejną próbę przekonania pana przewodniczącego, zwracając się do niego, specjalnie przemówił dosyć głośno, tak żeby również inni członkowie komisji go słyszeli -  jestem dobrym znajomym pana dyrektora Bednarka i on osobiście mnie tutaj skierował, a niestety za działalność poczty nie mogę odpowiadać.  Po chwili przerwy dodał - bardzo mi zależy na zdaniu tego egzaminu.  Uprzejmie proszę pana przewodniczącego o umożliwienie mi tego.  Pan przewodniczący, słysząc te słowa, przerwał swoją rozmowę, popatrzył uważnie na Leszka, ale widocznie lustracja nie wypadła najgorzej, ponieważ rzekł - dobrze pójdę zatelefonować do Bydgoszczy i sprawdzę, czy jest tak, jak pan  mówi.  Niech pan tutaj na mnie poczeka.  Wrócił po paru minutach i oświadczył - w porządku, dyrektor potwierdził pańskie słowa.  Teraz niech pan weźmie te opieczętowane  arkusze papieru, na których będzie pan udzielał odpowiedzi na egzaminacyjne pytania i usiądzie tam w trzecim rzędzie, widzi pan, o tam, tam jest wolne miejsce.  Po chwili dodał - aha, a czy po egzaminie zostanie pan na uroczystym zakończeniu kursu, bo jeżeli tak to musiałby pan uzgodnić szczegóły ze starostą kursu.   To ten wysoki brunet w czwartym rzędzie przy oknie.   Z nim załatwi pan wszelkie formalności, najlepiej jeszcze  przed egzaminem.  Oczywiście, że zostanę na zakończeniu - odpowiedział Leszek i podszedł do starosty.  Przedstawił się i powiedział - panie starosto chciałem uregulować kwotę jaka przypada na każdego uczestnika kursu, dotyczącą kosztów uroczystego zakończenia i zwyczajowych prezentów.  Starosta, wysoki, barczysty, młody mężczyzna spojrzał na niego ze zdziwieniem, ale Leszek uprzedzając jego pytania, dodał - przyjechałem tutaj tylko na egzaminy, gdyż jak miałem je zdawać u siebie to akurat wtedy byłem chory.  Przysłał mnie tutaj sam wojewódzki szef od ośrodków doskonalenia zawodowego i polecił mi, tak się zachować przy egzaminie, żeby wszystko grało.  Między innymi wspomniał coś o tych prezentach i bankiecie.   Przyszedłem z tym do pana, ponieważ pan przewodniczący komisji, wskazał mi pana jako organizatora tych spraw.  A tak, tak, dobrze pan trafił, no jeżeli tak sprawy stoją to moment pan poczeka zaraz powiem ile musi pan zapłacić.  Spojrzał w jakieś papiery i powiedział - a więc tak, za uroczystość w restauracji płaci pan pięć tysięcy złotych, a za symboliczne prezenty dla wykładowców i egzaminatorów, przypada na jednego po cztery tysiące złotych.  To jak płaci pan teraz, czy w restauracji.  Nie, nie, zapłacę teraz odpowiedział Leszek, wielce zdziwiony wysokością kwot, które starosta przed chwilą wymienił.  Z ogromną niechęcią i mocnym, aczkolwiek maksymalnie ukrywanym, poirytowaniem, wyjął z portfela żądaną kwotę i podał ją staroście.  Ten zamiast dać jakiś kwitek lub chociaż zapisać na kartce, chowając pieniądze, tylko powiedział - uroczyste zakończenie kursu rozpocznie się dwie godziny po zakończeniu egzaminu w restauracji Stokrotka, tutaj niedaleko, na sąsiedniej ulicy, chyba pan trafi?  A zresztą pójdziemy tam wszyscy razem.  Zapraszam - dodał i odwrócił się od Leszka. 

Leszek poszedł i usiadł w ławce szkolnej, na miejscu wskazanym mu przez przewodniczącego.  Usiadł i ponownie jego myśli pobiegły ku trapiącym go wątpliwościom, czy aby dobrze robi?  Czy go w ogóle na to finansowo stać?.  Przecież jeszcze nic się nie zaczęło, a on wydał już na różne  alkohole, podróż do Mogilna i opłaty egzaminacyjne, prawie całą swoją pensję.  A co będzie dalej?  Nie miał jednak  więcej czasu, na karmienie swojej podświadomości tymi rozterkami, gdyż członkowie komisji rozpoczęli rozdawanie kartek z pytaniami egzaminacyjnymi.  Po paru minutach wszyscy mieli już swoje kartki i przewodniczący ogłosił, że mają trzy godziny na udzielenie odpowiedzi.  Potem będą około dwie godziny przerwy, w czasie których komisja przejrzy prace i na uroczystym zakończeniu kursu, które odbędzie się zaraz po sprawdzeniu prac, ogłoszone zostaną wyniki egzaminu.  Życzę wszystkim powodzenia i do roboty - dodał przewodniczący, kończąc swoje krótkie wystąpienie. 

Leszek spojrzał na pytania i od razu się uspokoił.  Opadło z niego napięcie związane z niepewnością jaka zawsze towarzyszy wszelkim egzaminom.  Ponieważ wiele lat pracował zarówno jako majster na budowie, później przez rok był także specjalistą od BHP, zaś potem był i nadal jest inspektorem nadzoru, dlatego pytania, które przeczytał, okazały się dla niego prawie dziecinnie łatwe.  Już po godzinie miął gotowe wszystkie odpowiedzi, łącznie z potrzebnymi szkicami i wyliczeniami.  Nie pragnąc jednak kłopotliwych pytań ze strony egzaminatorów, przez kolejną godzinę przyglądał się innym, trochę niektórym podpowiadając.  Po dwóch godzinach wziął kartki ze swoimi odpowiedziami i oddał je jednemu członków komisji, który spojrzał na niego ze zdziwieniem, ale nic nie powiedział.

Leszek wyszedł z sali i poszedł na spacer po mieście.  Pod budynek szkoły wrócił po jakiejś półtorej godzinie.  Tutaj kursanci, skupieni w kilkuosobowych grupkach, nerwowo opowiadali sobie wrażenia z egzaminu.  Przyłączył się do nich i długo słuchał o treściach udzielanych odpowiedzi na poszczególne pytania egzaminacyjne.   Sam raczej się nie odzywał.  Nie znał tutaj nikogo, a poza tym nie chciał się przed nikim tłumaczyć kim jest i co tutaj robi.

Po ponad dwóch godzinach od zakończenia egzaminu, wszyscy zwartą grupą przeszli do restauracji Stokrotka, gdzie rozpoczęło się huczne zakończenie kursu, zwane  bankietem.  Gdy wszyscy zajęli miejsca przy suto zastawionych restauracyjnych stołach, a kelnerki zdążyły nalać wódki do kieliszków, głos jako pierwszy zabrał przewodniczący komisji, mówiąc - jestem bardzo rad z przebiegu kursu i egzaminu.  Pragnę z wielkim  zadowoleniem stwierdzić, że wszyscy, którzy brali udział w dzisiejszym egzaminie, zdali go.  Ten etap wszyscy mają za sobą teraz czeka panów tylko zdanie egzaminów praktycznych, ale ponieważ wszyscy jesteście fachowcami w swoim fachu, dlatego przypuszczam, że z tym nie będzie żadnych kłopotów.  No to wypijmy za Waszą pomyślność na tej przyszłej drodze zawodowej.  Od teraz, można powiedzieć na mistrzowskiej drodze, drodze mistrzów w waszym zawodzie.  Wszystkiego najlepszego.  Po gromkich i długich oklaskach, wszyscy ochoczo chwycili za kieliszki i impreza ruszyła.  Później głos zabierali jeszcze starosta kursu, niektórzy wykładowcy, a potem odbyło się uroczyste wręczenie prezentów dla kadry.  Z czasem całą salę spowiły gęste tytoniowe dymy, a zapach potraw i alkoholu pomieszał się z gwarem rozmów i wznoszonymi bez końca toastami.

Dopiero teraz Leszek poczuł się mocno zmęczony przeżyciami, tych dwóch minionych dni.  Postanowił pożegnać się z kadrą kursu i pojechać do domu.  Podszedł do stolika przewodniczącego i powiedział - pragnąłbym podziękować panu przewodniczącemu za życzliwość i zrozumienie oraz pożegnać się.  Niech pan na chwilę usiądzie z nami, wypijemy po jednym, mam do pana kilka pytań, odpowiedział przewodniczący.  Ledwie Leszek zdążył usiąść, a już przewodniczący zapytał - pan to chyba nie jest robotnikiem panie Marcinkowski, co?   Ta pana praca egzaminacyjna jest jakaś inna od pozostałych i świadczy o niemałej wiedzy w naszej dziedzinie.  Leszek upił z podanego mu kieliszka, robiąc ukłon w stronę przewodniczącego i mając się na baczności, gdyż zgodnie z zaleceniem dyrektora Bednarka, za dużo nie miał mówić dlatego odpowiedział - no trochę pracowałem jako majster na budowie i trochę jako specjalista od BHP, dlatego mam jako taką wiedzę na te tematy.  Jednak  dalsza rozmowa specjalnie się nie kleiła ponieważ Leszek chcąc uniknąć kolejnych kłopotliwych pytań, wymówił się zmęczeniem, jeszcze raz za wszystko podziękował i pożegnał się z kadrą kursu.  Wychodził z "bankietu"  akurat w momencie kiedy ten naprawdę dopiero rozkręcał się na całego.  Od razu skierował swoje kroki na dworzec kolejowy.  Miał szczęście. Już po pół godzinie siedział w pociągu jadącym bezpośrednio do Bydgoszczy.

 Leszek dosłownie walczył i to z największym możliwym dla niego zaangażowaniem o tytuł mistrza, a w tym samym czasie Michał walczył w swoich głębokich, fordońskich wykopach o kolejną kwartalną premię dla siebie, swoich podwładnych, których miał około setki, a przede wszystkim dla swoich szefów, bo to oni dostawali zawsze najwyższe kwoty.  Każdego dnia tracił sporo zdrowia i nerwów. Ale popychał do przodu roboty przy budowie ogromnej rury.

Czasami miał już tego dosyć i myślał tylko o tym, kiedy uda mu się znowu wyjechać na roboty za granicę.  Tam przynajmniej miał o wiele mniejszą odpowiedzialność, sporo szefów nad sobą, a pieniądze wielokrotnie większe.  Tutaj prawie wszystko było na jego głowie, a myśląc o kolejnym awansie lub wyjeździe, nie mógł absolutnie nikomu na nic się skarżyć.  Ci co robili trudności, ci co nadmiernie zaprzątali szefom głowy, nie radzili sobie z ludźmi i innymi licznymi problemami, nie mieli najmniejszych szans spodziewać się jakiejkolwiek nagrody.   Dlatego też myśli Michała, pomimo podjętej już decyzji i pomimo przeprowadzonych działaniach, tak naprawdę, dalekie jeszcze były od zajmowania się problemami związanymi z utworzenia własnej firmy.  Na razie wojował tutaj.  Angażował się maksymalnie w codzienne problemy na budowie.  A tamto jeszcze od siebie odsuwał, jeszcze, tak naprawdę, nie był pewien co powinien zrobić.  Do tego te komplikacje, zaraz na samym początku.  To one tworzyły dystans i osłabiały jego przekonanie do dalszych działań związanych z podjęciem pracy na własne ryzyko.  Wahał się i zastanawiał.   Ale Bogusław czuwał.  Nie dawał mu zbyt wiele czasu i pola na utwierdzaniu się w tych wątpliwościach.  Co parę dni dzwonił, spotykał się, namawiał, rozwiewał wątpliwości, służył własnym przykładem i chwalił się często swoimi ostatnimi sukcesami.

wtorek, 12 listopada 2019

Odrobina najnowszej historii Bydgoszczy - 73

Na poniższym zdjęciu sklep Komety na Grzymały Siedleckiego 30.  Sklep zewnątrz wyglądał skromnie, ale zaopatrzenie miał bardzo dobre.  Ówczesna oferta  handlowa tego sklepu była jedną z najlepszych w Bydgoszczy.

Sklep został przeniesiony w 1999 roku z Wełnianego Rynku 11, gdzie istniał od października 1990 roku.  Powodem przenosin była ogromna, nieuczciwa konkurencja ze strony powstających jak grzyby po deszczu hiper i supermarketów zachodnich sieci handlowych, a szczególnie pierwszego bydgoskiego hipermarketu o nazwie "Geant", który zbudowano na dawnych działkach położonych pomiędzy ulicami Nakielską, a Dolina w pobliżu Ronda Grunwaldzkiego.

Zdjęcie wykonano jesienią 2001 roku.





                             Poprzedni post z tego cyklu

poniedziałek, 4 listopada 2019

Listopad.

Listopad kojarzy się ze smutkiem i zadumą.  Dla mnie ten listopad jest szczególnie smutny i pełen goryczy.

Jednak listopadowy smutek ma też piękne oblicza.  Poniżej kilka z nich.

Zdjęcia wykonałem w listopadzie 2019 roku.







poniedziałek, 28 października 2019

A przecież można inaczej.


Na FB znalazłem poniższy wpis autorstwa Zbigniewa Skoniecznego:
Podczas nocnego opróżniania koszy na śmieci na ul. Gdańskiej ciężkie pojazdy Remondis, dla opróżnienia dwóch koszy, od lat jeżdżą po chodniku pl. Wolności (kościół, budki z kwiatami).
Nie powinno mnie to niepokoić?



A przecież rozwiązanie jest bardzo proste i żeby długo nie tłumaczyć to proszę spojrzeć na poniższe zdjęcie, które wykonałem w lutym 2019 roku  w hiszpańskiej Maladze (Andaluzja)




poniedziałek, 21 października 2019

Złota polska jesień - następne zdjęcia.

Dzisiaj byłem na wycieczce rowerowej na cyplu leżącym po drugiej stronie Zalewu niż Samociążek.  Cypel ów oblany z trzech stron wodami Zalewu Koronowskiego znajduje się około 8 km (jadąc w stronę Koronowa, ale po jego północnej stronie) od początku Zalewu przy moście w Samociążku

Miejsce bardzo urokliwe, a poniżej kilka zdjęć z tej mojej dzisiejszej wycieczki.  Razem 36,2 km.

Początek drogi wzdłuż Zalewu

Piękna leśna droga


Na cyplu

Podczas gdy siedziałem i popijałem kawę z termosu przypłynęły do mnie młode łabędzie.

Leśne oczko

poniedziałek, 14 października 2019

Złota polska jesień.

W minione dwa październikowe dni panowała wspaniała pogoda.  Ta pogoda ukazała całe piękno naszej polskiej złotej jesieni.

Poniżej kilka zdjęć, które wykonałem wczoraj i dzisiaj.

Droga z Maksymilianowa do Samociążka

Pomiędzy Niemczem, a Smukałą

Rynkowo

Myślęcinek

Ogród botaniczny w Myślęcinku - resztki po arboretum


jak wyżej


Zdjęcie z dzisiaj czyli z 16.10.19., które wykonałem podczas padającego deszczu w lesie koło Rynkowa.  Większość liści, które dwa dni temu były na drzewach (patrz zdjęcie powyżej)  spadało na moich oczach .


niedziela, 6 października 2019

Piękna Bydgoszcz. - 22

Poniżej zdjęcie, które wykonałem rok temu.  Pytanie brzmi - gdzie je wykonałem?




                           Poprzedni post z tego cyklu.

piątek, 4 października 2019

Ciekawostka - 14

W latach 90-tych ubiegłego wieku bardzo dużo podróżowałem i to po kraju jak i poza krajem.

Dzisiaj lipcowa podróż na Mazury w 1993 roku.

Głównym celem były Mikołajki, ale po drodze zatrzymywaliśmy się w różnych miejscowościach i miejscach.

Poniżej Święta Lipka.  Właśnie wyszliśmy z klasztoru po wysłuchaniu wspaniałego koncertu organowego.




                                                Poprzedni post z tego cyklu.

wtorek, 24 września 2019

Na grzybach w pod-bydgoskim lesie.

Dzisiaj dopiero po raz czwarty w tym roku wybrałem się na grzyby i wróciłem zadowolony.  Nie zbierałem czarnych łebków, ani maślaków, a tylko sowy, kozaki i borowiki.

Już nie pamiętam kiedy znalazłem tak dużego (72 dkg.) zdrowego borowika.

W lesie byłem tylko dwie godziny (wyjechałem z domu o 15.30),   Byłbym dłużej, ale robiło się już ciemnawo i musiałem wracać, gdyby nie to, pewnie byłoby jeszcze lepiej.

Poniżej kilka zdjęć z dzisiejszego grzybobrania w pod-bydgoskich lasach.

Kozaki w brzozowym zagajniku

Pierwszy borowik


Przegląd części zebranych grzybów.

Największy zdrowy borowik (72 dkg.)

Ostatni borowik.


poniedziałek, 23 września 2019

S5 - wiadukt nad koleją w Maksymilianowie.

W miniony piątek  (20.09.19.)  zamontowano docelowo dźwigary pionowe wiaduktu nad torami kolejowymi w Maksymilianowie.  Wiadukt przechodzi nad magistralą węglową i linią do Gdyni przez Kościerzynę.

Na bydgoskim odcinku S5 jest to największa budowla inżynierska.  Jest to budowla, której budowę rzadko da się na żywo oglądać, a ja czyniłem to od momentu powstawania fundamentów. 

Nie będę pisał o ich parametrach bo każdy kto chce to może sobie te dane odszukać.  Jednak niechaj o wielkości konstrukcji świadczą proporcje postaci pracowników spinających w górze oba elementy dźwigarów w stosunku do wielkości obiektu.

Podobno 15 kilometrowy odcinek północno - zachodniej obwodnicy Bydgoszczy ma być przejezdny do końca bieżącego roku.

Poniżej kilka zdjęć, które wykonałem na tej budowie w piątek 20.09.19.




Widok na S5 z wiaduktu w ciągu ulicy Leszczynowej w Maksymilianowie.


środa, 18 września 2019

Burzowo - deszczowe urodziny

Pojechałem do Sokole Kuźnicy nad Zalewem Koronowskim, aby w pięknych okolicznościach przyrody samemu świętować swoje urodziny. 

Zostawiłem samochód na leśnym parkingu i wąską ścieżką wijącą się wzdłuż wybrzeża Zalewu wyruszyłem na marsz.  W plecaku termos z kawą i coś słodkiego, scyzoryk i torba na grzyby.  Niestety nic z tego.  Przeszedłem jakieś trzy kilometry i nagle błysnęło i zagrzmiało.  Błyskawice i gromy mocno mnie przestraszyły.  Do tego zaczął padać ulewny deszcz, a po chwili nawet grad.  Najszybciej jak mogłem zawróciłem do samochodu i dopiero w bombardowanym gradem samochodzie doszedłem do siebie.  Wyjąłem termos nalałem sobie kawy i zjadłem czekoladki, włączyłem książkę w komórce i tak ponad godzinę siedziałem w zaparowanym samochodzie czekając na koniec ulewy. 

I doczekałem się.   Nawet zaświeciło zachodzące słoneczko.

Idę sobie  brzegiem Zalewu Koronowskiego

Chmury co prawda się zbierają, ale myślę słoneczko świeci to pewnie ulewa przejdzie bokiem


Widok przez samochodową szybę.
                                                                                   
Ulewa się skończyła

I nawet wyszło trochę zachodzącego słońca



czwartek, 12 września 2019

Odrobina najnowszej historii Bydgoszczy i Niemcza. - 72

W skandaliczny sposób pozbawiono bydgoszczan ich lokalnych piw typu Kujawiak czy Bractwo Kurkowe.  Grupa zarządzających Browarami Bydgoskimi przy ich sprzedaży niepomiernie się wzbogaciła, pracownicy poszli na bruk, a bydgoszczanie zostali pozbawieni swoich ulubionych piw.  Po kolejnym przekształceniu (sprzedaży) browar zlikwidowano.

Kupujący w ten sposób pozbył się poważnej konkurencji na lokalnym rynku.

W podobny sposób przeprowadzono wiele tak zwanych polskich prywatyzacji.  Nigdy tych co tak haniebnie postąpili nie rozliczono i śmiem twierdzić, że już ich nikt (oprócz historii) nie rozliczy.

Wielu uczestników tych złodziejskich działań jest dzisiaj wielce szanowanymi biznesmenami z ogromną kasą i wielkimi wpływami.

To tylko kilka zdań refleksji, które mi się nasunęły, gdy zdigitalizowałem kolejne moje rolki z filmami i slajdami.

Poniżej dwa zdjęcia z lipca 1999 roku wykonane w moim ogrodzie w Niemczu.  Jeszcze wtedy Kujawiak działał i się reklamował.  Były parasole, kufle, podkładki pod kufle, otwieracze do butelek, i różne inne gadżety oraz inne formy reklamy.





                              Poprzedni post z tego cyklu:

niedziela, 8 września 2019

Wtelno lipiec 1973 rok

Praktyka geodezyjna po pierwszym roku studiów - Wtelno lato 1973 rok. Czekamy na otwarcie owego chwalebnego przybytku, aby spożyć w nim obiad.


sobota, 7 września 2019

Dziwny pomnik !

W bukowym lesie ponad polaną Zacisze w bydgoskim Myślęcinku przy leśnej drodze leży kamień z inskrypcjami wydającymi się napisami nagrobnymi.

Czy ktoś wie co to za pomnik?



czwartek, 5 września 2019

Ciekawostka - 13

W listopadzie 1990 roku firma "Kometa", której byłem współwłaścicielem otworzyła na Wełnianym Rynku 11 "Delikatesy Staromiejskie", a rok później w tym samym budynku na rogu Wełnianego Rynku i ulicy Podgórnej otworzyliśmy pierwszy prywatny sklep monopolowy w Bydgoszczy.  Już kilkakrotnie pisałem o tym na moim blogu i zamieszczałem zdjęcia, a nawet filmiki, ale dzisiaj trochę inaczej.  Otóż niedawno odnalazłem zdjęcia, które jesienią 1991 roku wykonał bydgoski fotograf Andrzej Pasoń, a które były swoistym protoplastą obecnych ulotek czy pocztówek reklamowych.  Na tym zdjęciu widzimy luksusowe wówczas towary sprzedawane w naszym sklepie.

Takie  zdjęcia rozdawaliśmy naszym różnym kontrahentom (prowadziliśmy wówczas trzy duże firmy), klientom, znajomym, a nawet w rodzinie.

To była taka namiastka reklamy.







                                                           Poprzedni post z tego cyklu

poniedziałek, 2 września 2019

No cóż?

Wczoraj obchodziliśmy 80 - letnią rocznicę wybuchu II wojny światowej.  Były niemieckie przeprosiny i był kompletny brak przeprosin rosyjskich.  Zreszta tych nie możemy oczekiwać do końca dni naszych bo Rosjanie nigdy do niczego się nie przyznają.  Oni tylko czynią.

Natomiast Pani kanclerz Niemiec i pan prezydent Niemiec  swoją postawą mi zaimponowali bo przecież u źródeł przebaczenia jest przyznanie się do winy.

Doceniam gesty najwyższych władz Niemiec i chciałbym wierzyć, że to szczere początki prawdziwej  normalizacji naszych wzajemnych relacji.  Chciałbym wierzyć, że to duch niemieckiego cesarz Ottona III pojednuje się z naszym najwspanialszym królem czyli Bolesławem Chrobrym, ale?  Nord stream 2?

To co powyżej napisałem to jedno z oblicz tego co powinno być, ale pamiętajmy:

Moja mama 6 lat spędziła pracując przymusowo i ciężko na roli u Niemca. Miała 14 lat jak ją ów Niemiec zgwałcił, a owoc owego gwałtu był przekleństwem jej życia . Przeżyła 92 lata i nigdy już nie była tą trzynastolatką z 1939 roku. Mój ojciec przez sześć lat pracował ( od dwunastego roku życia) u bauera w pobliżu granicy niemiecko francuskiej. Tam zabili jego ojca, a mojego dziadka za próbę przeciwstawienia się tamtemu porządkowi. Moi rodzice mieli całkiem zwichrowane życie, które na pewno wpłynęło również na moje życie i życie moich dwóch sióstr. I co? Co dzisiaj wystarczą nam słowa przepraszam?

 Sam nie wiem kim byliby moja wspaniała mama i mój tata, ale nie byli.

A ja i moje siostry?

To są kategorie, które nie podlegają normalnej ocenie i to są losy ludzi. których żadne odszkodowanie nie zmieni i nie zadośćuczyni.

Ale.........................

piątek, 23 sierpnia 2019

Pod-bydgoska gmina Osielsko -1

Osielsko to najbogatsza gmina w województwie kujawsko - pomorskim.  Liczba ludności dynamicznie rośnie i rośnie również z roku na rok budżet gminy.  W 2006 roku budżet po stronie wydatków to było około 20 mln. złotych, a na rok 2019 ta sama pozycja to już ponad 110 mln. zł.

Co jakiś czas mam zamiar napisać coś o gminie, w której mieszkam od 1995 roku, chociaż do 2005 roku mieszkałem także w Bydgoszczy.

Na początek, moim zdaniem, jedna z najbardziej udanych inwestycji drogowych ostatnich lat czyli realizowana (obecnie trwa budowa ostatniego odcinka tej ulicy) od  ubiegłego roku budowa ulicy Kąty.   Obok ulicy biegnie ścieżka rowerowa z której korzysta wielu rowerzystów i ja również.

Ulica łączy ulicę Słoneczną w Osielsku ze Szosą Gdańską i będzie dużym skrótem (po całkowitym zakończeniu robót) dla jadących od strony Szosy Gdańskiej do Żołędowa, Maksymilianowa, Koronowa i wielu innych miejscowości.

Tak wyglądała ta ulica w listopadzie 2017 roku

A tak w czerwcu 2019 roku

Sierpień 2019 r.

j.w.

sobota, 17 sierpnia 2019

Puchar Polski w chodzeniu z kijkami.

W minioną sobotę  (10.08.19) odbyły się w Żołędowie koło Bydgoszczy zawody sportowe w coraz bardziej popularnej dyscyplinie sportowej zwanej z angielska (nie wiem dlaczego bo przecież angielski futbol to po polsku piłka nożna, ale już tak lubimy być małpami Europy)  nordic walking.  Na starcie stanęło w różnych kategoriach wiekowych ponad 550 zawodników.

Zawody jak i cała ich otoczka były bardzo ciekawe.  Wielu poprawiło swoje rekordy  życiowe na poszczególnych dystansach.  Były wspólne obiady, zdjęcia . dyskusje, wymiany doświadczeń i wiele, wiele innych rzeczy.

Na koniec były medale i prezenty, ale przecież nie chodzi o nie, ale o te wspólne chwile przeżyte razem pośród zawodników z całego naszego pięknego kraju.

Poniżej kilka zdjęć z tej bardzo udanej imprezy, której główną animatorką była dyrektor Gminnego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Osielsku pani Żaneta Kaźmierczak.