wtorek, 12 marca 2013

Zdzisław Szubski - kariera sportowa i trenerska, część 4


4. Rutyna i następne medale z Mistrzostw Świata

Wpadliśmy w rutynę i do każdego startu podchodziliśmy bez stresu. Młodzi i tak naprawdę jeszcze nieopierzeni, ale z determinacją przezwyciężaliśmy ciężkie treningi rozpisane przez   trenera koordynatora Andrzeja Niedzielskiego, ksywka Tygrys  i trenera prowadzącego Cyryla Talarowskiego z Poznania, ksywka Wuja.

Codzienne treningi w Ośrodku Przygotowań Olimpijskich w Wałczu były czymś co można porównać do trudów dawnych zesłańców  na Syberię. Ciężka i zorganizowana praca Wuja była egzekwowana z głową i taktyką psychiczną. Trening sprowadzał nas do totalnego wyczerpania. Poddawaliśmy się tym ogromnym i zróżnicowanym obciążeniom ponieważ byliśmy przeświadczeni że wiąże się to z wynikami i następnymi medalemi Mistrzostw Świata. Tak też później było. 

Ekipa narodowa polskich kajakarzy sezon 1978 / 1979


Każdy kolejny rok, czyli 1978 i 1979
srebrne medale Mistrzostw Świata. Niestety Rosjanie byli nie do przeskoczenia. Czwórka złożona i prowadzona od 1979 roku przez Mistrza Olimpijskiego z Monachium w K1 na 1000 metrów Władimira Szaparenko nigdy nie dawała za wygraną
. 
Pozostanę przy wspomnieniach tych dwóch lat, a rok olimpijski pozostawię na następny odcinek wspomnień.

1978 rok dla kajakarstwa polskiego nie zapisał się dobrze na kartkach sportowej historii. Sztab szkolenia wymyślił zgrupowanie wysokogórskie i tak czerwiec i lipiec przepracowaliśmy na wysokości 2 tysięcy metrów w Austriackich górach Kaprun koło Zell am Zie.


Tutaj trenowaliśmy.



Horror przy wjeździe ze sprzętem, samochód z przyczepą nie chciał się mieścić na serpentynach i horror z treningami. Hotel w kształcie puszki po ogórkach. Jedzenie z puszek, podgrzewane, a do tego  cztery pory roku na przełomie czerwca i lipca.
W dzień 26 - 28 st. Celsjusza, nagle przychodzi mgła, temperatura spada do 18 stopni, wiatr i deszcz z gradem wielkości orzecha włoskiego.  Potem piękny dzień to łodzie zostawiliśmy nad samym brzegiem, na kamieniach bez strachu, że ktoś mógłby sobie ,,,,,, byliśmy tam sami 
Wstajemy rano, a tutaj śnieg po pas. OK, a gdzie łódki. Pół dnia szukaliśmy łodzi, aby zejść na wodę i zrealizować trening. Mgła, że na wyciągniecie ręki nie było nic widać, grad, śnieg i słońce. Te warunki sprawiły że niestety nie było możliwości wykonać wszystkich założonych zadań treningowych. 




A skutki tych treningów pokryły się z wynikami na Mistrzostwach Świata w Belgradzie.




Dwa medale, a jeden z nich to my K4 na 10 km.   Niestety nasza satysfakcja była niepełna ponieważ marzyło nam się złoto. Praca i wiele wyrzeczeń dyktowała nam Victorię. Niestety Rosjanie okazali się lepsi.

Przyszedł sezon 1979.  Przygotowania to podobnie ciężka i długotrwała praca. Więcej nie można było. Przytoczę kilka przykładów pracy z okresu przygotowawczego czyli luty - kwiecień. Miesiące które były dla nas najcięższymi miesiącami, ale zdawaliśmy sobie sprawę że praca wykonana w tym okresie na pewno da rezultaty.  Na wodzie około 180 km, biegi około 40 km, siłownia około 120 ton, gimnastyka, gry. To wszystko wykonane w ciągu tygodnia, czyli  w około 30 godzin pracy, czyli 1800 min.
Wiele razy rzucałem się do na łóżko po rannym treningu, przed obiadem, a po kilku minutach, budząc się na obiad myślałem, że to śniadanie. Było ciężko ale się opłacało. Rzadko coś lepszego - dziewczyna, dysko. Tylko praca, nauka i łóżko, aby jak najlepiej i jak najszybciej zregenerować siły na następny trening. 
Po kilu startach w Tata na Węgrzech, Nottingham, Rumuni i w Polsce na jeziorze Malta, gdzie zawsze plasowaliśmy się na podium przyszedł czas na Duisburg, Mistrzostwa Świata.







Udany start ciężka praca w dystansie, wyrównana walka z Rosjanami, ale niestety ponownie im ulegliśmy i srebro. Zadowoleni, ale ponownie niedosyt. Co teraz,  czwórka w składzie Andrzej Klimaszewski z Poznania, Krzysztof Lepianka z Warszawy, Zbigniew Torzecki z Poznania i ja z Bydgoszczy przeszliśmy do historii jako jedna z najlepszych osad Świata w wyścigach na 10km. I co dalej?  Wielkie niewiadome. Rok olimpijski 1980 i brak dystansu 10 km stworzył rywalizację między nami i walka o osadę K4 1000 metrów i K2. Czyli osad cztero i dwu osobowych, ale o tym później.

piątek, 8 marca 2013

Wykorzystywanie Polski

 Można się nie zgadzać, można nie lubić, można polemizować, można mieć zupełnie inną wizję naszej rzeczywistości i inaczej oceniać zaistniałe fakty, ale przeczytać, moim zdaniem, warto.

Ciekawą rozmowa z prof. Witoldem Kieżunem, wybitnym teoretykiem zarządzania, żołnierzem Armii Krajowej oraz byłym ekspertem ONZ pracującym z ramienia tej organizacji w krajach afrykańskich.
Prof. Kieżun ocenia, że Polska stała się "ofiarą strategii międzynarodowego kapitału, który zdawał sobie sprawę z tego, że Polska jest bardzo interesującym terenem do eksploatacji":
Mieliśmy dobry zespół inżynierów oraz pracowników niższego szczebla. A przede wszystkim mieliśmy już rozbudowany przemysł. Jego struktura była może o tyle niewłaściwa, że zbyt duży nacisk kładziono na przemysł ciężki i zbrojeniowy. (...)

Z miejsca trzeba było ustalić generalną zasadę, w jakim kierunku chcemy rozwijać naszą działalność gospodarczą, a więc sporządzić daleko idący plan rozbudowy działalności produkcyjnej oraz plan dotyczący sposobu prywatyzacji naszych zakładów przez kapitał zagraniczny. A my, zamiast dokładnie przeanalizować, w jaki sposób zlikwidować inflację i rozwinąć produkcję, zgodziliśmy się na działanie typu rewolucyjnego, które spowodowało olbrzymie bezrobocie i doprowadziło do bardzo znacznej likwidacji naszego przemysłu.
Pierwszym podstawowym założeniem powinno być przeciwdziałanie tzw. wrogiemu przejęciu, a więc temu, co było u nas tak niesłychanie charakterystyczne. Polegało to na tym, że wielkie zagraniczne firmy kupowały atrakcyjne polskie przedsiębiorstwa, a następnie je likwidowały, w ten sposób pozbywając się ewentualnej konkurencji. Ktoś może powiedzieć, że nasze przedsiębiorstwa nie reprezentowały bardzo wysokiego poziomu w porównaniu z poziomem produkcji zagranicznej. Tak, to prawda, ale za to u nas była niesłychanie tania siła robocza. Dzięki temu mogliśmy tanio sprzedawać nasze produkty za granicą. Tak właśnie zrobiły Chiny, zalewając świat średniej wartości produktami po bardzo niskiej cenie.
Zdaniem prof. Kieżuna, by coś zmienić w Polsce, należy przede wszystkim zmniejszyć niezwykle rozbudowany aparat administracyjny państwa. Poza tym - powinno się wprowadzić system prezydencki, typu amerykańskiego:
Pod tym jednak warunkiem, że prezydent byłby wybierany raz, na siedem, osiem lat, po to aby nie mając możliwości kandydowania na drugą kadencję, mógł przeprowadzić potrzebne zmiany, nie bojąc się narazić opinii publicznej.
Profesor postuluje także wprowadzenia obowiązku głosowania, który istnieje m.in. w Belgii, w Grecji, w Australii, w Nowej Zelandii, w sumie w 29 krajach. Jak mówi - "chodzi o przyuczenie ludzi do pewnej postawy". I dodaje: "wyrobienie dobrych nawyków wymaga mądrej formacji, między innymi za pośrednictwem telewizji":
Olbrzymia większość mediów w Polsce jest – że tak powiem – proreżimowa. Nasza telewizja zupełnie abstrahuje od swojej roli wychowawczej. Ale nie ma się co dziwić, skoro nawet premier powiedział, że „ludzie są, jacy chcą być, rząd nie jest od tego, żeby ich zmieniać”.
A jest od tego?
– Oczywiście, że tak! Tragedia Polski polega na tym, że wtenczas, gdy w krajach zachodnich kształtował się tzw. zmysł państwowy, to znaczy umiejętność myślenia kategoriami państwowymi, my znajdowaliśmy się pod zaborami; nasze prawo było niekorzystne i Polacy kombinowali, jak je obejść. To samo działo się w czasach komunizmu. Aby przetrwać, trzeba było czasem działać poza prawem. Dlatego od dwudziestu lat należało systematycznie kształtować postawę ukierunkowaną na interes społeczny. Państwo daje mi bezpieczeństwo, ale ja wobec niego mam określone obowiązki, takie jak płacenie podatków, udział w głosowaniu, muszę ponosić pewne koszty związane z dobrem ogólnym. Powinno się tego uczyć.
Pytanie tylko, jak to skutecznie robić.
– Dzieci można uczyć tego w szkole, a ludzi dorosłych chociażby poprzez systematyczny przekaz telewizyjny. Jednak nie w formie pouczania, ale poprzez przedstawianie dzieł artystycznych, z których wynika właśnie to, że interes społeczny jest jednocześnie moim interesem i że po to, abym mógł w społeczeństwie normalnie funkcjonować, muszę ograniczyć swoją wolność. Na przykład, chcąc dojechać samochodem do celu, muszę respektować znaki drogowe. Ludzi trzeba wychowywać. W Stanach Zjednoczonych kapitalnie w tej roli sprawdzają się filmy prezentujące określone modele zachowania. Człowiek widzi w nich, że ktoś, kto postępuje dobrze i szlachetnie, zyskuje na tym. Moje przedwojenne pokolenie wychowało się w ten sposób na westernach, gdzie nie wolno było strzelić komuś w plecy, obowiązywała zasada otwartej walki twarzą w twarz. Tak jak Gary Cooper w filmie „W samo południe”. Tego nas uczono.
Oceniając obecny rząd, naukowiec podkreśla, że "poważny sprzeciw budzi też rozwinięta antydemokratyczna polityka niszczenia opozycji metodą ograniczania dostępu do mediów i walką „ad personam” poprzez niekulturalne, obraźliwe insynuacje, szeroko kolportowane przez posłów, a nawet ministrów w stosunku do opozycji i w stosunku do osoby Lecha Kaczyńskiego, który jako prezydent uosabiał majestat Rzeczypospolitej."

Zródło:


I jeszcze anonimowy głos z forum Gazety Wyborczej z 10.03.13. zamieszczony pod artykułem 

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13538140.html

Bez wątpienia, w innym przypadku /rządów PiS-u w Polsce/ kraj zbankrutuje. Oczywiście jest  to głos naiwny, ponieważ wyrok już zapadł. Jak brzmi? Zniszczyć polską przedsiębiorczość na korzyść obcej. Przeciętny Polak ma być wyłącznie numerem, który zaprogramowano na 67 lat przydatności. Po tym czasie ulec musi dezintegracji, ponieważ jest zbędny. Nie ma prawa do dobrej edukacji, piastowania żadnej kluczowej funkcji, ma być wyłącznie niewolnikiem „do dyspozycji” i rozmnażać się w sposób ściśle kontrolowany tak, aby przyrost naturalny nie zaszkodził polityce finansowej obcego kapitału. Metropolis? Oczywiście!

środa, 6 marca 2013

Bydgoszcz - prawda i mity - część 5 /odcinek 2/



Jak już poprzednio pisałem - treści, które zamieszczam w tym wątku w całości pochodzą z książki pod tym samym tytułem czyli "Bydgoszcz prawda i mity" wydanej w 2008 roku przez Towarzystwo Miłośników Miasta Bydgoszczy.  Oczywiście na potrzeby internetowego postu wybrałem tylko fragmenty z tekstów zawartych w tym opracowaniu.


Mit numer 5 - Bydgoszcz to miasto bez tradycji.


Tradycja kultu religijnego.

Najstarszym ośrodkiem kultu religijnego w Bydgoszczy był romański kościół p.w. św. Idziego (rozebrany w 1879 r.), który stał w pobliżu przeprawy przez Brdę.  Zbudowano go prawdopodobnie za panowania Władysława Hermana (1079 - 1102).  Równocześnie z lokacją miasta w 1346 r. zbudowano drewniany kościół parafialny p.w.św. Mikołaja.  Na miejscu tej świątyni spalonej w 1409 r. przez Krzyżaków, wzniesiono wyróżniający się wspaniałą gotycką architekturą kościół p.w. Marcina i Mikołaja. Budowę fary zakończono w roku 1502.

W mieście od czasów średniowiecza miały siedzibę zakony.  Pierwsza wzmianka o karmelitach pochodzi z 1399 r.  Fundacja bydgoska karmelitów należała do najstarszych w Polsce, obok Gdańska (1380 r.), Krakowa i Poznania (1395 - 1399 r.).  Przeor bydgoskiego konwentu, zgodnie z zasadą starszeństwa, zasiadał zawsze na trzecim miejscu w czasie kapituł prowincji czesko-polskiej.

W 1408 r. erygowano klasztor bernardynów (fundacja Zb. Oleśnickiego, trzeci konwent w Polsce po Krakowie i Warszawie), w 1615 r. klasztor klarysek, a w 1617 r. jezuitów.

W czasach staropolskich zbudowanow Bydgoszczy i na przedmieściach aż 7 gotyckich kościołów, z których do dzisiaj zachowały sie tylko trzy.

Od czasów rozbiorów datuje się rozwój świątyń ewangelickich, a w 1920 roku było już ich 8.

Bydgoska Bazylika - votum za odzyskanie niepodległości, której budowę zaczęto w 1925 r. jest jednym z największych kościołów w Polsce.


Tradycje finansowe i bankowe. 

Najstarsza placówką związaną z szeroko pojętymi finansami była mennica.
Prawo bicia monet Bydgoszcz zyskała na mocy przywileju lokacyjnegoz 19.04.1346 r.  W latach 1594 - 1688 (z przerwami) funkcjonowała w mieście duża mennica, od 1627 do 1644 r. jedyny tego typu zakład na terenie Korony.  Według opinii numizmatyków, mennica bydgoska reprezentowała wysoki poziom rozwoju mennictwa złotego w Polsce.  W 1621 r. wybito w Bydgoszczy największe do dzisiaj złote monety w Europie - chodzi o słynne 100 dukatów Zygmunta III Wazy. Średnica monety wynosi 69,2 mm, ciężar 348,2 g. złota.  Podczas licytacji w 1978 r. w Nowym Jorku jedną z bydgoskich studukatówek sprzedano za 120 tys. dolarów.

Mennica bydgoska równała się z najlepszymi zakładami europejskimi, a pod niektórymi względami nawet je przewyższała.  Działalność tego przesiębiorstwa w Bydgoszczy wywierała korzystny wpływ na życie społeczne i gospodarcze miasta, regionu oraz całego kraju.

Natomiast pierwsza instytucja o charakterze banku została założona w 1787 r., co wytworzyło przesłanki do  kształtowania się układu kapitalistycznego.

W XIX wieku i początku XX w. na Pomorzu i w Wielkopolsce dominowaly banki niemieckie.  Wśród nich Darmstadter Bank i Dresden Bank.  Zawiązywały one korporacje z bankami akcyjnymi działającymi na terenie Gdańska czy Bydgoszczy.  Najważniejszym z nich był Ostbank fur Handel und Gewerbe z siedzibą w Bydgoszczy.  Kapitał oraz rozmiary operacji bydgoskiego banku przekraczały obroty i stan posiadania 5 największych banków polskich.  Mimo tego w mieście funkcjonował też polski Bank Ludowy.

Ważną instytucją była też w Bydgoszczy Poczta, której naddyrekcję rejencji bydgoskiej i części rejencji  kwidzyńskiej zlokalizowano w 1850 r., a w latach 80. XIX w. zbudowano imponujący gmach przy ul. Stary Port.  W 1876 r. uruchomiono telegraf, a w 1886 r. telefon.

                                                      Poprzedni post z tego cyklu.

poniedziałek, 4 marca 2013

Ciekawostka prosto z Brazylii.

Dnia 27 lutego 2013 roku zostałem zaproszony /Zdzisław Szubski - z prawej/ na spotkanie ex i byłych kierowców Formuly 1 i kierowców słynnych zawodów mile miles, czyli 16 000 tys. km non stop, rozgrywanych corocznie w Sao Paulo od 36 lat.
Na zdjeciu od lewej ex kierowca formuły mile miles Evandro Campos - dwukrotny zdobywca pucharu /poniżej/ i słynny kierowca Emerson Fitipaldi, dwukrotny zdobywca Formuly 1 i formuły INDY w USA.  






                                                    Zdjęcia udostępnił Zdzisław Szubski.

sobota, 2 marca 2013

Odrobina najnowszej historii Bydgoszczy - 32


Zdjęcie wykonano w styczniu 1979 roku.

Chociaż jakość zdjęcia jest bardzo marna to, moim zdaniem, warto sobie przypnieć, dla tych co pamiętają, jak tutaj kiedyś było, a dla tych co nie pamiętaja, to dla porównania z dniem dzisiejszym.

Poprzedni post z tego cyklu.

piątek, 1 marca 2013

Piękna Bydgoszcz - 9


W głębi - dawniej Wydział Budownictwa Lądowego Akademii Techniczno-Rolniczej w Bydgoszczy .  Później prezydent Dombrowicz podarował ten budynek kościołowi.

Zdjęcie wykonano w listopadzie 2012 roku.

Poprzedni post z tego cyklu.

wtorek, 26 lutego 2013

Kilka refleksji natury ogólnej - 13

ŁAZIŁEM TROCHĘ PO ULICACH
po południu: jakaż masa młodzieży, dobrze ubranej, rozbawionej, choć rozmyślnie, przesadnie, wrzaskliwej.  Jeśli oni są zadowoleni, to dlaczegóż właściwe ja mam za złe?
Rozpiera mnie nadmiar wiedzy niepotrzebnej: o przeszłości, o źródłach naszej władzy, jej kwalifikacjach, stosunkach - pełno tego mam w sobie, ale nikogo jakoś to widać nie ciekawi.  Ludzie pogodzili się ze wszystkim, uznali to za normę, mówia, że nie jest tak źle.

Doprawdy, żeby być dziś u nas w zasadniczej opozycji, to już trzeba stać się zupełnym maniakiem i wrogiem życia codziennego.  Oto nieodparta siła zbiorowej hipnozy.

Kto i kiedy napisał powyższe słowa, które jak ulał pasują do tego co sam przeżywam obecnie?


Nikt się nie pokusił o odpowiedź dlatego informuję, że cytat pochodzi z "Dzienników"  Stefana Kisielewskiego, strona 219  Wydawnictwo Iskry Warszawa 1997


Po tym wstępie nawiązuję do ostatnich ogromnych polskich sukcesów opisanych w poniższym artykule: 


http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,13372396,Jest_budzet_UE__Polska_z_wielka_kasa___441_mld_zl_.html#ixzz2KROLAOTj

A poniżej opinia internauty, która została  najlepiej oceniona ze wszystkich /ponad 90 opinii/ zamieszczonych pod tym artykułem:

polscy przedsiębiorcy zamiast wprowadzać innowacje to zajmują się wyrabianiem "dojść" do urzędników mających wpływ na podział tortu.... Dzielący ten tort wiedzą co mają w ręku i też chcą kawałek tego tortu dla siebie...
W efekcie przedsiębiorcy oraz urzędnicy korumpują się wzajemnie bo tylko w ten sposób są w stanie zaspokoić własne, finansowe oczekiwania więc czy możemy potem się dziwić, ze kasa płynie do prymitywnych gości wyspecjalizowanych w kantach?


I opinia, która jest trzecią z najlepiej ocenianych:


Ale chamska propaganda sukcesu. A gdzie inflacja, a gdzie wklad własny, a gdzie koszty pozyskania i podziału, a gdzie złodziejstwo typu te przy budowie autostrad czy inwestycji na kolei, a gdzie pakiet klimatyczny, a gdzie obowiązkowe zlecanie zadań firmom zagranicznym, które odzyskują do swoich krajów /wg GW/ aż 80% kasy wpłacanej przez płatników netto, a gdzie wianuszki podzleceń, a gdzie kasa do wyciągających się wszędzie łapczywych rąk i nienasyconych gąb? A gdzie..... ? Nigdzie. Mamy nowa kasę, będzie na premie do marszałków , szefa NIK  /70 tys. zł/  ministerialnych urzędników i całej tej marnej, nieruchawej, nie odpowiadającej za nic, urzędniczej machiny. 

Kasa tak, ale najpierw trzeba przebudować to cale dziadostwo w naszym kraju od wprowadzenia prawdziwej odpowiedzialności za podejmowane decyzje na publicznych posadach, zaczynając,



A w tym samym numerze GW, jak na ironię, mogliśmy w innym artykule poczytać:

piewszy etap to Piotrkow,.......... do prezesa, zlozyc gratulacje za skonczenie S8
.
Szef Przedsiębiorstwa Budowy Dróg i Mostów ERBEDIM rozmawia z córką tuż po wygranym przetargu (25.08.09 godz.17:49). Treść stenogramu pozostawiamy bez komentarza.

Szef: Chciałem poinformować panią właścicielkę, że 3 września będzie podpisywany kontrakt życia dla twojej firmy.
Córka: Tak?
Szef: Tak.
Córka: Czyli w pracy będę?
Szef: Za miliard siedemset dwadzieścia. Tak, jak chcesz możesz nawet telewizję zaprosić (...) w stylu w tle pokazać czy coś.
Córka: Bardzo się cieszę, bo w końcu będzie mnie stać żeby kupić sobie mieszkanie w Barcelonie.
Szef: Na to cię jest stać cały czas. Czego ty gadasz o jakichś tam pierdołach.
Córka: To se kupuj co chcesz.

Poprzedni post z tego cyklu.

poniedziałek, 25 lutego 2013

Pozdrowienia z Chile.






Zdzisław Szubski


 04 luty '13 Constitucion
Po tygodniu podroży z Polski dotarłem do Constitucion. Po drodze oczywiście zatrzymałem się w Lisbonie, Sao Paulo  i Santiago.
Przesyłam Pozdrowienia i kilka zdjęć z miejsca gdzie jestem. 

Autorem pozdrowień i zdjęć jest bydgoszczanion Zdzisław Szubski, trener koordynator reprezentacji Chile w kajakarstwie.


sobota, 23 lutego 2013

Warto przeczytać - 8

Bohdan Królikowski  "Błażeja Siennickiego z wojen przeszłych notacje".

Jest to trzecia i ostatnia część cyklu powieści historycznych dotyczących XVII wieku, a napisana w formie pamiętnika przez uczestnika wydarzeń, które są w tych powieściach opisywane.  Pozostale dwie części to:

"Błażeja Siennickiego diariusz z wojny szwedzkiej"  i

"Błażeja Siennickiego przypadki wojenne osobliwsze"

Moim zdaniem ten cykl książek, chociaż dosyć trudny w czytaniu z powodu nadmiaru w nim staropolskiego języka, dużej dawki łaciny i innych osobliwszych wyrażeń charakterystycznych dla opisywanego okresu, każdy Polak, który chciałby się dowiedzieć "skąd przychodzimy", skąd jesteśmy tacy jacy jesteśmy, jakie jest nasze dziedzictwo, powinien obowiązkowo przeczytać.  W zasadzie zawarta w tych opowieściach wiedza o ówczesnych Polakach i tym co ich otaczało i z czym przyszło im walczyć, a dla walk owych zawierać nieraz trudne i skomplikowane sojusze, z dzisiejszego punktu widzenia, jest moim zdaniem, przerażająca.  Poczynając od pierwszej elekcji po śmierci Zygmunta Augusta, z każdym rokiem było w Polsce gorzej i chociaż zdarzyły się jeszcze takie dni chwały jak sukcesy Stefana Batorego, zwycięstwo pod Chcimiem, czy wiktoria wiedeńska to jednak ogólnie był to okres stopniowego upadku Rzeczpospolitej, jej szarpania na strzępy, okres magnackiej pychy i szlacheckiej, głównie, samowoli.

Jak pisze w 1656 roku autor: "Prędzej widno żywot mój przeminie jak Rzeplitej utrapienia i nieszczęścia".

Konfederacja goniła konfederację, a każda szkody wielkie czyniła w kraju ogromnie osłabionym szwedzkim potopem, rokoszem Rakoczego, najazdami Turków sprzymierzonych z Kozakami i Tatarami.

A w czerwcu 1666 roku pod Mątwami koło Inowrocławia doszło do wielkiej bitwy konfederacji pod przywództwem Lubomirskiego przeciw wojskom wiernym królowi.  W tej bratobójczej walce tylko ze strony królewskich padło w boju ponad cztery tysiące ludzi.  Jak pisze autor: : nie wiem ja, czyli w jakowej inszej bitwie taki był ludzki ubytek jako w tej, gdzie brat na brata uderzał".  Po czym jak czytamy: "Takowy tedy fructus belli sprawiwszy, sam się pan Lubomirski łzami zalewał.  Któren wprędce potem króla imci przeprosił, jakoby to można żywot tysięcy, a łzy drugich we większej jeszcze liczbie, przeproszeniem naprawować".

Naprawdę warto przeczytać i warto mocno się zastanowić jak tamte czasy, tamte zdarzenia, tamte charaktery i uczynki mają się do naszego dzisiejszego życia.  Co jest naszym dziedzictwem i o czym warto wiedzieć, aby bez końca nie popełniać ciągle tych samych błędów.

Poprzedni post z tego cyklu.


czwartek, 21 lutego 2013

A było tak dobrze !!!




  Kraj rozwijał się naprawdę dobrze, a wiele miast i środowisk /było 49 województw/ prężnie się rozwijało.   
Niestety przyszedł Marian Krzklewski  /Maniek/ i wprowadził z kumplami z AWS-u /Akcja Wyborcza Solidarność/  cztery reformy.  Wprowadził je głównie po to, aby on i jego koledzy /słynne tkm/ obsiedli co tylko możliwe i całe dziesięciolecia rządzili Polską.   A ponieważ nie mogli zwolnić dziesiątek tysięcy osób z kierowniczych funkcji  to, żeby rządzili oni, zreformowali nasz kraj.  Dzisiaj wyraźnie widać, że wszystkie reformy  były nic nie warte, a ta administracyjna była najgorsza.  Każdy z czołowych kumpli z AWS-u chciał mieć swój region i tak też się podzielili.  Tych regionów miało być 12, lecz na skutek protestów społecznych wprowadzono ich 16.  Wprowadzono także okolo 300 powiatów.  Zarówno owe regiony jak i powiaty kompletnie nie zdały egzaminu i nadają się do natychmiastowej zamiany, a najlepiej do powrotu do dwu-stopniowego podziału Polski czyli 49 województw i okolo 2500 gmin.  Powiaty to tylko ogromne koszty bez realnej władzy i bez pieniędzy, za to przechowalnie dla chwilowo przegranych kumpli.

Reforma emerytalna - szkoda słów.  Reforma szkolnictwa i wprowadzenie gimnazjów - tragedia, a o reformie służby zdrowia to nawet nie warto pisać takie to bagno.

AWS przegrał bo ludzie prędko się zorientowali o co "chlopakom " chodziło, a główni sprawcy tego balaganu czyli Maniek i Buzek brylują na europejskich salonach, za nic nie odpowiadając, a wręcz przeciwnie, a spotykają ich tylko odznaczenia, zaszczyty i wielka kasa.

Najwyższa pora to zmienić i przywrócić normalność.

wtorek, 19 lutego 2013

Tuskobusem po kraju.













Aż cisną się na usta słowa piosenki Maryli Rodowicz:  "Ale to już było".   Rozpoczął Gierek, kontynuował Jaruzelski, a teraz kolejny już raz, w Polskę wyrusza Tuskobus.  Nawet tytuł idelanie pasuje.  Tylko tych firm już nie ma, pracy nie ma, ale za to mamy nowy, lepszy ustrój.  Damy radę.

Materiał pochodzi z bydgoskiego /już dawno zapomnianego, a jakże kiedyś popularnego/  Dziennika Wieczornego z 17 marca 1987 roku.

poniedziałek, 18 lutego 2013

Bydgoskie ciekawostki - 16




Przypominam piękne obrazy bydgoskiej malarki Elżbiety Szews.

Zdjęcia pochodzą z katalogu wystawy jej prac, na której byłem w maju w 1994 roku.
                                                           Poprzedni post z tego cyklu.

niedziela, 17 lutego 2013

Opinie bydgoszczan sprzed 6 lat o toruńskich rządach



Artykuł pochodzi z Expressu Bydgoskiego z dnia 07.03.2007 roku /strona nr 3/

Cóż dodać do tych opinii:  chyba tylko to, że jest znacznie, ale to zancznie gorzej niż 6 lat temu, a bierność większości  bydgoszczan nie wróży, aby miało być lepiej i chociaż pierwsze jskółki zmian na lepsze widać to jednak daleko jeszcze do prawdziwej bydgoskiej wiosny.

sobota, 16 lutego 2013

Marszałek Całbecki - czyli nic nowego.


Artykuł pochodzi z pierwszej strony  Expressu Bydgoskiego z dnia 07 marca 2007 roku.

Niebawem minie 6 lat od jego publikacji, a  jedyną niewiadomą pozostaje tylko to, czy toruński marszałek nadal ceni coś bydgoskiego, czyli Wodę Ostromecką?

Proszę także zwrócić uwagę /czytając artykuł/ na konsekwentnie "pro-bydgoską" postawę bydgoskiego posła Pawła Olszewskiego.


środa, 13 lutego 2013

Bydgoszcz - prawda i mity - część 5 /odcinek 1/



Jak już poprzednio pisałem - treści, które zamieszczam w tym wątku w całości pochodzą z książki pod tym samym tytułem czyli "Bydgoszcz prawda i mity" wydanej w 2008 roku przez Towarzystwo Miłośników Miasta Bydgoszczy.  Oczywiście na potrzeby internetowego postu wybrałem tylko fragmenty z tekstów zawartych w tym opracowaniu.


Mit numer 5 - Bydgoszcz to miasto bez tradycji.

Bydgoszcz jest polskim miastem.  Od swego zarania była osadą należącą do państwa Polan, na północnych krańcach terytorium graniczącym z obszarem Pomorzan.

Bydgoszcz położona na styku polsko-krzyżackim stanowiła zawsze oparcie, zaplecze dla polskich monarchów i polskiej polityki.  Egzystencja i losy Bydgoszczy zdeterminowane zostały przez rywalizację z zakonem krzyżackim.

Po wcieleniu do Prus, Bydgoszcz jako rozwijające się miasto i znaczny ośrodek administracyjny miała stawać się według wysiłków Niemców ośrodkiem niemczyzny na "słowiańskim wschodzie".  Mimo germanizacji, nie udało się złamać ducha polskiego ludności.  Po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku Bydgoszcz szybko się zrepolonizowała stając się w 1939 roku miastem tylko w 8% zamieszkałym przez mniejszości narodowe.

TRADYCJE WODNIACKIE

Bydgoszcz swe powstanie i rozwój zawdzięcza Brdzie i Wiśle.  Rzeki, które w średniowieczu były wykorzystywane do komunikacji, umożliwiły rozwój handlowy i gospodarczy miasta.  W życiu gospodarczym Bydgoszczy kluczową rolę odegrał handel spławny, który decydował o pozycji gospodarczej miasta w skali regionu, a nawet kraju.  W Bydgoszczy funkcjonowały dwa świetnie prosperujące cechy żeglarskie: szyprów i sterników.  Rzeka nie tylko umożliwiała handel, ale dostarczała znanych ze smaku ryb oraz energii do napędu młynów, mennicy oraz różnorakich manufaktur.

W okresie rozbiorów Prusacy rozwinęli bydgoskie tradycje związane z handlem rzecznym przez budowę Kanału Bydgoskiego.  Dzięki połączeniu dorzeczy Wisły i Odry, powstała śródlądowa droga wodna z Polski do Europy Zachodniej z pominięciem Gdańska.  W ten sposób powstał w Bydgoszczy Węzeł Wodny, w szerokim zakresie wykorzystywany przez następne 200 lat dla transportu towarowego, a także dla żeglugi pasażerskiej i rekreacji.

TRADYCJE SZKOLNICTWA WYŻSZEGO

Geneza powstania w Bydgoszczy pierwszych uczelni wyższych wiąże się z zabiegami ówczesnych władz miejskich o powołanie w mieście uniwersytetu.
W 1906 roku powstał czterowydziałowy Królewski Instytut Rolniczy, który zajmował zbudowane dla niego gmachy przy dzisiejszej al. Ossolińskich.  W 1911 roku otwarto Szkołę Rzemiosł i Przemysłu Artystycznego o profilu wyższej uczelni, która mieściła się w przepięknym gmachu przy ulicy Świętej Trójcy.
W 1920 roku władze miasta wystąpiły z propozycją przeniesienia do Bydgoszczy wileńskiego Uniwersytetu Stefana Batorego, niestety projekt upadł i Bydgoszcz musiała czekać do lat pięćdziesiątych na lokalizację pierwszej wyższej uczelni.  W ciągu 30 lat powstały aż cztery wyższe uczelnie.  Rodziły się od podstaw w miejscowym środowisku, nabierając coraz większego znaczenia i powiększając swój potencjał naukowy.

TRADYCJE KULTURALNE

Pierwsze placówki kulturalne powstały w Bydgoszczy w czasach Rzeczpospolitej Szlacheckiej.  Były to początkowo biblioteki /bernardynów, karmelitów, jezuitów/, z których do dnia dzisiejszego zachowala się tylko część Biblioteki Bernardynów - około 1600 dzieł.

Wraz z otwarciem Kolegium Jezuickiego (1648 r.) powstały: teatr, bursa muzyczna i kapela.
Pisarstwo uprawiało wielu mieszczan.  Powstała Kronika Bydgoszczy Wojciecha Łochowskiego, prezentująca dzieje miasta do 1637 r. na wzór kroniki Długosza.  Kanclerz Jerzy Ossoliński napisał pamiętnik, który oceniono jako jeden z najwybitniejszych w XVII wieku.  Starosta Maciej Smogulecki pisał panegiryki na część papieża, bernardyni i członkowie innych zakonów pisali kroniki.

Na początku XIX wieku istniał w Bydgoszczy teatr amatorski oraz 3 teatry zawodowe.  Pierwszy stały budynek teatru wzniesiono na fundamentach rozebranego kościoła Karmelitów w 1824 r.
Życie muzyczne wyrażało się w koncertach i przedstawieniach zespołu Towarzystwa Śpiewaczego i Towarzystwa Operowego oraz chóru miejskiego, które własnymi silami wystawiały sztuki operowe.

W 1890 roku po pożarze budynku teatru przystąpiono do budowy monumentalnego gmachu.  Nowy budynek w stylu neoklasycystcznym był największym dziełem znanego berlińskiego architekta H.CH. Seelinga i jedną z najpiękniejszych nowych budowli w mieście (1896 r.).  Posiadał widownię na 800 miejsc i był położony w najbardziej uczęszczanym miejscu - u wylotu ul. Mostowej.  Gmach teatru wyróżniał się klasą i wielkością na tle gmachów w innych miastach zaboru pruskiego, a nawet w całych Niemczech.


Zdjęcie pochodzi  z cytowanej książki.

W okresie między wojennym najważniejszą instytucją kulturalną w mieście był monumentalny Teatr Miejski.  Realizowano w nim wiele ambitnych sztuk i poczynań.  Stanowisko dyrektora przez wiele lat pełniła Wanda Siemaszkowa.  Na deskach teatru występowali najznamienitsi aktorzy.  W rekordowych latach liczba przestawień teatralnych przekracza 350 spektakli w roku ( dla porównania Teatr w Toruniu w latach 1920-1939 wystawiał średnio około 40 spektakli w roku)

Ciekawym epizodem jest rola Bydgoszczy w początkach filmu polskiego.  W 1921 roku powstała w Bydgoszczy wytwórnia filmowa "Polonia Film".  Zrealizowała dwa pełno metrażowe filmy fabularne ("Złote łóżko Gabby", "Car Dymitr Samozwaniec").  Kolejne wytwórnie wyprodukowały następne filmy, np. "Deveco-Film" - film "Wampiry Warszawy".  Filmy produkowane w Bydgoszczy były wyświetlane w największych kinematografiach w Polsce i Niemczech.  Żaden z nich nie przetrwał do czasów współczesnych, ale Bydgoszcz jako ośrodek produkcji filmowej weszła na stałe do historii filmu polskiego.

W 1923 r. utworzono kolejne jednostki: Muzeum Miejskie, a w 1936 r. Miejską Orkiestrę Symfoniczną.  
W życiu kulturalnym Bydgoszczy między wojennej uczestniczyły znane postacie:  Karol Szymanowski, Artur Rubinstein, Kazimierz Przerwa-Tetmajer, Stanisław Przybyszewski, Józef Weyssenhoff, Adam Grzymałe-Siedlecki, Antoni Chołoniewski, Władysław Umiński, Marian Turwid,  Wladysław Dunarowski, Alfred Kowalkowski i wielu innych.

Po drugiej wojnie światowej szczególny rozwój przeżyły instytucje muzyczne:  Orkiestra Symfoniczna (1945 r.), Filharmonia Pomorska (1954 r.), Studio Operowe (1956 r.), Wyższa Szkoła Muzyczna (1979 r.)

Poprzedni odcinek z tego cyklu.

poniedziałek, 11 lutego 2013

Bydgoskie ciekawostki - 16


Bydgoskie spichrze.

Autorką tego ślicznego rysunku  jest moja 5-letnia wnuczka Marta.

Marta namalowała ten rysunek w grudniu 2012 roku.

Poprzedni post z tego cyklu

niedziela, 10 lutego 2013

piątek, 8 lutego 2013

Kilka refleksji natury ogólnej - 12


Kiedyś nie dziwiłem się Kmicicowi, że go szlag trafił, gdy książę Bogusław Radziwiłł przedstawiał Polskę jako kawał sukna, który kilku magnatów rozrywa między sobą. Dziś tu się wyciągnie niteczkę, tu niteczkę, a z jakiej strony to się robi, z prawej czy z lewej, to już ganc pomada. Sukno mocne jest, i tak wytrzyma, a ostatecznie znajdą się i tacy, co większe dziury pocerują, połatają.

A cóż będzie z suknem, gdy wszyscy zaczną tak po niteczce wyciągać?
―O, widzisz, tutaj jest cały sekret. Nie wszyscy mają dostęp do niteczek. Chcieliby wszyscy, ale przy suknie tłok. Reszta stoi z dala od koryta i oblizuje się. A ci, najbliżsi, jak się naćpają, a utuczą się, a nie będą mieli sił odganiać tamtych, to tamci przejdą im po brzuchach i stratują. Ocaleje tylko ten, co w porę się odsunie. I tak dokoła Wojtek.
Trzeba, bracie mieć grubą skórę, jak nosorożec. Zgniłbym już dawno, gdyby moją skórę mogły przebić wszystkie pociski rzucono przez wrogów. Póki się nimi przejmowałem, póki włosy wyrywałem z głowy na każde hańbiące oszczerstwo, na każde fałszywe oskarżenie, póki traciłem czas i zdrowie na procesy sądowe, póty byłem osłem. Kiedy zrozumiałem, że cześć ludzka to ścierka, to szmata, że można ją bezkarnie deptać, że można na oszczerstwie dorobić się rangi Katona, och, bracie, wówczas wygramoliłem się na wierzch.

Zdradziłem swoją partię jak ostatnia świnia, w najcięższym momencie walki przeszedłem do obozu przeciwnika. Za pieniądze i wpływy. Właściwie powinienem był się powiesić, gdyby nie pewność, że każdy z moich kolegów zrobiłby to samo, jeżeliby miał nosa i wywąchał koniunkturę. A później tylu renegatów już się pchało, że coraz mniej odliczano srebrników. Nie opłacało się.

Widzisz, to jest dyskusja przed głosowaniem w sejmie.
Ładna dyskusja, nikt nikomu przyjść do słowa nie daje.
Mój drogi, i tak z góry wiadomo, kto za czym będzie głosować. Cóż ty sobie myślisz, bracie, że po wysłuchaniu dyskusji konserwatysta przekona się do kolejnej reformy, albo socjalista do zmniejszenia podatków bezpośrednich? Nie, bracie, przecież tu siedzą politycy, każdy z nas ma swoje wyrobione poglądy, a jeżeli nie ma, to tym bardziej będzie udawał, że ma i że nie zmieni ich za żadne pierniki.

Po cóż zatem dyskusje?

Pro foro ex terno. Dla maluczkich, dla społeczeństwa. Taki obywatel lubi przeczytać w dzienniku, jak tam walczą i usiłują się przekonywać wybrańcy narodu. A uda mi się w sejmie sprytną mowę powiedzieć, ci i owi przeczytają, ot i masz już paru zwolenników. A tutaj? Tutaj, bracie, wszystko zdecydowane jest zawczasu na posiedzeniach klubowych. Tam się toczą istotne dyskusje. Dlatego, widzisz, miejsca leaderów są puste, bo prezydia stronnictw obradują.


Kolejna zagadka:

Skąd pochodzą przytoczone cytaty?

Zagadka rozwiązana - patrz komentarze pod tym postem.
Jest to cytat z pierwszej powieści Tadeusza Dołęgi Mostowicza pod tytułem "Ostatnia brygada".  To ten sam autor co napisał słynną, jakże dzisiaj aktualną, "Karierę Nikodema Dyzmy"  oraz nie mniej słynnego "Znachora".

Słowa te napisał w 1930 roku.  I jak czytamy, nic się nie zmieniło.  Nawet trudno rozróżnić czy to opis dzisiejszej rzeczywistości sejmowej, czy tej sprzed ponad osiemdziesięciu lat.

Refleksje nasuwają się bardzo smutne, ale ich ocenę pozostawiam  każdemu z czytelników tego bloga.


Poprzedni post z tego cyklu.





środa, 6 lutego 2013

Brazylijczyk i dwaj bydgoszczanie - pasjonaci Trabantów - część 3


Rozdział 3

Trabi Azul skończony, Branco na części.

Po trzech latach żmudnej pracy nad Trabantem Azul czyli niebieskim, Zbyszko kończy rozdział związany z odbudową kolejnego Sputnika z DDR / NRD. /trabant to po niemiecku sputnik.

Niebieski Trabant po ukończeniu odbudowy w pełnej krasie 

Jednak zanim zaczął tak wyglądać jak na powyższym zdjęciu to trzeba było trzech lat żmudnej pracy, a przede wszystkim szukania oryginalnych części
Z antykiem to tak jak z budową  domu. Zalać fundament, postawić ściany i przykryć dachem to najtańszy moment i najszybciej widać rezultaty. Tak było z Trabi 600.
Pierwszy moment oczyszczenia blachy z rdzy, dopasowania zbędnych części zjedzonej przez  50 letnią rdzę nie stanowiło dużego problemu. Przypominam, to tak jak  z domem, wykończenie jest żmudne i kosztowne, a nie zawsze takie jak byśmy chcieli.

To własnie ten etap, który możemy nazwać stanem surowym odbudowy.

A to stan surowy odbudowy wnętrza.


Dopasowanie okien do starych oczyszczonych uszczelek stanowiło nie lada problem.
Z elektroniką i tapicerką było znacznie łatwiej.  Dopasowały się one do prawie nowej karto -  blachy niemieckiego pojazdu, który to po prawie 50 latach, odzyskał swój oryginalny wygląd.

Problemy i to ogromne były natomiast z drobnymi częściami jak śrubki, nakrętki, blaszki w części silnika i kabiny.
Zbyszko dwoił się i troił aby pościągać oryginaly z całej Polski i z Niemiec.  Skorzystał przy tym z pomocy byłego pracownika Fabryki w Zwickau pana Zimmermana, mieszkającego teraz  w Dreźnie.  Język niemiecki który opanował Zbyszko jako chłopiec podczas II Wojny Światowej nie stanowi żadnego problemu, aby dogadać się z Zimmermanem z Drezna.  Po włożeniu silnika i podłączeniu instalacji, już pierwsze odpalenie skończyło się sukcesem.  Nie mogło być inaczej.  Zbyszko mechanik zawodowy który to w życiu niejednego Trabanta, Syrenkę i Warszawę składał, miał spore doświadczenie w tej branży i także w tym przypadku ono zaowocowało . Oczywiście swoje doświadczenie zdobywał w czasach PRL kiedy to tylko  takie autka jeździły po naszych drogach.  I chociaż z częściami już wówczas były problemy to jednak można je było tak czy inaczej zdobywać.

Komora silnika po odbudowie.

Kolor niebieski czyli Azul został zachowany.   Nowe opony na koła i w drogę.

Po pierwszym odpaleniu i wyregulowaniu pracy silnika Zbyszko wykonał kilka rund wokół  garażu.

Tego samego lata Paulo Jose z Brazylii przyleciał na zlot Trabantów do Zwickau.
Po kilku dniach spędzonych na zlocie przyjechał do Bydgoszczy. Nie wierzył własnym oczom że z takiego szrotu Zbyszko zrekonstruował Trabiego 600 który to mógłby wyruszyć w KOSMOS, ( jak sputnik to sputnik ) !

Po trzech latach pracy przypieczętowanych dużym sukcesem nad Azul do garażu wprowadzono białego czyli Branco.  Ale to już po wakacjach OK, odezwał się, zadowolonym chociaż mocno zmęczonym głosem, Zbyszko.

Po odbudowie - raz jeszcze.


Zdjęcia i tekst - Zdzisław Szubski.

Poprzedni post z tego cyklu.

sobota, 2 lutego 2013

Kilka refleksji natury ogólnej - 11




           Polski rząd zanotował kolejny duży sukces.  Otóż rządowe służby wykryły korupcję przy dwóch kontraktach na budowie jednego odcinka autostrady i jednego odcinka drogi ekspresowej.   O szczegółach pisał nie będę.  Prasa jest ich pełna i jak ktoś chce to może szczegółowo o tym poczytać, czy to w tabloidach, czy na łamach GW, RP lub na portalach internetowych.  Rząd wykrył, winnych ukarano wyrzuceniem z pracy i po problemie.  Co prawda UE coś tam chce blokować, ale pojechali pan minister /model/ Nowak i pani ministra Bieńkowska do Brukseli i wszystko w parę godzin wyjaśnili. 

http://wyborcza.biz/biznes/1,101562,13330770,Bienkowska_i_Nowak_jada_do_komisarza_UE__Walczyc_o.html

Tak, tak, to ta sama ministra co to nie lubi bydgoszczan i nakazuje im współpracę z torunianami bo jak nie to nie dostaniecie.....

Warto było poczytać komentarze pod tym artykułem, niestety, oprócz jednego, pozostałe, nie widzieć dlaczego, usunięto.

Dzisiaj w Trójce parę minut po 9.00 w programie Beaty Michniewicz  "Śniadanie w Trójce" pan europoseł Kalinowski /PSL/  i pani Kidawa-Błońska /PO/ twierdzili, iż jest to duży sukces w walce z korupcją w Polsce i, że należą się słowa uznania dla działań rządu w tej sprawie.  Natomiast ci co chcą z tego uczynić aferę, co chcą uogólniać i nagłaśniać to działają na szkodę Polski na arenie międzynarodowej, a przecież u nas jest coraz lepiej i po co to czynić?

http://www.polskieradio.pl/9/300/Artykul/774341,Zyskamy-czy-stracimy-KE-blokuje-fundusze

Odpierali oni /Kidawa i Kalinowski, a wtórował im "minister" z kancelarii prezydenta H.  Wujec/ zarzuty, że autostrady są dwa razy droższe niż w innych krajach.  Pan Kalinowski nawet powiedział, że to z powodu ekranów dźwiękochłonnych.  Ich zdaniem najlepiej walczyć z korupcją w ten sposób, aby o niej nie mówić, ponieważ nie można źle mówić o swoim państwie.  Już tam rząd i odpowiedzialne służby sobie z tym problemem poradzą i chociaż spotykamy się z korupcją praktycznie wszędzie na styku państwowe - prywatne /głównie przetargi, zakupy, badania/ to przecież jest coraz lepiej i korupcja w Polsce maleje czego najlepszym przykładem jest fakt, iż przy przetargach na budowę dróg wartych prawie 100 mld. zł. , korupcję stwierdzono tylko w przypadku kontraktów stanowiących poniżej 1% całej wartości tych robót.  Czyż to nie jest wspaniała wiadomość?  A te setki upadających firm podwykonawczych na owych robotach drogowych - zapytał pan Waszczykowski /PiS/?  Ten problem już rząd rozwiązał, specjalną ustawą odpowiedziała pani Kidawa z PO.  A co z setkami firm, które upadły, a właściciele nie dostali wynagrodzenia za wykonane prace i wyjechali do Anglii i Irlandii na zmywaki, albo na robotników budowlanych - drążył europoseł Ziobro /SP/.  Na to, niestety już nie było odpowiedzi, gdyż pani prowadząca zmieniła temat rozmowy.

Szybko i sprawnie temat nieprawidłowości przy budowie autostrad pani prowadząca zakończyła i rozmówcy, tak samo jak to ma miejsce we wszystkich środkach masowego przekazu w Polsce, przeszli do ważniejszych spraw, czyli dyskusji o ustawie o związkach partnerskich, o kandydaturze pani Grodzkiej na marszałka sejmu.  Niestety zabraklo im czasu na tradycyjną rozmowę o katastrofie smoleńskiej.  

Nie było afery hazardowej.  W aferze Amber Goldu to pazerni klienci są sobie winni.  Nikt nie odpowiada za upadek PLL LOT.  Szybko i sprawnie przeprowadzono "reformę" emerytalną, której skutki są takie, że większość będzie musiała pracować /jak będzie miała pracę i siły/ do 67 roku życia, a wybrańcy /uprzywilejowani/, często w wieku poniżej 50 lat, pobierają emerytury nawet wyższe od pensji premiera polskiego rządu.  

A mamy jeszcze samorządy, zaś tam jak pisze profesor Jerzy Hausner w artykule /link poniżej - warto sobie zadać trud, aby go przeczytać/  sporo o kwestii, na przykład upartyjnienia samorządów wojewódzkich oraz sposobu dzielenia kasy przez owe samorządy.  Ogólnie, pomimo powszechnej opinii o udanej reformie samorządowej, przeprowadzone szczegółowe badania pokazują, iż wiele jest patologii na poziomie samorządów i, że działaja one na ogół, nie najlepiej.  

http://wyborcza.biz/biznes/1,101716,13306906,Mamy_lepsze_domy__ale_dojazdy_do_pracy_sa_coraz_trudniejsze.html#BoxBizTxt

Od dawno głoszę hasło o potrzebie powrotu do poprzedniego podziału terytorialnego Polski.  Wówczas zaoszczędzilibyśmy ogromne miliardy idące na zbędne powiaty, a kraj, nie to co teraz,  miałby naprawdę szanse na równomierny rozwój.  Co do regionów to tak samo jak twierdziłem i pisałem 15 lat temu, samorządy poszczególnych 49 województw mogłyby zawierać porozumienia do realizacji określonych międzywojewódzkich zadań, a nawet grupować się w określonych sprawach na stałe, lecz demokratycznie, na zasadach pełnej dobrowolności.   I to byłaby prawdziwa demokracja, a nie taka atrapa, która jest obecnie.

Oficjalnie jednak kraj kwitnie, zielona wyspa coraz bardziej się zieleni i tylko garstka malkontentów chce nam wmówić, że jest źle, że lawinowo rośnie zadłużenie, że korupcja się szerzy, że nikt z rządzących za nic u nas nie odpowiada, że zła jest ordynacja wyborcza, że niesprawiedliwie podzielono unijna kasę, faworyzując regiony, z których pochodzą partyjni liderzy z partii sprawujących władzę, że rośnie rozwarstwienie społeczne, a parytet wynagrodzeń w sektorze publicznym sięga absurdalnych proporcji /nawet 1:100  patrz były minister Grad lub  zarząd tworzonej publicznej spółki Inwestycje Polskie/.  Sądy są sprawiedliwe i sprawne co najlepiej wykazał sędzia Tuleya i wyrok w sprawie sprzed 15 lat czyli o rozpowszechnianiu z ograniczeniami filmu o Amwayu.  O służbie zdrowia i premiach dla marszałków sejmu i senatu, totalnego bałaganu na PKP, nie wspominając.

Ale przecież owi malkontenci, którzy zresztą są w ogromnej mniejszości, nie mogą mieć racji.



                    Poprzedni post z tego cyklu.

piątek, 1 lutego 2013

Szkolne wspomnienia - 4


Pierwsza wycieczka naszej klasy w mojej średniej szkole czyli w Technikum Kolejowym Ministerstwa Komunikacji w Bydgoszczy.

Autor bloga /z lewej/  i klasowy kolega Benedykt Kaczyński.

Warszawa - przed pałacem kultury i nauki - wiosna 1968 rok.
To było jeszcze za Gomułki

Zdjęcie nie najlepszej jakości, ale niestety tak się zachowało.
                                                             Poprzedni post z tego cyklu.