Ludmiła przed 4* hotelem w urbanizacji La Zenia.
Moja wspaniała żona
Po latach uczestnictwa w różnych forach postanowiłem zostawić trochę inny, bardziej refleksyjny ślad moich przemyśleń, przemyśleń życiowego realisty z dużą dozą krytycyzmu i domieszką melancholii. Chciałbym także zaprezentować trochę różnych pamiątek z minionych lat, głównie związanych z Bydgoszczą, ale nie tylko. Ponadto pragnąłbym w trochę nietypowy sposób prezentować niektóre bieżące i minione wydarzenia oraz zaprezentować różne swoje uwagi i spostrzeżenia. Temu ma służyć ten blog.
Już w 1954 roku ktoś (inicjały znane) zaznaczył tutaj swoją obecność.
Niedługo to będzie zabytek i leśnicy nie będą mogli ściąć tego drzewa. Co niestety w tym miejscu obecnymi laty czynią.
Zanim przejdę do meritum, czyli do sedna powyższego tytułu to jednak najpierw ponownie kilka obrazków z 1992 roku.
Tych obrazków jest na pewno niewiele bo mało kto wtedy w Niemczu inwestował i robił w Niemczu zdjęcia lub filmy (ja mam jedne i drugie)
W tym samym okresie mój kolega Leszek Bartkowiak zaczął sprzedawać działki na osiedlu zwanym najpierw Kominbudem, a później Zielonym i tak rozpoczęła się moda na Niemcz. Zresztą ów kolega namawiał mnie na zakup działki na swoim terenie. Ja jednak poszedłem swoją drogą. Jak powyżej.
Później przyszedł Rafał Jerzy także mój dobry kolega i powstała cała nowa dzielnica czyli Olimpijczyków i przyległe ulice.
I to głównie dzięki wizjom tych dwóch panów powstał nowy Niemcz.
Pewnie i bez nich by powstał, ale nie wiadomo kiedy i jaki?
Ale w tym 1992 roku nowy Niemcz zaczynał się dopiero tworzyć.
W 1992 roku Niemcz liczył 440 mieszkańców, a obecnie liczy dziesięć razy tyle.
Poniżej kilka zdjęć z tamtego okresu:
| Marzec 1992 |
| Kwiecień 1992 |
| Czerwiec !992 |
| Czerwiec 1992 |
Poprzedni post z tego cyklu |
Załączam link do fragmentu serialu "Tajemnice polskich fortun" (Netflix)
Rzecz dzieje się w poznańskim sądzie w 1997 roku.
Teraz jest znacznie gorzej.
Poniższe zdjęcia wykonałem dzisiaj około godziny 15.00, a widzimy na nim dwa fragmenty ulicy Ugorowej w podbydgoskim Maksymilianowie:
Ciekawa rozmowa Panów Świetlika i Wróblewskiego.
A poniżej mój komentarz do tej rozmowy:
To są procesy nieodwracalne. Azja (Chiny, Indie, Indonezja, Wietnam itd.) bogacąc się kupują to wszystko co jest ich marzeniem (francuskie wina, szkocką whisky, niemieckie samochody, szwajcarskie sery, hiszpańskie brandy gran reserva solera, hiszpańskie cavy, francuskie koniaki, szampany czy perfumy) i wiele, wiele innych produktów i usług z tak zwanych starych krajów. Niestety leniwe europejskie społeczeństwa nie są w stanie z owymi Azjatami konkurować. Bo nie ta motoryka i nie ta motywacja do działania i nie ta determinacja. Oni, owi zadowolone z siebie, zachodnie społeczeństwa, trwają w tym co mają. A Azjaci i coraz częściej Afrykanie, rozwijają się i ich energia i ich przedsiębiorczość pobija stagnację starych krajów.
Natomiast markowi europejscy producenci (ci co nie są w owej stagnacji) sprzedają tam, gdzie osiągają maksymalny zysk. Dlatego w polskich sklepach należących do zachodnich sieci handlowych nie uświadczysz już dobrych francuskich win (gran cru), najlepszych whisky, tokajów z górnej półki, francuskich sauterne i tysięcy innych najlepszych produktów czołowych europejskich marek.
Oni, owi Azjaci, Afrykanie i Południowa Ameryka, pełni energii i pożądania tego co jeszcze niedawno było poza ich zasięgiem nadal będą ubogacać swoją ofertę kosztem oferty naszej. Bo więcej zapłacą za towary na które większości Europejczyków niebawem nie będzie stać.
Cała reszta to zwykłe bredzenie. I nic tego procesu nie może zatrzymać. Bogaci będą się nadal bogacić, a biedni będą nadal popadać w coraz większą biedę.
Janusz Gniadkowski. Piękna piosenka. Gdyby pan Janusz urodził się w Ameryce to, moim zdaniem, pobiły swoją popularnością na pewno Sinatrę i wiele. wiele innych ówczesnych gwiazd piosenki w USA. Cudowny głos. Cudowne piosenki. Niestety nie ten czas i nie to miejsce. Szkoda. Bo to talent na miarę Eugeniusza Bodo był. A tego wspaniałego Bodo rosjanie zabili bo okrutni i głupi ludzie byli i są.
Pan Janusz miał to szczęście, że nie podzielił losów pana Eugeniusza. I dzięki temu mógł nam śpiewać przez wiele lat ciesząc swoim śpiewaniem miliony Polaków. A już mojej kochanej mamie ciesząc w szczególności.
https://www.youtube.com/watch?v=Jo3DB3e_g_U&list=OLAK5uy_nfPmhzgXS-fHysMbJeAuw8TpHA40HarME&index=12
Niewielkie gospodarstwo rolne w Niemczu nabyłem w grudniu 1991 roku. W skład tego gospodarstwa wchodziło pół hektara gruntu rolnego, stary dom, stodoła, garaż i dwa tunele foliowe (poprzedni właściciel chciał być ogrodnikiem).
Poniżej sielskie dwa obrazki tego naszego gospodarstwa z wiosny 1992 roku.
| Ludmiła |
| Andrzej |
Lato w 1986 roku spędzaliśmy w Dziwnowie. Poniżej zdjęcie obrazujące owe wspaniałe minione chwile.
Na zdjęciu moja córeczka w ów piękny czas, na plaży w Dziwnowie.
Żeglowanie po Zalewie Koronowskim to były jedne z najpiękniejszych chwil mojego życia, które i tak w całości było niesamowite i nadal takim jest.
Poniżej jedna z najbardziej cudownych chwil mojego życia.
Żeby nie było to na początek stwierdzę, że miarą inteligencji człowieka nie jest jego wykształcenie, chociaż zazwyczaj tak bywa, ale nie zawsze.
Ta pani przebija nijakiego Suchonia (2050) o dziesięć długości.
To oni niby nami rządzą.
Brak słów. Poniżej wywiad:
Iwona Hartwich w pełnej krasie
Tak naprawdę to warto przesłuchać tylko ostatnie dwie minuty tego totalnego bredzenia. Na resztą, moim zdaniem, szkoda czasu.
Jest też inna (nie ocenzurowana zapewne przez łaskawca z PO) wersja tego wywiadu, ale nie udało mi się jej skopiować. Na pewno ci co chcą to tę wersję znajdą.
Tak, czy owak, jak to za dobrych PO-owskich czasów mawiano w Trójmieście - zawsze Przemek Nowak.
Tutaj ciśnie się na usta podobny rym, ale nie będę się wysilał bo dla takiej "postaci" szkoda wysiłku.
Jak to mawiał Stefan Kisielewski - to nie postać, to posiedzieć.
Nie będę komentował. Posłuchajcie:
Nie chciałem komentować, ale jak posłuchałem do końca owego wywiadu czego wcześniej, przed zamieszczeniem powyższego linku nie zrobiłem bo już pierwsze minuty owej rozmowy pokazały prawdziwe oblicze owego Suchonia. Stwierdzam, że ów poseł jest zwyczajnym popychadłem. To co on i jemu podobni (a wielu ich jest) czynią zaprzecza totalnie jakimkolwiek zasadom demokracji. Niestety, ale on i oni (owi podobni) nie mają prawa mieć własnych opinii. Oni nawet nie zdają sobie sprawy z tego jak są manipulowani. To są zwyczajne narzędzia. To są przedmioty, a nie podmioty. Ten facet jest za dużym idiotą (sąd pozwolił) bo, gdyby było inaczej to on ze swoim intelektem (nie mylić z inteligencją) nigdy nie poszedłby do Mazurka. Bo w odróżnieniu od obecnych ministrów i wiceministrów (szczególnie tych z lewicy i 2050) Mazurek to wielce inteligentna bestia jest.
Ten facet nie ma najmniejszego pojęcia o tym jak się kompromituje.
I oni mają niby nami rządzić?
Strach się bać.
W lutym 1994 roku, byliśmy w niedawno otwartym hotelu "Gołębiewski" I trafiliśmy na karnawałowy bal podczas którego występowała Beata Kozidrak z zespołem Bajm oraz Michał Bajor. Miałem to szczęście, że osobiście poznałem tych wspaniałych artystów.
To także wówczas nabyłem w galerii sztuki umiejscowionej w hotelu Gołębiewski w Mikołajkach cudowny obraz artysty Eugeniusza Wiszniewskiego pod tytułem "Złota jesień", wymiary 69x49 cm. Ten obraz wisi przed moimi oczyma już przez ponad 30 lat i niezmiennie mi się podoba.
| Lucia pozłociła trochę, pierwotnie czarną ramę obrazu przez co patrzenie na ten obraz jest nieco spokojniejsze bo czerń ramy nie rzuca tak się w oczy. |
Dwaj młodzi panowie dyskutują o Polsce, a w tle Konfederacja.
Moim zdaniem to obraz optymistycznej przyszłości bez wszechobecnej obecności nijakiego Tuska.
To do nich należy nasza przyszłość. I oby takie postawy zostały powszechnymi.
Trochę trzeba posłuchać, ale naprawdę, moim zdaniem, warto.
Szkoda, że podszyci nienawiścią do poprzednich "władców" Polski obecni "królowie" Polski nie posłuchają takich opinii jakie ten młody doktor prawa przedstawia.
Poniżej kilka tak zwanych mądrości zaczerpniętych z książki pod tytułem "Cezar", której autorem jest Allan Massie.
Minęło ponad dwa tysiące lat, ale tamte prawdy są zawsze aktualne co szczególnie możemy stwierdzić teraz. Teraz po utworzeniu rządu z 13 grudnia 2023 roku.
Dwa uczucia rządzą światem i kierują zwykłym człowiekiem: obawa i chciwość."
"Sposoby za pomocą których reforma jest wprowadzana, mogą podważyć wszelkie korzyści, które w innych okolicznościach owa reforma by przyniosła."
"Niewielu ludzi umie oprzeć się pokusie usprawiedliwiania swojego postępowania troską o dobro publiczne."
"Zawsze znajdzie chwalebne uzasadnienie dla wszystkich swych pragnień, choć prawdziwa przyczyna będzie zupełnie inna.
Poniższy tekst napisałem w październiku 2012 roku po powtórnym przeczytaniu książki Melchiora Wańkowicza pod tytułem "Ziele na kraterze"
Dodam tylko, że wówczas nie zwróciłem uwagi na wspaniały opis uroczystości z okazji urodzin autora powieści.
Każdy kto zada sobie trud lub przyjemność przeczytania tej książki na pewno doceni ten opis.
Poniżej moje refleksje opisane w październiku 2012 roku.
Właśnie skończyłem czytać wspaniałą książkę Melchiora Wańkowicza "Ziele na kraterze". Jest to w zasadzie historia rodziny Melchiora Wańkowicza opowiedziana od chwili narodzin jego dwóch córek do ich pełnej dorosłości. Nie jest to jednak żadna biografia, ani dziennik, czy coś podobnego. W zasadzie akcja powieści toczy się chronologicznie, ale są tutaj rozmaite dygresje, powroty do innych czasów, a także wspomnienia autora z jego młodości. Książka napisana jest piękną, bogatą, potoczystą polszczyzną, taką jakiej dzisiaj nie spotykamy już nigdzie, ani we współczesnej literaturze, ani we filmach, reportażach, pamiętnikach, czy innych formach twórczości. Bogactwo formy i języka jest zadziwiające. Melchior Wańkowicz był wspaniałym erudytą, pozbawionym zarozumiałości w sensie posiadania bezwzględnej racji w tym o czym pisał. Był człowiekiem pełnym autoironii i niesamowitych pomysłów. Był bardzo wykształcony, popularny, szczególnie po wydaniu powieści "Na tropach Smętka". Był jedną z najbardziej znanych osób przedwojennej Polski. Dużo pisał, dużo podróżował, pełnił wiele funkcji, był lubiany, czytany i cytowany. Książka pokazuje nam dorastanie jego córek we warszawskim mieszkaniu, w rodzinnych dworach i w ich "domeczku", jak nazwali, po osobistym wybudowaniu, swój dom na warszawskim Żoliborzu. Mówi o relacjach pomiędzy ojcem, matką i córkami od najmłodszych dziecinnych lat do lat dorosłości. Pokazuje taki świat jakiego już nie ma. Pokazuje rodzinę od środka, przytacza masę dziecięcych powiedzonek, rodzinnych historyjek, a później wzruszająco ukazuje okres szkolny, maturę, pomaturalną podróż córek rowerami po Francji, z licznymi przygodami i zdarzeniami i później dalsze nauki i koleje życia. Wszystko to opisane jest w formie luźnych opowiastek, niesamowicie ciekawych, nabitych faktami, jest pełne wniosków z obserwacji, ocen, a także mniejszych i większych, wątpliwości. Jak napisał sam Melchior Wańkowicz jest to książka ze wzruszeń i przypomnień. Książka napisane jest w emocjonalny, często chwytający za serce, sposób. Powieść pełna jest miłości do córek i żony. Jest rubaszna, czasami śmieszna, czasami, w latach wojny, straszna, ale zawsze bardzo interesująca. Autor z ogromną swadą opisuje życie rodzinne, koleje losów rodziny, zwyczaje, podróże, a także ukazuje wspaniałą panoramę przedwojennej Polski, a potem okrutne czasy wojenne. Tytułowe ziele na kraterze to głównie jego córki, których, najpierw dzieciństwo, a potem młodość i dorastanie Melchior Wańkowicz porównuje do ziela rosnącego na żyznym kraterze. Ziela które poddane jest licznym wichrom, deszczom, słotom, a także słońcu i pięknej pogodzie. Powieść jest bardzo ciekawa, napisana lekko i wspaniale, jej przeczytanie bardzo wzbogaca i to na wielu płaszczyznach, jest ogromną przyjemnością, a także zmusza do refleksji, porównań i zastanowienia się nad wieloma kwestiami, które porusza, od tych najbardziej błahych do tych najbardziej zasadniczych.
Gorąco polecam.
Prawie 10 lat temu napisałem na moim blogu poniższy tekst:
Poczytajcie to o czym doskonale wiedzieli i co konsekwentnie stosowali już starożytni Egipcjanie:
"Na stanowisko sędziego wyznaczano człowieka dojrzałego i mającego doświadczenie życiowe. Za swe orzeczenia sędzia odpowiadał majątkiem, o ile był zamożny, a własną osobą, jeśli nie posiadał niczego. Przedstawiciel prawa, który naruszył to prawo, karany był surowiej niż morderca - zdrowa praktyka dla prawidłowego działania wymiaru sprawiedliwości."
"Wielkość i szczęście kraju zależą od cnót jego sędziów"
"Jeśli hierarchia oznacza niesprawiedliwość to kraj pędzi ku zgubie".
Powyższe trzy cytaty to napisy odczytane na ścianach jednej z wielkich piramid egipskich, a cytuję je z książki Christiana Jacqua pod tytułem "Zamordowana piramida" - koniec tekstu sprzed 10 lat
A jak to możemy odnieść do dzisiejszej sytuacji w polskim sądownictwie?
Nie będę za dużo pisał, ale pokuszę się o stwierdzenie, że pewnie według powyższych zasad zdecydowana większość polskich sędziów zostałaby absolutnymi biedakami. Życia by nie stracili bo przecież majątki mają zacne.
Aż mi głupio, że to co poprzednio pisałem tak oczywiście się sprawdza. Niestety każdy posiadający chociaż odrobinę tak zwanego zdrowego rozsądku, na pewno to zrozumie.
Rok rządów haniebnych lewaków rozpoczął się od tego samego. Czyli od podwyżki cen alkoholi i papierosów. Tak samo jak napisałem lata temu w poniższym linku: Wspomniany link
I o czym to świadczy?
To pajace, amatorzy i cymbały tworzą obecny rząd, a raczej nie rząd.
Dokąd zmierzamy?
Do upadku naszej niezależności i do totalnej zależności od UE.
A kto rządzi w UE?
A kto napadł na nas 01.09.1939 roku?
I jakie były skutki owej napaści?
Ile milionów Polaków zginęło?
I dzisiaj potomkowie owych oprawców i morderców, przebrani w szaty Niemców, a nie faszystów, o który to faszyzm nas posądzają, pouczają nas o praworządności i mówią nam, która izba naszego polskiego sądu najwyższego jest legalna, a która nie.
I na te interpretacje powołują się obecnie rządzący.
Czyż nie jest to totalny absurd?
Dokąd w tym totalnym absurdzie, my Polacy, zmierzamy?
Czyj interes pragną nam narzucić tuskowe ludzie?
Czy naprawdę z owym tuskiem i jego niemieckimi celami się utożsamiamy?
Ja, na pewno, nie.
Szczytem idiotyzmu jest ciągłe wybieranie tych samych ludzi i jednocześnie liczenie na zmiany.
W sierpniu i wrześniu 1999 roku podróżowałem z moją córką po Italii (ta nazwa Włochy mnie przeraża). Jednego dnia trafiliśmy na święto miasta Volterra. To jedno z ośmiu tajemniczych miast etruskich. Obejrzeliśmy ciekawe i oryginalne obchody tego święta (trochę jest na moim blogu). Potem w artystycznej galerii nabyłem kilka etruskich symboli.
Poniżej jeden z tych symboli.
Ciągle coś mnie zadziwia w tym moim drugim kraju. Bo to już ponad 9 lat od mojego pierwszego pobytu w Hiszpanii. A spędziłem tutaj w owym czasie prawie cztery lata.
Tak jak zauważam piękno mojego kochanego kraju (chociaż obecnie mocno zagrożonego w swojej tożsamości) tak i zauważam i doceniam piękno Hiszpanii.
Poniżej kilka zdjęć owego piękna.
Kolejne widoki mojego codziennego Świata, które rozpoczynają moje wpisy w roku 2024.
Muszę, po tragedii jaka mnie spotkała, spróbować wrócić do codzienności. Bo ta codzienność to w największej części sens naszego życia.
Moja kochana Siostro. Cześć Twojej Pamięci. I nic więcej nie napiszę bo nie mam pojęcia co miałbym więcej napisać?
Jedynie to, że Ciebie totalnie zawiodłem.
Niestety już jest za późno.
Na plaży La Zenia (Orihuela Costa, południowy kraniec Costa Blanca) tradycyjne świąteczne tłumy.
Grille, toasty, muzyka, śpiewy, zabawy, kąpiele, spotkania towarzyskie i rodzinne przy wspólnym stole i wiele innych jeszcze świątecznych rozrywek i bardzo miłego spędzania świątecznego czasu przy pięknym Słońcu i w pięknym otoczeniu.
Też tam byłem i szampana w bardzo miłym towarzystwie piłem.
Poniżej kilka zdjęć i jeden filmik wykonanych pierwszego dnia tegorocznych świąt Bożego Narodzenia.
Wczoraj przy padającym i zacinającym na wietrze, deszczu przy temperaturze 3 stopni C. opuszczałem nasz piękny, a czasami mniej piękny (na przykład tegoroczne listopad i grudzień) kraj.
Samolot miał godzinne opóźnienie o czym nikt nie poinformował pasażerów. A potem ci pasażerowie idąc we wspomnianym deszczu do samolotu po płycie lotniska (rękaw za drogi) musieli jeszcze parę minut poczekać przed schodkami samolotowymi. I to poczekać na owym deszczu bo komuś coś się tam.... i tak dalej.
A po trzech godzinach lotu znalazłem się w kompletnie innym Świecie. Tutaj Słońce, plus 20 C. i dzień trwający do 18.30.
Zaś dzisiaj najpierw zrobiłem to do czego tęsknieniem od paru miesięcy. Czyli zażyłem słonecznej kąpieli. Zrobiłem to leżąc na leżaku stojącym na solarze domu, w którym mieszkam. Przez godzinę leżałem i rozkoszowałem się tą kąpielą. Leżałem oczywiście w samych kąpielówkach. Ani jednej chmurki na niebie. Było wspaniale.
I ta witamina "D".
Poniżej kilka zdjęć ze solara.
![]() |
| To zdjęcie wykonałem dzisiaj o godzinie 18.28 |
Na pocieszenie powyższy widoczek.
Na razie bez komentarza. Jeden obraz i jeden link.