Dzisiaj coś dla miłośników teatru. Poprzedni post z tego cyklu. |
Po latach uczestnictwa w różnych forach postanowiłem zostawić trochę inny, bardziej refleksyjny ślad moich przemyśleń, przemyśleń życiowego realisty z dużą dozą krytycyzmu i domieszką melancholii. Chciałbym także zaprezentować trochę różnych pamiątek z minionych lat, głównie związanych z Bydgoszczą, ale nie tylko. Ponadto pragnąłbym w trochę nietypowy sposób prezentować niektóre bieżące i minione wydarzenia oraz zaprezentować różne swoje uwagi i spostrzeżenia. Temu ma służyć ten blog.
czwartek, 28 lutego 2013
wtorek, 26 lutego 2013
Kilka refleksji natury ogólnej - 13
ŁAZIŁEM TROCHĘ PO ULICACH
po południu: jakaż masa młodzieży, dobrze ubranej, rozbawionej, choć rozmyślnie, przesadnie, wrzaskliwej. Jeśli oni są zadowoleni, to dlaczegóż właściwe ja mam za złe?
Rozpiera mnie nadmiar wiedzy niepotrzebnej: o przeszłości, o źródłach naszej władzy, jej kwalifikacjach, stosunkach - pełno tego mam w sobie, ale nikogo jakoś to widać nie ciekawi. Ludzie pogodzili się ze wszystkim, uznali to za normę, mówia, że nie jest tak źle.
Doprawdy, żeby być dziś u nas w zasadniczej opozycji, to już trzeba stać się zupełnym maniakiem i wrogiem życia codziennego. Oto nieodparta siła zbiorowej hipnozy.
Kto i kiedy napisał powyższe słowa, które jak ulał pasują do tego co sam przeżywam obecnie?
Nikt się nie pokusił o odpowiedź dlatego informuję, że cytat pochodzi z "Dzienników" Stefana Kisielewskiego, strona 219 Wydawnictwo Iskry Warszawa 1997
Po tym wstępie nawiązuję do ostatnich ogromnych polskich sukcesów opisanych w poniższym artykule:
http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,13372396,Jest_budzet_UE__Polska_z_wielka_kasa___441_mld_zl_.html#ixzz2KROLAOTj
A poniżej opinia internauty, która została najlepiej oceniona ze wszystkich /ponad 90 opinii/ zamieszczonych pod tym artykułem:
polscy przedsiębiorcy zamiast wprowadzać innowacje to zajmują się wyrabianiem "dojść" do urzędników mających wpływ na podział tortu.... Dzielący ten tort wiedzą co mają w ręku i też chcą kawałek tego tortu dla siebie...
W efekcie przedsiębiorcy oraz urzędnicy korumpują się wzajemnie bo tylko w ten sposób są w stanie zaspokoić własne, finansowe oczekiwania więc czy możemy potem się dziwić, ze kasa płynie do prymitywnych gości wyspecjalizowanych w kantach?
I opinia, która jest trzecią z najlepiej ocenianych:
Ale chamska propaganda sukcesu. A gdzie inflacja, a gdzie wklad własny, a gdzie koszty pozyskania i podziału, a gdzie złodziejstwo typu te przy budowie autostrad czy inwestycji na kolei, a gdzie pakiet klimatyczny, a gdzie obowiązkowe zlecanie zadań firmom zagranicznym, które odzyskują do swoich krajów /wg GW/ aż 80% kasy wpłacanej przez płatników netto, a gdzie wianuszki podzleceń, a gdzie kasa do wyciągających się wszędzie łapczywych rąk i nienasyconych gąb? A gdzie..... ? Nigdzie. Mamy nowa kasę, będzie na premie do marszałków , szefa NIK /70 tys. zł/ ministerialnych urzędników i całej tej marnej, nieruchawej, nie odpowiadającej za nic, urzędniczej machiny.
Kasa tak, ale najpierw trzeba przebudować to cale dziadostwo w naszym kraju od wprowadzenia prawdziwej odpowiedzialności za podejmowane decyzje na publicznych posadach, zaczynając,
A w tym samym numerze GW, jak na ironię, mogliśmy w innym artykule poczytać:
piewszy etap to Piotrkow,.......... do prezesa, zlozyc gratulacje za skonczenie S8
.
Szef Przedsiębiorstwa Budowy Dróg i Mostów ERBEDIM rozmawia z córką tuż po wygranym przetargu (25.08.09 godz.17:49). Treść stenogramu pozostawiamy bez komentarza.
Szef: Chciałem poinformować panią właścicielkę, że 3 września będzie podpisywany kontrakt życia dla twojej firmy.
Córka: Tak?
Szef: Tak.
Córka: Czyli w pracy będę?
Szef: Za miliard siedemset dwadzieścia. Tak, jak chcesz możesz nawet telewizję zaprosić (...) w stylu w tle pokazać czy coś.
Córka: Bardzo się cieszę, bo w końcu będzie mnie stać żeby kupić sobie mieszkanie w Barcelonie.
Szef: Na to cię jest stać cały czas. Czego ty gadasz o jakichś tam pierdołach.
Córka: To se kupuj co chcesz.
Poprzedni post z tego cyklu.
po południu: jakaż masa młodzieży, dobrze ubranej, rozbawionej, choć rozmyślnie, przesadnie, wrzaskliwej. Jeśli oni są zadowoleni, to dlaczegóż właściwe ja mam za złe?
Rozpiera mnie nadmiar wiedzy niepotrzebnej: o przeszłości, o źródłach naszej władzy, jej kwalifikacjach, stosunkach - pełno tego mam w sobie, ale nikogo jakoś to widać nie ciekawi. Ludzie pogodzili się ze wszystkim, uznali to za normę, mówia, że nie jest tak źle.
Doprawdy, żeby być dziś u nas w zasadniczej opozycji, to już trzeba stać się zupełnym maniakiem i wrogiem życia codziennego. Oto nieodparta siła zbiorowej hipnozy.
Kto i kiedy napisał powyższe słowa, które jak ulał pasują do tego co sam przeżywam obecnie?
Nikt się nie pokusił o odpowiedź dlatego informuję, że cytat pochodzi z "Dzienników" Stefana Kisielewskiego, strona 219 Wydawnictwo Iskry Warszawa 1997
Po tym wstępie nawiązuję do ostatnich ogromnych polskich sukcesów opisanych w poniższym artykule:
http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,13372396,Jest_budzet_UE__Polska_z_wielka_kasa___441_mld_zl_.html#ixzz2KROLAOTj
A poniżej opinia internauty, która została najlepiej oceniona ze wszystkich /ponad 90 opinii/ zamieszczonych pod tym artykułem:
polscy przedsiębiorcy zamiast wprowadzać innowacje to zajmują się wyrabianiem "dojść" do urzędników mających wpływ na podział tortu.... Dzielący ten tort wiedzą co mają w ręku i też chcą kawałek tego tortu dla siebie...
W efekcie przedsiębiorcy oraz urzędnicy korumpują się wzajemnie bo tylko w ten sposób są w stanie zaspokoić własne, finansowe oczekiwania więc czy możemy potem się dziwić, ze kasa płynie do prymitywnych gości wyspecjalizowanych w kantach?
I opinia, która jest trzecią z najlepiej ocenianych:
Ale chamska propaganda sukcesu. A gdzie inflacja, a gdzie wklad własny, a gdzie koszty pozyskania i podziału, a gdzie złodziejstwo typu te przy budowie autostrad czy inwestycji na kolei, a gdzie pakiet klimatyczny, a gdzie obowiązkowe zlecanie zadań firmom zagranicznym, które odzyskują do swoich krajów /wg GW/ aż 80% kasy wpłacanej przez płatników netto, a gdzie wianuszki podzleceń, a gdzie kasa do wyciągających się wszędzie łapczywych rąk i nienasyconych gąb? A gdzie..... ? Nigdzie. Mamy nowa kasę, będzie na premie do marszałków , szefa NIK /70 tys. zł/ ministerialnych urzędników i całej tej marnej, nieruchawej, nie odpowiadającej za nic, urzędniczej machiny.
Kasa tak, ale najpierw trzeba przebudować to cale dziadostwo w naszym kraju od wprowadzenia prawdziwej odpowiedzialności za podejmowane decyzje na publicznych posadach, zaczynając,
A w tym samym numerze GW, jak na ironię, mogliśmy w innym artykule poczytać:
piewszy etap to Piotrkow,.......... do prezesa, zlozyc gratulacje za skonczenie S8
.
Szef Przedsiębiorstwa Budowy Dróg i Mostów ERBEDIM rozmawia z córką tuż po wygranym przetargu (25.08.09 godz.17:49). Treść stenogramu pozostawiamy bez komentarza.
Szef: Chciałem poinformować panią właścicielkę, że 3 września będzie podpisywany kontrakt życia dla twojej firmy.
Córka: Tak?
Szef: Tak.
Córka: Czyli w pracy będę?
Szef: Za miliard siedemset dwadzieścia. Tak, jak chcesz możesz nawet telewizję zaprosić (...) w stylu w tle pokazać czy coś.
Córka: Bardzo się cieszę, bo w końcu będzie mnie stać żeby kupić sobie mieszkanie w Barcelonie.
Szef: Na to cię jest stać cały czas. Czego ty gadasz o jakichś tam pierdołach.
Córka: To se kupuj co chcesz.
Poprzedni post z tego cyklu.
poniedziałek, 25 lutego 2013
Pozdrowienia z Chile.
![]() |
| Zdzisław Szubski 04 luty '13 Constitucion |
Po tygodniu podroży z Polski dotarłem do Constitucion. Po drodze oczywiście zatrzymałem się w Lisbonie, Sao Paulo i Santiago.
Przesyłam Pozdrowienia i kilka zdjęć z miejsca gdzie jestem.
Autorem pozdrowień i zdjęć jest bydgoszczanion Zdzisław Szubski, trener koordynator reprezentacji Chile w kajakarstwie.
sobota, 23 lutego 2013
Warto przeczytać - 8
Bohdan Królikowski "Błażeja Siennickiego z wojen przeszłych notacje".
Jest to trzecia i ostatnia część cyklu powieści historycznych dotyczących XVII wieku, a napisana w formie pamiętnika przez uczestnika wydarzeń, które są w tych powieściach opisywane. Pozostale dwie części to:
"Błażeja Siennickiego diariusz z wojny szwedzkiej" i
"Błażeja Siennickiego przypadki wojenne osobliwsze"
Moim zdaniem ten cykl książek, chociaż dosyć trudny w czytaniu z powodu nadmiaru w nim staropolskiego języka, dużej dawki łaciny i innych osobliwszych wyrażeń charakterystycznych dla opisywanego okresu, każdy Polak, który chciałby się dowiedzieć "skąd przychodzimy", skąd jesteśmy tacy jacy jesteśmy, jakie jest nasze dziedzictwo, powinien obowiązkowo przeczytać. W zasadzie zawarta w tych opowieściach wiedza o ówczesnych Polakach i tym co ich otaczało i z czym przyszło im walczyć, a dla walk owych zawierać nieraz trudne i skomplikowane sojusze, z dzisiejszego punktu widzenia, jest moim zdaniem, przerażająca. Poczynając od pierwszej elekcji po śmierci Zygmunta Augusta, z każdym rokiem było w Polsce gorzej i chociaż zdarzyły się jeszcze takie dni chwały jak sukcesy Stefana Batorego, zwycięstwo pod Chcimiem, czy wiktoria wiedeńska to jednak ogólnie był to okres stopniowego upadku Rzeczpospolitej, jej szarpania na strzępy, okres magnackiej pychy i szlacheckiej, głównie, samowoli.
Jak pisze w 1656 roku autor: "Prędzej widno żywot mój przeminie jak Rzeplitej utrapienia i nieszczęścia".
Konfederacja goniła konfederację, a każda szkody wielkie czyniła w kraju ogromnie osłabionym szwedzkim potopem, rokoszem Rakoczego, najazdami Turków sprzymierzonych z Kozakami i Tatarami.
A w czerwcu 1666 roku pod Mątwami koło Inowrocławia doszło do wielkiej bitwy konfederacji pod przywództwem Lubomirskiego przeciw wojskom wiernym królowi. W tej bratobójczej walce tylko ze strony królewskich padło w boju ponad cztery tysiące ludzi. Jak pisze autor: : nie wiem ja, czyli w jakowej inszej bitwie taki był ludzki ubytek jako w tej, gdzie brat na brata uderzał". Po czym jak czytamy: "Takowy tedy fructus belli sprawiwszy, sam się pan Lubomirski łzami zalewał. Któren wprędce potem króla imci przeprosił, jakoby to można żywot tysięcy, a łzy drugich we większej jeszcze liczbie, przeproszeniem naprawować".
Naprawdę warto przeczytać i warto mocno się zastanowić jak tamte czasy, tamte zdarzenia, tamte charaktery i uczynki mają się do naszego dzisiejszego życia. Co jest naszym dziedzictwem i o czym warto wiedzieć, aby bez końca nie popełniać ciągle tych samych błędów.
Poprzedni post z tego cyklu.
Jest to trzecia i ostatnia część cyklu powieści historycznych dotyczących XVII wieku, a napisana w formie pamiętnika przez uczestnika wydarzeń, które są w tych powieściach opisywane. Pozostale dwie części to:
"Błażeja Siennickiego diariusz z wojny szwedzkiej" i
"Błażeja Siennickiego przypadki wojenne osobliwsze"
Moim zdaniem ten cykl książek, chociaż dosyć trudny w czytaniu z powodu nadmiaru w nim staropolskiego języka, dużej dawki łaciny i innych osobliwszych wyrażeń charakterystycznych dla opisywanego okresu, każdy Polak, który chciałby się dowiedzieć "skąd przychodzimy", skąd jesteśmy tacy jacy jesteśmy, jakie jest nasze dziedzictwo, powinien obowiązkowo przeczytać. W zasadzie zawarta w tych opowieściach wiedza o ówczesnych Polakach i tym co ich otaczało i z czym przyszło im walczyć, a dla walk owych zawierać nieraz trudne i skomplikowane sojusze, z dzisiejszego punktu widzenia, jest moim zdaniem, przerażająca. Poczynając od pierwszej elekcji po śmierci Zygmunta Augusta, z każdym rokiem było w Polsce gorzej i chociaż zdarzyły się jeszcze takie dni chwały jak sukcesy Stefana Batorego, zwycięstwo pod Chcimiem, czy wiktoria wiedeńska to jednak ogólnie był to okres stopniowego upadku Rzeczpospolitej, jej szarpania na strzępy, okres magnackiej pychy i szlacheckiej, głównie, samowoli.
Jak pisze w 1656 roku autor: "Prędzej widno żywot mój przeminie jak Rzeplitej utrapienia i nieszczęścia".
Konfederacja goniła konfederację, a każda szkody wielkie czyniła w kraju ogromnie osłabionym szwedzkim potopem, rokoszem Rakoczego, najazdami Turków sprzymierzonych z Kozakami i Tatarami.
A w czerwcu 1666 roku pod Mątwami koło Inowrocławia doszło do wielkiej bitwy konfederacji pod przywództwem Lubomirskiego przeciw wojskom wiernym królowi. W tej bratobójczej walce tylko ze strony królewskich padło w boju ponad cztery tysiące ludzi. Jak pisze autor: : nie wiem ja, czyli w jakowej inszej bitwie taki był ludzki ubytek jako w tej, gdzie brat na brata uderzał". Po czym jak czytamy: "Takowy tedy fructus belli sprawiwszy, sam się pan Lubomirski łzami zalewał. Któren wprędce potem króla imci przeprosił, jakoby to można żywot tysięcy, a łzy drugich we większej jeszcze liczbie, przeproszeniem naprawować".
Naprawdę warto przeczytać i warto mocno się zastanowić jak tamte czasy, tamte zdarzenia, tamte charaktery i uczynki mają się do naszego dzisiejszego życia. Co jest naszym dziedzictwem i o czym warto wiedzieć, aby bez końca nie popełniać ciągle tych samych błędów.
Poprzedni post z tego cyklu.
czwartek, 21 lutego 2013
A było tak dobrze !!!
Kraj rozwijał się naprawdę dobrze, a wiele miast i środowisk /było 49 województw/ prężnie się rozwijało. |
Reforma emerytalna - szkoda słów. Reforma szkolnictwa i wprowadzenie gimnazjów - tragedia, a o reformie służby zdrowia to nawet nie warto pisać takie to bagno.
AWS przegrał bo ludzie prędko się zorientowali o co "chlopakom " chodziło, a główni sprawcy tego balaganu czyli Maniek i Buzek brylują na europejskich salonach, za nic nie odpowiadając, a wręcz przeciwnie, a spotykają ich tylko odznaczenia, zaszczyty i wielka kasa.
Najwyższa pora to zmienić i przywrócić normalność.
wtorek, 19 lutego 2013
Tuskobusem po kraju.
Aż cisną się na usta słowa piosenki Maryli Rodowicz: "Ale to już było". Rozpoczął Gierek, kontynuował Jaruzelski, a teraz kolejny już raz, w Polskę wyrusza Tuskobus. Nawet tytuł idelanie pasuje. Tylko tych firm już nie ma, pracy nie ma, ale za to mamy nowy, lepszy ustrój. Damy radę.
Materiał pochodzi z bydgoskiego /już dawno zapomnianego, a jakże kiedyś popularnego/ Dziennika Wieczornego z 17 marca 1987 roku.
poniedziałek, 18 lutego 2013
Bydgoskie ciekawostki - 16
|
Przypominam piękne obrazy bydgoskiej malarki Elżbiety Szews. Zdjęcia pochodzą z katalogu wystawy jej prac, na której byłem w maju w 1994 roku. |
niedziela, 17 lutego 2013
Opinie bydgoszczan sprzed 6 lat o toruńskich rządach
sobota, 16 lutego 2013
Marszałek Całbecki - czyli nic nowego.
piątek, 15 lutego 2013
Odrobina najnowszej historii Bydgoszczy - 30
Widok z mostu na ulicy Mostowej w kierunku zachodnim. Zdjęcie wykonano w styczniu 1996 roku. Poprzedni post z tego cyklu. |
środa, 13 lutego 2013
Bydgoszcz - prawda i mity - część 5 /odcinek 1/
Jak już poprzednio pisałem - treści, które zamieszczam w tym wątku w całości pochodzą z książki pod tym samym tytułem czyli "Bydgoszcz prawda i mity" wydanej w 2008 roku przez Towarzystwo Miłośników Miasta Bydgoszczy. Oczywiście na potrzeby internetowego postu wybrałem tylko fragmenty z tekstów zawartych w tym opracowaniu.
Mit numer 5 - Bydgoszcz to miasto bez tradycji.
Bydgoszcz jest polskim miastem. Od swego zarania była osadą należącą do państwa Polan, na północnych krańcach terytorium graniczącym z obszarem Pomorzan.
Bydgoszcz położona na styku polsko-krzyżackim stanowiła zawsze oparcie, zaplecze dla polskich monarchów i polskiej polityki. Egzystencja i losy Bydgoszczy zdeterminowane zostały przez rywalizację z zakonem krzyżackim.
Po wcieleniu do Prus, Bydgoszcz jako rozwijające się miasto i znaczny ośrodek administracyjny miała stawać się według wysiłków Niemców ośrodkiem niemczyzny na "słowiańskim wschodzie". Mimo germanizacji, nie udało się złamać ducha polskiego ludności. Po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku Bydgoszcz szybko się zrepolonizowała stając się w 1939 roku miastem tylko w 8% zamieszkałym przez mniejszości narodowe.
TRADYCJE WODNIACKIE
Bydgoszcz swe powstanie i rozwój zawdzięcza Brdzie i Wiśle. Rzeki, które w średniowieczu były wykorzystywane do komunikacji, umożliwiły rozwój handlowy i gospodarczy miasta. W życiu gospodarczym Bydgoszczy kluczową rolę odegrał handel spławny, który decydował o pozycji gospodarczej miasta w skali regionu, a nawet kraju. W Bydgoszczy funkcjonowały dwa świetnie prosperujące cechy żeglarskie: szyprów i sterników. Rzeka nie tylko umożliwiała handel, ale dostarczała znanych ze smaku ryb oraz energii do napędu młynów, mennicy oraz różnorakich manufaktur.
W okresie rozbiorów Prusacy rozwinęli bydgoskie tradycje związane z handlem rzecznym przez budowę Kanału Bydgoskiego. Dzięki połączeniu dorzeczy Wisły i Odry, powstała śródlądowa droga wodna z Polski do Europy Zachodniej z pominięciem Gdańska. W ten sposób powstał w Bydgoszczy Węzeł Wodny, w szerokim zakresie wykorzystywany przez następne 200 lat dla transportu towarowego, a także dla żeglugi pasażerskiej i rekreacji.
TRADYCJE SZKOLNICTWA WYŻSZEGO
Geneza powstania w Bydgoszczy pierwszych uczelni wyższych wiąże się z zabiegami ówczesnych władz miejskich o powołanie w mieście uniwersytetu.
W 1906 roku powstał czterowydziałowy Królewski Instytut Rolniczy, który zajmował zbudowane dla niego gmachy przy dzisiejszej al. Ossolińskich. W 1911 roku otwarto Szkołę Rzemiosł i Przemysłu Artystycznego o profilu wyższej uczelni, która mieściła się w przepięknym gmachu przy ulicy Świętej Trójcy.
W 1920 roku władze miasta wystąpiły z propozycją przeniesienia do Bydgoszczy wileńskiego Uniwersytetu Stefana Batorego, niestety projekt upadł i Bydgoszcz musiała czekać do lat pięćdziesiątych na lokalizację pierwszej wyższej uczelni. W ciągu 30 lat powstały aż cztery wyższe uczelnie. Rodziły się od podstaw w miejscowym środowisku, nabierając coraz większego znaczenia i powiększając swój potencjał naukowy.
TRADYCJE KULTURALNE
Pierwsze placówki kulturalne powstały w Bydgoszczy w czasach Rzeczpospolitej Szlacheckiej. Były to początkowo biblioteki /bernardynów, karmelitów, jezuitów/, z których do dnia dzisiejszego zachowala się tylko część Biblioteki Bernardynów - około 1600 dzieł.
Wraz z otwarciem Kolegium Jezuickiego (1648 r.) powstały: teatr, bursa muzyczna i kapela.
Pisarstwo uprawiało wielu mieszczan. Powstała Kronika Bydgoszczy Wojciecha Łochowskiego, prezentująca dzieje miasta do 1637 r. na wzór kroniki Długosza. Kanclerz Jerzy Ossoliński napisał pamiętnik, który oceniono jako jeden z najwybitniejszych w XVII wieku. Starosta Maciej Smogulecki pisał panegiryki na część papieża, bernardyni i członkowie innych zakonów pisali kroniki.
Na początku XIX wieku istniał w Bydgoszczy teatr amatorski oraz 3 teatry zawodowe. Pierwszy stały budynek teatru wzniesiono na fundamentach rozebranego kościoła Karmelitów w 1824 r.
Życie muzyczne wyrażało się w koncertach i przedstawieniach zespołu Towarzystwa Śpiewaczego i Towarzystwa Operowego oraz chóru miejskiego, które własnymi silami wystawiały sztuki operowe.
W 1890 roku po pożarze budynku teatru przystąpiono do budowy monumentalnego gmachu. Nowy budynek w stylu neoklasycystcznym był największym dziełem znanego berlińskiego architekta H.CH. Seelinga i jedną z najpiękniejszych nowych budowli w mieście (1896 r.). Posiadał widownię na 800 miejsc i był położony w najbardziej uczęszczanym miejscu - u wylotu ul. Mostowej. Gmach teatru wyróżniał się klasą i wielkością na tle gmachów w innych miastach zaboru pruskiego, a nawet w całych Niemczech.
Zdjęcie pochodzi z cytowanej książki. W okresie między wojennym najważniejszą instytucją kulturalną w mieście był monumentalny Teatr Miejski. Realizowano w nim wiele ambitnych sztuk i poczynań. Stanowisko dyrektora przez wiele lat pełniła Wanda Siemaszkowa. Na deskach teatru występowali najznamienitsi aktorzy. W rekordowych latach liczba przestawień teatralnych przekracza 350 spektakli w roku ( dla porównania Teatr w Toruniu w latach 1920-1939 wystawiał średnio około 40 spektakli w roku) Ciekawym epizodem jest rola Bydgoszczy w początkach filmu polskiego. W 1921 roku powstała w Bydgoszczy wytwórnia filmowa "Polonia Film". Zrealizowała dwa pełno metrażowe filmy fabularne ("Złote łóżko Gabby", "Car Dymitr Samozwaniec"). Kolejne wytwórnie wyprodukowały następne filmy, np. "Deveco-Film" - film "Wampiry Warszawy". Filmy produkowane w Bydgoszczy były wyświetlane w największych kinematografiach w Polsce i Niemczech. Żaden z nich nie przetrwał do czasów współczesnych, ale Bydgoszcz jako ośrodek produkcji filmowej weszła na stałe do historii filmu polskiego. W 1923 r. utworzono kolejne jednostki: Muzeum Miejskie, a w 1936 r. Miejską Orkiestrę Symfoniczną. W życiu kulturalnym Bydgoszczy między wojennej uczestniczyły znane postacie: Karol Szymanowski, Artur Rubinstein, Kazimierz Przerwa-Tetmajer, Stanisław Przybyszewski, Józef Weyssenhoff, Adam Grzymałe-Siedlecki, Antoni Chołoniewski, Władysław Umiński, Marian Turwid, Wladysław Dunarowski, Alfred Kowalkowski i wielu innych. Po drugiej wojnie światowej szczególny rozwój przeżyły instytucje muzyczne: Orkiestra Symfoniczna (1945 r.), Filharmonia Pomorska (1954 r.), Studio Operowe (1956 r.), Wyższa Szkoła Muzyczna (1979 r.) Poprzedni odcinek z tego cyklu. |
poniedziałek, 11 lutego 2013
Bydgoskie ciekawostki - 16
![]() |
Bydgoskie spichrze. Autorką tego ślicznego rysunku jest moja 5-letnia wnuczka Marta. Marta namalowała ten rysunek w grudniu 2012 roku. Poprzedni post z tego cyklu |
niedziela, 10 lutego 2013
Polskie klimaty - 6
![]() |
Zdjęcia wykonano w styczniu 2013 roku, w Dobrczu koło Bydgoszczy. Autorem zdjęć jest Paweł Portała. Poprzedni post z tego cyklu. |
piątek, 8 lutego 2013
Kilka refleksji natury ogólnej - 12
Kiedyś nie dziwiłem
się
Kmicicowi, że go szlag trafił, gdy książę Bogusław Radziwiłł przedstawiał
Polskę jako kawał sukna, który
kilku magnatów rozrywa między sobą.
Dziś tu się wyciągnie
niteczkę, tu niteczkę, a z jakiej
strony to się robi, z prawej czy z lewej, to już ganc pomada. Sukno mocne jest, i tak wytrzyma, a ostatecznie
znajdą się i tacy, co większe
dziury pocerują, połatają.
A cóż będzie z suknem, gdy wszyscy zaczną tak po niteczce
wyciągać?
―O, widzisz, tutaj jest cały
sekret. Nie wszyscy mają dostęp do niteczek. Chcieliby wszyscy, ale przy suknie
tłok. Reszta stoi z dala od koryta i oblizuje się. A ci, najbliżsi, jak się naćpają,
a utuczą się, a nie będą mieli sił odganiać tamtych, to tamci przejdą im po
brzuchach i stratują. Ocaleje tylko ten, co w porę się odsunie. I tak dokoła
Wojtek.
Trzeba, bracie mieć grubą skórę, jak nosorożec. Zgniłbym już
dawno, gdyby moją skórę mogły przebić wszystkie pociski rzucono przez wrogów. Póki
się nimi przejmowałem, póki włosy wyrywałem z głowy na każde hańbiące
oszczerstwo, na każde fałszywe oskarżenie, póki traciłem czas i zdrowie na
procesy sądowe, póty byłem osłem. Kiedy zrozumiałem, że cześć ludzka to ścierka,
to szmata, że można ją bezkarnie deptać, że można na oszczerstwie dorobić się
rangi Katona, och, bracie, wówczas wygramoliłem się na wierzch.
Zdradziłem swoją partię jak ostatnia świnia, w najcięższym
momencie walki przeszedłem do obozu przeciwnika. Za pieniądze i wpływy. Właściwie
powinienem był się powiesić, gdyby nie pewność, że każdy z moich kolegów zrobiłby
to samo, jeżeliby miał nosa i wywąchał koniunkturę. A później tylu renegatów już
się pchało, że coraz mniej odliczano srebrników. Nie opłacało się.
Widzisz, to jest
dyskusja przed głosowaniem w sejmie.
Ładna dyskusja, nikt nikomu przyjść do słowa nie daje.
Mój drogi, i tak z góry wiadomo, kto za czym będzie głosować.
Cóż ty sobie myślisz, bracie, że po wysłuchaniu dyskusji konserwatysta przekona
się do kolejnej reformy, albo socjalista do zmniejszenia podatków bezpośrednich?
Nie, bracie, przecież tu siedzą politycy, każdy z nas ma swoje wyrobione poglądy,
a jeżeli nie ma, to tym bardziej będzie udawał, że ma i że nie zmieni ich za żadne
pierniki.
Po cóż zatem dyskusje?
Pro foro ex terno. Dla maluczkich, dla społeczeństwa. Taki
obywatel lubi przeczytać w dzienniku, jak tam walczą i usiłują się przekonywać
wybrańcy narodu. A uda mi się w sejmie sprytną mowę powiedzieć, ci i owi
przeczytają, ot i masz już paru zwolenników. A tutaj? Tutaj, bracie, wszystko
zdecydowane jest zawczasu na posiedzeniach klubowych. Tam się toczą istotne
dyskusje. Dlatego, widzisz, miejsca leaderów są puste, bo prezydia stronnictw
obradują.
Kolejna zagadka:
Skąd pochodzą przytoczone cytaty?
Zagadka rozwiązana - patrz komentarze pod tym postem.
Jest to cytat z pierwszej powieści Tadeusza Dołęgi Mostowicza pod tytułem "Ostatnia brygada". To ten sam autor co napisał słynną, jakże dzisiaj aktualną, "Karierę Nikodema Dyzmy" oraz nie mniej słynnego "Znachora".
Słowa te napisał w 1930 roku. I jak czytamy, nic się nie zmieniło. Nawet trudno rozróżnić czy to opis dzisiejszej rzeczywistości sejmowej, czy tej sprzed ponad osiemdziesięciu lat.
Refleksje nasuwają się bardzo smutne, ale ich ocenę pozostawiam każdemu z czytelników tego bloga.
Poprzedni post z tego cyklu.
Zagadka rozwiązana - patrz komentarze pod tym postem.
Jest to cytat z pierwszej powieści Tadeusza Dołęgi Mostowicza pod tytułem "Ostatnia brygada". To ten sam autor co napisał słynną, jakże dzisiaj aktualną, "Karierę Nikodema Dyzmy" oraz nie mniej słynnego "Znachora".
Słowa te napisał w 1930 roku. I jak czytamy, nic się nie zmieniło. Nawet trudno rozróżnić czy to opis dzisiejszej rzeczywistości sejmowej, czy tej sprzed ponad osiemdziesięciu lat.
Refleksje nasuwają się bardzo smutne, ale ich ocenę pozostawiam każdemu z czytelników tego bloga.
Poprzedni post z tego cyklu.
środa, 6 lutego 2013
Brazylijczyk i dwaj bydgoszczanie - pasjonaci Trabantów - część 3
Rozdział 3
Trabi Azul skończony, Branco na części.
Po trzech latach żmudnej pracy nad Trabantem Azul czyli niebieskim, Zbyszko kończy rozdział związany z odbudową kolejnego Sputnika z DDR / NRD. /trabant to po niemiecku sputnik.
Jednak zanim zaczął tak wyglądać jak na powyższym zdjęciu to trzeba było trzech lat żmudnej pracy, a przede wszystkim szukania oryginalnych części
Z antykiem to tak jak z budową domu. Zalać fundament, postawić ściany i przykryć dachem to najtańszy moment i najszybciej widać rezultaty. Tak było z Trabi 600.
Pierwszy moment oczyszczenia blachy z rdzy, dopasowania zbędnych części zjedzonej przez 50 letnią rdzę nie stanowiło dużego problemu. Przypominam, to tak jak z domem, wykończenie jest żmudne i kosztowne, a nie zawsze takie jak byśmy chcieli.
![]() |
| To własnie ten etap, który możemy nazwać stanem surowym odbudowy. |
![]() |
| A to stan surowy odbudowy wnętrza. |
Dopasowanie okien do starych oczyszczonych uszczelek stanowiło nie lada problem.
Z elektroniką i tapicerką było znacznie łatwiej. Dopasowały się one do prawie nowej karto - blachy niemieckiego pojazdu, który to po prawie 50 latach, odzyskał swój oryginalny wygląd.
Problemy i to ogromne były natomiast z drobnymi częściami jak śrubki, nakrętki, blaszki w części silnika i kabiny.
Zbyszko dwoił się i troił aby pościągać oryginaly z całej Polski i z Niemiec. Skorzystał przy tym z pomocy byłego pracownika Fabryki w Zwickau pana Zimmermana, mieszkającego teraz w Dreźnie. Język niemiecki który opanował Zbyszko jako chłopiec podczas II Wojny Światowej nie stanowi żadnego problemu, aby dogadać się z Zimmermanem z Drezna. Po włożeniu silnika i podłączeniu instalacji, już pierwsze odpalenie skończyło się sukcesem. Nie mogło być inaczej. Zbyszko mechanik zawodowy który to w życiu niejednego Trabanta, Syrenkę i Warszawę składał, miał spore doświadczenie w tej branży i także w tym przypadku ono zaowocowało . Oczywiście swoje doświadczenie zdobywał w czasach PRL kiedy to tylko takie autka jeździły po naszych drogach. I chociaż z częściami już wówczas były problemy to jednak można je było tak czy inaczej zdobywać.
![]() |
| Komora silnika po odbudowie. |
Kolor niebieski czyli Azul został zachowany. Nowe opony na koła i w drogę.
Po pierwszym odpaleniu i wyregulowaniu pracy silnika Zbyszko wykonał kilka rund wokół garażu.
Tego samego lata Paulo Jose z Brazylii przyleciał na zlot Trabantów do Zwickau.
Po kilku dniach spędzonych na zlocie przyjechał do Bydgoszczy. Nie wierzył własnym oczom że z takiego szrotu Zbyszko zrekonstruował Trabiego 600 który to mógłby wyruszyć w KOSMOS, ( jak sputnik to sputnik ) !
Po trzech latach pracy przypieczętowanych dużym sukcesem nad Azul do garażu wprowadzono białego czyli Branco. Ale to już po wakacjach OK, odezwał się, zadowolonym chociaż mocno zmęczonym głosem, Zbyszko.
| Po odbudowie - raz jeszcze. Zdjęcia i tekst - Zdzisław Szubski. Poprzedni post z tego cyklu. |
wtorek, 5 lutego 2013
sobota, 2 lutego 2013
Kilka refleksji natury ogólnej - 11
Polski rząd zanotował kolejny duży sukces. Otóż rządowe służby wykryły korupcję przy dwóch kontraktach na budowie jednego odcinka autostrady i jednego odcinka drogi ekspresowej. O szczegółach pisał nie będę. Prasa jest ich pełna i jak ktoś chce to może szczegółowo o tym poczytać, czy to w tabloidach, czy na łamach GW, RP lub na portalach internetowych. Rząd wykrył, winnych ukarano wyrzuceniem z pracy i po problemie. Co prawda UE coś tam chce blokować, ale pojechali pan minister /model/ Nowak i pani ministra Bieńkowska do Brukseli i wszystko w parę godzin wyjaśnili.
http://wyborcza.biz/biznes/1,101562,13330770,Bienkowska_i_Nowak_jada_do_komisarza_UE__Walczyc_o.html
Tak, tak, to ta sama ministra co to nie lubi bydgoszczan i nakazuje im współpracę z torunianami bo jak nie to nie dostaniecie.....
Warto było poczytać komentarze pod tym artykułem, niestety, oprócz jednego, pozostałe, nie widzieć dlaczego, usunięto.
Dzisiaj w Trójce parę minut po 9.00 w programie Beaty Michniewicz "Śniadanie w Trójce" pan europoseł Kalinowski /PSL/ i pani Kidawa-Błońska /PO/ twierdzili, iż jest to duży sukces w walce z korupcją w Polsce i, że należą się słowa uznania dla działań rządu w tej sprawie. Natomiast ci co chcą z tego uczynić aferę, co chcą uogólniać i nagłaśniać to działają na szkodę Polski na arenie międzynarodowej, a przecież u nas jest coraz lepiej i po co to czynić?
http://www.polskieradio.pl/9/300/Artykul/774341,Zyskamy-czy-stracimy-KE-blokuje-fundusze
Odpierali oni /Kidawa i Kalinowski, a wtórował im "minister" z kancelarii prezydenta H. Wujec/ zarzuty, że autostrady są dwa razy droższe niż w innych krajach. Pan Kalinowski nawet powiedział, że to z powodu ekranów dźwiękochłonnych. Ich zdaniem najlepiej walczyć z korupcją w ten sposób, aby o niej nie mówić, ponieważ nie można źle mówić o swoim państwie. Już tam rząd i odpowiedzialne służby sobie z tym problemem poradzą i chociaż spotykamy się z korupcją praktycznie wszędzie na styku państwowe - prywatne /głównie przetargi, zakupy, badania/ to przecież jest coraz lepiej i korupcja w Polsce maleje czego najlepszym przykładem jest fakt, iż przy przetargach na budowę dróg wartych prawie 100 mld. zł. , korupcję stwierdzono tylko w przypadku kontraktów stanowiących poniżej 1% całej wartości tych robót. Czyż to nie jest wspaniała wiadomość? A te setki upadających firm podwykonawczych na owych robotach drogowych - zapytał pan Waszczykowski /PiS/? Ten problem już rząd rozwiązał, specjalną ustawą odpowiedziała pani Kidawa z PO. A co z setkami firm, które upadły, a właściciele nie dostali wynagrodzenia za wykonane prace i wyjechali do Anglii i Irlandii na zmywaki, albo na robotników budowlanych - drążył europoseł Ziobro /SP/. Na to, niestety już nie było odpowiedzi, gdyż pani prowadząca zmieniła temat rozmowy.
Szybko i sprawnie temat nieprawidłowości przy budowie autostrad pani prowadząca zakończyła i rozmówcy, tak samo jak to ma miejsce we wszystkich środkach masowego przekazu w Polsce, przeszli do ważniejszych spraw, czyli dyskusji o ustawie o związkach partnerskich, o kandydaturze pani Grodzkiej na marszałka sejmu. Niestety zabraklo im czasu na tradycyjną rozmowę o katastrofie smoleńskiej.
Nie było afery hazardowej. W aferze Amber Goldu to pazerni klienci są sobie winni. Nikt nie odpowiada za upadek PLL LOT. Szybko i sprawnie przeprowadzono "reformę" emerytalną, której skutki są takie, że większość będzie musiała pracować /jak będzie miała pracę i siły/ do 67 roku życia, a wybrańcy /uprzywilejowani/, często w wieku poniżej 50 lat, pobierają emerytury nawet wyższe od pensji premiera polskiego rządu.
A mamy jeszcze samorządy, zaś tam jak pisze profesor Jerzy Hausner w artykule /link poniżej - warto sobie zadać trud, aby go przeczytać/ sporo o kwestii, na przykład upartyjnienia samorządów wojewódzkich oraz sposobu dzielenia kasy przez owe samorządy. Ogólnie, pomimo powszechnej opinii o udanej reformie samorządowej, przeprowadzone szczegółowe badania pokazują, iż wiele jest patologii na poziomie samorządów i, że działaja one na ogół, nie najlepiej.
http://wyborcza.biz/biznes/1,101716,13306906,Mamy_lepsze_domy__ale_dojazdy_do_pracy_sa_coraz_trudniejsze.html#BoxBizTxt
Od dawno głoszę hasło o potrzebie powrotu do poprzedniego podziału terytorialnego Polski. Wówczas zaoszczędzilibyśmy ogromne miliardy idące na zbędne powiaty, a kraj, nie to co teraz, miałby naprawdę szanse na równomierny rozwój. Co do regionów to tak samo jak twierdziłem i pisałem 15 lat temu, samorządy poszczególnych 49 województw mogłyby zawierać porozumienia do realizacji określonych międzywojewódzkich zadań, a nawet grupować się w określonych sprawach na stałe, lecz demokratycznie, na zasadach pełnej dobrowolności. I to byłaby prawdziwa demokracja, a nie taka atrapa, która jest obecnie.
Oficjalnie jednak kraj kwitnie, zielona wyspa coraz bardziej się zieleni i tylko garstka malkontentów chce nam wmówić, że jest źle, że lawinowo rośnie zadłużenie, że korupcja się szerzy, że nikt z rządzących za nic u nas nie odpowiada, że zła jest ordynacja wyborcza, że niesprawiedliwie podzielono unijna kasę, faworyzując regiony, z których pochodzą partyjni liderzy z partii sprawujących władzę, że rośnie rozwarstwienie społeczne, a parytet wynagrodzeń w sektorze publicznym sięga absurdalnych proporcji /nawet 1:100 patrz były minister Grad lub zarząd tworzonej publicznej spółki Inwestycje Polskie/. Sądy są sprawiedliwe i sprawne co najlepiej wykazał sędzia Tuleya i wyrok w sprawie sprzed 15 lat czyli o rozpowszechnianiu z ograniczeniami filmu o Amwayu. O służbie zdrowia i premiach dla marszałków sejmu i senatu, totalnego bałaganu na PKP, nie wspominając.
Ale przecież owi malkontenci, którzy zresztą są w ogromnej mniejszości, nie mogą mieć racji.
Poprzedni post z tego cyklu.
piątek, 1 lutego 2013
Szkolne wspomnienia - 4
Poprzedni post z tego cyklu.
czwartek, 31 stycznia 2013
Warto przeczytać - 7
Eustachy Rylski "Człowiek w cieniu"
Wydanie I Warszawa 2004 rok.
Tylko 136 stron.
Pierwszy raz czytałem książkę tego pisarza i urzekła mnie atmosfera powieści oraz celne i mocne oceny rzeczywistości i charakterów. Dla zachęty cytuję jej krótki fragment.
Początek lat dziewięćdziesiątych. Trzydziestokilkuletni warszawski notariusz odbywa wakacyjną wołżańską podróż. Jest gruntownie znudzony życiem i pracą.
Był porządnym stołecznym adwokatem nazywał się Aleksander Rański
Z wielkimi nadziejami przyjął zmianę ustroju w 1989 roku. Jak każdy uczciwy człowiek jakoś się do niej przyczyniając. Umiarkowana, chłodna natura nie predysponowała go do działań radykalnych, czy ryzykownych, ale inteligencja,elegancja i refleks utrzymywały go na powierzchni rzeczywistości, wymuszając, chciał, czy nie chciał, konsekwentny opór wobec niegodziwości i absurdów reżimu. Ofensywę motłochu, tę całą górę ludzkiego śmiecia sunącego w awangardzie zmian uznał za dziecięcą chorobę nowego porządku i oczekiwał, że państwo się z tego otrząśnie. Gdy po dwóch latach nadziei przekonał się, że państwo, nie tyle w swej naiwności i młodości, ale w starym jak świat kurewstwie, sankcjonuje cały ten stan, staje się jego depozytariuszem, że państwo nie tępi hołoty, ale ją ośmiela, wynosi, wręcz sakralizuje, że przez swe instytucje samo staje się sprzedajną rozchwianą od ściany do ściany hołotą, że rozwielmożniony motłoch tam i tu pociągnięty politurą zachodniości nie jest nieszczęściem, ale jego tężyzną, jego chojrakością to nabrał do tej konstrukcji rezerwy. A od rezerwy do pogardy tylko krok. Uczynił go.
Warto przeczytać.
Poprzedni post z tego cyklu.
poniedziałek, 28 stycznia 2013
Zdzisław Szubski - moje spotkanie z papieżem Janem Pawłem II w lutym 1979 roku
Pan Zdzisław Szubski jest aktualnie trenerem koordynatorem reprezentacji Chile w kajakarstwie i liczna ekipa szkoleniowa pod jego czujnym i fachowym okiem przygotowuje chilijskich sportowców do Igrzysk Panamerykańskich, które odbędą się wiosną przyszłego roku. Parę dni temu został także trenerem koordynatorem reprezentacji Grecji w kajakarstwie, drużyny, którą już kiedyś trenował i jego zadaniem jest jak najlepsze przygotowanie greckich sportowców do przyszłych Igrzysk Olimpijskich. Ponadto Zdzisław Szubski jest aktywnym i znanym międzynarodowym działaczem w tej dyscyplinie sportu. Jest także ambasadorem sportów wodnych miasta Bydgoszczy.
Dzisiaj trochę o moim największym przeżyciu duchowym w całym dotychczasowym życiu, czyli o spotkaniu z polskim papieżem Janem Pawłem II i to w parę miesięcy po Jego wyborze na Stolicę Piotrową. Unikatowe zdjęcia, jedyne w swoim rodzaju, niesamowite pamiątki z tych pięknych chwil.
4. Niezapomniane, do końca życia, spotkanie.
Watykan 14 luty 1979
Wreszcie nadszedł oczekiwany dzień odpoczynku po żmudnych i ciężkich treningach w Castel Gandolfo, miasteczku położonym w regionie Lacjum, 30 km od Rzymu.
Miasteczko znane z pięknego powulkanicznego jeziora Albano nad którym, na górze, położona jest letnia rezydencja papieży.
Piękne ogrody, kilku ogrodników i wspaniałe widoki, z jednej strony na jezioro Albano, a z drugiej na położony w oddali brzeg Morza Tyrreńskiego.
Najpierw spacer w towarzystwie ochrony rezydencji, po tych pięknych ogrodach, tarasach i kilku wnętrzach wielkiej rezydencji papieskiej, a potem dostaliśmy zaproszenie do Watykanu na spotkanie z ojcem Świętym Karolem Wojtyłą.
Nie wierzyliśmy we własne szczęście. Przecież dopiero co kardynał Wojtyła został papieżem, z czego cieszyliśmy się wszyscy. Co było jakimś cudem, wspaniałą rzeczą dla całego naszego narodu, a teraz mieliśmy z Nim się spotkać.
Następne kilka dni treningów minęły szybko. Autobusem dojechaliśmy do Rzymu. A potem już tylko skok do Watykanu. Do tego miasta w mieście.
Następne kilka dni treningów minęły szybko. Autobusem dojechaliśmy do Rzymu. A potem już tylko skok do Watykanu. Do tego miasta w mieście.
Niewiarygodnie wielka sala Bazyliki kościoła Watykańskiego. Po kilkudziesięciu minutach oczekiwania Jan Paweł II w towarzystwie ochrony Watykańskiej wyszedł na długi korytarz i witał się z wiernymi stojącymi z prawej jak i z lewej strony. To trwało długo. Zanim papież dotarł do ołtarza, słychać było zewsząd okrzyki wzruszenia, modlitwy ze strony pielgrzymów i najrozmaitsze pozdrowienia tych, którzy przybyli, aby zobaczyć i usłyszeć pierwszego polskiego papieża Karola Wojtyłę.
Papież podchodził do wiernych, zamieniał z nimi kilka słów, a wierni całowali go w pierścień papieski. Potem papież dotknięciem błogosławił wiernych, którzy ze wzruszenia często płakali, a czasem i mdleli.
W kościele, z prostym, poruszającym ołtarzem, było kilkuset wiernych.
Wreszcie po kilkudziesięciu minutach papież podszedł do owego ołtarza i rozpoczął mszę dla pielgrzymów, dla tych, którzy przybyli na spotkanie z Nim.
Po około godzinnej mszy wygłoszonej w języku włoskim i wielu błogosławieństwach wygłoszonych w rożnych językach, Jan Paweł II zaprosił ekipę olimpijską polskiej reprezentacji przed ołtarz.
Moment ten trudno mi wyrazić słowami ponieważ wrażenie było do nie opisania. Aby zrozumieć co chciałbym napisać to trzeba byłby to przeżyć.
Na miękkich nogach zbliżyliśmy się do papieża. A On tak spokojnie i tak po prostu zaczął rozmowę na temat kajaków.
,, ja też kajakowałem i przemierzałem często Polskę płynąc po wielu rzekach i jeziorach,,
![]() |
| Na pierwszym planie od lewej w dolnym rzędzie, Daniel Wełna z Bydgoszczy, Zdzisław Szubski i Jan Paweł II |
Wspaniała luźna, spokojna rozmowa. Ojciec Święty stworzył taki klimat, iż były momenty, że zapominaliśmy gdzie jesteśmy i z kim rozmawiamy.
Byliśmy pierwszą oficjalną grupą przyjętą przez Ojca Świętego w Watykanie. Otrzymaliśmy po medaliku Matki Boskiej od Ojca Świętego.
Do dzisiaj umieszczony jest on w samochodzie, którym podróżuję po świecie.
To był dzień którego NIGDY, NIGDY nie zapomnę w moim życiu.
Pobłogosławieni pożegnaliśmy się z Ojcem Świętym.
Na następny dzień w periodykach włoskich i radio ukazały się informacje o pierwszym spotkaniu polskiej olimpijskiej reprezentacji kajakarzy z Ojcem Świętym.
| Gazetta dello Sport, 14 luty 1979 |
Zgrupowanie w Castel Gandolfo dobiegło końca i po 21 dniach z dworca kolejowego Termini w Rzymie, przez Wiedeń wróciliśmy do Polski.
niedziela, 27 stycznia 2013
Socjalistyczne resentymenty.
Ponieważ ostatni dużo mówi się w naszym kraju o epoce Gierka, padają skrajnie różne opinie, trwają kłótnie, a nawet niektórzy się obrażają na osoby mające takie czy inne poglądy o tych minionych czasach dlatego też postanowiłem zamieścić, dwa jakże charakterystyczne zdjęcia z tego okresu. I chociaż oba zdjęcia zostały zrobione w syberyjskich miastach i są pewnego rodzaju dużą przesadą w kulcie wodza rewolucji to, jak zapewne wielu jeszcze pamięta, i u nas nie brakowało jego pomników, chociaż na taką gigantomanię sobie nie pozwalaliśmy. Jednak we wielu polskich miastach były pomniki Lenina, a w urzędach biurach i innych publicznych miejscach, gęsto królowały popiersia lub portrety Lenina, Marksa i Engelsa, a także aktualnych "umiłowanych" przywódców PRL i ZSRR.
![]() |
| Największy na świecie pomnik głowy Lenina. |
![]() |
| Lenin wiecznie żywy - taki napis widnieje na tablicy tego pomnika. Zdjęcia wykonał Marcin Wilkowski latem 2008 roku w dwu różnych syberyjskich miastach. |
czwartek, 24 stycznia 2013
Bydgoszcz - prawda i mity - część 4
Jak już poprzednio pisałem - treści, które zamieszczam w tym wątku w całości pochodzą z książki pod tym samym tytułem czyli "Bydgoszcz prawda i mity" wydanej w 2008 roku przez Towarzystwo Miłośników Miasta Bydgoszczy. Oczywiście na potrzeby internetowego postu wybrałem tylko fragmenty z tekstów zawartych w tym opracowaniu.
Mit numer 4
Bydgoszcz jest młodsza od Torunia.
Bydgoszcz otrzymała prawa miejskie o 113 lat później niż Toruń. Z tym trzeba się zgodzić. Jednak w ślad za tym stwierdzeniem, słyszy się niejednokrotnie opinie, że gdy Toruń triumfował u szczytu potęgi w XIII-XIV wieku, o Bydgoszczy jeszcze nikt nie słyszał, a co najwyżej była nieznaną wiejską osadą.
Takie stwierdzenia są błędne i dla Bydgoszczy krzywdzące.
Data lokacji miast nie decyduje przecież o czasie ich egzystencji, ani o ich znaczeniu. O tym decydują różnorodne uwarunkowania polityczne. Tutaj znowu jest istotna przynależność terytorialna do państwa krzyżackiego, czy też do Polski.
Porzućmy jednak chwilowo problem lokacji, a sięgnijmy wstecz.
Początek osadnictwa na terenie dzisiejszego Torunia /m. in. dzielnicy Podgórz sięga epoki brązu i wczesnego żelaza. W latach 1000 - 500 p.n.e. istniała w tej okolicy osada kultury łużyckiej, a następnie pomorskiej. Przy przeprawie przez Wisłę na obszarze Starego Miasta stwierdzono ślady słowiańskiego grodu. Na wzgórzu przy ujściu strumienia Postolec, od X wieku istniał gród drewniano-ziemny na skrzyżowaniu szlaków: wiślanego i prowadzącego z Wielkopolski ku Prusom, Pomorza i Mazowsza. Grodzisko było związane administracyjnie z Mazowszem. W 1230 roku, w chwili przybycia rycerzy zakonnych gród był prawdopodobnie opuszczony. Na miejscu dawnej osady Krzyżacy /początkowo tylko 7 rycerzy i około 50 giermków/ założyli nowy gród, nazwany przez nich Thorn. 28 grudnia 1233 roku Wielki Mistrz Herman von Salza nadał osadzie prawa miejskie. W 1236 r. miasto przeniesiono z rejonu Starego Torunia na obecne miejsce z powodu zalewania przez Wisłę.
Pierwsze ślady osadnictwa na terenie dzisiejszej Bydgoszczy pojawiły się 10-6 tys. lat p.n.e., po ustąpieniu lodowca. Wykryto wiele stanowisk archeologicznych z okresu brązu i żelaza. Natrafiono na bardzo bogaty zespół osadniczy z okresu halsztackiego / ok. 500 lat p.n.e./ składający się z osady obronnej /grodu/ cmentarzyska i mniejszych osad towarzyszących.
Duże skupisko osadnicze, okupujące dolinę Brdy, aż do ujścia do Wisły ukształtowało się w I wieku n.e.
W okresie plemiennym powstały skupiska osadnicze na terenie dzisiejszej aglomeracji bydgoskie, m. in. w Zamczysku.
W IX wieku zanotowano upadek wielu starych skupisk osadniczych i rozwój nowych w wyniku ekspansji państwa Polan. W sieci tych grodów, będących wyrazem nowej organizacji terytorialnej, znalazła się m. in. Bydgoszcz.
Udokumentowane przez wykopaliska, datowane ślady grodu bydgoskiego pochodzą z lat 1037-1038, kiedy to na początek rządów Kazimierza Odnowiciela nastąpił bunt ludowy, walki wewnętrzne oraz najazdy Czechów i Pomorzan. Relikty grodu bydgoskiego zalegają dzisiaj na terenie dawnej wyspy otoczonej wodami Brdy /ulice Bernardyńska, Plac Kościeleckich, ulica Podwale/.
Przed słynnymi wyprawami /1109-1123/ księcia Polski Bolesława Krzywoustego Bydgoszcz być może była zajęta przez Pomorzan. Po wojnach polsko-pomorskich ostały się jedynie Bydgoszcz i Wyszogród, które w nowej organizacji terytorialnej stały się centrami lokalnych władz administracyjnych oraz siedzibami kasztelanii.
W latach 1228-1230 Konrad Mazowiecki wydzielił Krzyżakom Ziemię Chełmińską, a swemu synowi Kazimierzowi - Ziemię Kujawską.
W czasie, gdy bracia zakonni zakładali Toruń i Chełmno po prawej stronie Wisły, po lewej książę Kazimierz odebrał Bydgoszcz Pomorzanom i wcielił do swego księstwa.
Wtedy drogi Bydgoszczy i Torunia rozeszły się. Toruń został miastem krzyżackim, wznoszonym przez doskonale zorganizowany zakon niemiecki, a Bydgoszcz ważnym ośrodkiem administracyjnym po stronie polskiej.
Po zjednoczeniu Polski przez Władysława Łokietka /ok. 1306 roku/ i krzyżackiej okupacji Pomorza /1309 r./ zarysował się coraz wyraźniej konflikt polsko-krzyżacki. Wojna polsko-krzyżacka przyniosła zagładę Wyszogrodu jako twierdzy i ośrodka osadniczego oraz spalenie i krzyżacką okupację Bydgoszczy /1331-1337/. Po zakończeniu wojny przyszedł czas na gospodarczą odbudowę państwa przez Kazimierza Wielkiego. W sieci nowych polskich miast i warowni lokowanych przez króla znalazła się Bydgoszcz, jedyny ocalały ośrodek administracyjny w tym rejonie.
W 1346 roku Kazimierz Wielki dokonał tego z Bydgoszczą, co w 1233 r. uczynili z Toruniem Krzyżacy. Różnica polegała na tym, że Bydgoszcz - była książęcą siedzibą, posiadała już pewne znaczenie administracyjne od 150 lat, podczas gdy Krzyżacy zbudowali swoje miasto od podstaw jako nowy ośrodek rodzącego się państwa.
Lokacja miast - wcześniejsza Torunia i późniejsza Bydgoszczy odzwierciedla ówczesne stosunki polityczne i różnice w kulturze materialnej między państwem krzyżackim, a polskim.
Podczas, gdy Toruń wzrastał jako emporium handlowe w XIII w., - Bydgoszcz istniała i rozwijała się pomyślnie na miarę warunków w jakich funkcjonowała. W porównaniu do sąsiednich osad położonych w Wielkopolsce i na Kujawach, Bydgoszcz została dostrzeżona i wyróżniona już w XII wieku, zanim ktokolwiek słyszał w Polsce o Krzyżakach.
Powinno być:
środa, 23 stycznia 2013
Znani i nieznani bydgoszczanie - 49
| Grzegorz Kubacki Zdjęcie wykonano latem 1999 roku. Poprzedni post z tego cyklu. |
poniedziałek, 21 stycznia 2013
Odrobina najnowszej historii Bydgoszczy - 30
Szwederowo Południe wiosną 1981 roku. Na pierwszym planie bloki numer 23 i 21 przy ulicy Czackiego, kawałek ulicy Inowrocławskiej, w głębi ogrodnictwa, działki i za nimi fragment bydgoskiego lotniska z widoczną, po prawej stronie, wieżą kontroli lotów. Poprzedni post z tego cyklu. |
sobota, 19 stycznia 2013
Kilka refleksji natury ogólnej - 10
Jak zwykle, już zresztą od wielu lat, sporo czytam różnych artykułów prasowych w internecie, a także czytam jeszcze więcej różnych komentarzy pod tymi artykułami. Przeglądam Wykop, Facebooka, różne blogi i strony internetowe i z ogromną przykrością stwierdzam, że na skutek tych czynności mój nastrój coraz bardziej się pogarsza. Jednak moja natura jest taka, że nie umiem i nie mogę tego nie robić.
Po objęciu władzy przez PO miałem duże nadzieje, które wiązałem z hasłami kampanii wyborczej sprzed ponad 5 lat, niestety żadne z tych tak potrzebnych działań nie zostało do dzisiaj wprowadzone w życie. Poniżej część tego o czym piszę:
Obietnice wyborcze PO
Jak czytamy fatalnie działa nasz wymiar sprawiedliwości. Popatrzmy na sprawę Amber Gold, wyroki na podwarszawskich gangsterów, wyrok w sprawie Amwaya /wydany po 15 latach do tego nieprawomocny i pełen różnych "ale" - patrz artykuł w GW "Wyrok w sprawie Amwaya: TVP może pokazać film, ale musi usunąć z niego nieprawdziwe informacje"/ Po 15 latach nasz wymiar sprawiedliwości wysmażył takiego potworka, że nie wiadomo czy się śmiać, czy płakać. Film od lat dostępny jest w internecie i kto chciał to dawno go obejrzał, a nasze sądy, marnując przy tym ogromne pieniądze, potrzebowały 15 na wyrok kuriozum. Pełno podobnych przykładów wokół. Dzisiaj jakiś poseł PO z Lublina wymyśli, aby płacić za jeżdżenie po polskich drogach, patrz
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13206443,Posel_PO__Powinnismy_placic_za_jazde_drogami_krajowymi.html?lokale=bydgoszcz#BoxWiadTxt
A także GW pisze o zakulisowych rozmowach PO i PiS-u w sprawie zmiany ordynacji wyborczej do Europarlamentu:
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13261853,Tusk_zerwal_rozmowy_ws__listy_krajowej__Przestraszyl.html?lokale=bydgoszcz#BoxWiadTxt
Zdecydowana większość komentarzy pod tym artykułem jest tak jednoznaczna w wymowie i formie, że czytając te komentarze można odnieść wrażenie, iż GW czytają obecnie tylko słuchacze Radia Maryja.
A propos RM:
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/5,114871,13261966,Gigantyczny_posag_Matki_Boskiej_powstaje_w_Boliwii.html#Cuk
i jeden z 245 komentarzy zamieszczonych do tej pory pod tym artykułem:
Tragedia dla polskiego narodu, ale pewnie niebawem w Toruniu powstanie większy posąg i do tego z wodotryskiem z wód geotermalnych i dopiero będzie sensacja na skalę światową.
A nasze bydgoskie sprawy, o których wielokrotnie także tutaj pisałem. Leżą i kwiczą, że się tak wyrażę. Toruńscy liderzy rządzący "regionem" i przewodnią partią, robią co chcą i mówią co chcą nie licząc się z faktami, nastrojami społecznymi i pozycją regionu na tle kraju. Aby ugruntować pozycję toruńskiego marszałka, toruńska GW organizuje ankietę, w której zapytuje torunian, czy bydgoszczanie nie dostali za dużo unijnych pieniędzy. A także pyta czy czytelnicy popierają marszałka, pyta tych co najwięcej zyskali, pyta w ich gazecie, pyta o ich marszałka, ale wiedzę przekazuje na cały "region jako uniwersalne wyniki badań popularności marszałka w "regionie. Jest to tak głupie, że nawet nie warto tego komentować. Mógłbym tak długo pisać, ale wówczas prawie nikt by tego nie przeczytał dlatego na koniec zacytuję tylko fragment opinii przeczytanej dzisiaj pod wspomnianym artykułem dotyczącym rozmów pomiędzy PO i PiS w sprawie zmian ordynacji wyborczej do Europarlamentu /autor jonkasta - wypowiedź oceniona wysoko/:
"Naród pozwolił tym g. /nie ośmielam się cytować oryginału/ ze styropianu dojść do władzy i pozwolił rządzić naszym krajem, sprzedać wszystko cały dorobek pokoleń, pozwolił tym styropiańcom, na to, by z polityki uczynili narzędzie własnych interesów i to naród pozwolił tym g. łupić Polskę i nazywać się bohaterami za wyniesienie ulotek, przejście z ulotkami Puławską i za to, że darli mordę w większej grupie. To my zezwoliliśmy by ci ludzie w sejmie ustalali własne prawa - dla własnych kolegów".
A w TVP, Polsacie, TVN, Superstacji, GW, Radiu Z, Trójce, Jedynce, żeby wymienić tylko te najpopularniejsze publikatory, od dwudziestu paru lat ci sami ludzie, mówiący to samo, a zresztą z góry jak się dowiemy kto bierze udział w audycji, czy kto napisał tekst, możemy przewidzieć co powie lub napisał, jak rozwodni temat, jak ucieknie od meritum, jak będzie konfabulował czy nawet normalnie kłamał.
Ja mam tego serdecznie dość, ale większość widocznie nie, gdyż objaw powszechnego niezadowolenia nie widać. Moim zdaniem jest to sytuacja bardzo szkodliwa dla naszego kraju, a już dla bydgoszczan to szczególnie. Ciekawe jak długo jeszcze potrwa ta szopka?
Poprzedni post z tego cyklu.
Po objęciu władzy przez PO miałem duże nadzieje, które wiązałem z hasłami kampanii wyborczej sprzed ponad 5 lat, niestety żadne z tych tak potrzebnych działań nie zostało do dzisiaj wprowadzone w życie. Poniżej część tego o czym piszę:
Obietnice wyborcze PO
Jak czytamy fatalnie działa nasz wymiar sprawiedliwości. Popatrzmy na sprawę Amber Gold, wyroki na podwarszawskich gangsterów, wyrok w sprawie Amwaya /wydany po 15 latach do tego nieprawomocny i pełen różnych "ale" - patrz artykuł w GW "Wyrok w sprawie Amwaya: TVP może pokazać film, ale musi usunąć z niego nieprawdziwe informacje"/ Po 15 latach nasz wymiar sprawiedliwości wysmażył takiego potworka, że nie wiadomo czy się śmiać, czy płakać. Film od lat dostępny jest w internecie i kto chciał to dawno go obejrzał, a nasze sądy, marnując przy tym ogromne pieniądze, potrzebowały 15 na wyrok kuriozum. Pełno podobnych przykładów wokół. Dzisiaj jakiś poseł PO z Lublina wymyśli, aby płacić za jeżdżenie po polskich drogach, patrz
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13206443,Posel_PO__Powinnismy_placic_za_jazde_drogami_krajowymi.html?lokale=bydgoszcz#BoxWiadTxt
A także GW pisze o zakulisowych rozmowach PO i PiS-u w sprawie zmiany ordynacji wyborczej do Europarlamentu:
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13261853,Tusk_zerwal_rozmowy_ws__listy_krajowej__Przestraszyl.html?lokale=bydgoszcz#BoxWiadTxt
Zdecydowana większość komentarzy pod tym artykułem jest tak jednoznaczna w wymowie i formie, że czytając te komentarze można odnieść wrażenie, iż GW czytają obecnie tylko słuchacze Radia Maryja.
A propos RM:
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/5,114871,13261966,Gigantyczny_posag_Matki_Boskiej_powstaje_w_Boliwii.html#Cuk
i jeden z 245 komentarzy zamieszczonych do tej pory pod tym artykułem:
Tragedia dla polskiego narodu, ale pewnie niebawem w Toruniu powstanie większy posąg i do tego z wodotryskiem z wód geotermalnych i dopiero będzie sensacja na skalę światową.
A nasze bydgoskie sprawy, o których wielokrotnie także tutaj pisałem. Leżą i kwiczą, że się tak wyrażę. Toruńscy liderzy rządzący "regionem" i przewodnią partią, robią co chcą i mówią co chcą nie licząc się z faktami, nastrojami społecznymi i pozycją regionu na tle kraju. Aby ugruntować pozycję toruńskiego marszałka, toruńska GW organizuje ankietę, w której zapytuje torunian, czy bydgoszczanie nie dostali za dużo unijnych pieniędzy. A także pyta czy czytelnicy popierają marszałka, pyta tych co najwięcej zyskali, pyta w ich gazecie, pyta o ich marszałka, ale wiedzę przekazuje na cały "region jako uniwersalne wyniki badań popularności marszałka w "regionie. Jest to tak głupie, że nawet nie warto tego komentować. Mógłbym tak długo pisać, ale wówczas prawie nikt by tego nie przeczytał dlatego na koniec zacytuję tylko fragment opinii przeczytanej dzisiaj pod wspomnianym artykułem dotyczącym rozmów pomiędzy PO i PiS w sprawie zmian ordynacji wyborczej do Europarlamentu /autor jonkasta - wypowiedź oceniona wysoko/:
"Naród pozwolił tym g. /nie ośmielam się cytować oryginału/ ze styropianu dojść do władzy i pozwolił rządzić naszym krajem, sprzedać wszystko cały dorobek pokoleń, pozwolił tym styropiańcom, na to, by z polityki uczynili narzędzie własnych interesów i to naród pozwolił tym g. łupić Polskę i nazywać się bohaterami za wyniesienie ulotek, przejście z ulotkami Puławską i za to, że darli mordę w większej grupie. To my zezwoliliśmy by ci ludzie w sejmie ustalali własne prawa - dla własnych kolegów".
A w TVP, Polsacie, TVN, Superstacji, GW, Radiu Z, Trójce, Jedynce, żeby wymienić tylko te najpopularniejsze publikatory, od dwudziestu paru lat ci sami ludzie, mówiący to samo, a zresztą z góry jak się dowiemy kto bierze udział w audycji, czy kto napisał tekst, możemy przewidzieć co powie lub napisał, jak rozwodni temat, jak ucieknie od meritum, jak będzie konfabulował czy nawet normalnie kłamał.
Ja mam tego serdecznie dość, ale większość widocznie nie, gdyż objaw powszechnego niezadowolenia nie widać. Moim zdaniem jest to sytuacja bardzo szkodliwa dla naszego kraju, a już dla bydgoszczan to szczególnie. Ciekawe jak długo jeszcze potrwa ta szopka?
Poprzedni post z tego cyklu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)















